czwartek, 31 grudnia 2015

2015: PODSUMOWANIE

Nie jestem "sylwestrowym człowiekiem", omijam wielkie podsumowania i planowanie gruntownych życiowych zmian. Chciałam zamknąć ten rok recenzją Innej duszy Orbitowskiego, ale trawienie tej lektury zajmuje mi więcej czasu niż podejrzewałam. Dlatego zamienię kolejność i podsumuję 2015 rok jeszcze w 2015 roku. Jest kilka rzeczy, które chcę dla siebie utrwalić oraz kilka słów, które chciałabym Wam napisać. Zwłaszcza, że w niedzielę minie rok istnienia Po Książkach Mam Kaca. Zapraszam!


KSIĄŻKI

W 2015 roku przeczytałam 110 książek! Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad liczbą przeczytanych pozycji, jednak wiem, że tylko dzięki prowadzeniu bloga udało mi się zmotywować do regularności i różnorodności. Lista wyzwania 2015 READING CHALLENGE liczyła sobie pięćdziesiąt haseł, ja zrealizowałam (mniej i bardziej przypadkowo, przyznaję) czterdzieści dwa z nich. Poniżej przedstawiam pełną listę przeczytanych przeze mnie książek, razem z odnośnikami do recenzji. Pogrubione liczby to książki, które składają się na 2015 READING CHALLENGE.

STYCZEŃ

1. Księgi Jakubowe, Olga Tokarczuk
2. Skrawki błękitu, Lois Lowry
3. Piąta kobieta, Henning Mankell
4. Pan Błysk, J.R.R. Tolkien
5. Gniazdo światów, Marek S. Huberath
6. Rycerz bezkonny, Romuald Pawlak
7. Agent, Manuela Gretkowska
8. Akacja, Ewa Schilling
9. Kupa kultury. Przewodnik inteligenta, Leszek Bugajski
10. Zawsze jest dzisiaj, Michał Cichy
11. Literatura i sztuka nowoczesna, Marcin Rychlewski

LUTY

12. Blackout, Marc Elsberg
13. Dwunasta warstwa, Olaf Tumski
14. Morderca bez twarzy, Henning Mankell
15. Bóg mordu, Yasmina Reza
16. Czytając Polskę: literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności, Kinga Dunin
17. Maszynopis z Kawonu, Tomasz Kowalczyk
18. Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty, Marek Bieńczyk
19. Meczet Notre Dame. Rok 2048, Elena Czudinova

MARZEC

20. Duma i uprzedzenie, Jane Austen
21. Portret trumienny, Kuba Wojtaszczyk
22. Lilla Weneda, Juliusz Słowacki
23. Szmaciane lalki, Gabriel Grula


MAJ

32. Futu.re, Dmitry Glukhovsky
33. Hipnoza, Bartłomiej Basiura
34. Empaton. Pierwotne wynaturzenie, Erc Zerki - Evski
35. Ogar Boga. Popiół i piach, Anna Gręda
36. O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym, Maurycy Mochnacki
37. Stary poeta. Szkice o Norwidzie, Krzysztof Trybuś

CZERWIEC

38. Ostre przedmioty, Gillian Flynn
39. Virion, Joanna Patrzylas
40. Nienawiść w czasach internetu, Alina Naruszewicz-Duchlińska
41. Matt Hidalf i Błyskawica Widmo, Christophe Mauri
42. Pokój światów, Paweł Majka
43-45. Avatar: The Last Airbender. The Promise, Part 1-3, Gene Luen Yang (komiks)
46-48. Avatar: The Last Airbender. The Search, Part 1-3, Gene Luen Yang (komiks)

LIPIEC

49. Gregor i niedokończona przepowiednia, Suzanne Collins
50. Harry Potter i Kamień Filozoficzny, J.K. Rowling
51. Ogień i woda, Victoria Scott
52. Pierwszych piętnaście żywotów Harry’ego Augusta, Claire North
53. Błąd warunkowania, Anna Nieznaj
54. Cuda i Dziwy Mistrza Haxerlina, Jacek Wróbel
55. Harry Potter i Komnata Tajemnic, J.K. Rowling
56. Harry Potter i Więzień Azkabanu, J.K. Rowling
57. Jurassic Park, Michael Crichton
58. Matka Makryna, Jacek Dehnel
59. Pochłaniacz, Katarzyna Bonda

SIERPIEŃ

60. Spokojnie. To tylko Rosja, Igor Sokołowski
61. 450 stron, Patrycja Gryciuk
62. Amazonia, James Rollins
63. Furia rodzi się w Sławie, Krzysztof Koziołek
64. Jądro ciemności, Joseph Conrad
65. Królowa Tearlingu, Erika Johansen
66. Poduszka w różowe słonie, Joanna M. Chmielewska
67. Tajemnice królów, Victoria Gische
68. Wyklęci, Olga Haber

WRZESIEŃ

69. Jak złapać rosyjskiego szpiega, Naveed Jamali i Ellis Henican
70. Szary Mag. Trylogia, Jarosław Prusiński
71. Trollhunters, Guillermo del Toro i Daniel Kraus
72. Warszawski Niebotyk, Maria Paszyńska
73. Dzieje Tristana i Izoldy, autor nieznany (wydanie ilustrowane)
74. Wakacje, Stanley Middleton
75. Wyspy, Anita Graboś

PAŹDZIERNIK

76. Dziewczyna z pociągu, Paula Hawkins
77. Światło, którego nie widać, Anthony Doerr
78. Tease, Amanda Maciel
79. Chcę wszystko, Charlotte Brontë, Dorota Combrzyńska-Nogala
80. Kariera Nikodema Dyzmy, Tadeusz Dołęga-Mostowicz
81. Król Wron, Szymon Krug
82. Lilka. Maria Jasnorzewska-Pawlikowska we wspomnieniach i listach, Mariola Pryzwan
83. Marsjanin, Andy Weir
84. Piekło odzyskane, Grzegorz Majewski
85. Tajemnice królów, Victoria Gische
86. Wystarczy być, Jerzy Kosiński
87. Zabójstwo Pitagorasa, Marcos Chicot

LISTOPAD

88. Przeżyć. Droga dziewczyny z Korei Północnej do wolności, Yeonmi Park i Maryanne Vollers
89. Restart, Amy Tintera
90. Rogi, Joe Hill
91. Biesy, Fiodor Dostojewski
92. Co ze mnie zostało, Kat Zhang
93. Ewangelia według Lokiego, Joanne Harris
94. Gregor i Przepowiednia Zagłady, Suzanne Collins
95. Sweetland, Michael Crummey
96. Twarz z lustra, Elżbieta Wichrowska

GRUDZIEŃ

97. Drobne występki w czasach obfitości, Matthew Kneale
98. Kłamca. Viva l'arte, Jakub Ćwiek
99. Kolor Magii, Terry Pratchett
100. Trans-Atlantyk, Witold Gombrowicz
101. Uprawa roślin południowych metodą Miczurina, Weronika Murek
102. Alicja w Krainie Czarów, Lewis Carroll
103. Gwiazdozbiór, Marta Zaborowska
104. Inna dusza, Łukasz Orbitowski
105. Kasacja, Remigiusz Mróz
106. Podkrzywdzie, Andrzej Muszyński
107. Posłaniec, Lois Lowry
108. Syn, Lois Lowry
109. Wybacz mi, Leonardzie, Matthew Quick
110. Zły, Leopold Tyrmand



Po roku wiem już, że wyzwania tego typu nie są dla mnie. Szybko się nim znudziłam, wracałam do niego i zapominałam o nim. Traktuję to więc jako ciekawostkę, której nie powtórzę. Inaczej ma się rzecz z akcjami nocnego czytania, świetnym doświadczeniem był też tegoroczny BookAThon. To właśnie takie wydarzenia motywują mnie do intensywniejszego czytania. W kolejnym roku chcę się skupić na... O tym przeczytacie trochę niżej!

Najlepsze książki przeczytane przeze mnie w tym roku, książki, o których jeszcze długo będę pamiętać, które będę namiętnie polecać i do których chcę kiedyś wrócić to:

  

  


  

   

Istnieje też lista pozycji, o których wolałabym zapomnieć, które mi nie leżały, przez które przebrnęłam w męczarniach i które wciąż budzą moją irytację:

  

  

  

W tym roku po raz pierwszy miałam okazję zwiedzić Warszawskie Targi Książki w maju oraz Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie w październiku. Wzięłam udział w dwóch nocach czytania - sierpniowej i halloweenowej, a także w BookAThonie. Szczerze? Nie mogę się doczekać kolejnych takich wydarzeń!


