niedziela, 10 maja 2015

Nie samą książką człowiek żyje. Filmy: AVENGERS. AGE OF ULTRON


Avengers. Age of Ultron (2014)
reż. Joss Whedon
gatunek: akcja, sci-fi

Wyobraźcie to sobie. Jesteście w przepełnionej sali kinowej, miejsce trochę za bardzo z przodu, trochę za bardzo z boku, ale ostatecznie nie grymasicie, bo to Wasza wina  - przecież takie z Was ciapy, że nie zarezerwowaliście wcześniej biletu, trzeba więc było zadowolić się tym, co zostało. No i te okulary 3D założone krzywo na okulary korygujące wadę wzroku. Słowem: nie jesteście zachwyceni swoją aktualną pozycją, ale zagryzacie zęby. Lecą reklamy - o, reklamy to Wy lubicie, więc smyracie nóżkami po podłodze i z ciekawością odliczacie czas do 12 czerwca i premiery Jurassic World. Ha! Toż to idealny prezent na Wasze urodziny.

Ale nie o kontynuacji Parku Jurajskiego tu nowa. Nie o reklamach czy kinowym zapachu popcornu i coli, który bardzo lubię. Nie dla mnie małe, zapomniane kina. Ja lubię kinowe giganty, odurzający zapach konsumpcjonizmu. Pracowałam w takim kinie, więc dobrze wiem, że ceny są za wysokie, a zasady takie a nie inne. Ale ten tekst także nie opowiada o tym. Nie, ten tekst jest o Avengersach.

Siedzę więc w kinie. Pół godziny czekałam przed kasami, mając nadzieję, że rezerwacje wygasną i zostanie dla mnie jakieś dobre pojedyncze miejsce - spotkał mnie oczywisty fail. Ale okej, okej. Sama chciałam wszystkie bajery: 3D, imax itepe. Choć zazwyczaj wolę tradycyjne 2D z napisami, czasem lubię sobie sprawić przyjemność w cierpieniu. Rozumiecie, ja po prostu zawsze chodzę do kina o takich porach, by być jedyną samotną duszą w wielkiej kinowej sali, co najwyżej by dzielić się emocjami z garsteczką takich samych outsiderów jak ja. Na wiele filmów chodzę sama, bo jeśli mam tłumaczyć dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej, to szlag mnie trafia. Nie ma wokół mnie wielu fanów Marvela. Ale nie, ja nie o tym.

Siedzę w kinie, gasną światła, w czasie reklam nachodzi mnie wątpliwość - czy na pewno dobrze-m uczyniła, przychodząc właśnie na tę godzinę? Może powinnam zarezerwować sobie lepszą miejscówkę, poczekać dzień lub dwa dłużej? Światła zgasły, reklamy leniwie dociągnęły się do końca. I zaczyna się film. A ja nagle wiem, że jestem w odpowiednim miejscu i czasie. Że tak miało być. Okulary na okulary? Ekran wielki jak stodoła? Setka ludzi wokół mnie?

Proszę państwa, Avengers. Age of Ultron to film, który można oglądać nawet podczas obdzierania żywcem ze skóry. To jest dobry film. Emocjonujący, porywający, zaskakujący, z dobrą grą aktorską, efekciarstwem, muzyką na najwyższym poziomie i żartami, które doprawiają film jak tajna przyprawa, którą z pełnym sukcesem może używać tylko mistrz.

Pierwsze sceny - walka Avengersów (ci dobrzy, choć nie wyglądają) z Hydrą (ci źli, którzy tak wyglądają), w której od razu dostajemy popis wybuchów, uderzeń, zgnieceń, krzyków, strzałów, zbroi, młotków, pięści, strzał i uroku Black Widow (KOBIETY GÓRĄ!). Już wiem, że jest dobrze. Nie, wróć. Ja to wiem od pierwszych dźwięków avengersowego motywu. Dalej jest tylko lepiej, a uwierzcie, nie z każdym filmem ze stajni Marvela tak było.

Avengers. Age of Ultron to historia w gruncie rzeczy dość banalna, choć na nieskomplikowany kręgosłup przyczepiono wiele smakowitych kąsków. Tony Stark, wraz ze swoim Science Bro Bruce Bannerem postanawiają z pomocą pewnego berła dobrze znanego z poprzednich filmów stworzyć sztuczną inteligencję, która stałaby się obrońcą ludzkości. W pamięci mamy nadal nieprzyjemne wydarzenia z poprzedniej części Avangersów, gdy Ziemią zainteresowała się sfora nieprzyjaznych (krwiożerczych, kochających destrukcję i nieco obrzydliwych) kosmitów, więc cel jest bardzo szczytny. Nietrudno domyślić się tego, co stanie się dalej - sztuczna inteligencja wymyka się spod kontroli. Rodzi się Ultron, niezrównoważony psychicznie robot, który być może nie jest najbardziej mrocznym kinowym wrogiem, ale ma do dyspozycji całą armię swoich robocich kopii. Nie wiem jak Wy, ale armia robotów robi na mnie wrażenie.

Starzy, poczciwi Avengersi muszą stanąć do walki. Nie będę przedstawiać każdego z osobna, bo jeśli chcecie wybrać się na Age of Ultron do kina, najlepiej będzie, jeśli obejrzycie wcześniej pierwszą część Avengersów - historia stanie się dla Was całkiem jasna. Jeśli znajdziecie jeszcze chwilkę lub dwie na Captain America. Winter Soldier - satysfakcja murowana. Wystarczy powiedzieć, że mamy charyzmatycznego playboya Tony'ego Starka, jego science bro Bruce'a Bannera, który oprócz posiadania w sobie krwiożerczej, zielonej bestii, jest także bardzo uroczym i inteligentnym mężczyzną. Dalszy testosteron gwarantuje nam nieśmiertelny Kapitan Ameryka oraz jeszcze dosłowniej nieśmiertelny bóg-kosmita Thor. Wątek sensacyjny uzupełniają Hawkeye oraz Czarna Wdowa - ta ostatnia to mocny, choć nie jedyny kobiecy akcent w filmie.

