piątek, 30 stycznia 2015

RYCERZ BEZKONNY, Romuald Pawlak

 




Tytuł: Rycerz bezkonny
Autor: Romuald Pawlak
Data I wyd.: 2005 (książka tradycyjna), 2012 (ebook)
Wydawnictwo: RW2010
Ilość stron: 250
Uwagi: ebook

Dwa słowa: rezolutna lekkość






Przypomina mi ta opowieść Cykl inkwizytorski Piekary, choć napisana jest otwarcie (i stanowczo) mniej serio, w konwencji, powiedziałabym, prześmiewczej i przewrotnej. Rycerz Bezkonny, Kronik Fillegana tom 1, w postaci eposu drogi albo poematu dygresyjno-aluzyjnego - to taki rodzaj zlepionych wydarzeń, które gładko przechodzą jedno w drugie, bez wielkiej idei ratowania świata czy Celu, który determinowałby poczynania bohaterów. Fantasy z przymrużeniem oka.

Głównym bohaterem jest Fillegan z Wake, rycerz pozbawiony majątku i konia. Posiadający za to dwie inne, niezwykle istotne rzeczy - miecz i spryt. Fillegan, choć na takiego nie wygląda, dysponuje całym szeregiem dobrych znajomości, dzięki którym może podawać się i za maga, i za inkwizytora. Jego podstawowym zajęciem zarobkowym jest pasowanie zwłok. Ale to tylko początek. Fillegan, mimo wyraźnego talentu do przyciągania kłopotów, ma też umiejętność wychodzenia z nich obronną ręką. Czego chcieć więcej?

Nie jest to rodzaj twardo związanej akcji, którą trzeba śledzić z ogromną uwagą, szukając podstępów i wysilając umysł, by uchwycić w jakiś sposób skrupulatnie utkaną siatkę. To idealny przykład powieści, która nie wnosi co prawda żadnego odświeżającego, nowatorskiego światła do historii literatury, nie przewraca dobrze znanych zasad do góry nogami, ale za to napisana jest w konsekwentnym stylu zdystansowania się do "wielkich historii". Autor bawi się bohaterami, żongluje zdarzeniami, przypadkami i motywami wyciągniętymi z innych opowieści - nie tylko z gatunku fantasy. W końcu mamy do czynienia z rzeczą nazwaną "poematem dygresyjno-aluzyjnym". Z naciskiem na to drugie.

I chyba robienie min w stronę czytelnika jest najlepszym elementem powieści. Powtarzanie w rozmaitych sytuacjach tych samych sekwencji, najczęściej stylizowanych na poważny ton rycerza przemierzającego świat, średniowieczna otoczka niepozbawiona wszystkich wizualno-zapachowych opisów. Fillegan z Wake (czy to tylko przypadek, że istnieje irlandzka ballada o łudząco podobnym imieniu głównego bohatera: Finnegan's Wake?), Bucefał Drugi (pierwszego nie poznajemy na kartach powieści osobiście - czy to przypadek, że historia zna już jednego Bucefała?), fascynacja pseudonauką, magią i...szemranymi interesami. Romuald Pawlak świetnie sobie używa:
Wracając do domu, wędrował pod koronami drzew owocowych, dumając, jaki to byt parł w jego stronę ze stołu [w czasie badań naukowych - przyp. własny], gdy naraz coś uderzyło go w głowę, wyrywając z zamyślenia. To soczyste jabłko wybrało tę chwilę na poszukiwanie wolności.
- Nie, dziękuję, droga jabłonko - odparł z westchnieniem Fillegan, usiłując doprowadzić się do porządku. - Jakoś nie jestem głodny.
Bang! Nawet Isaac Newton nie wpadł na to, że jabłko spada z drzewa, bo zaprasza do konsumpcji!


ZA KSIĄŻKĘ DZIĘKUJĘ OFICYNIE WYDAWNICZEJ RW2010

8 komentarzy:

  1. Prowadzisz naprawdę fajnego tego bloga =D Z chęcią zaobserwowałam i będę wpadać częściej =)

    Byłoby naprawdę świetnie, gdybyś się odwdzięczyła obserwacją, bo bardzo mi na tym zależy =)
    http://luxwell.blogspot.com/2015/01/long-absence.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Strasznie bym chciała zapoznać się z tym autorem :) ale to jeszcze przede mną...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że kiedyś jeszcze po niego sięgnę ;)

      Usuń
  3. Nie do końca przekonuje mnie ta książka - przynajmniej na razie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo specyficzna fantastyka. Wiem z doświadczenia, że ten typ literatury po prostu trzeba lubić i czuć :)

      Usuń
    2. :) i to dobrze, że każdy może sobie wybrać to co mu najbardziej pasuje:D

      Usuń
  4. Ha! Też miałam skojarzenia z Piekarą i jego Arivaldem!

    OdpowiedzUsuń
  5. Super post :) Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...