SIEĆ

Raz lepiej, raz gorzej - staram się pielęgnować moje miejsce w sieci najlepiej jak tylko potrafię. 184 obserwujących przez pierwszy rok? WOW! Do tego ponad 1500 komentarzy, cała masa wyświetleń. Z wyszukiwarek czytelnicy najczęściej trafiali do mnie przez hasła dotyczące Wspaniałego stulecia, Fortitude, grubych książek i wyzwań na rok 2016. Nie brakło też bezpośredniego wyszukiwania hasła "po książkach mam kaca", dzięki czemu niejednokrotnie na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech.

Facebook i Instagram to także ważne miejsca. W tej chwili obserwuje mnie odpowiednio 1185 i 818 osób. Mam okazję poznawać innych książkoholików, pisać o książkach, wymieniać doświadczenia - czasem też przerzucać się głupotami i żartami.

Dużą popularnością cieszą się - chyba nikogo nie zaskoczę - konkursy. Dotychczas wszystkie nagrody wykładałam z własnej półki lub kieszeni. Nieśmiało myślę o tym, żeby wkręcić do zabawy inne osoby, wydawnictwa, grupy z którymi współpracuję. Bo dlaczego nie? Odkrycie w sieci dziesiątek, setek portali, profili dotyczących miłości do książek sprawia, że mam jeszcze większą ochotę...czytać. A nawet więcej: czytać i dzielić się tym dalej. Robić zdjęcia, wrzucać komentarze dotyczące tego, jak czułam się w czasie lektury, śledzić ludzi, którzy też kochają książki i chcą mówić o tym światu. 



PLANY

Najważniejszym planem na 2016 rok jest...pisać dalej. Pisać więcej, lepiej, różnorodniej. Chcę, żeby na blogu regularnie pojawiały się wpisy dotyczące filmów i seriali. Chciałabym kontynuować serię Rok temu w... oraz częściej wrzucać Książki, o których marzę. Nie przewiduję większych zmian, nie mam na nie parcia. Mój plan na kolejny rok to szlifowanie tego, co już posiadam.

Jeśli chodzi o plany czytelnicze, najważniejszym jest WYCZYTYWANIE DOMOWYCH ZAPASÓW KSIĄŻEK. Ciekawych zapraszam tutaj i tutaj. Oczywiście chcę też pobić tegoroczną liczbę przeczytanych książek - choćby o jedną pozycję, chociaż moim marzeniem jest 115 książek w 2016 roku.



PODZIĘKOWANIA

Dziękuję wszystkim czytelnikom i obserwatorom bloga, fanom profilów na Facebooku i Instagramie. Dziękuję za Wasze komentarze, wiadomości, lajki, odwiedziny. Piszę dla siebie, żeby pamiętać, ale też dla Was. 

Dziękuję całej ekipie Polacy nie gęsi i swoich autorów mają, oficynie wydawniczej RW2010 i Genius Creations, od których wszystko się zaczynało. Pani Dorotce z Wydawnictwa MG, która zawsze posyła uśmiech oraz panu Michałowi z Wiatru od Morza - Pan tak pięknie mówi o książkach! Wydawnictwom Czarna Owca i Galeria Książki oraz Księgarni Matras dziękuję za szybki i konkretny kontakt. Wydawnictwom: IUVIZnakMuza oraz Papierowy Księżyc za kilka ciekawych pozycji - mam nadzieję, że to nie koniec naszej współpracy. Czekam na kolejne twory MadMoth Publishing oraz kilku autorów, o których pisałam na blogu.

Dziękuję KarolinieAdzeWeronice i Dorotce - cieszę się, że mogłyśmy się spotkać i porozmawiać. Liczę na więcej! Dziękuję całej grupie Pogaduchy u Aguchy - pisanie z Wami to prawdziwa przyjemność i świetna zabawa. Mam nadzieję, że będziemy mieli okazję spotkać się kiedyś twarzą w twarz.


2016...?

Na koniec... pogadajmy! O książkach, o Waszych planach, o blogowaniu, o życiu. Co u Was?

wtorek, 29 grudnia 2015

Podsumowanie grudnia


Grudzień jaki, czerwiec taki. (przysłowie)

..................................................................................................................................................


READING CHALLENGE 2015

1. Drobne występki w czasach obfitości, Matthew Kneale

A book written by an author with your same initials, czyli książka autora o inicjałach takich samych jak twoje.
Czytanie tego zbioru sprawiło mi niemałą przyjemność. Najchętniej zakończyłabym teraz moje pisanie podsumowując lekturę krótkim: "kupcie, pożyczcie, przeczytajcie!". Zanim jednak do tego dojdzie (tak, mam zamiar powtórzyć to na samym końcu), wypada, żebym napisała coś więcej. Zacznę może od tego - trudno mi zdecydować się na jedno opowiadanie. Nie potrafię określić, które było moim ulubionym, ponieważ w każdym z nich dostrzegam coś niepowtarzalnego, błyskotliwego i fascynującego.  
2. Kłamca. Viva l'arte, Jakub Ćwiek

A graphic novel, czyli powieść graficzna (komiks). 
3. Kolor Magii, Terry Pratchett

A book you started but never finished, czyli książka, którą zacząłeś, ale nie skończyłeś. 
4. Trans-Atlantyk, Witold Gombrowicz

A book you were supposed to read in school but you didn’t, czyli książka, którą powinieneś przeczytać w szkole, ale tego nie zrobiłeś. 
5. Uprawa roślin południowych metodą Miczurina, Weronika Murek

A book of short stories, czyli zbiór opowiadań.
Są abstrakcyjne, oniryczne, czasem groteskowe. Kilka razy odczuwałam pewien opór w lekturze, jednak było to uczucie dobre i bardzo cieszę się z tego, że się pojawiło. Nie jest to zestawienie opowiadań pełnych akcji, bawiących czytelnika, otwierających przed nim nowe światy lub podsumowujących pewne tematy błyskotliwą pointą

POZA WYZWANIEM

6. Alicja w Krainie Czarów, Lewis Carroll 
7. Gwiazdozbiór, Marta Zaborowska 
Jest w tej książce kilka zaskakujących zwrotów akcji, chociaż ostatecznie nie byłam wbita w fotel. Moim zdaniem warto jednak przeczytać tę powieść, bo przedstawia sobą wysoki poziom. To zamknięta, logiczna całość, a w fabule i rozwiązaniach trudno dopatrzeć się większych błędów - pomijając te szczegóły, które wspomniałam we wcześniejszym akapicie. Marta Zaborowska wymyśliła ciekawy splot zdarzeń, dała bohaterom wyraźne, charakterystyczne rysy.  
8. Inna dusza, Łukasz Orbitowski 
9. Kasacja, Remigiusz Mróz 
10. Podkrzywdzie, Andrzej Muszyński 
Książka wprawiła mnie w specyficzny klimat. Obrazy były zaskakująco znajome - wychowałam się w miejscu, które moje wyobraźnia zapożyczyła do tworzenia przedstawień rzeczywistości opisanej przez autora. Jest w jego języku pewna doza poetyckiej swobody, reportażowej skrupulatności i lekkości, którą mieć może chyba tylko człowiek, który sam dużo czyta i rozumie, w jaki sposób konstruować zdania, by odbiorca potrafił zobaczyć przed swoimi oczami dokładnie to, co autor chciał, by zobaczone zostało.  
11. Posłaniec, Lois Lowry 
12. Syn, Lois Lowry 
Nie potrafię porównać rzeczywistości stworzonej przez Lowry z żadnym innym książkowym światem. Teoretycznie każdą książkę można czytać osobno, zajmując się historią pojedynczej osoby, z którą wiąże się bezpośrednio jednostkowy tytuł. Pierwsze dwa tomy podają całkiem osobne informacje, w trzecim wreszcie zrozumiałam, gdzie szukać połączenia. Syn to ponowne wejście w chłodny i ascetyczny klimat Dawcy, w pozornie idealny świat, gdzie każdy człowiek ma swoje miejsce, a choroby i nieszczęście nie istnieją.  
Jeśli powieść Quicka jest jakimś rodzajem diagnozy współczesnego świata dorosłych, to nie jest to świat kolorowy i szczęśliwy, ale trudny, zamknięty i duszny. Leonard odczuwa to wcześniej niż powinien i widzi dokładniej niż inni. Sposób napisania tej postaci i przedstawienia jej historii bardzo mną poruszył. Gradacja faktów była dokładnie przemyślana i oddziaływała na moją wyobraźnię. Spojrzenie na Leonarda zmieniało się, uzupełniało podczas lektury.  
Nie miałam żadnej trudności w wymyśleniu trzech słów, którymi można opisać tę powieść. "Sensacja po peerelowsku" to dość, by zacząć długi wywód o tym, jak na siedmiuset stronach dało się połączyć akcję, tajemnicę, wątek kryminalny, romans, przegląd przez wszystkie warstwy społeczne powojennej Warszawy, wartki rysunek Polski Ludowej, która buduje nowe na ruinach. Swoją notatkę o książce zaczęłam od podwójnie podkreślonego: "to nie do końca kryminał!".

