poniedziałek, 18 maja 2015

FUTU.RE, Dmitry Glukhovsky







Tytuł: Futu.re
Autor: Dmitry Glukhovsky
Data I wyd.: 2013 (PL: 04.03.2015)
Wydawnictwo: Insignis
Ilość stron: 640

Dwa słowa: Wieża Babel







Czy chciałbyś żyć wiecznie? Pytanie - trochę ironicznie - stare jak świat. Idea poszukiwania nieskończonej młodości nigdy do mnie nie przemawiała, choć jednocześnie ze strachem myślę o starości i wszystkich rzeczach, które jej dotyczą. W tej powieści wrogów jest więcej niż pojedyncza śmierć - bo wrogiem jest i ona, i starość, i przeludnienie, i...dzieci. To część z wielu chorób, na które nie ma miejsca w nieśmiertelnym świecie.
Sam uważam, że nie wolno zabraniać im [starszym ludziom] pokazywać się w miejscach publicznych. W końcu jesteśmy w Europie, a oni są takimi samymi obywatelami jak my. Ale gdyby zależało to ode mnie, wprowadziłbym przepis, który zobowiązywałby ich do noszenia przy sobie urządzenia wydającego dźwiękowy sygnał ostrzegawczy. Żeby normalni ludzie, z alergią na starość, mogli zawczasu gdzieś się wynieść i nie psuć sobie dnia.
Futu.re to powieść osadzona w przyszłości, choć świat, który obserwujemy, zaczął być budowany już w połowie XXI wieku. Głównym bohaterem książki, a jednocześnie jej narratorem, jest Jan, członek Nieśmiertelnych - jednostki zajmującej się wyszukiwaniem nielegalnych ciąż i dzieci. W przeludnionym świecie ludzi, którzy nigdy nie umierają, nie ma miejsca na nowych mieszkańców. Jeśli pojawia się dziecko, jedno z jego rodziców musi oddać swoje życie. Jeden za jednego.

Nie spodziewałam się konkretnych rzeczy przed sięgnięciem po tę książkę, dałam sobie prawo do zaskoczenia, dlatego też nie szukałam żadnych jej recenzji. Wiedziałam mgliście, że jest dobra - to fakt, który zadecydował o tym, że ją kupiłam. Uwierzyłam w to, że jest świetna i że muszę ją mieć. Wzięłam ją w dłonie, a jej ciężar, ten dziwny impuls między dłonią a książką, potwierdził to. Kilka pierwszych rozdziałów służyło mi za przejściową fazę wbijania się w powieść. Później, kiedy już sądziłam, że zadomowiłam się w niej bez reszty i posiadam wszystkie podstawowe, najistotniejsze informacje, okazywało się, że bardzo się mylę. To nie jest powieść, obok której można przejść obojętnie. Poprzeczka została zawieszona wysoko.

Jakie skazy może mieć świat ludzi, którzy nie chorują, nie starzeją się, którzy mają lekarstwa na bezsenność, smutek, brak sensu w życiu? Cóż, wszystkie zalety takiego świata okazują się być jego wadami. Idealne społeczeństwo stworzone na gruncie starej Europy ma rysy. Nie dowiemy się jednak o tym z pierwszych stu czy dwustu stron. Nie dowiemy się tego po przeczytaniu połowy książki. Futu.re to książka, w której ważne punkty zaczepienia oddzielone są od siebie w takiej odległości, żebyśmy bez problemu mogli się mocno o nie chwytać i ciągnąć własne ciało dalej, dalej, bezustannie dalej. Wraz z wyjaśnieniem jednego wątku pojawia się jednak kolejny, trzecie jego odnóże wraca do pierwszego i rzuca na niego nowe światło. W świecie nieśmiertelnych istot świat zamieniono w morze wieżowców, a ja odnoszę wrażenie, że powieść Glukhovsky'ego stworzona jest dokładnie w ten sam sposób. Jeździmy windami - raz wspaniałymi, raz obskurnymi, witamy na dachu świata, a jednocześnie pogrążamy się w odmętach przeszłości. Tajemnice zostaną wyjaśnione, zdaje się obiecywać Glukhovsky, o ile przeczytasz, czytelniku, do końca. Do ostatnich stron. Do ostatnich zdań.

