wtorek, 3 marca 2015

MECZET NOTRE DAME. ROK 2048, Elena Czudinova







Tytuł: Meczet Notre Dame. Rok 2048
Autor: Elena Czudinova
Data I wyd.: 2005 (PL: styczeń 2012)
Wydawnictwo: Varsovia
Ilość stron: 312

Dwa słowa: wieki średnie







Tak mi się trochę skojarzyło ze średniowieczem, choć może powinno z czasami ciągle jeszcze trwającej świetności Rzymu i losami pierwszych chrześcijan. Wszak historia kołem się toczy.

W roku 2048 religią panującą w większej części Europy jest islam. Prawo szariatu zostaje postawione wyżej niż każde inne prawo - także dawne idee wolności jednostki czy szeroko rozumianej tolerancji. Co ciekawe, akcja powieści toczy się we Francji, choć świat przedstawiony jest odwróceniem hasła rewolucji francuskiej z roku 1793: liberté, égalité, fraternité (wolność, równość, braterstwo). Ulice patrolowane przez policję religijną i istnienie gett dla "niewiernych" nikogo nie dziwią. To codzienność - stała część życia wszystkich. Nierówną walkę z islamistami podejmuje Ruch Oporu, składający się w dużej mierze z młodych ludzi, którzy nie mogą pamiętać dawnych czasów. Jednym z głównych bohaterów jest Eugène Olivier, osiemnastoletni potomek ministrantów z Notre Dame. Obok niego pierwsze skrzypce w tej powieści grają też tajemnicza Sophie Sévazmiou i duchowny, ojciec Lotaire.

Mówimy o roku 2048, więc wizja ta wcale nie jest odległa. Na pewno nie tak bardzo jak w innych powieściach próbujących stworzyć obraz przyszłości, które znam i czytałam. Oto i pierwszy plus powieści. Zdradzę nieco więcej - autorka dba o każdy szczegół historii pomiędzy czasami jej współczesnymi a wykreowanym rokiem 2048. W trakcie czytania otrzymujemy właściwie wszystkie najistotniejsze informacje historyczne, społeczne i polityczne, pozwalające na zrozumienie mechanizmów, których wynikiem jest taki a nie inny świat. Okazuje się, że papież abdykował - i że niemal natychmiast wybrano nowego w...Polsce. Pamiętacie historyczną ideę Polski jako przedmurza chrześcijaństwa? Ten sarmacki mesjanizm powraca do łask u Eleny Czudinovej.

Powiedziałabym, że odniesień do przeszłości i teraźniejszości początków XXI wieku jest więcej. Podstawy do wskazywania takiego stanu rzeczy są bardziej niż oczywiste - wystarczy przyjrzeć się aktualnym nagłówkom na portalach informacyjnych. Nie jestem specjalistką od społeczności muzułmańskiej oraz nierównego rozłożenia akcentów tolerancji politycznej w poszczególnych krajach europejskich, więc nie będę wdawać się w szczegóły. To robi za mnie Elena Czudinova, opatrując swoją powieść o liczne przypisy, które niezmierne mnie irytowały, dopóki nie nauczyłam się ich częściowo ignorować. Jestem podzielona. Z jednej strony - tak, powieść Meczet Notre Dame jest skrzywioną, wyolbrzymioną wizją przyszłości, ugruntowaną na współczesnej historii i dyskusjach nad niebezpieczną tolerancją religijną, obrazą religijną i prawami religijnymi. Tak, coś w tym jest, że zbytnie roztkliwianie się nad mniejszościami doprowadza do naruszenia naturalnej równowagi, skutkiem czego inny chce zawładnąć to, co nasze. Z drugiej strony - nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autorka jest uprzedzona lub chociażby prezentuje bardzo ostentacyjny stosunek do wszystkich wspomnianych przez siebie kwestii. Może to być tylko wrażenie, wszak bohaterów kreuje w swojej powieści wielu i całkiem różnych - chrześcijan, konwertytów (przechrztów), rodzimych islamistów. Coś jednak nie daje mi spokoju i każe patrzeć na tę powieść z rezerwą tak mocną, z jaką Elena Czudinova patrzy na muzułmanów.