NA BLOGU POJAWIŁY SIĘ TAKŻE...


O KSIĄŻKACH:


..................................................................................................................................................

Podsumowanie miesiąca pojawia się wcześniej niż zazwyczaj, bo już za dwa dni nadejdzie czas podsumowań całego roku. Porządek musi zostać zachowany! Nadal jestem w trakcie lektury Innej duszy Orbitowskiego, ale wiem, że dziś ją skończę, a jutro postaram się napisać o niej kilka słów. I najprawdopodobniej to właśnie tą książką zakończę rok 2015. Dziwny rok, dość dobry rok... Ale o tym nie dzisiaj.

Grudzień rozpoczął się od BookAThonu, skąd tak dobry wynik czytelniczy w tym miesiącu. Najmniej porywający był Trans-Atlantyk, dobrych książek całe szczęście było o wiele więcej. Grudzień to też miesiąc otrzymywania i kupowania książek - ale o tym napiszę już na początku stycznia, gdy wszystkie zamówione pozycje do mnie dotrą. Żyję już planami na kolejne tygodnie, więc trudno podsumowuje mi się miesiąc, który minął tak szybko i niespodziewanie.

Zapraszam na FACEBOOKA oraz INSTAGRAMA.

Jakie książkowe pyszności znaleźliście pod choinką? Jakie kupiliście sobie sami?

niedziela, 27 grudnia 2015

PODKRZYWDZIE, Andrzej Muszyński


 





Tytuł: Podkrzywdzie
Autor: Andrzej Muszyński
Data tego wyd.: 2015
Wydawnictwo: Literackie
Ilość stron: 190

Dwa słowa: coś umiera







Jedną z pozycji nominowanych do tegorocznych Paszportów POLITYKI jest książka Andrzeja Muszyńskiego, autora reportaży i tekstów publikowanych w prasie. Podkrzywdzie to jego pierwsza powieść, kierująca uwagę czytelnika na wieś i prowincję; na świat, który powoli obumiera i odchodzi w zapomnienie.

Narratorem Podkrzywdzia jest chłopiec opisujący nieistniejącą już wieś, życie swoich dziadków oraz własne drogi odkrywania praw rządzących otaczającym go światem. Miejsce akcji to wioska położona w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, nad rzeką Białą, niedaleko Pustyni Błędowskiej. Zmieniającym się, nieprzewidywalnym porom roku towarzyszą codzienne obowiązki, zwyczaje i święta, a także coraz bardziej niepokojące zachowanie dziadka, którego ludzie we wsi podejrzewają o chodzenie na Podkrzywdzie. Gdzie jest stary świat i pewność postępujących po sobie pór roku, stałość wsi i jej praw? Gdzie znajduje się Podkrzywdzie i dlaczego dziadek, klucząc i ukrywając się, wciąż do niego wraca? Kim jest "ono" pojawiające się w nieprzytomnych monologach starca?

Książka wprawiła mnie w specyficzny klimat. Z jednej strony obrazy były zaskakująco znajome - wychowałam się w miejscu, które moje wyobraźnia zapożyczyła do tworzenia przedstawień rzeczywistości opisanej przez autora. A tworzenie własnych wizji osób, sytuacji, chwil czy skrawków świata budzonych do życia przez Andrzeja Muszyńskiego to w tej najbardziej podstawowej formie bardzo łatwy proces. Jest w jego języku pewna doza poetyckiej swobody, reportażowej skrupulatności i lekkości, którą mieć może chyba tylko człowiek, który sam dużo czyta i rozumie, w jaki sposób konstruować zdania, by odbiorca potrafił zobaczyć przed swoimi oczami dokładnie to, co autor chciał, by zobaczone zostało. Z drugiej strony - ta logiczna i czytelna całość zbudowana jest z coraz silniej metaforycznego języka. Jest więc wieś, wioska, jest stary człowiek, są rozbłyski świata - dla mnie osobny, równie istotny bohater tej opowieści. W każdym elemencie zawarta jest ogromna doza dokładności, nawet wtedy, gdy narracja rozmywa się i przechodzi na bardziej symboliczny poziom. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że nie są to jedynie wizje stworzone przez samego autora, ale obrazy mocno osadzone na prawdziwych, istniejących kiedyś wyrywkach z rzeczywistości, którą autor sam doświadczył. Odbiera się tę książkę wszystkimi zmysłami - widzi się miejsca i szczegóły, słyszy dźwięki wsi i lasu, czuje zapach ziół, potraw, a nawet ludzi. A jednocześnie wszystko należy już do świata, który nie istnieje. I znów - nie mogłam powstrzymać się przed odbieraniem całych fragmentów w bardzo osobisty sposób. Pamiętam polską wieś pachnącą zwierzętami hodowlanymi, żniwami i świeżym mlekiem. Niespodziewanie i niewytłumaczalnie - jak na kartach Podkrzywdzia - pewne rzeczy zaczęły się rozmijać, blaknąć i znikać. Nie ma już pewnego świata. Opisywane w Podkrzywdziu anomalie i zmiany są mi w pewien sposób bardzo bliskie. Czuję, że moje korzenie zapuszczone są w podobnej glebie.

Obsadzenie w roli narratora chłopca, czy też dorosłego, który wraca do swoich chłopięcych lat i opisuje świat z perspektywy osoby dopiero dojrzewającej sprawia, że nawet najprostsze zjawiska czy plotki zostają ubrane w narrację surrealistyczną, poetycką dość, by wprowadzić czytelnika w przestrzeń niedookreśloną, ale nie zgubić go tam całkowicie. Przez całe ustępy traciłam grunt pod nogami i nie byłam pewna, o jakich czasach autor pisze, później jednak pewność wracała, by znów przepaść. Dla mnie jest to idealne połączenie zmysłu reportażysty, który obserwuje i wyciąga każdy szczegół, oraz prozy, którą czyni się wieloznaczną z premedytacją, ale też wyczuciem. Pochłonęło mnie to bez reszty - opisy pór roku, stałość babki, zmieniające się jak w kalejdoskopie nastroje dziadka, niepewna w całej książce pozycja Stójkowego. To piękny, ale smutny i przebarwiający się świat, który w końcu musi zostać pochłonięty przez Pustynię.
Mówią, że stajemy się dorośli, gdy dostrzegamy w sobie brzemię pokoleń, łykowate pęta, które nie pozwalają już wyzbytym wstydu wyzwolić się z gestów naszych dziadków; gdy stajemy się tego w pełni świadomi. Po raz pierwszy z początkiem tego lata zacząłem przypuszczać, że racjonalna przyczyna, dla której dziadek wędruje na Podkrzywdzie, nie istnieje.
Od samego początku rozumiałam, że mam przed sobą jakąś wielką tajemnicę, sens, który być może okaże się zrozumiały dopiero po zamknięciu książki. Pomimo swoich niewielkich rozmiarów, powieść towarzyszyła mi przez kilka wieczorów i czuję się tak, jakbym miała za sobą długą, ale bardzo satysfakcjonującą wędrówkę. Jest w tym jakaś magia, piękno słów, przedstawienia zdarzeń, konceptu. To historia miejsca, które chce być poza wszystkim, co może definiować nazwy, czas i prawa. Miasto jest przestrzenią całkowicie przeciwstawną, a cykliczność pór i dat staje się z upływem stron coraz bardziej niejasna i zagubiona. Im bardziej jednak świat staje się niewyraźny, tym więcej wie i rozumie narrator, chłopiec obserwujący swojego dziadka, który wciąż poszukuje własnego miejsca. Jest więc to historia o małej ojczyźnie, przeszłości, inicjacji. Niczego jednak nie chce się tu podsumować w jednym zdaniu, postawić ostatecznej kropki, która miałaby zakończyć dyskusję. Wręcz przeciwnie, Podkrzywdzie uruchamia wiele mechanizmów, podjudza do myślenia, odkurza tęsknotę.

