niedziela, 31 maja 2015

#bookish: KSIĄŻKI MOJEGO DZIECIŃSTWA


Pierwsze książki czytali mi moi rodzice - głównie mama. Wieczorami, przed snem, mama opowiadała mi bajki lub czytała wiersze dla dzieci. Poznałam na wskroś historię Czerwonego Kapturka i Trzech Świnek. Na półce do dziś trzymam książki, z których korzystała moja mama, czytając najpierw mi, a później mojej siostrze. Było to w moim domu zupełnie naturalne - dziecku przed snem opowiada się lub czyta historie. Dzień w dzień. Często wciąż i wciąż to samo opowiadanie. Nie pamiętam, czy miałam swoje ulubione wierszyki, wiem jednak, że zawsze uwielbiałam oglądać obrazki w książkach, och, napawałam się nimi jak skarbem.

Swoją pierwszą jedynkę dostałam w czwartej klasie. Nie przeczytałam zadanych baśni Andersena. Nie wiem dokładnie, dlaczego tak się stało. Chyba najzwyczajniej w świecie zapomniałam o tym, że nasza polonistka zadała właśnie taką pracę domową. Nie kojarzę z mojego dzieciństwa innego momentu związanego z książkami - pamiętam tylko historie czytane przez mamę, a później tę podłą jedynkę i burę od rodziców. A dalej książki są już w moim życiu obecne ciągle, nieustannie, namiętnie, nieskończenie. Czytałam to, co było w bibliotece, to, co dziadkowie mieli na półkach. Kilka lat później odkryłam coś niezwykłego - kieszonkowe można wydać także na książki! Przepadłam.


Podstawowe wyposażenie małoletniej Mariczy to - jakże by inaczej! - Wiersze dla dzieci Juliana Tuwima. Książeczka z '87 rozsypuje się w dłoniach - jasny znak częstego użytkowania. W środku ilustracje Olgi Siemaszko. I nie istnieją dla mnie inne ilustracje do wierszy Tuwima, o nie. 


Jak Tuwim to i Brzechwa - do dziś mylę, który wiersz dla dzieci jest czyjego autorstwa. Bardzo lubiłam też wszelkiej maści bajki i baśnie. Książeczka na zdjęciu jest już nieco nowsza, wydaje mi się, że kupiona raczej dla mojej siostry, nie dla mnie. Nie pamiętam, żeby mama czytała mi baśnie w niej zawarte, wiem jednak doskonale, że ja czytałam je mojej siostrze. Dobre nawyki przechodzą na kolejne pokolenia.


Pechowe baśnie Andersena kojarzę tylko z ilustracjami Szancera. Do dziś uważam, że gdyby nie ta jedynka, gdyby nie ta bura, gdyby nie ten dziecięcy wstyd i panika (rozumiecie, pierwsza jedynka w dzienniku to ogromny szok dla uczennicy czwartej klasy!), to być może nigdy tak naprawdę nie spojrzałabym na książki. Nie przeczytałam chyba wszystkich baśni Andersena, ale trzymam je blisko łóżka i gdy mam naprawdę podły nastrój, kiedy nic mi się nie chce, a świat wali mi się na głowę... Cóż, wtedy sięgam do świata cudowności.


Oczywiście pierwsze książki mojego dzieciństwa to także pozycje z dwóch serii: Poczytaj mi mamo i Martynka. Po pierwsze chodziłam do biblioteki z babcią - to bardzo zamazane wspomnienia, nie jestem nawet pewna, czy umiałam już czytać. Dwie czy trzy książki z serii Martynka dziadkowie trzymali na półce, a ja czytałam je wciąż i wciąż, za każdym razem, kiedy u nich byliśmy. Wprost uwielbiałam te odrobinę przesłodzone ilustracje i niezwykle lekkie opowiadania.


Dla kontrastu - Najpiękniejsze baśnie, najwięksi bajkopisarze. Wilde. Do dziś nie wiem, skąd na mojej półce ta książka. Nie pamiętam mojego pierwszego zetknięcia się z nią, pamiętam jednak doskonale, że ta pozycja wprawiała mnie zawsze w bardzo smutny nastrój, wyciszała mnie. Ilustracje Marcelli Manicardi są bardzo stonowane, statyczne. Piękne, ale to już nie radosne historyjki dla małych dzieci.


