piątek, 8 maja 2015

EMPATON. PIERWOTNE WYNATURZENIE, Erc Zerki - Evski







Tytuł: Empaton. Pierwotne wynaturzenie
Autor: Erc Zerki - Evski
Data I wyd.: 2015
Wydawnictwo: CayyaR
Ilość stron: 410
Inne: ebook

Dwa słowa: metafizyka ewolucji






Science fiction daje niesamowite pole do popisu. Choć zawsze było mi bliżej do fantasy, dobra dawka dreszczowca połączona z niezwykłymi odkryciami naukowymi musi się sprzedać. Lubię być zaskakiwana, lubię, kiedy książka, serial czy film dają mi pstryczka w nos. Kiedy mówią: "tak naprawdę nic nie wiesz".

Empaton. Pierwotne wynaturzenie to powieść rozpoczynająca się od katastrofy na lotnisku w Berlinie. Niesprawiający wcześniej żadnych problemów, nieprzejawiający oznak depresji czy myśli samobójczych pilot wbija samolot w budynek wypełniony ludźmi. Stacje informacyjne nie nadążają z nadawaniem relacji na żywo. Tymczasem okazuje się, że jedna z dziennikarek telewizji ALLDAY wiedziała o katastrofie...zanim ta się wydarzyła. Kim jest tajemniczy On, mężczyzna, który wysłał jej proroczą informację? Do czego doprowadzi śledztwo, prowadzone przez utajnioną organizację zajmującą się skrajnymi sytuacjami? No i czym jest oiB, tajemnicza siła, która obserwuje wszystkie zdarzenia?
Teraz, po tylu latach, zaczynał końcową rozgrywkę z ludzkością, tym rakiem, który toczył organizm Ziemi, a od którego osobiście się odżegnywał, uważając się za odrębny, niepowtarzalny gatunek.
W książce Zerki-Evskiego pierwsze skrzypce gra coś, co śmiało można nazwać telepatią. Niebezpieczny On, wieszcz katastrofy, okazuje się także jej sprawcą - i wszystko wskazuje na to, że jeden spadający z nieba samolot go nie usatysfakcjonuje. Empaton poszukuje emocji, poszukuje kobiety, której umysł byłby dla niego godną rozrywką, spełnieniem jego telepatyczno-erotycznych marzeń. Poszukuje też drogi, która umożliwiłaby mu pokazanie światu, jak wiele mocy posiada. Kiedy jednak pierwsza część planu napotyka problemy, dalej może być już tylko trudniej, krwawiej, brutalniej:
Odwrócił się w stronę maszkary, patrzyła z przerażeniem na swojego męża. Po chwili w jej oczach pojawiło się zrozumienie, przebijające nawet grozę - wiedziała, że z Józefem zaraz będzie koniec. Przeniosła wzrok na Niego, patrzyła wprost w jego straszne źrenice. W jej oczach nie było już strach, tylko ból i potężny żal. Po chwili zauważył w nich coś jeszcze, wyraźną, ostatnią prośbę tej brzydkiej staruszki. Tym razem w jego krwistych oczach pojawiło się zrozumienie. Spełnił jej prośbę, zagotowując jej mózg. Umarła w tym samym momencie co jej mąż.
Powyższy cytat jest jednym z wielu fragmentów, które zaciekawiają mnie i zniechęcają jednocześnie. Z jednej strony bardzo podobały mi się starcia psychologiczne, walka z tajemną siłą, która może władać umysłami, swoista gra z czasem i wszechobecnym, a jednocześnie nieobecnym złem. Z drugiej - drażniło wiele niedociągnięć w postaci przedłużających się, momentami sztucznych i wymuszonych dialogów. Choć akcja miała wyraźnie mocne punkty, logiczną konstrukcję i wiele zaskakujących zwrotów akcji, nieustannie czułam, że całość posiada rysy, problemy w nadaniu ostatecznego kształtu. Gdybym miała użyć metafory, napisałabym, że Empaton jest autem, które co prawda jedzie, ale często się dławi. Nieco pretensjonalne wrzucanie w akcję główną tragicznych historii z przeszłości, marny i wymuszony wątek damsko-męski, fragmenty narracji, które przeczą same sobie. Oto i przykład - Empaton, zło, które nie ma litości, człowiek, który morduje sobie podwładnych, nie rozumie ludzi, a jednocześnie jest w stanie zareagować na prośbę staruszki, ulitować się nad nią. Tak, zabija ją - ale to nadal akt miłosierdzia.