To ten przypadek, gdy oniryczność przyciąga czytelnika i mocno go przy sobie trzyma, nie podrywając go jednocześnie całkiem z ziemi. Podczas lektury tej powieści czułam równowagę, po zamknięciu - przykre wrażenie, że skończyło się coś, co powinno trwać dłużej. Jeśli istnieje w mojej przestrzeni stos książek, do których będę musiała wrócić, dokładam do niego Podkrzywdzie. Niech minie parę wiosen, lat i jesieni, a na pewno dojrzę w tym tekście jeszcze więcej. Polecam. Takie książki trzeba czytać.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI KSIĘGARNI MATRAS
Więcej o książce na stronie matras.pl

czwartek, 24 grudnia 2015

BOOK TAG: ZIMOWY TAG


Tag ten przywędrował do mnie z bloga A to ci...wynalazek!


 

NARTY, czyli książka, którą najszybciej przeczytałeś/aś
Chyba właśnie przy Dawcy autorstwa Lois Lowry zdałam sobie sprawę z tego, że istnieją książki, które można połknąć w dwie godziny, na raz, bez przerw na herbatę czy wyprostowanie kości. Myślę, że równie dobrze mogłabym wstawić tu powieść Gwiazd naszych wina, jednak ona pojawi się przy innym punkcie.

DŁUGIE WIECZORY, czyli książka (lub seria), która ciągnie się w nieskończoność
Styl Bondy bardzo mi się podoba, jednak Pochłaniacza czytałam i czytałam, i czytałam... i czytałam. Zaczęłam już podejrzewać, że nie ma końca! Przede mną drugi tom, wiem jednak, że muszę zabrać się za niego w bardzo swobodny i wolny tydzień, bo lektura zajmie mi trochę czasu.

SANKI, czyli książka, która przypomina Ci dzieciństwo
Najpierw przypomnę o TYM poście, w którym pisałam o wszystkich książkach, które budowały moje dzieciństwo. Jeśli mam jednak wybierać jedną (a na dodatek wyjątkowo nie Pottera), to cofnę się do czasów, kiedy książki czytała mi mama i powiem o Wierszach dla dzieci Tuwima. Moje wydanie tego zbioru jest już w kawałkach.

 

ŚNIEŻKI, czyli książka, w której toczy się bitwa
Jedną z najlepszych książek, jaką czytałam w tym roku, było Światło, którego nie widać. Powieść osadzono w czasach II wojny światowej, a sposób jej opisania urzekł mnie, zachwycił, a jednocześnie zrobił mi trochę krzywdy. Nigdy nie zapomnę tej książki.

NOWY ROK, czyli książka, którą chcesz przeczytać, a jeszcze się nie ukazała
Stanowczo druga część ilustrowanego Pottera! Nawet nie wiem, czy powinnam cokolwiek tutaj uzasadniać! Widzieliście pierwszy ilustrowany tom? Jeśli nie, żałujcie. Jeśli tak, niech on będzie moim argumentem. Cudo!

KOMINEK, czyli książka, którą najchętniej spalił(a)byś za zakończenie
Nawet nie będę sobie wyobrażać palenia książek. Jasne, ten tag jest tylko zabawą, ale nie spaliłabym absolutne żadnej książki. Niezależnie od tego, jak bardzo jej nie znoszę, jak irytuje mnie maniera autora (siema, Gombek), jak bardzo zakończenie rozdarło mnie, zniesmaczyło lub zawiodło - stanowczo odmawiam choćby nadpalenia okładki.

FAJERWERKI, czyli książka, które zakończenia się nie spodziewałeś/aś
W Kosogłosie zdarzyło się kilka rzeczy, których się nie spodziewałam. Nie chodzi tylko o zakończenie. To jedna z tych historii, które całkowicie pochłaniają czytelnika. Fajerwerki? Stanowczo!

 

ŚNIEG, czyli książka, której akcja dzieje się w zimie
Ok, tutaj mam problem. Mam wielki problem. Nie znam chyba żadnej książki (poza Opowieścią wigilijną), której akcja kojarzyłaby mi się bezpośrednio z zimą lub świętami. Wiecie już czego potrzebuję? No jasne! Waszej pomocy! Polećcie mi jakieś zimowe, świąteczne powieści!

ZIMNO, czyli książka, która złamała Ci serce
Nie będę szukać daleko. Gwiazd naszych wina to jedna z tych powieści, która zmusiła moje nieczułe serduszko do wzruszenia. Powiem tylko tyle, że nie obyło się bez paczki chusteczek.

HERBATA, czyli książka, która rozgrzała Ci serce
Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął to powieść, przy której bardzo dobrze pije się herbatę. Można też wypić grzańca, jak kto woli. Nie wiem, czy istnieje książka, przy której śmiałam się tak mocno, jak przy Stulatku. A jednocześnie... cóż, to po prostu bardzo pozytywna historia, która porusza serducho i daje dużo radości.

PREZENT, czyli kogo zapraszam do zabawy
Agę z Książka od kuchni
Karolinę z Tanayah czyta
Dorotę z Przeczytanek

środa, 23 grudnia 2015

ZŁY, Leopold Tyrmand







Tytuł: Zły
Autor: Leopold Tyrmand
Data tego wyd.: październik 2015
Wydawnictwo: MG
Ilość stron: 760

Trzy słowa: sensacja po peerelowsku







Warszawa w latach 50. XX wieku. Jak wygląda? Jacy ludzie ją tworzą? Z jednej strony ruiny i powolne odbudowywanie zniszczonego miasta. Z drugiej - kawiarnie, tramwaje, bary, parki i podejrzane skwery. Po raz pierwszy powieść Tyrmanda pojawiła się w 1955 roku i została bardzo dobrze przyjęta przez ówczesnych czytelników. W ogóle się temu nie dziwię.

Zły to kryminał, romans, polski western - powieść mocno osadzona w realiach Polski Ludowej, błyskotliwie opisująca blaski i cienie ówczesnego ustroju i społeczeństwa. Książka rozpoczyna się od serii napadów, w których scenariusz zawsze wygląda tak samo: ofiarami są bandziory, zbiry, rozrabiaki. Tajemniczy bohater pojawia się znikąd, załatwia sprawę i przepada w tłumie. Według niektórych świadków jest wysoki i dobrze zbudowany, według innych niski i drobny. Wszyscy są jednak zgodni co do jednego: jego znakiem rozpoznawczym jest mocne, świetliste spojrzenie. Milicja robi wszystko, żeby ustalić jego tożsamość, podziemny świat Warszawy rusza na wojnę.

Nie miałam żadnej trudności w wymyśleniu trzech słów, którymi można opisać tę powieść. "Sensacja po peerelowsku" to dość, by zacząć długi wywód o tym, jak na siedmiuset stronach dało się połączyć akcję, tajemnicę, wątek kryminalny, romans, przegląd przez wszystkie warstwy społeczne powojennej Warszawy, wartki rysunek Polski Ludowej, która buduje nowe na ruinach. Swoją notatkę o książce zaczęłam od podwójnie podkreślonego: "to nie do końca kryminał!", czego może nie czuć od pierwszych stron (ściśle sensacyjnych, trzymających w napięciu), ale co wychodzi na powierzchnię już kawałek dalej, niemal za rogiem. Reportażowe ujęcie Warszawy przez Tyrmanda przypomina nieco sposób pisania o niej w Lalce - i nie przestrzegam Was przed tym, ale namawiam do wskoczenia w tętniącą życiem stolicę lat pięćdziesiątych. To przegląd przez ówczesne relacje między ludźmi, opis miasta i społecznych praw, fabuła złożona z wielu mniejszych wątków, które sprawiły, że szybko poczułam się tak, jakbym doskonale znała każdą z opisywanych ulic, każdy z problemów, głównych tematów rozmów.
Żyjemy tu, w Warszawie, życiem tramwajowym. Znaczy to, że w naszej warszawskiej epoce tramwaj wzniósł się do roli symbolu. Oczywiście - tramwaj wyraża miejską jednostkę komunikacyjną, taką samą jak trolejbus czy autobus. Mówi się: żyjemy życiem takim czy innym, wtedy gdy życie owo dobywa z człowieka jego najistotniejsze cechy. Czyli że w zetknięciu z nim człowiek objawia się w całej swej okazałości. Przepełniony irracjonalnie tramwaj warszawski stanowi doskonały odczynnik, przekonujemy się w nim codziennie, jacy jesteśmy i jak bardzo żyjemy życiem tramwajowym. 
Narracja co rusz (jednak nie za często!) zbacza z głównego toru powieści, by - tak jak w cytacie powyżej - opisać fragment warszawskiego życia, warszawskiej rzeczywistości, czy to dotyczącej tramwajów, czy zimy, czy dziennikarzy. Klimat Złego jest fantastyczny i nie potrafię odnaleźć innego słowa, które mogłabym tu wstawić. To bardzo inteligentny (gdzieniegdzie otwarcie humorystyczny i groteskowy) obraz ludzi, miejsc, zdarzeń, a także niewymawianych wtedy głośno głupot i paradoksów.

