sobota, 7 lutego 2015

BLACKOUT, Marc Elsberg







Tytuł: Blackout
Autor: Marc Elsberg
Data I wyd.: 2012 (PL: 28.01.2015)
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 784

Dwa słowa: bójmy się (ciemności)







Co by się stało - tak czysto hipotetycznie - gdyby w chwili, kiedy czytasz ten tekst, drogi czytelniku tego tekstu, siadł prąd? Oczywiście wiemy, że tego typu historie miewają miejsce raz na jakiś czas. W moim domu - niezależnie od tego, czy jest środek dnia, czy może wieczór - na samym początku sprawdza się korki. Jeśli to tylko korki, to właściwie nie ma sprawy i bez sensu piszę ten tekst. Jeśli nie korki, to sprawa odrobinę się komplikuje.

Odrobinę. Przecież chwilowe awarie prądu mają miejsce chociażby wtedy, gdy w okolicy prowadzone są prace konserwacyjne - zazwyczaj stosuje się stosownie wyprzedzającą informację, dzięki czemu wszyscy wiedzą, że obiad będzie trochę spóźniony, laptopa trzeba naładować wcześniej no i nici ze smętnego wpatrywania się w telewizor. Kilka godzinek bez prądu to dobra okazja na drzemkę.

Chyba, że to niezapowiedziana awaria. Wtedy robi się mniej przyjemnie. Właściciele małych, rodzinnych sklepów spożywczych nie lubią niezapowiedzianych awarii. Bo strzelanie prądem to zabawa, której nie tolerują sklepowe sprzęty. Co jeśli lodówka odmówi posłuszeństwa i mrożonki będą skazane na noc w cieplejszym klimacie?

A co jeśli w chwili, gdy czytasz ten tekst, siądzie prąd nie tylko w twoim domu, w twoim najbliższym sąsiedztwie, ale też w całej dzielnicy, mieście, powiecie, województwie - w całym kraju? Jeśli prądu nie będzie nie przez kilka czy kilkanaście, ale kilkadziesiąt godzin? Jeśli kraje sąsiednie staną przed tym samym problemem?

Co, jeśli po upływie tego czasu okaże się, że awaria jest bardziej poważna i nikt nie może zagwarantować, kiedy konkretnie prąd zacznie znów płynąć?

Oto Blackout, historia o tym, jak scenariusz z filmu katastroficznego mógłby rozegrać się w prawdziwym życiu - na szczeblu głów państw, zarządu spółek elektrowni, osób zamożnych i całkiem zwyczajnych, takich jak Ty czy ja. Co stanie się z wielkimi blokami, w których woda dostarczana jest na górne piętra za pomocą prądu, co ze szpitalami, domami opieki, co z rodzinami wielodzietnymi, z osobami dializowanymi, co z aptekami, bankami, supermarketami... Słowem: czy poradzilibyśmy sobie?

I tu zaczyna się najlepsza część powieści. Otóż Marc Elsberg sam na końcu książki przyznaje, że to tylko jeden z możliwych scenariuszy. Scenariusz nieco hollywoodzki, niepokojący, emocjonujący - ale nadal tylko potencjalny. Główna siła powieści to nie tylko sposób jej napisania, ale także wszystkie pytania pozostawione bez odpowiedzi. Pytania, których nie stawia autor, narrator czy któryś z bohaterów - ale te, które czytelnik stawia przed sobą sam.

Powiedzieć, że podczas czytania przeżyłam chwile wątpliwości czy strachu to...za mało. Blackout straszy lepiej niż niejeden horror, lepiej niż niejeden film o asteroidzie zmierzającej w kierunku Ziemi. Bo blackout może się zdarzyć, czemu nie?