Jeśli spojrzymy na spis treści i obrócimy książkę w odpowiednią stronę, okaże się, że w spisie tym stworzono widok na miasto zbudowane z wieżowców. Choć w spisie treści widzimy jego początek i koniec - wyraźnie jasne plamy obramowującego papieru - to Futu.re zdaje się trwać bez końca. To świat, w którym istnieją trzystuletni ludzie - pamiętający jeszcze czasy wcześniejsze, odwołujący się do dawnych mistrzów sztuki czy filozofii, gładko posługujący się datami z czasów, które dla pokoleń mających w powieści lat trzydzieści są abstrakcją. Nieśmiertelne istoty o zasłużonym stażu mieszają się ze świeżymi umysłami, które nigdy nie widziały świata, w którym królowała posępna i kapryśna śmierć. A jednocześnie wciąż mówi się na kartach tej książki o przyszłości. Czas nie jest zawieszony w próżni - wciąż jakaś przyszłość istnieje, przyszłość, którą można zmieniać, kreować, o którą trzeba dbać.
Europa. Olbrzymie gigalopolis, miażdżące swoim ciężarem pół kontynentu, depczące ziemię i podpierające niebiosa.
Niegdyś ludzie próbowali zbudować wieżę, która sięgnęłaby obłoków; za pychę Bóg ukarał ich niezgodą, zmuszając do mówienia różnymi językami. Budowla, którą wznosili, runęła. Zadowolony z siebie Bóg uśmiechnął się i zapalił.
Ludzie zrezygnowali z nieba - ale nie na długo. Bóg nie zdążył nawet mrugnąć, nim najpierw się do niego wprowadzili, a potem go wyeksmitowali. 
Otrzymujemy od Glukhovsky'ego skrupulatnie stworzony obraz nowego świata, który grzebie świat dawny, a jednocześnie nie całkiem może się go pozbyć. Otrzymujemy fantastyczną, wartką akcję, zwroty akcji, które wywołują głośne okrzyki - strachu, niezadowolenia, zaskoczenia. Otrzymujemy bohaterów, którzy są prawdziwi do cna, którzy zmieniają się, ewoluują, mają swoje wady i zalety. Którzy cierpią i którzy wywołują ból. Nie widzimy tego od razu. Przez dużą część powieści odnosimy wrażenie, że stoimy na twardym gruncie, że wiemy, kto jest kim, że - choć nadal nie jest pewne, do czego powieść dąży, nadal mamy przed sobą wiele tajemnic - to jednak świat został nam już przedstawiony bardzo dobrze, akcja idzie w obranym wyraźnie kierunku, zainteresowanie bezustannie jest górą. Widzimy przed oczyma wieżowce, rozumiemy mechanizm nowego świata, godzimy się na niego lub nie. Lubimy i nie lubimy bohaterów. Ale to pozory. Tak naprawdę nie widzimy wszystkiego od razu. Nie znudzimy się powieścią, ponieważ nie ma w niej miejsca na ukradkowe ziewanie czy kartkowanie książki i wybiórcze szukanie odpowiedzi na najbardziej dręczące nas pytania. Godziny nie mają dla nas większego znaczenia, choć posiadamy pracę, obowiązki, przyjaciół i hobby. Nieśmiertelność wymaga czasem odpowiedniej pigułki na błogość, by przypomnieć sobie, że w nieskończonej powtarzalności dni jest sens. I kiedy już znamy tę część, okazuje się, że w świecie istot, które nie umierają, istnieją takie miejsca, w których śmierć jest starym przyjacielem.

Patrzę na Futu.re leżące przy łóżku i myślę o tym, że wiem już, dlaczego tytuł brzmi właśnie tak. Mogę odpowiedzieć już moim znajomym, którzy pytali mnie, po co ta kropka pośrodku słowa, dlaczego to słowo obce. Ja już to wiem i teraz mogę odpowiedzieć moim znajomym z całą stanowczością, że...nie wyjaśnię im tego. Że mogę użyć prostych słów i rzucić im niedbale, dlaczego właśnie jest tak, a nie inaczej. Wiem jednak, że tego nie zrozumieją, ponieważ wyjaśnienie tej zagadki tkwi w całej powieści Glukhovsky'ego. Żeby zrozumieć, trzeba ją przeczytać. I uwierzcie, nie zawiedziecie się.

4 komentarze:

  1. Choruję na tę książkę od jakiegoś czasu i chyba wreszcie się skiszę przy następnych zakupach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skuś się koniecznie. Ja nie mogłam się od niej oderwać.

      Usuń
  2. Ostatnio będąc w księgarni czytałam opis tej książki i bardzo mnie zaintrygował. W nagrodę za zdaną maturę chyba sobie ją kupię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam ,że miałem bardzo podobne odczucia czytając tą powieść. Kiedy już udawało mi się jakoś wyrobić sobie zdanie do tej wizji przyszłości i jej bohaterów, to już w następnym zdaniu nie byłem jej taki pewny. Znakomicie dopracowany kawal literatury. Nie bardzo trafiło mnie Metro 2033, ale Futu.re pochłonęło mnie bez reszty.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...