To nie do końca kryminał, a jednak nadal kryminał, który wciąga. Nie tak, jak krótka książeczka sensacyjna, zagadka z morderstwem lub kradzieżą błyskotek. Tu akcja rozciąga się powoli, ale w tak zaskakujący sposób - fabularnie i narracyjnie - że nie dość, że bawiłam się świetnie podczas lektury wątków i scen pobocznych, to jeszcze drżałam podczas każdej sceny akcji. Warszawa opisana przez Tyrmanda to z jednej strony miasto zaczynające tętnić prawdziwym życiem, pełne tramwajów, spieszących się ludzi, kawiarń, spotkań, kolejek, spraw do załatwienia. Z drugiej strony Tyrmand konstruuje historię w stylu noir. Opisuje ciemne uliczki, podejrzane lokalizacje, mroczne rozgrywki w kryminalnym półświatku. A na deser - tytułowy zły, człowiek-cień, tajemniczy wybawca, który, niczym Zorro, sam ustanawia sprawiedliwość i pokój. Rozmiar tej powieści ma prawo przerażać i być może przeraża. Rozumiem to, bo sama czytałam Złego powoli. Sposób napisania tej powieści sprawił jednak, że cały czas wiedziałam, gdzie jestem - łatwo wracało mi się w rytm tej książki, tak jak łatwo i naturalnie wchodzi się w nurt ulicy. To kawał dobrej prozy - narracyjnie mięsistej i świetnie doprawionej, fabularnie inteligentnej i nie zostawiającej czytelnika w tyle.

Jestem na tak. Jestem bardzo na tak i już nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z Leopoldem Tyrmandem. Sceneria, bohaterowie, historia - wszystko jest na najwyższym poziomie. Nie wiem, czy jakakolwiek powieść osadzona w powojennej Polsce jest w stanie pobić tę pozycję.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU MG
Więcej o książce na stronie wydawnictwomg.pl

poniedziałek, 21 grudnia 2015

SYN, Lois Lowry






Tytuł: Syn (ang. Son)
Autor: Lois Lowry
Data I wyd.: 2012 (PL: listopad 2015)
Cykl: Dawca (tom 4)
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 400

Trzy słowa: dobre rozwinięcie historii







Dawca, Skrawki błękitu, Posłaniec, Syn - te kolejne tomy tworzą Kwartet Dawcy, cykl książek Lois Lowry osadzony w świecie składającym się z wielu mniejszych części. Każda z nich rządzi się swoimi prawami, stawia przed sobą inne wymagania i obowiązki. Pozornie z sobą niezwiązane, okazują się mieć wiele wspólnego - podobnie scharakteryzować można związek między poszczególnymi tomami. Dopiero trzecia część połączyła z sobą osobne fragmenty. Czwarta tłumaczy to, co dotychczas nie było wyjaśnione.

Syn to historia Klary. Żyjąc w społeczności, w której nie istnieją uczucia, kolory i własne, w pełni świadome decyzje, jako dwunastolatka została przydzielona do Rodzicielek. W wieku trzynastu lat była już Naczyniem, a po dziewięciu miesiącach dostarczyła na świat Produkt, nowe dziecko. Zostało jej ono odebrane, tak jak dziesiątki innych dzieci dziesiątkom innych matek. Ale Klara różni się od swoich poprzedniczek - ma uczucia, nie potrafi o zapomnieć o dziecku. Chce być przy swoim synu, strzec go. Chce go odnaleźć.

Cały cykl ma swoje dobre i gorsze momenty. Syn przez pierwszą połowę był dla mnie książką świetną, wiele obiecującą, dorównującą klimatem i poziomem pierwszemu, ukochanemu przeze mnie tomowi. Później sprawy się nieco pokomplikowały, a końcówka nie jest - moim zdaniem - najmocniejszym punktem cyklu. Z jednej strony czuję więc niedosyt - z drugiej jednak czwarta część kwartetu świetnie wpisuje się w całkowity klimat świata stworzonego przez Lowry i jestem bardzo szczęśliwa, że miałam szansę poznać wszystkie cztery historie. Syn jest jednostką osobną, a jednocześnie ściśle związaną z pozycjami wcześniejszymi, co potwierdza, że Lois Lowry doskonale przemyślała swoją koncepcję. Do tego, że nie ma wybuchów, końca świata i rozlewu krwi przyzwyczaiłam się już wcześniej. Historia tworzona przez Lowry jest subtelniejsza, korzysta z wielu starych i niejednokrotnie już przepracowanych motywów. Dla mnie głównym jest podróż - ta fizyczna i psychiczna. A także wszystko, co z podróżą związane - trudności, wyzwania, nieprzychylność sił natury, własne ograniczenia.

Nie potrafię porównać rzeczywistości stworzonej przez Lowry z żadnym innym książkowym światem. Teoretycznie każdą książkę można czytać osobno, zajmując się historią pojedynczej osoby, z którą wiąże się bezpośrednio jednostkowy tytuł. Pierwsze dwa tomy podają całkiem osobne informacje, w trzecim wreszcie zrozumiałam, gdzie szukać połączenia. Syn to ponowne wejście w chłodny i ascetyczny klimat Dawcy, w pozornie idealny świat, gdzie każdy człowiek ma swoje miejsce, a choroby i nieszczęście nie istnieją. Mając jednak wiedzę z wcześniejszych części cyklu domyślać się można, że wszystko runie - i narracja szybko pokazuje, gdzie należy szukać rys. Nie ma potrzeby przedstawiania społeczności i konstrukcji idealnego miasta. Główna bohaterka mierzy się z wieloma trudnościami, o których mowa w Dawcy, szybciej jednak niż bohater tamtej powieści przekracza granice - swoje oraz te stworzone przez ludzi. Historia jest żywa, wartko i logicznie rozpisana. Chociaż zwroty akcji występują, nie są nastawione na zaskoczenia i zwiększanie gradacji napięcia, ale na utrzymanie uwagi czytelnika i rozbudzenie jego refleksji. Jest w tym pisaniu pewna lekkość, w której łatwo się zauroczyć, nawet jeśli głęboki sens utworu jest bolesny i cierpki. Lektura każdego z poprzednich tomów kwartetu zajęła mi nie więcej niż pół dnia i tak samo było tym razem. To przejrzysty, zgrabnie napisany tekst. Teoretycznie wolny od męczących, filozoficznych rozważań, chociaż tak naprawdę ma w sobie coś podobnego do przypowieści. Prostota służy lepszemu zrozumieniu sensu niedosłownego, wpisanego w atrakcyjną historię. To historia o uczuciach, przede wszystkim miłości matki do syna, rozpisana w sposób łudząco przypominający rozbudowaną baśń, w której główna bohaterka musi przejść przez wiele prób, które mają udowodnić, że jej uczucia i determinacja są prawdziwe. Tak naprawdę Lois Lowry używa motywów kanonicznych, prostych i oczywistych. W Synu czytelność i oczywistość są dla mnie jeszcze bardziej widoczne, jednak nie uważam tego za wadę. Może jedynie wieńczącej cykl walce dobra ze złem brakło siły i energii, która towarzyszyła końcówce Dawcy. Dla mnie więc Syn bardziej od podsumowania całego kwartetu jest po prostu jego osobną cząstką. Tak na niego patrząc ocenię go bardzo wysoko. Ma w sobie lekkość i prosty urok.

Zawsze będę polecać cykl rozpoczęty powieścią Dawca, zawsze będę miło wspominać chwile, które poświęciłam na czytanie poszczególnych jego części. Syn nie jest wyjątkiem. To mądra, pełna czułości i determinacji opowieść o miłości, nauce świata i poszukiwaniach. Warto, naprawdę warto sięgnąć po książki Lois Lowry. Ja znajduję dla nich osobne i bardzo ważne miejsce w moim czytelniczym serduszku.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU GALERIA KSIĄŻKI
Więcej o książce na stronie galeriaksiazki.pl

niedziela, 20 grudnia 2015

WYZWANIE CZYTELNICZE 2016


Pisałam już o tym odrobinę tutaj.