"Przeraźliwie brzydka staruszka" sama w sobie była zresztą momentem w powieści, kiedy marszczyłam czoło i nie wiedziałam, czy na pewno chcę czytać dalej. Odnoszę wrażenie, że autor chwilami starał się udziwnić powieść na siłę, stąd tak proste chwyty. Momenty, które naprawdę nijak miały się do całego pomysłu, które były zwyczajnie niepotrzebne. Jedna z gorszych rzeczy, jakie mogą przydarzyć się w powieści - rozciąganie akcji na siłę.

A przecież sam pomysł na akcję jest naprawdę mocny. Pierwszy wątek - On i jego zdolność kontrolowania ludzi, ucieczka i pogoń na miarę dobrego filmu akcji. Choć pewne kwestie układają się zadziwiająco i naiwnie łatwo (przecież to jasne, że każdy ma znajomego, który stoi na czele tajnej organizacji zajmującej się ratowaniem świata), to mniej więcej w połowie powieści okazuje się, że możemy liczyć na jeszcze więcej intryg. Pojawia się drugi dominujący wątek - grupa terrorystyczna radykalnych ekologów, którzy opracowali plan na wymordowanie 99% populacji i zaczęli go wprowadzać w życie.

Jakby było mało, nad wszystkim wisi niesprecyzowany byt oiB, którego podejmowane decyzje i działania splatają się z losami bohaterów. Choć na początku nie byłam przekonana do takiego zabiegu, szybko oswoiłam się z obecnością oiB i z zainteresowaniem czytałam głębokie opisy jego istoty. Nie pomniejszamy jego znaczenia.
Pole oiB nie potrzebowało przestrzeni, trwało tylko w czasie. Istniała możliwość, że przestrzeni jako takiej wcale nie ma, a coś takiego jak na przykład odległość w niej jest tylko miarą czasu potrzebnego do przekazania informacji. Może wszystko jest rodzajem informacji i nie przypadkiem intuicyjne określenie przez ludzkość punktu zerowego brzmi "Na początku było Słowo". Przypadek przez duże P. oiB o tym nie wiedział.
Ostatecznie jednak troszkę się pogubiłam. Erc Zerki - Evski zaciekawiał mnie i zniechęcał na zmianę, prawie jakby właśnie o to w jego powieści miało chodzić. Gdy tylko zaczynałam być pod wrażeniem pomysłowości, zabijała mnie struktura narracji i sposób kreowania bohaterów, tanie chwyty i jeszcze tańsze kwestie postaci. Gdy poczułam się już dobrze z głównym motorem akcji i zapragnęłam ciekawej walki, wtedy zaczęła się kreacja drugiego głównego wroga i poczułam, że zaczynam się rozbijać na mniejsze cząstki. Proszę, nie zrozumcie mnie źle - tę powieść czyta się naprawdę nieźle. Ale nie jest to mistrzostwo i na pewno nie sięgnę po kolejne części planowanego cyklu. To najwidoczniej jednak nie mój klimat.
oiB miał zamiar mu w tym pomóc. Nie zauważał paradoksu, jaki to powodowało, bo nie do tego został stworzony. Nie widział niekonsekwencji swojego postępowania, bo nie posiadał świadomości. Wykonywał proste, zaplanowane przez swoich twórców zadania. Proste w podjęciu decyzji, a nie w samej realizacji. To była jego siła i słabość jednocześnie.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI AKCJI POLACY NIE GĘSI I SWOICH AUTORÓW MAJĄ

5 komentarzy:

  1. Już po cytatach widac, że faktycznie mistrzostwem ta powieść nie jest. Ale fabułę zdaje się mieć naprawdę fajną, więc ja bym raczej się jej nie wystrzegała, chętnie sięgnę, jesli wpadnie mi w łapki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko polecam - ot tak, z ciekawości.

      Usuń
  2. Pierwszy raz widzę te książkę. Nie przepadam za science fiction. :(
    http://kochamczytack.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. kompletnie nie moja tematyka i raczej bym się zanudziła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temat bardzo specyficzny, przyznaję.

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...