Powieść podzielona jest na niedługie rozdziały, których akcja rozgrywa się w różnych miejscach w Europie, z całym wachlarzem bohaterów, od osób na szczycie, przez dziennikarzy aż po zwykłych, ludzi, którzy najbardziej dotkliwie muszą sobie radzić z brakiem podstawowych środków do życia. Podczas czytania powieści czułam się trochę jak na planie emocjonującego filmu - niektóre sceny rozrysowane były niemal tak, jakby były gotowym scenariuszem. A jednak pod koniec, gdy emocje związane z utrzymującym wrażenie prawdopodobieństwa nagromadzeniem szczegółów technicznych i podkreślaniem ogólnej kondycji społeczeństw się unormowały, uświadomiłam sobie, że nadal czuję niedosyt. Niedosyt pomniejszych, pojedynczych historii, historii jednostek, które były w samym środku tego nowego porządku. Tymczasem, choć takie fragmenty też się pojawiały, autor większy nacisk położył na historię makro. Blackout to trzymający w napięciu thriller paratechniczny i społeczno-polityczny z upływającym czasem w roli głównej. Co nie jest złe i nie jest niesatysfakcjonujące, a jednak daje do myślenia.

I tak właśnie będę sobie tę powieść tłumaczyć, tak to robię w tej chwili, nadal przeszukując Internet w poszukiwaniu informacji na temat sztuki przetrwania. Co z nami, z ludźmi poza wszelką władzą, z ludźmi, którzy w takiej sytuacji być może będą zupełnie pozbawieni nie tylko środków do życia, ale też wszelkiej informacji? Co ja, konkretny i konkretna ja zrobiłbym i zrobiłabym, gdyby blackout wyszedł z cienia?

No właśnie, co by się stało? I jeszcze jedno pytanie, które wpadło mi do głowy teraz, gdy przypominam sobie przebieg akcji w powieści Elsberga. Jak tego typu powieść wyglądałaby, gdyby rozgrywała się w którymś z krajów azjatyckich? Jak potoczyłyby się wydarzenia, gdybyśmy przenieśli je do Ameryki Południowej? I...czy chcemy to wiedzieć?

16 komentarzy:

  1. Na pewno przeczytam tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, dopisuję do listy :) lubię takie historie - sa emocjonujące i bardzo prawdopodobne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie to prawdopodobieństwo sprawiło, że zaczęłam czytać o sztuce przetrwania i obmyślać plany awaryjne. SERIO.

      Usuń
    2. O proszę, naprawdę? ;) byłoby fajnie, gdybyś napisała o tym notkę, podrzuciła jakieś linki. Sama chętnie bym coś o tym poczytała, ale nie interesuję się tematem na tyle, by mieć motywację do samodzielnego wyszukiwania linków ;)

      Usuń
    3. Hm. Właściwie to czemu nie? Pomyślę o tym!

      Usuń
  3. ha, zapewne cudowna książka
    muszę na nią zapolować. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam jeszcze tej książki :D

    http://luxwell.blogspot.com/2015/02/day-without-desire.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze w obliczu awarii prądu uświadamiam sobie, jak bardzo jesteśmy od niego uzależnieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda byle awaria i wielki problem :)

      Zaintrygowała mnie.

      Usuń
    2. Ta książka sprawia, że człowiek zaczyna o tym myśleć częściej.

      Usuń
  6. Już w czasie czytania tego wpisu, przeszedł mnie dreszcz...muszę koniecznie przeczytać, tę książkę:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Cieszę się, że wyzwoliłam takie emocje.

      Usuń
  7. Uwielbiam takie książki, bo dodają życiu lepszego smaczku :D Wiesz, ja czasem siedzę sobie i myślę, co bym zrobiła gdyby była jakaś katastrofa :P Na pewno tę książkę przeczytam!
    Pozdrawiam, Debby
    Zapraszam nam mojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dopiero teraz zauważyłam, że to prawie 800 stron! :o ale i tak znajduje się na liście do przeczytania :)
    Dodaję do obserwowanych i zapraszam do siebie:
    miedzysklejonymikartkami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapisuję tytuł! Muszę kiedyś przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham Cię za te nieustannie podsuwane tytuły <3

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...