W poszukiwaniu wyzwań książkowych na kolejny rok nie możemy zapomnieć o książkach, które już mamy na półce, a które czekają na nasze łaskawe spojrzenie i chęć sięgnięcia po nie. Dlatego właśnie zamierzam WYCZYTYWAĆ DOMOWE ZAPASY KSIĄŻEK i namawiam Was gorąco do tego samego! Żadnych wyznaczników, żadnych określonych ilości książek - po prostu dużo chęci i radość dzielenia się naszymi postępami. To bardzo swobodne wyzwanie czytelnicze, które ma jednak jasno określony cel! Książki chcą być czytane!

TUTAJ znajdziecie link do wydarzenia.

Każdy sam ustala reguły. W moim kalendarzu przy styczniu widnieje już przypomnienie o tym, żebym wybrała sobie z góry dwie pozycje, które będę chciała przeczytać w ciągu miesiąca. CO NAJMNIEJ dwie, ponieważ nie wiem, jakie cudne nowości przyniesie czas! Nie spinam się więc, ale wyznaczam cel minimum, który będę chciała - oczywiście - przekroczyć.

Powiedzcie koniecznie, co sądzicie o wyzwaniach? Czy wyzwanie książkowe, wyzwanie czytelnicze lub jakiekolwiek inne wyzwanie na 2016 rok ma u Was szansę?

Namawiam do przesyłania informacji o WYCZYTYWANIU DOMOWYCH ZAPASÓW KSIĄŻEK dalej! Dajcie znać, jeśli wrzucicie na swoją stronę banner tego wydarzenia!

piątek, 18 grudnia 2015

UPRAWA ROŚLIN POŁUDNIOWYCH METODĄ MICZURINA, Weronika Murek






Tytuł: Uprawa roślin południowych metodą Miczurina
Autor: Weronika Murek
Data tego wyd.: 2015
Wydawnictwo: Czarne
Ilość stron: 144

Dwa słowa: pomiędzy, pomiędzy







Paszporty POLITYKI to nagrody przyznawane od 1993 roku w kategoriach: literatura, film, teatr, muzyka poważna, plastyka, estrada i kreator kultury. Tegoroczni nominowani pisarze to: Weronika Murek, Andrzej Muszyński i Łukasz Orbitowski. Autorka Uprawy roślin południowych metodą Miczurina urodziła się w 1989 roku, a książka ta jest jej debiutem. Naprawdę wartym uwagi debiutem.

Najpierw należy się dowiedzieć, kim jest Miczurin. Nie znajdziemy go w żadnym z opowiadań składających się na ten tom, ale interpretacja tytułu książki jest ważna dla odbioru poszczególnych tekstów. Mottem Uprawy roślin południowych są słowa tego rosyjskiego genetyka, który w swojej pracy zajmował się krzyżowaniem roślin w celu stworzenia odpornych odmian: „Nie możemy czekać na łaskawość przyrody. Naszym celem jest wziąć ją sobie od niej samemu”. Teksty Murek charakteryzuje przemieszanie i niemożliwość postawienia jasnych granic pomiędzy tym, co rzeczywiste, a co wyśnione, odrealnione, należące już do innego świata. Bohaterami są zmarli i żywi, święci i aniołowie, a nawet Matka Boska dziergająca skarpety dla Jezusa.

Najdłuższe i chyba najczęściej wspominane w recenzjach jest pierwsze opowiadanie z tomu. Tu przestrzeń żywych miesza się z przestrzenią umarłych, a ja podczas lektury zaczęłam wątpić w swoje rozpoznanie - nie wiedziałam już, kto jest kim. Młoda dziewczyna obserwuje przygotowania do własnego pogrzebu, uparcie powtarzając, że żyje, ma się dobrze, że nigdzie się nie wybiera. O tym, że jest martwa, dowiaduje się jako ostatnia. Ze zgrozą odkrywa, że chcą ją pochować w zwykłym swetrze - a w końcu także, że grzebane ciało nie należy do niej. Podczas czytania poczułam, że się odrywam, że wpadam w tekst i jestem zobowiązana do tego, by nim pograć, by porozwiązywać zagadki wplecione w kolejne zdania. Podobnie z innymi opowiadaniami Weroniki Murek - są abstrakcyjne, oniryczne, czasem groteskowe. Kilka razy odczuwałam pewien opór w lekturze, jednak było to uczucie dobre i bardzo cieszę się z tego, że się pojawiło. Nie jest to zestawienie opowiadań pełnych akcji, bawiących czytelnika, otwierających przed nim nowe światy lub podsumowujących pewne tematy błyskotliwą pointą. Nie czuję, żeby któryś z tekstów Murek był całkowicie zamknięty, żeby posiadał jasne, oczywiste otwarcie i równie ostateczne podsumowanie, wnioski czy definicję. Narracja w utworach jest niejednolita, przenika czas i miejsca, łączy bohaterów, którzy nie nie mieliby szansy się spotkać, porozmawiać. To z jednej strony przedstawienie sytuacji bardzo rzeczywistych, zwyczajnych, niemal szarych i wypłowiałych. Niemal, ponieważ przenikają się w nich elementy poetyki reportażu, klimatu ludowego i onirycznego; narracja nie trzyma się praw chronologii czy czasu. Jeśli wrócić do Miczurina - mam wrażenie (a po rozeznaniu wiem, że nie tylko ja to czuję), że Weronika Murek bawi się we własną, tekstową genetykę. Rozpoczyna od postawienia przed sobą obrazków całkowicie naturalnych, powtarzalnych i przezroczystych, ale krzyżuje je z własnym zachłyśnięciem się światem, ze snami, z wolnymi, oderwanymi skojarzeniami. Nie każda próba wprowadzenia do prozy realizmu magicznego mi się podoba, tym razem jednak dałam się przekonać. Nie wiem, czy potrafię zinterpretować wszystkie jej opowiadania, ale ich lektura dała mi wiele przyjemności na nieco wyższym poziomie. Chętnie poczytam więcej o twórczości tej autorki, z uwagą będę śledzić kolejne analizy Uprawy roślin południowych metodą Miczurina.

Nie wszystkie teksty zebrane w tej książce mi się spodobały i nie każde zrozumiałam dość, by o nich mówić. Jest to lektura interesująca i wymagająca, na pewno nie dla każdego czytelnika. Żeby w pełni cieszyć się tą książką trzeba mieć szerokie horyzonty myślowe, odrobinę wiedzy i lekturowego doświadczenia. Przede mną jeszcze dwie pozycje nominowane do Paszportów. Jestem naprawdę ich ciekawa, bo Uprawa roślin południowych metodą Miczurina rozbudziła mój apetyt.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI KSIĘGARNI MATRAS
Więcej o książce na stronie matras.pl

A tutaj znajdziecie fragment.

czwartek, 17 grudnia 2015

GWIAZDOZBIÓR, Marta Zaborowska







Tytuł: Gwiazdozbiór
Autor: Marta Zaborowska
Data wyd.: listopad 2015
Cykl: Julia Krawiec (3)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 520

Dwa słowa: wciągająca akcja






Już jakiś czas temu zaczęłam przekonywać się do polskich kryminałów i polskich powieści sensacyjnych - w końcu mamy się czym chwalić. Szczególnie cieszy to, że coraz częściej można usłyszeć o pisarkach-kobietach, które wybijają się na rodzimym rynku pracując właśnie z tymi gatunkami. Zaczęłam nie tylko zauważać, ale też samodzielnie szukać kolejnych nazwisk w księgarniach. Tym razem przedstawiam powieść Marty Zaborowskiej

Podwarszawskim miasteczkiem wstrząsa informacja o śmierci dziecka. Uczeń "fabryki talentów", szkoły dla wybitnie uzdolnionych, zostaje odnaleziony w lesie. Wkrótce pojawia się kolejne ciało, a śledczy szybko odkrywają jasne oznaki tego, że wszystkie morderstwa popełniła ta sama osoba. Każde z dzieci wychowało się w szczególnych warunkach, każde z nich cierpiało na postępujące kalectwo, które prędzej czy później musiało przekreślić ich drogę do sławy. Sprawą zajmuje się Julia Krawiec. Tymczasem data kolejnej zbrodni została już ustalona.