Kiedy dłużej się nad tym zastanawiam, nie widzę możliwości, by tych komiksowych bohaterów mógł zagrać ktoś inny oprócz aktualnej obsady. Nie jestem specjalistką od komiksów, ale sposób wykreowania członków Avengers i Tarczy jest tak mocny, tak wyrazisty, że podczas oglądania filmu bohaterowie wywołują we mnie prawdziwe, silne emocje. Kocham ich i nienawidzę, dopinguję im i drwię z głupstw, które popełniają. Dla mnie aktorzy zrośli się z granymi przez siebie postaciami. Kiedy myślę o Avengersach, wyobrażam sobie ich dokładnie w ten sposób, w jaki stworzeni są w filmowych ekranizacjach. Lubię też sposób, w jaki sami aktorzy opowiadają o swoich rolach - wydają się być po prostu dobrą, zgraną ekipą. I widać to na wielkim ekranie.

Zarzuca się Age of Ultron, że główny wróg jest zbyt ludzki lub za mało przerażający. Wytyka się też błędy związane między innymi z tym, że w pewnych scenach osoby pochodzące z Europy Wschodniej używają angielskiego, choć w danej sytuacji powinny używać swojego języka ojczystego. Jeśli chodzi o drugie zastrzeżenie to byłam niestety tak wgapiona (słowo idealne) w ekran, że nie odnotowałam tego drobnego (choć dla perfekcjonistów na pewno bardzo istotnego) faktu. Pierwszy zarzut odeprę bardziej logicznie, z radością na ustach stwierdzając, że to przecież super-amerykańska produkcja z super-kasą, super-efektami i super-misją. Jaka to misja? Bawić, rozbrajać i wywoływać w człowieku myśl: "hej, czemu nie jestem jednym z nich?". Kac po filmie? Tak, właśnie go opisuję. Może główny robo-wróg nie był arcymrocznym mózgiem zła, ale wystarczy uznać, że miał być skrzywionym psychicznie, niedoskonałym eksperymentem, by odkryć, że to właściwie ma sens.

W Age of Ultron wchodzimy w świat superbohaterów nieco głębiej niż w filmie wcześniejszym. Ponieważ wiemy już, kto jest kim, orientujemy się nieco w relacjach między postaciami oraz - bardzo oględnie - w ich historii i specjalizacjach, teraz scenarzyści mogli popisać się nieco bardziej. Z jednej strony kontynuujemy więc dawne sprzeczki (Stark vs Kapitan) oraz rozwijamy więzi (Wdowa i Hawkeye), z drugiej - otrzymujemy o wiele szersze spojrzenie, także dzięki pojawieniu się nowych postaci, rodzeństwa Maximoff. Wiemy, czego bohaterowie się boją, odkrywamy zaskakujące fakty na temat...ich życia prywatnego (bez spilerowania - TO bezpieczne miejsce sprawiło, że szczęka mi opadła) oraz przeszłości. Im więcej wiemy, tym więcej rzeczy chciałoby się rozwinąć jeszcze bardziej. Odpowiednie proporcje karmienia i robienia apetytu.

Jestem tym typem człowieka, który lubi, kiedy na dużym ekranie dzieje się dużo ciekawych rzeczy. Kiedy wiele budynków wybucha, wiele złych postaci knuje upadek świata, a garstka niezwykłych bohaterów wkracza do walki, po drodze przeżywając kryzys, podnosząc się z niego z mniejszą lub większą liczbą obrażeń. Lubię cameo Stana Lee*, podoba mi się to, że w Age of Ultron zobaczymy bardzo dużo drugoplanowych bohaterów wyjętych z innych marvelowych filmów. Nie będę się rozczulać nad poszczególnymi akapitami scenariusza, bo się na tym nie znam. Wiem jednak, kiedy możemy spodziewać się dobrej zabawy i małego mindfucka - i tu właśnie tak się dzieje.

*Stan Lee to "król wśród scenarzystów komiksowych", cytując za portalem filmweb.pl. Zazwyczaj w ekranizacjach Marvela odgrywa niewielkie role, przypominając w ten sposób, że Wielki Brat patrzy, a Marvel to firma ze zdrowym poczuciem humoru.
 

5 komentarzy:

  1. Ogólnie zgadzam się z tym, że film jest dobry, ale to chyba ostatni raz, gdy taka formuła się sprawdziła. Po seansie towarzyszył mi przesyt i jeśli następni Avengersi byliby w takiej formie, nie byłbym zbyt zadowolony. Jest okej, ale to obraz znacznie słabszy od Strażników galaktyki czy Zimowego żołnierza. Potrzebuje świeżego podejścia i pewnie je dostanie, bo następcami Jossa Whedona będą bracia Russo, czyli idealni kandydaci do tej roboty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo - jeśli kolejni Avengersi byliby tak naładowani akcją, zaczęłoby wiać nudą. Ale póki co patrzymy na to, co dopiero się ukazało. Osobiście podoba mi się bardo to, że każdy film na swój osobny klimat - i Strażnicy, i Zimowy żołnierz, i Avengersi. Fabuła zaczyna nam się bardzo ciekawie krzyżować i mam nadzieję, że kolejny film będzie tak samo wybuchowo, ale bardziej...no, nazwijmy to "świeżością".

      Usuń
  2. oj nieee nie lubię sci-fi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Marvela, a ten film jeszcze przede mną. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham ten film, dla mnie... cóż, ja chcę więcej!

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...