wtorek, 10 lutego 2015

MASZYNOPIS Z KAWONU, Tomasz Kowalczyk






Tytuł: Maszynopis z Kawonu
Autor: Tomasz Kowalczyk
Data I wyd.: 2015
Wydawnictwo: Poligraf
Ilość stron: 147

Dwa słowa A nawet trzy: jestem na nie








Na samym początku czuję się w obowiązku, by sprostować pewien nachalnie powtarzany w recenzjach błąd dotyczący kwalifikowania tej pozycji - jest nim nazywanie tej książki powieścią poetycką. Już tłumaczę. Powieść poetycka to gatunek literacki pochodzący z romantyzmu, łączący w sobie cechy liryki, epiki i dramatu. Pisana jest wierszem, choć posiada narratora, a jej inne charakterystyczne cechy to fragmentaryczność czy asynchroniczność. Powieścią poetycką jest więc Giaur Byrona, jest Konrad Wallendrod Mickiewicza czy Zamek kaniowski Goszczyńskiego, ale na pewno powieścią poetycką nie jest Maszynopis z Kawonu Tomasza Kowalczyka. Jeśli już ulec (całkiem zresztą logicznej) pokusie i doszukiwać się cech poetyckości w tej prozie, należałoby powiedzieć, że to proza poetycka, a więc utwór o charakterze refleksyjnym, liryczno-opisowym, posługujący się licznymi metaforami oraz innymi środkami stylistycznymi typowymi dla poezji. Idąc tym tropem, można nazwać Maszynopis z Kawonu „poetycką (o)powieścią”, w znaczeniu „prozą poetycką”, ale zamiana części składowych i używanie formy „powieść poetycka” rodzi, moim zdaniem, rażący błąd i atak na pojęcia teoretycznoliterackie.

A teraz pozwolę sobie na kilka słów o tym, co sprawiło, że czytanie tej książki wcale nie niosło mi przyjemności ani intelektualnej uciechy, jaką obiecywała notatka na okładce.

Zacznę od składu książki. Być może wynika to z charakteru moich studiów, a jednak pierwszą rzeczą, jaką zawsze robię mając w swoich dłoniach książkę, jest przyglądanie się jej stronie fizycznej, materialnej, jakościowej. I nie chodzi o ładną czy nieładną okładkę, ale o to, czy książkę wykonano porządnie i z szacunkiem wobec czytelnika. Wydawnictwo Poligraf i osoby podpisujące się pod tą konkretną książką zostawiły wiele niedociągnięć, które pozwolę sobie teraz wytknąć, ponieważ oburza mnie takie obchodzenie się z publikacją (zwłaszcza wtedy, gdy na okładce widzę sugerowaną cenę 24,99). Zacznę od tego, że żywa pagina w tak niewielkiej książeczce, na dodatek autorstwa jednego autora, nie jest rzeczą konieczną. Zwłaszcza wtedy, gdy złożona jest czcionką zupełnie odbiegającą od czcionki tekstu - nie pasuje mi to zupełnie. Rozumiem, że żywa pagina, tytuły rozdziałów oraz dedykacja miały się wyróżniać, ale moim zdaniem wygląda to nieestetycznie i nieczytelnie. Nic jednak chyba nie pobije tego, co przeżyłam, porównując spis treści ze stanem faktycznym książki. Otóż spisu treści mogłoby nie być w ogóle, bo ma się on nijak do numeracji stron - kto to puścił do druku i dlaczego? Dalej? Stan korekty wygląda następująco:
Pokonałem dwie ulice oraz mocno oblegane rondo, obok którego stała mgliście okurzona od spalin leśno-zielona restauracyjka. Idąc, na horyzoncie rozpościerały się bloki mieszkalne ze swoimi mrówczymi okienkami oraz szypułkowymi klatkami schodowymi. [wyróżnienie własne]
Nie neguję tu stylu autora, ponieważ zabawa metaforycznością oraz nagromadzeniem obrazów irracjonalnych, sennych czy abstrakcyjnych jest jego prawem. Osoba zajmująca się korektą tekstu ma jednak za zadanie wyłapanie rzeczy, które nie są autorskim stylem, ale błędami. Złe użycie imiesłowów jest takim błędem. To zdanie mówi mniej więcej tyle co: „Bloki szły, a idąc rozpościerały się”, a nie: „Kiedy szedłem, na horyzoncie widziałem rozpościerające się tam bloki”. Przykład drugi pozostawię bez komentarza, ponieważ naprawdę nie chcę tego interpretować:
Wydostałem się z tej krótkiej rozmowy jak delfin wyskakujący ku niebu, aby zaczerpnąć haustu powietrza, w połączeniu z samochodem wyjeżdżającym ze zmurszałego garażu.
Tak już niestety mam, że kiedy zaczynam dostrzegać w książce błędy, widzę już tylko je i trudno mi się skupić na czymkolwiek innym. A obiecywano mi wiele. Miała być to "powieść o przekraczaniu granic wrażliwości", z bohaterem "popadającym w coraz to większe aberracje emocjonalne". Ponoć powinnam otrzymać odpowiedzi na pytanie: "Czym jest sztuka, a czym życie? Jak dalece można posunąć odczuwanie wewnątrz własnego ja? Czy w genotypie duszy każdego z nas nadal da się ożywić zastygłe pierwiastki praplemienne?". Nie czuję, żeby został spełniony choćby ułamek z tych wszystkich ciężko brzmiących obietnic. Nie czuję też, żeby książkę tę można było z czystym sumieniem komuś polecić. Owszem, doceniam zabawę językiem, wielość metafor, autorski flow. A jednak jest w polskiej literaturze dużo o wiele lepszych przykładów na poddawanie się temu typowi narracji. Nie będę więc zachwycać się tą pozycją i nie będę zachęcać do jej sprawdzenia. Przyznaję, jest to powieść specyficzna, ale specyficzność ta ją pogrąża. Powiem więcej - jest to, moim zdaniem, powieść nieskończona, powieść, która potrzebuje jeszcze co najmniej jednej korekty i analizy. Każdy może pisać i wydać książkę, a jednak nie każdy powinien. Nie tak.