I tak właśnie, muzułmanów konkretnie i bardzo boleśnie, do cna. Bo nie jest to powieść w żadnym stopniu uniwersalna. Pozwolę sobie zacytować kilka fragmentów z Od autorki, posłowia zamykającego książkę:
Książkę tę napisała chrześcijanka, być może kiepska, ale w każdym razie, niezupełna analfabetka. Tym też usprawiedliwić można tę surowość opinii, za którą niewątpliwie usłyszę jeszcze niemało zarzutów. Śpieszę, by wyjaśnić, że część z nich powinna zostać skierowana do Pisma Świętego: to właśnie tam powiedziano jasno i wyraźnie: chrześcijaństwo jest jedyną prawdziwą religią, a wszyscy bogowie pogan to w istocie demony. Już widzę, jakie gromy posypią się na moją głowę, jak będzie się odmieniać przez wszystkie przypadki słowo "monoteizm". Muzułmanie nie są przecież poganami. Można by pomyśleć, że to cokolwiek zmienia.
A nasza chrześcijańska cywilizacja w dzisiejszych czasach głupieje. Głównie dlatego, że wbiła sobie do swej zbyt dobrotliwej głowy idee demokratyczne. Niewątpliwie, przyroda nie znosi próżni. Jeśli jedna świętość się dewaluuje, jej miejsce zajmuje inna. Islam to kukułcze jajo w europejskim gnieździe, które z dnia na dzień rośnie w siłę i niedługo się wykluje. Od zakazu akcentowania przynależności do chrześcijaństwa jest już tylko jeden krok do ogłoszenia dominującej roli islamu.
Nie neguję tego, że część z argumentów przedstawianych przez Elenę Czudinovą może być zasadnicza, na przykład fragment znajdujący się bezpośrednio powyżej - faktem jest przecież, że miejsce zdewaluowanej świętości zastępuje nowa. Kiedy jednak zaczynam widzieć w tej powieści ziarno bezstronne, znajduję zaraz fragmenty silnie negujące takie spojrzenie na stan rzeczy:
Niczego nie obronimy bez wiary w Chrystusa, absolutnie niczego.
W powieści kluczową rolę odgrywa ksiądz Lotaire, nic dziwnego więc, że i w samej treści znajdziemy wiele rozważań dogmatycznych czy kwestii dotyczących historii religii, metafizyki, prawdziwości jednej religii nad drugą. Odnoszę wrażenie, że to powieść odrobinę za mocno chrześcijańsko-bojownicza, co bardzo mi przeszkadzało w lekturze. I, znów, fragment z posłowia:
Dla mnie osobiście granica jest prosta - nie było dobrych czekistów, nie było dobrych budionowców, nie było dobrych esesmanów, nie było dobrych pracowników obozów koncentracyjnych po obu stronach frontu - jako że błędy wyżej wymienionych łączą się z krwią i bestialstwem. Ale były przecież wielkie masy ludzi uznające te błędy za niewzruszoną prawdę, choć nie pieczętowali tego niewinną krwią ofiar. Nie upieram się, że nie można im niczego zarzucić, ale przecież człowiek, który nie brodzi w krwi bliźnich dla dogodzenia diabłu, może być o wiele lepszy niż jego własne poglądy. Do tej kategorii odnoszę miliony dzisiejszych muzułmanów. Oni również nie są wzorem niewinności, płacą zakat, karmią terroryzm, choć sami nie są mordercami.
Nie wiem więc, co dokładnie chciała przekazać Elena Czudinova, bo w to, że jest to zwyczajna dystopia nie umiem uwierzyć. Za wiele było trąceń stronniczych. Nie umiem odnaleźć się z tą powieścią. Choć na początku wszystko wskazywało na to, że czeka mnie, czytelnika, dobra akcja, niespodziewane zwroty akcji i świat, w którym dominuje nierówność versus pragnienie przywrócenia dawnego ładu, były też fragmenty tak zawiłe lub tak nacechowane światopoglądowo, że powstrzymywałam się przed ich omijaniem. Nie jest to powieść zła, nie można jej wszak odmówić intensywności, dbałości o szczegółowe stworzenie świata przedstawionego. Czytelnik niemal fizycznie odczuwa swoją obecność w opisywanych miejscach. A jednak nie byłam w stanie poczuć sympatii czy choćby zainteresowania prywatną historią żadnego z bohaterów. Fragmentaryczny układ opowieści oraz silny odcisk światopoglądowy skutecznie mi to uniemożliwiły. Przypisy być może wyjaśniały kwestie trudniejsze, ale ugruntowywały moje przekonanie co do tego, że nie jest to powieść przeznaczona do szybkiego, pełnego emocji czytania. Czułam się trochę jak podczas wykładu historyczno-politycznego uknutego w na tyle przemyślany sposób, by pozory mówiły coś innego.

Nie mówię więc tej powieści "nie", choć nie odczuwam entuzjazmu, który kazałby mi powiedzieć jej "tak". Mam uczucia mieszane, jeśli wiecie o co mi chodzi. To powieść, której nie przeczytałam z zapartym tchem, która nie zasiała we mnie żadnego silniejszego ziarna, ale którą odłożę na półkę ze spokojem i być może polecę kiedyś komuś, kto lubi tego typu skomplikowane, religijno-polityczne historie.


ZA KSIĄŻKĘ DZIĘKUJĘ PORTALOWI EKULTURALNI.PL

7 komentarzy:

  1. Myślę, że oceniłbym książkę podobnie, jak Ty, dlatego te lekturę sobie odpuszczę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mnie intryguje fabuła tej powieści, jednak intuicja mnie ostrzega, a recenzje tylko to potwierdzają... Eh, jednak chyba ją sobie odpuszczę ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że mnie recenzje raczej kusiły do lektury. Ta książka nie jest zła, to na pewno nie. Ale wydaje mi się, że trzeba mieć specyficzne upodobania, żeby całkiem się w niej zaczytać.

      Usuń
  3. Nie moje klimaty, dam sobie spokój :) No i recenzja niezbyt zachęcająca...

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi interesująco ale to chyba nie moje klimaty...

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra recenzja, książka może być ciekawa.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...