Zaczęłam czytać powieść Marty Zaborowskiej bez szerszej znajomości jej twórczości, dlatego przebrnęłam przez nią pozbawiona obaw o to, czy zrozumiem wszystkie wątki - dopiero w trakcie lektury domyśliłam się, że to część większego cyklu. Całe szczęście powieść została napisana w taki sposób, by czytelnik nie miał problemów z rekonstrukcja pełnej wiedzy dotyczącej głównej bohaterki. Powieść stworzono w rozbudowany sposób, zawiera nie tylko motyw morderstw, ale też wątki opisujące życie grupy dochodzeniowej czy samej głównej bohaterki. Mnie jednak bardziej zajął wątek kryminalny niż prywatne losy Julii Krawiec i jej rodziny. Im częściej czytam powieści sensacyjne, thrillery czy kryminały, tym bardziej rozumiem swoje potrzeby. Nie dla mnie tomiszcza zawierające obok rozgrywek policyjnych i detektywistycznych poboczne wątki o prawie obyczajowym wydźwięku. Lubię czytać o surowym, policyjnym życiu i przemyśleniach Kurta Wallandera na temat społeczeństwa czy historii, ale roztrząsanie wątpliwości dotyczących dzieci czy małżeństwa nie leży mi w powieściach kryminalnych i nie odpowiada. A przynajmniej nie zawsze. Cieszę się, że kobiety mogą być głównymi bohaterkami w tym typie literatury, sięgając jednak po powieść sensacyjną chciałabym jedynie sensacji, a kryminał trawię tylko w postaci bardzo surowej. To moje prywatne, ograniczające przyzwyczajenie, które nie powinno wpłynąć na sposób odbioru tej książki przez innych czytelników. W Gwiazdozbiorze skupiłam się więc na rozwiązywaniu zagadki, a nie na związkach i emocjach. Prawdę mówiąc, wątki matki Julii, romansu Michaliny i ciąży przeszkadzały mi. Nie dominowały fabuły, ale w żaden sposób mnie nie zaciekawiły i nie poruszyły. Całe szczęście główna akcja powieści trzyma w napięciu, a mimo ilości stron książkę czyta się stosunkowo szybko.

Chociaż ogólny pomysł mnie przekonał, kilka razy decyzje podjęte przez autorkę powieści były dla mnie niezrozumiałe. Najbardziej wbił mi się w pamięć akapit dotyczący picia kawy w jednej z najdroższych kawiarni w mieście. Następnie okazuje się, że ta niebotycznie droga kawa kosztuje dwanaście złotych (z moich doświadczeń wynika, że tyle kawa w restauracjach i kawiarniach po prostu kosztuje). Opis ludzi zaglądających przez szybę do środka, by tęsknie, z zazdrością patrzeć na bogatych, pięknych, niedostępnych szczęśliwców siedzących nad kawą i ciastkiem do teraz budzi we mnie konsternację. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że autorka czasem za bardzo chce uświadomić pewne fakty czytelnikowi, za bardzo się stara, kombinuje tak mocno, że ostatecznym wynikiem jest obraz nieco karykaturalny. Wspomnę jeszcze Michalinę, która w mgnieniu oka robi sobie tatuaż, żeby dopasować się do salonu tatuażu, w którym ma zacząć swoją pracę jako tajniak - pomysł ten pojawił się szybko, zanim jeszcze ktokolwiek w ogóle ustalił, że salon ten będzie istotny. Tatuaż pojawił się znikąd i przewijał przez całą powieść, chociaż wątek ten nie ma dla mnie żadnych logicznych podstaw. Ot, nic nie wnoszące, dekoncentrujące udziwnienie.

Jest w tej powieści kilka zaskakujących zwrotów akcji, chociaż ostatecznie nie byłam wbita w fotel. Moim zdaniem warto jednak przeczytać tę powieść, bo przedstawia sobą wysoki poziom. To zamknięta, logiczna całość, a w fabule i rozwiązaniach trudno dopatrzeć się większych błędów - pomijając te szczegóły, które wspomniałam we wcześniejszym akapicie. Marta Zaborowska wymyśliła ciekawy splot zdarzeń, dała bohaterom wyraźne, charakterystyczne rysy. Dla mnie jest to książka na raz i na pewno przy najbliższej okazji podam ją dalej. Akcja mnie nie porwała, nie wstrząsnęła mną, ale cieszę się, że mogłam ją poznać. Nie będę przesadnie zachwalać tej książki - nie musiałam się po niej zbierać, nie zarwałam dla niej nocki. Jestem jednak pewna, że osoby, które lubią thriller, sensację czy kryminał mogą śmiało sięgać po twórczość Marty Zaborowskiej. Ja sama chętnie to zrobię.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU CZARNA OWCA
Więcej o książce na stronie czarnaowca.pl

poniedziałek, 14 grudnia 2015

EWANGELIA WEDŁUG LOKIEGO, Joanne Harris






Tytuł: Ewangelia według Lokiego (ang. The Gospel of Loki)
Autor: Joanne Harris
Data tego wyd.: 2014 (PL: październik 2015)
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 416

Trzy słowa: inny punkt widzenia






Być może za moją miłość do postaci Lokiego odpowiada Tom Hiddleston i jego kreacja w filmach Marvela, ale cóż poradzić. Kobiety uwielbiają niedobrych chłopców - więc jeśli niedobry jest sam bóg, nie zostaje nic innego, jak tylko mdleć z zachwytu. Ale najpierw warto przyjrzeć się tej opowieści...

Jak wygląda prawda o historii bogów z perspektywy Lokiego, pana fałszu, oszustwa, mamienia i kombinowania? Najlepiej można się tego dowiedzieć z jego własnych ust, chociaż - jak sam narrator zapewnia - nie ma pewności, czy historia ta jest w pełni zgodna z ogólnie przyjętymi faktami. Mimo tego Loki opowiada o swoich dziejach - powstaniu z Chaosu, drobnych grzeszkach, trudnych relacjach z innymi bogami oraz postanowieniu doprowadzenia Asgardu do ostatecznego upadku i zniszczenia. Ragnarok, bitwa decydująca o losach świata, w końcu musi nadejść, a Loki zamierza być jego ważną częścią.

Powieść Joanne Harris napisana została w narracji pierwszoosobowej, co - moim zdaniem - jest strzałem w dziesiątkę. Ubarwiona, krasomówcza prezentacja Lokiego na swój własny temat to historia przewrotna, dowcipna i tak niesprawiedliwa, jak tylko niesprawiedliwe mogą być opowieści o bogach. Ci, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej o mitologii wikingów mogą być odrobinę zawiedzeni, bo nie o wierność ustnym przekazom chodzi, ale o fabularyzację i uwspółcześnienie mitycznego świata. Ewangelia według Lokiego to książka na wskroś rozrywkowa, porywająca i zabarwiona pokaźną porcją humoru. Chociaż ogólnie autorka jest wierna zdarzeniom przekazywanym w mitach, dialogi zostały uwspółcześnione, rozpisane językiem bardzo potocznym i zrozumiałym, bogatym w ironię i sarkazm. Jeśli fantastyka, to tylko fantastyka rozrywkowa, a jeśli mitologia - to przekaz nowy, chociaż nie tak popkulturowy jak Kłamca Ćwieka. Stoimy twardo w mitycznym czasie i miejscu, a bogowie są odpowiednio boscy i związani z kulturą wikingów - nie przeszkadza to jednak w tym, by dodać historii swobody i lekkości, całkowicie niszcząc możliwe bariery odbioru.

Loki to całkiem dobry facet, szkoda tylko, że w gruncie rzeczy najgorszy z możliwych. Najbardziej bawiło mnie w tej powieści to, że chociaż Loki bardzo by chciał, żeby wszystko mu się udało - o czym wspomina niejednokrotnie - to jednak nieustannie musi referować swoje mniejsze i większe klęski. Robi to zresztą frywolnie, bez zawahań i z zachowaniem odpowiedniej godności. Nie został przedstawiony jako istota, która na siłę chce zrobić z siebie jedynego sprawiedliwego - bo to przecież niemożliwe. Jaki Loki jest, to wiedzą wszyscy. Loki Joanne Harris chętnie przedstawia swoje bóle i niesprawiedliwość, która go dotyka, jeszcze chętniej usprawiedliwia lekko wszystkie swoje czyny lub logicznie prezentuje wykładnię, która - o dziwo - często przekonuje czytelnika do tego, że Loki właściwie miał rację. A jeśli nawet nie miał, to bogowie i tak postąpili zbyt emocjonalnie, gwałtownie i brutalnie. Narrator bawi się z czytelnikiem i chociaż przedstawia fakty obiektywnie znane i już dawno ocenione, nie używając wielkich haseł przemyca swój punkt widzenia. W trakcie lektury powieści niejednokrotnie parskałam śmiechem, cofałam się o kilka akapitów, żeby jeszcze raz doczytać bajecznie pewne siebie komentarze Lokiego. Po zamknięciu książki zdałam sobie sprawę z tego, że zostałam omamiona. Urok narratora i narracji sprawił, że chociaż wina Lokiego w wielu kwestiach była rzeczą oczywistą i karygodną, uwielbiałam go jeszcze bardziej i czekałam na następne jego pomysły i grzeszki.