Przykro mi to pisać, naprawdę. Otrzymałam tę książkę od autora i naprawdę byłam zaciekawiona jej zawartością, choć już pierwszy zgrzyt dostrzegłam podczas czytania blurba. Tak, wiem, że jego celem jest pokazanie publikacji z jak najlepszej strony. Okazuje się jednak, że używanie wielu trudnych słów w rozmaitych konfiguracjach to nie wszystko.


KSIĄŻKĘ OTRZYMAŁAM OD AUTORA

29 komentarzy:

  1. Hm, faktycznie, błąd jest. Mam tę książkę na biurku i jeszcze poczeka z miesiąc, nim się do niej dobiorę, ale Twoja recenzja mnie zniechęciła .Zobaczymy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę wypatrywać Twojego zdania!

      Usuń
    2. No to sobie wypatrzyłaś. ;)

      Usuń
    3. Autorze, opanuj się, krytykują twoje dzieło a nie stan umysłu. Swoją drogą, podziwiam, że się komuś chciało. Wystarczy wejść na twój profil na fb i paść trupem!

      Usuń
  2. Może książka została w pośpiechu wydawana? Nie wiem, ale nie zachęcasz do jej lektury - nie lubię czytać czegoś, co uniemożliwia mi tego, ach, paradoks! Dziękuję za recenzję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pośpiechu to została Pani Kac wydana, że tak nienawiścią i brakiem argumentów zieje. ;)

      Usuń
    2. Panie Tomaszu, nadal posiadam w archiwum rozmowę, w której pisze Pan do mnie: "pojda Ci moje slowa w Twoja filologiczną macicę", "bede mowic do Ciebie jak mi sie podoba", "zachowujesz sie jak niegrzeczna mamin suka, "pionkow jak Ty w tej demokracji jest pelno Racjonalny pomiocie". Nie jestem więc pewna, kto zieje nienawiścią.

      Usuń
    3. Włos mi na głowie stanął, kiedy to przeczytałam...

      Usuń
    4. Narcyzm to straszliwa i wyniszczająca choroba. Temu panu nic nie pomoże a z pewnoscią nie demokracja.

      Usuń
  3. Też dostałam od autora propozycję zrecenzowania, ale już po przeczytaniu blurba coś mi zgrzytało. I ostrzegało. Grzecznie podziękowałam - i okazuje się, że słusznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor stwierdził, że bardzo podoba mu się moja recenzja, ponieważ "w tej książce było napisane, że racjonaliści jej w ogóle nie zrozumieją". Odbieram to jako nie lada pochwałę.

      Usuń
  4. W końcu rzeczowa recenzja. Boli mnie to, że niektórzy nawet terminów literackich nie znają (nie mówię że jestem w tym obyta, ale trochę z liceum zapamiętałam). I jakoś zachęcona do książki nie jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tę opinię :)

      Usuń
  5. I tak bym raczej nie sięgnęła po tę książkę, w ogóle mnie nie zainteresował jej opis, ale twoja recenzja (bardzo dobra i rzetelna zresztą) utwierdziła mnie w przekonaniu, że dobrze robię.

    OdpowiedzUsuń
  6. Po Twojej recenzji wiem z pewnością, że książki nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć! Zostałaś przeze mnie nominowana do LBA! :) Szczegóły w poście: http://recenzje-rose.blogspot.com/2015/02/liebster-blog-award-1.html Będzie mi bardzo miło, jeśli weźmiesz udział w zabawie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Twa recenzja, jak już zobaczyłam - bardzo "rzetelna", jest merytorycznie śmieszna. Nie dziw mając na względzie jawną ciasnotę umysłu... Proszę, poczytaj mądrzejszych od siebie:

    http://sniacy-za-dnia.blogspot.com/2015/02/tomasz-kowalczyk-maszynopis-z-kawonu.html

    http://recenzentkaksiazek.blog.pl/2015/02/07/maszynopis-z-kawonu-tomaz-kowalczyk/

