sobota, 4 kwietnia 2015

TWARDZIELKA, Mariusz Zielke







Tytuł: Twardzielka
Autor: Mariusz Zielke
Data I wyd.: wrzesień 2014
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 384

Dwa słowa: niezły kryminał







Zawsze lubiłam filmy sensacyjne. Dreszczyk emocji, dużo ruchu, mniej i bardziej przewidywalne zwroty akcji. Do dziś zostało mi przyzwyczajenie prognozowania następnych wypadków. I tak samo cieszę się z własnej racji, jak i z elementu zaskoczenia zaserwowanego przez scenarzystów.

Dostałam do ręki rzecz nazwaną "pierwszym kryminałem o polskim show-businessie". Czy to rzeczywiście pierwsza tego typu książka - nie wiem i nie interesowało mnie to podczas lektury. Niech przejmą się tym recenzenci o pociągu do kopania w historii. Ja nie miałam na to czasu. Tę książkę czyta się tak dobrze, że nie przejmowałam się szczegółami.

Powieść Mariusza Zielke opowiada o brutalnych morderstwach dokonanych na pięciu dziewczynach. Żeby przedostać się do specyficznego światka kasy, władzy i celebrytów, śledczy werbują do swojej grupy byłą policjantkę, od kilku lat mieszkankę zakładu psychiatrycznego. Zdolną, niebezpieczną, piękną... Z przeszłością, która odbiła się na niej na tyle mocno, by zrobić z jej życia twardy kawałek chleba. Jej zadanie: zostać luksusową prostytutką, jedną z tych, które pracują w cieniu polskiego show-businessu. 

Twardzielka wciąga. Piszę to, choć przeczytanie tej książki zajęło mi tydzień. Nie siedziałam nad nią nocami, nie zarywałam przez nią drzemek. Może to wina mojego lenistwa, a może fakt, że akcja tej powieści jest rozciągnięta w taki sposób, by cały czas utrzymywać nasze zainteresowanie, nęcić, ale nie przyduszać. Nie ma żadnych złośliwych trików, które budziłyby irytację czy chęć jak najszybszego przeskoczenia kolejnych stron, by skończyć już, teraz, natychmiast!

Czytałam tę powieść w stylu slow reading. W końcu mamy slow food, slow life, dlaczego więc czasem nie sięgnąć po lekturę, która idealnie nadaje się do czytania wolnego, ale pełnego zainteresowania i zaangażowania. Twardzielka nie nudzi. Nie obiecuje więcej, niż może dać. Nie daje też więcej, niż obiecała. Miał być kryminał - i jest kryminał. Miała być historia o zepsuciu i zbrodni, thriller i odrobina cynicznego świata - cóż, checked!
A kogo interesuje prawda? Jest za mało ciekawa, rzadko kiedy ma smak skandalu i odpowiedni koloryt. Żeby news był ciekawy, trzeba go ubarwić, podlać ostrym sosem, wyrwać coś z kontekstu, podkręcić. (...) Krew w newsach ma barwę drukarskiej farby.
Oczywiście, jeśli kogoś nużą historie z amerykańskim rozłożeniem sił - z dramatem w przeszłości, wątkiem dziwnej miłości, niejednoznacznymi relacjami damsko-damskimi, jeśli ktoś szuka rzetelnego przekroju przez polski świat możnych i pięknych, jeśli ktoś chciałby opisu mocnej, żmudnej, szarej roboty śledczych - jeśli ktoś chce czegoś takiego, zawiedzie się. To nie jest powieść, która liczy sobie tysiąc stron i dotyka wszystkich większych i mniejszych strun, która zagłębia się w mechanizmy szarego światka czy tworzy dokładne schematy pracy policji. Twardzielka ma inne cele, więc używa się w niej innego opisu świata przedstawionego. Bardzo podoba mi się ten sposób prowadzenia narracji, oddający spore części stron pod osobiste przemyślenia bohaterów. Nie mamy więc drobiazgowo rozpisanego modelu życia i trwonienia fortun ludzi znanych z pierwszych stron gazet. Nie mamy też konkretnych nazwisk, choć kilka sugestii znajdzie się bez problemu. Jeśli ta książka ma się spodobać, trzeba zwyczajnie uznać to, że akcja prowadzona jest z konkretnej perspektywy i tak miało być. I tak jest dobrze. Nie liczyłam na nic innego.

Podoba mi się sposób, w jaki Zielke tworzy bohaterów. Szczególnie jeden, Rodzki, przypadł mi do gustu. W pewnym sensie to typowy glina, podobnie jak tytułowa bohaterka, Marika, jest typową zbuntowaną, walczącą dziewczyną. Nie jest to jednak tak rażące, by nie czerpać z tego przyjemności:
Wysoki, bardzo chody i trochę nieforemnie zbudowany mężczyzna miał na sobie starą marynarkę i spodnie z cienkiego materiału. Wyglądał dokładnie tak, jak powinien wyglądać detektyw. Przepity, wypalony, zniszczony, przegrany.
Ciężkie powieki niemal przykrywały oczy nieokreślonego koloru,bruzdy i gęsta siatka zmarszczek zachodziły na siebie, postarzając twarz. Wyblakła i zszarzała cera, zniechęcająca postura i jakiś przerażający smutek w oczach sprawiały, że od lat nie obejrzała się za nim żadna kobieta.
Nazywał się Rodzki i nie wierzył w sprawiedliwość.
Jedyne, co chyba nigdy jeszcze nie usatysfakcjonowało mnie w kryminale czy thrillerze to zakończenie. Podobnie tutaj - zakończenie było, moim zdaniem, za krótkie. Dręczy mnie załatwianie sprawy Epilogiem, który rzuca garść informacji, ale w żaden sposób ich nie rozwija, nie przeciąga nieco. Ale oto minusy powieści jednotomowych. W końcu muszą się skończyć, w tej jednej książce, która ma ograniczoną ilość stron. To jednak tylko moje osobiste zrzędzenie. Twardzielka jest lekturą na naprawdę niezłym poziomie.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI AKCJI POLACY NIE GĘSI I SWOICH AUTORÓW MAJĄ

9 komentarzy:

  1. Nie słyszałam o tej książce. Postaram się o niej pamiętać, ale moja lista jest taka długa..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dobrze rozumiem długie listy, serio ;) A mimo tego zdarza mi się coś wcisnąć poza kolejką.

      Usuń
  2. Może dam szansę tej książce, choć jak na razie na brak lektur nie narzekam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zainteresowałaś mnie, ale jak na razie książkę sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro zainteresowałam - to najpewniej dobrze. :D

      Usuń
  4. Mimo że widać schemat, książka wydaje się ciekawa. Lekturę mam jeszcze przed sobą, ale już niedługo. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę się wreszcie zabrać za "Twardzielkę" ;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...