sobota, 14 marca 2015

SĘDZIA OD ŚWIĘTEGO JERZEGO, Michael Tequila






Tytuł: Sędzia od Świętego Jerzego
Autor: Michael Tequila
Data I wyd.: 2015
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 116
Uwagi: egzemplarz przed korektą

Dwa słowa: gierki...polityczne







Na początku, przyznaję, kilkanaście stroniczek musiałam wymęczyć. Wczuć się w satyryczny ogląd spraw, w charakterystyczny język zaciągający żargonem politycznym i charakterem tekstów reklamowo-propagandowych. Ot, audycja zawiera lokowanie produktu. Produktem są poglądy. Poglądy włożone w usta odpowiednich postaci.

Później, kłaniam się nisko, odzyskałam równowagę i poczułam się mile rozbawiona tą książką. Odnalazłam się w niej pewnie, nie dopingując nikomu, no bo po co. Wszak to satyra, spojrzenie skrzywione, wizja mająca na celu wytknięcie paluchem przywar i głupstw. A nic nie sprzedaje się tak dobrze jak cudze przywary i wielkie głupstwa, stąd popularność polityki i moje rosnące zainteresowanie książką. A, niech mi nawet będzie, nazwę rzeczy po imieniu - czułam przyjemność z czytania, jakbym stała w najlepszym miejscu podczas bardzo ważnych rozgrywek sportowych.

Bo i o rozgrywki sportowe chodzi.

Bohaterami powieści są, między innymi, premier Słabosilny oraz najważniejszy pretendent do jego stanowiska - Leon Garolis. Oni, a także Sędzia, bliżej znany jako Orlando, stają się częścią Sportowych Igrzysk Partii i Organizacji Politycznych. Wydarzenie to, rozgrywające się rokrocznie, jest nieodłączną częścią życia społeczno-politycznego w państwie. Ba! Igrzyska świadczą o politykach bardziej niż ich poglądy, a sportowa sprawność lub też jej brak mogą zasądzić o wielu istotnych kwestiach...

Akcja powieści, jak podaje uprzejma informacja na samym jej końcu, a także bohaterowie, nazwiska, miejsca i nazwy są całkiem fikcyjne. O, lubię czytać taką uwagę w książce. Lubię bardzo. Ustanowiło się już dawno w mojej głowie przekonanie, że książki uprzedzające i podkreślające swoją fikcyjność są warte przymrużenia oka i wystawienia fikcyjności na próbę.
- Ojciec? Czyj ojciec?
- To tylko pseudonim. To bardzo religijna i bajecznie bogata osobistość. Tak, właśnie osobistość - głos i oczy Szczerbatego świadczyły o powadze oświadczenia oraz szacunku do tajemniczej osoby Ojca. - Prawdziwy krezus. Uniwersytety, stocznie, wytwórnie filmowe, świątynie, złoża gazu, stacje radiowe i telewizyjne, nieruchomości, inwestycje bankowe. Wiele od niego zależy w tym kraju. Fascynuje go wielka polityka, choć temu zaprzecza. (...) Ojciec jest zdecydowanym zwolennikiem neutralności Kościoła w sprawach politycznych i społecznych, ale popiera postępowe inicjatywy. To człowiek obdarzony przywilejami przez samego Pana Boga.
Długo nie wiedziałam, jak ustosunkować się do tej niewielkich rozmiarów książki. Nie potrafiłam rzucić tej powieści w próżnię. Nieustannie miałam w głowie postać autora, autorskie oczy śledzące bohaterów i czytelnika. Michael Tequila "z wykształcenia jest doktorem nauk ekonomicznych. Ma za sobą zróżnicowaną karierę zawodową, między innymi na stanowiskach attaché i radcy handlowego polskiej ambasady w Kolumbii, kierownika planowania strategicznego w banku australijskim, nauczyciela akademickiego znanej instytucji edukacyjnej MBA oraz kilku uczelni w Polsce, zawodowego tłumacza polsko-angielskiego w Australii". Czyż sprawy nie kształtują się nieco jaśniej? A nawet jeśli nie, to już wyjaśniam, po co piszę to, co piszę. Informacje udzielane przez wydawcę na okładce książki i na stronie wydawnictwa rzadko bywają przypadkowe. Oczywiście zdarzyć tak się może, ale w tym przypadku uwagi dotyczące autora pozwoliły mi na zostanie przy powieści przez trudne pierwsze kilkanaście stron, tę część, której nie umiałam czytać jednym tchem. I udało mi się wyczuć to coś, tajemniczy składnik powieści, przez który przemawia głos w pełni ukształtowany, pewien tego, co powiedzieć należy. I w jaki sposób to zrobić, by fikcja pozostała fikcją, a gorzka prawda - prawdą obdartą z miłych oku sztuczek.

To niewątpliwie interesująca diagnoza politycznej szarej strefy. Kilka słów o tym, czym partie różnią się od siebie, o ile w ogóle różnią. Czy można mieć jakieś poglądy polityczne, czy koniecznie należy mieć poglądy właściwe - i co to znaczy? Jakie konsekwencje może mieć zapętlająca się walka silnych politycznie przeciwników i...czy da się to jakoś rozsądzić?

Z ciekawością siedziałam na trybunach. Pośrodku, żeby nikogo nie urazić, a jednocześnie móc przyklasnąć na koniec tego przedstawienia odpowiedniemu zawodnikowi. Okrzyk panem et circenses! wydaje się być niezmiennie aktualny.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI AKCJI POLACY NIE GĘSI I SWOICH AUTORÓW MAJĄ

3 komentarze:

  1. Widziałam książkę i zastanawiałam się nad przeczytaniem, ale raczej nie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wzięłam tej książki - teraz troszkę żałuję.
    Zapraszam do siebie: http://chcecosznaczyc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...