    Ach, i jeszcze: teoretyczno-literackie, miła pani. Jakież to niewyżyte potrafią być samice!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam:

      http://sjp.pl/teoretycznoliteracki

      oraz

      http://sjp.pwn.pl/szukaj/teoretycznoliteracki.html

      Pozdrawiam serdecznie,
      Samica Jawna

      Usuń
  9. No i koniec końców nie wiem o książce nic poza tym, że są w niej błędy. Przykład pierwszy zrozumiały, drugi nie jest błędem a bardzo dziwną stylizacją. Jako studentka filologii i miłośniczka języka rozumiem, że to przeszkadza. Jako czytelnik oczekuję od recenzji trochę więcej argumentacji i przykładów, co jest nie tak, a nie samych subiektywnych odczuć, które nie są niczym poparte. Jak dla mnie szacunek do autora wymagałby raczej skupienia się na czymś innym niż same błędy i skład książki - pierwsze zdarza się każdemu, drugie nie zależy od niego.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz.

      Niestety, nie byłam w stanie zmusić się na stworzenie większej argumentacji. Napisałam, co zakładał blurb, napisałam też, że choć doceniam autorską zabawę metaforyką, jest to niestety - moim zdaniem - zabawa nie do przejścia. Nie da się tej książki tak zwyczajnie streścić, bo zbyt dużo w niej abstrakcji. I jestem po prostu zawiedziona, oburzona, uderzona sposobem jej stworzenia.

      Dla porównania - teraz czytam pozycję, w której również dostrzegam pewne błędy, może nawet uproszczenia w sposobie tworzenia bohaterów czy akcji, a jednak te błędy można wybaczyć, bo...bo książkę się czyta. Całkiem nieźle.

      Na moim blogu nie ma profesjonalnych, wycackanych recenzji gotowych do opublikowania w czasopismach. Długo zastanawiałam się, czy w ogóle jestem w stanie napisać recenzję czegokolwiek, proszę mi uwierzyć. W końcu postanowiłam, że recenzje te będą bardzo...blogowe. A więc prywatne, często niezwykle emocjonalne i...

      I cóż, moim zdaniem tę książkę przerosły błędy oraz nieproporcjonalność chęci i zamiarów nad tzw. "wykon".

      Usuń
    2. Trochę się zgadzam - nie dowiedziałam się o czym jest książka, ale z drugiej strony trochę już wiem, a abstrakcję i filozoficznie pogmatwaną całość trudno zrecenzować (w końcu) 'blogowo', jak sama PannaKac ładnie to określiła. Po komentarzach widzę, że popełniono jeszcze kilka recenzji tej pozycji, jeśli więc komuś nie wystarczy subiektywna ocena, może poszukać innych, może bardziej, może mniej obszernych czy profesjonalnych, ale przecież wciąż subiektywnych ocen. Jak dla mnie recenzja super, bo prawdziwa :)

      Usuń
  10. Słyszałem, że to dość trudna książka, ale nie wiedziałem, że to dlatego, iż ciężko przejść przez tę zabawę metaforyką. Nie wiem co sądzić o tej książce...

    OdpowiedzUsuń
  11. Recenzje szczere są najlepsze. To nie jest prawda,że negatywne wpisy zniechęcają, właśnie powinny zachęcić do przeczytania,aby każdy sam sprawdził czy słowa "recenzenta", "blogera" pokrywają się z własnymi wnioskami. Takie jest moje zdanie...

    OdpowiedzUsuń
  12. Jest pani niezaprzeczalnie jawnym tchórzem. Proszę się częstować.

    http://talent.pl/portal/Blog?blog_id=468

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiałe słowa jak na Anonim, który para się spamowaniem. ;)

      Usuń
  13. Popędzany asumptem nieadekwatności wielowymiarowego świata, szukam pierwiastka jaźni z duszy wszechepokowej, wydobytej głębią władających polipów pośród inkarnacyjnej mgławicy. I tylko pozostaje gęsty ziew motyla. Autor "Maszynopisu z Kawonu" to odważny człowiek: nie ma pojęcia jak zapanować nad literacką materią, lichość warsztatu zasłania bełkotem, ale pisze i drukuje, i jeszcze się tym chwali.

    OdpowiedzUsuń
  14. Pan Tomasz z Kawonu słynie na forach z niewyszukanych ripost, na szczęście bardziej zrozumiałych od bełkotliwej tfurczości. Nie radzę nikomu zadać młodemu mistrzowi języka polskiego jakichkolwiek pytań na temat, bo uwaga-autor jest na wybiegu i potrafi opluć! Opłakany stan tej bazgraniny można wytłumaczyć na dwa sposoby. Autor ma problemy z dorastaniem lub cierpi na Zespół Tourette’a. Można śmiało wejść na jego profil na fb i samemu zobaczyć spustoszenie, jakie czyni na mowie rodzimej. Można też pobawić się w polemiki. Gwarantuję kontakt z rasowym grafomanem, który wszystkie niedociągnięcia wypiera na niezrozumiałość i ignorancję świata zewnętrznego. Zabawa murowana!

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...