Szczerość wyznań Lokiego jest bardzo specyficzna i samo przedstawienie tej mitologii także. Lekki styl, fantastyczny punkt widzenia oddający głos największemu winowajcy, osobie, która rzetelne przedstawia fakty powszechnie kojarzone z mitologii nordyckiej, nie zostawiając jednak na nich suchej nitki - to sprawia, że Ewangelię według Lokiego czyta się szybko, płynnie i z szerokim uśmiechem na ustach. To uproszczona i rozrywkowa wersja pokaźnego kawałka istotnej kultury. Moim zdaniem bardzo trafna zabawa starym motywem. Nie należy wymagać po tej powieści zbyt wiele, ale moim zdaniem Harris dobrze zaprezentowała to, co przedstawić chciała. Nie głębokie konflikty filozoficzne, nie konsekwentny przegląd najbardziej mrocznych mitów, ale opowiastkę pod tytułem: "Co by było, gdyby najbardziej nielubiana postać mogła opisać Asgard?". Jeśli tak spojrzymy na tę powieść, na pewno się nie zawiedziemy.

Polecam fanom lekkiej, dającej się czytać fantastyki, która bawi się kanonicznymi motywami i często wytyka język. Nie spodziewajcie się prawdziwej "ewangelii", nie przejmujcie się też, jeśli nie odnajdujecie się w mitologii nordyckiej. Wystarczy kojarzyć, kim był Loki i chcieć dobrej zabawy, żeby połknąć tę książkę na raz.

sobota, 12 grudnia 2015

DROBNE WYSTĘPKI W CZASACH OBFITOŚCI, Matthew Kneale






Tytuł: Drobne występki w czasach obfitości (ang. Small Crimes in an Age of Abundance)
Autor: Matthew Kneale
Data I wyd.: 2005 (PL: listopad 2015)
Wydawnictwo: Wiatr od Morza
Ilość stron: 288

Dwa słowa: diagnozując paradoksy






Zaczęło się od niewinnego opisu książki na stronie internetowej lub od mniej oszczędnych słów samego właściciela wydawnictwa i tłumacza, Michała Alenowicza. Nie pamiętam dokładnie, do teraz jednak - choć już przeczytałam ten zbiór opowiadań - nie mogę się nacieszyć książką. Tak, dobrze podpowiadał mi nos, że warto ufać zachwytom, poleceniom i fascynacji pana Michała. Warto!

Dwanaście powiązanych tematycznie opowiadań dotyka spraw niełatwych, ale niezwykle aktualnych. Głód i obfitość, nienasycenie i sytość, lekkość życia i twarde mierzenie się z rzeczywistością, bezpieczeństwo i lęk, drobne nieporozumienia i wielkie wojny - to zaledwie cząstka pojęć, które mogą opisać zawartość książki. Autor skupia się na kameralnych sytuacjach, szczegółach, fragmentach, wycinkach z życia bohaterów pochodzących ze wszystkich stron świata. Zbiór prezentuje opowiadania przenikliwe, błyskotliwe, często pełne humoru, nierzadko kończące się pointą i zawieszeniem niewygodnych pytań w eterze. Z jakich występków złożony jest współczesny świat? I czy nasze małe grzeszki mogą mieć globalne skutki?

Czytanie tego zbioru sprawiło mi niemałą przyjemność. Najchętniej zakończyłabym teraz moje pisanie podsumowując lekturę krótkim: "kupcie, pożyczcie, przeczytajcie!". Zanim jednak do tego dojdzie (tak, mam zamiar powtórzyć to na samym końcu), wypada, żebym napisała coś więcej. Zacznę może od tego - trudno mi zdecydować się na jedno opowiadanie. Nie potrafię określić, które było moim ulubionym, ponieważ - serio! - w każdym z nich dostrzegam coś niepowtarzalnego, błyskotliwego i fascynującego. Do każdego z opowiadań można stworzyć rozbudowaną analizę i interpretację, i choć wnioski z nich wszystkich mogą być podobne, każde przedstawia tę prawdę na swój sposób. Dawno już nie spotkałam się z tym, by tytuł książki tak dokładnie odpowiadał jej zawartości i w tak dowcipny sposób komentował treść opowiadań. Drobiazgów jest wiele - kamienie szlachetne, uschnięte liście, tabletki, błysk noża. Ciężar wniosków, które wysnuwa się z poszczególnych rozdziałów rośnie w miarę lektury. Uśmiech pojawia się na ustach bardzo często, ale równie szybko zamiera i przeistacza się w wyraz zaskoczenia. Gorzko czasem pogodzić się z tym, co autor chciał przekazać, zbierając w jedno miejsce takie opowieści. Nie mogę pisać o tym nic więcej, bo cała przyjemność płynąca z czytania opowiadań, bawienia się ich treścią i bycia zaskakiwanym rozwiązaniami wybranymi przez autora może za łatwo prysnąć. Kneale opisuje zwyczajną, nudą rzeczywistość, po czym z pełną premedytacją burzy pozory niewinności i powszedniości. Diabeł tkwi w szczegółach. Łatwo jest odnaleźć samego siebie w bohaterach tych opowiadań, trudno jednak odpowiedzieć na pytanie: jak postąpiłabym, gdybym była na ich miejscu?

Każdy z rozdziałów można czytać osobno, chociaż prawdziwą siłę mają dopiero razem. Drobne występki w czasach obfitości ukazują ludzkie niedoskonałości - pychę, zazdrość, strach, próżność. Ukazują także niedoskonałości świata, w którym łatwiej dostosować się do regularnego, monotonnego ruchu całego społeczeństwa, niż wyjść przed szereg i wyrazić na głos swoje pragnienia, zaprzeczyć czemuś, zadać pytanie lub wyrazić brak aprobaty. Matthew Kneale zrobił rzecz niezwykłą. Poszczególne opowiadania są skończonymi, dopieszczonymi całościami, opisującymi odrębne ułamki rzeczywistości. Narracja w każdym z utworów jest solidnie przemyślana i zaplanowana, a budowa odpowiada zamiarom. Kto kiedyś próbował pisać, ten wie, że nie jest łatwo zmieścić dużo treści na ograniczonej liczbie stron, że mocne nakreślenie charakteru, miejsca i fabuły w opowiadaniu wymaga zręcznego pióra i ogromnej dbałości o słowa. Nie wszystko można i nie wszystko powinno się umieścić w krótkiej formie. Kneale zrobił kawał dobrej roboty. I równie ważną pracę wykonał tłumacz.

Kupcie więc, pożyczcie, przeczytajcie! Nie będę streszczać poszczególnych opowiadań, bo nie o to chodzi. Nie będę zdradzać najlepszych wątków, bo stracilibyście zabawę. Jeśli chcecie przyjrzeć się najbardziej codziennym - a jednocześnie najbardziej mrocznym - zakamarkom współczesnego świata: nie wahajcie się i sięgnijcie po tę pozycję. Nie pożałujecie. Tak dobrych opowiadań dawno nie miałam w ręce!

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU WIATR OD MORZA
Więcej o książce na stronie wiatrodmorza.com

piątek, 11 grudnia 2015

ROK TEMU W GRUDNIU...

...czyli niezwykle wybiórcze i niemal całkowicie pozbawione komentarza zestawienie okładek, które ukazały się w grudniu 2014.

Przede wszystkim - nie tak łatwo znaleźć pozycje, które wydano w grudniu. W tym miesiącu książek raczej się nie wydaje, bo jest to czas zarezerwowany na przedświąteczny szał zakupowy. Co jednak znalazłam, to pokazuję. Nie czytałam żadnej (sic!) z tych książek.

  


  


 

  


  

Które pozycje czytaliście? Które polecacie? A może przeoczyłam jakąś ważną premierę z grudnia 2014? Zajrzyjcie na ROK TEMU W LISTOPADZIE.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...