I znów - do dziś nie przeczytałam całego zbioru. Sięgam po niego rzadko, czytam jeden lub dwa utwory, często po prostu przeglądam, napawam się samą książką, wspominam. Źle czuję się z myślą, że kiedyś mogę poznać wszystkie opowieści ze zbioru.


Kolejna pozycja na mojej półce to absolutna wariacja - W skarbnikowym królestwie. Baśnie i podania śląskie. Fascynację legendami przeżywałam chyba na granicy szkoły podstawowej i gimnazjum. I znów! - choć tyle lat książka leży u mnie na półce, nadal nie poznałam jej w całości!


Ilustracje w Baśniach i podaniach śląskich przyciągają wzrok i idealnie wpisują się w to, co w legendach piszczy - dziwne stworzenia, jamy i pieczary, diabły. To ilustracje, które mocno działają na wyobraźnię, tak jak same utwory zawarte w książce. Jeśli Wilde wprawiał mnie w melancholię, to W skarbnikowym królestwie budziło moją uwagę i ciekawość, pobudzało wyobraźnię.


Prawie wszystko, o czym pisałam powyżej, dotyczyło książek-zbiorów, opowiadań i baśni czytanych raczej do snu, stąd niekompletność poznania tych pozycji w całości. Kiedy odkryłam, że książki są naprawdę fajne? Cóż, tego nie wiem. Zaraz po wspomnieniu pierwszej jedynki pojawia się w mojej głowie wspomnienie pierwszego tomu Harry'ego Pottera - chodziłam jak zaczarowana, z pokoju do kuchni maszerując z nosem w książce. Brałam kanapki i jadłam dalej czytając, póki nie doczytałam do końca. To klasa czwarta - po niej przeprowadziłam się do innego miasta i tu już pamiętam dokładnie bibliotekę szkolną. Bibliotekę, którą wyczerpałam do cna. Pamiętam też doskonale, że po przeczytaniu wszystkich interesujących mnie w niej pozycji powzięłam decyzję zapisania się do biblioteki gminnej. Piąta i szósta klasa podstawówki to przede wszystkim powieści przygodowe - Tomek Wilmowski, Pan Samochodzik, Staś i Nel! Do kompletu, oczywiście, książki pokazane na zdjęciu - Wyspa skarbów, Pięć tygodni w balonie, Tajemnicza wyspa. Gustowałam w książkach dla dzieci i młodzieży, które niosły z sobą wiele tajemnic i dreszczyk emocji - Przypadki Robinsona Crusoe bardzo mnie zainteresowały. I znów, trochę dla kontrastu, trochę dla usprawiedliwienia swojego dzisiejszego bibliofilskiego niezdecydowania, przyznać muszę, że uwielbiałam też książki przeznaczone "typowo" dla dziewcząt. Przeczytałam chyba wszystkie pozycje z serii o Ani z Zielonego Wzgórza, Pollyannę miałam w dłoniach niejednokrotnie. 


Oto moje książkowe dzieciństwo - do końca szkoły podstawowej. Gimnazjum to istne durm und strang, a więc materiał na całkiem inną historię. Jeśli miałabym jakoś podsumować książki swojego dzieciństwa, na pewno muszę zwrócić uwagę na trzy bardzo istotne punkty. Pierwszy - fakt, że naprawdę od pierwszych chwil mojego życia rodzice dbali o to, żebym miała kontakt nie tylko z telewizyjną dobranocką, ale też z prawdziwą książką. Drugi - jedynka z nieprzeczytanej lektury, która wstrząsnęła mną na tyle mocno, że już nigdy w mojej szkolnej karierze nie zapomniałam o książce (Ferdydurke nie przeczytałam, ale to wyjątek potwierdzający regułę!). Trzeci punkt, istotny nie mniej - J.K.Rowling. To dzięki niej po raz pierwszy dosłownie utonęłam w książce.

No, więc jak to było z Wami?

