czwartek, 19 lutego 2015

MORDERCA BEZ TWARZY, Henning Mankell






Tytuł: Morderca bez twarzy (Mördare utan ansikte)
Autor: Henning Mankell
Data I wyd.: 1991 (PL: styczeń 2004)
Cykl: Komisarz Wallander (tom 1)
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 352 (wyd. kieszonkowe)

Dwa słowa: dobre, bo o Szwecji






Zakochałam się w Kurcie Wallanderze.

Zaczynam od tego zdania zupełnie świadomie. Po pierwsze: nie chciałam, żeby ktoś uprzedził moje słowa swoimi myślami. Po drugie: chciałam się tym podzielić z sobą, blogiem, Wami. Musiałam to wyartykułować pełną...klawiaturą(?). Kocham Kurta Wallandera i oby nasza miłość była długa.

Od początku. Jak pamiętacie (mam nadzieję), jakiś czas temu trafiłam do Biedronki, kupiłam Piątą kobietę i oczarowałam się niezrozumiale podmokłym, przytłaczającym klimatem, któremu towarzyszyły rozmyślania melancholika-policjanta. Dziś mogę śmiało uderzyć się w piersi i powiedzieć to, co powiedzieć należy:

Nie odkryłam nawet ułamka dobrodziejstw, jakie szmugluje do swoich książek Henning Mankell.

Umówmy się - specjalistą od kryminałów nie jestem. Owszem, lubię śmierć na papierze i ekranie, czasem zdarza mi się też zabić kogoś...w tekście, ale kryminałów jako takich czytam mało, żeby nie powiedzieć: nie dbam o nie w ogóle. Niedbałość ta wyszła mi bokiem, cokolwiek może to oznaczać. Jedno jest pewne, Henning Mankell pisze w sposób, który mnie hipnotyzuje, który doprowadza mnie do stanu bolącej tęsknoty za książką.

Nie, nadal nie jest od początku. Od początku będzie to tak: w małym domku, położonym w cichej wsi na odludziu, dochodzi do brutalnego mordu na parze staruszków. Sprawę przejmuje Kurt Wallander, policjant z niemałym doświadczeniem, od niedawna rozwodnik, na dodatek świadom swojej kiepskiej relacji z córką i własnym ojcem. Kurt Wallander to bohater myślący. Bohater refleksyjny. Kurt to postać skonstruowana w taki sposób, by nie stworzyć żadnych wątpliwości co do tego, że mógłby być żywym, nieco zmęczonym życiem, wiecznie odkładającym dbanie o siebie policjantem z przeszłością i przyszłością, problemami natury "samochód mi się psuje", "córka ze mną nie rozmawia", "mam kiepski dzień". Wallander nie jest ani geniuszem ani przystojniakiem, nie ma świetnej fury ani specjalnego posłuchu wśród współpracowników, bo choć jego umiejętności zasługują na szacunek, to zdarza mu się też coś spieprzyć. Myli się, męczy się, drąży i załamuje. Kurt Wallander krwawi, przeklina, a czasem nawet się boi, choć policjantowi nie wypada, więc trzeba wziąć się szybko w garść.

Kurt Wallander to żywy fikcyjny bohater.

Mogę więc powiedzieć, że nie pomyliłam się pisząc przy okazji Piątej kobiety o tym, że powieść tę warto czytać dla samego głównego bohatera. Morderca bez twarzy jest jednak książką, dzięki której umiałam skonkretyzować to niejasne "coś", o które chodziło mi wcześniej. Przydała się też lektura wywiadu z Jo Nesbø, który polecałam ostatnio przy okazji hiperTEKSTÓW - kryminały skandynawskie uruchamiają aktualne, silnie społeczne i polityczne problemy, biorąc je na warsztat w bardzo surowy i bezpardonowy sposób. Podczas lektury Mordercy bez twarzy odniosłam wrażenie, że doskonale wiem, czego mogą obawiać się zwykli obywatele po informacji o tego typu zbrodni i dlaczego reagują na działania policji w taki a nie inny sposób. Byłam rozdarta, bo przecież śledziłam też uważnie poczynania Wallandera i jego ekipy - i wiedziałam, że się starają, że przeżywają to. W kryminałach Mankella nie ma tylko mordu, śledztwa i rozwiązania. Jest pogoda, wiadomości radiowe i telewizyjne, życie prywatne policjantów i ich oficjalne stosunki. Są plotki, są refleksje o życiu ludzi, których praca i sytuacja rodzinna nachodzą na siebie może zbyt mocno. Są wymęczone, bezsenne noce, kiepskie jedzenie, spóźnienia i podle zimna kawa.

W Mordercy bez twarzy motywem przewodnim i tłem dla śledztwa jest kwestia rasizmu i podejścia państwa do sprawy imigracji. Nie śledzimy jednak tych problemów z perspektywy odległej czy za pomocą suchych faktów. Mankell dba o to, by przedstawiać problem wielotorowo. Z jednej strony wiemy, jakie są przemyślenia Kurta Wallandera. Z drugiej - jak na niebezpieczne plotki reaguje szwedzkie społeczeństwo i skrajne ugrupowania. Trzecie spojrzenie to ogląd i komentarz dziennikarzy, w swoim przekazie bardzo perswazyjny.

I znów. Czułam się bezpiecznie przy Kurcie Wallanderze, choć nad nami wisiał ciężar sprawy kryminalnej. Czułam się zaangażowana w śledztwo i w prywatne życie detektywa. Chciałam rozwikłać zagadkę...a czasem po prostu poklepać Wallandera po plecach i powiedzieć, że wiem, rozumiem, że wszystko będzie dobrze.

Ale teraz przede wszystkim bardzo chciałabym zabrać się już za kolejny tom.

9 komentarzy:

  1. Zdecydowanie zachęcająco brzmi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo zdecydowanie warto przeczytać! :D

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Z niecierpliwością poczekam na opinię :D

      Usuń
  3. Lub zabić kogoś...wzrokiem :) Jak Ty cudownie piszesz! Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zachęciłaś mnie... Rozejrzę się :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie słyszałam o niej, postaram się przeczytać :)
    http://przyszopceuszatych.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdy w Biedronce trwała promocja miałem okropny dylemat pomiędzy tą ksiażką, a "Domofonem" Miłoszewskiego. Ostatecznie wybrałem tę drugą, ale widzę, że recenzowaną przez Ciebie książkę też warto przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...