19 komentarzy:

  1. U mnie też zaczęło się od bajek, najbardziej pamiętam wydanie "Czerwonego Kapturka", "Księżniczki na ziarnku grochu" i "Roszpunki". Czytałam też małe książeczki wypożyczane z biblioteki w podstawówce oraz wszelkie bajki, które znalazłam u siebie na półkach. Później przyszedł czas na "Harryego", "Anię z Zielonego Wzgórza". Czyli bardzo podobnie jak u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy myślę o książkach z mojego dzieciństwa od razu nasuwa mi się Harry Potter oraz Alicja w Krainie Czarów. Pierwszą serię na bieżąco uzupełniała moja starsza siostra, przynosiła mi własne egzemplarze, gadżety związane z serią i razem czytałyśmy poznając przygody młodego czarodzieja. Co do Alicji byłą to pierwsza przeczytana przeze mnie samodzielnie książka :) Pokochałam ją od razu!
    http://zagoramiksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja też byłam taką starszą siostrą: podrzucałam książki, gadżety, oglądałam wspólnie filmy na podstawie książek.

      Usuń
  3. Pollyanna i baśnie to również moje książki z dziecinstwa! Pollyannę to ja uwielbiałam, mam zresztą na półce dwie części :) HP nie był moim dziecinstwem stety-niestety. Przeczytałam go dopiero w liceum. Ech, to były czasy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja przeczytałam wszystkie lektury, jakie miałam do tej pory zadane, ale z żadnej kartkówki treści nie miałam dobrej oceny. Do dziś pamiętam moją 2 z "Zemsty". Ta książka się chyba na mnie uwzięła, bo za każdym razem jak mnie o nią pytają, to za chiny ludowe nie mam pojęcia o co im chodzi xd

    Zapraszam do siebie
    http://to-read-or-not-to-read.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo kartkówki z lektury często czepiają się szczegółów i szczególików. A jeśli czyta się książki, o, dla przyjemności, to nie zwraca się na nie tak wielkiej uwagi.

      Usuń
  5. Najpiękniejsze książki dzieciństwa? Pollyanna, Ania z Zielonego Wzgórza, Mała Księżniczka, Wesele, Szekspir, Mikołajek i Baśnie Dickensa ;) Tyle wspomnień...
    Drugastronaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Baśnie Andersena i braci Grimm czytał mi w dzieciństwie tata. To chyba już wtedy zakochałam się w książkach. Ehh, kiedy to było? 100 lat temu...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię to, że tak wielu rodziców czyta swoim dzieciom!

      Usuń
  7. Ja z dzieciństwa pamiętam Kubusia Puchatka :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny post !!
    zaprasza do sb http://olineypl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie mama czytała mi bajki Brzechwy i Tuwina, a potem był moment, że pamietam jak czytała mi do snu "Opowieści z Narnii". Ogólnie dzięki mamie dużo czytam, a to wszystko zaczęło się, trochę sztampowo, ale trudno, od zmierzchu. On tak naprawdę zaszczepił we mnie że książki sa świetną zabawą. I tak już zostało. Pokochałam je :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Opowieści z Narnii" też przeczytałam pewnego lata i bardzo mi się podobały.

      Usuń
  10. Posiadam identyczne wydanie baśni Andresena i jest to także jedna z moich ulubionych bajek dzieciństwa! Pozdrawiam, Shelf of Books

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam ilustracje Szancera, ale kojarzę je z jakąś inną książką, której nie mogę dojrzeć na półce. Też cały czas mylę wierszyki Brzechwy i Tuwima, chociaż ja kojarzę je bardziej z takiej serii książeczek z grubymi kartonowymi kartkami. A z serii "Poczytaj mi mamo" też miałam dużo ksiazeczek, teraz leżą w szafie w kartonie o czekają na następne pokolenie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam żadnej książeczki z serii "Poczytaj mi mamo" - to książki, które kojarzą mi się typowo z biblioteką.

      Usuń
  12. Baśnie Andersena, wiadomo! :) Ja pamiętam, że miałam taką niebieską wielką księgę bajek i znałam je na pamięć po pewnym czasie :D
    I taką jakąś bajkę o trzech smokach miałam, ale nie mogę sobie przypomnieć dokładnie...

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...