piątek, 31 lipca 2015

GREGOR I NIEDOKOŃCZONA PRZEPOWIEDNIA, Suzanne Collins






Tytuł: Gregor i Niedokończona Przepowiednia (ang. Gregor the Overlander)
Autor: Suzanne Collins
Data I wyd.: 2003 (PL: kwiecień 2015)
Cykl: Kroniki Podziemia (tom 1)
Wydawnictwo: IUVI
Ilość stron: 368

Dwa słowa: wciągająca roz(g)rywka





Suzanne Collins - kto nie zna tego nazwiska, powinien jak najszybciej nadrobić braki. Zanim wydała Igrzyska śmierci nie tylko tworzyła programy dla dzieci, ale także - oczywiście! - pisała. Gregor i Niedokończona Przepowiednia to książka po raz pierwszy wydana w 2003 roku, pięć lat przed Igrzyskami. Jest to pierwszy tom pięcioczęściowych Kronik Podziemia, opowiadających o sekretnym życiu świata znajdującego się pod Nowym Jorkiem.

Głównym bohaterem powieści jest Gregor, nastolatek, który pewnego dnia wpada razem z dwuletnią siostrą przez kratkę wentylacyjną znajdującą się w jego mieszkaniu do Podziemia. Okazuje się bowiem, że głęboko pod Nowym Jorkiem żyją ludzie - a razem z nimi nietoperze, karaluchy, szczury i inne stworzenia, które potrafią przeżyć w miejscach z ograniczonym dostępem do światła. W Podziemiu czeka na Gregora Niedokończona Przepowiednia, słowa założyciela podziemnego świata, który zapowiedział wielką wojnę oraz nadejście wojownika, który może odmienić losy zamieszkujących to miejsce ludzi. Choć Gregor nie uważa siebie za nikogo niezwykłego, okazuje się, że istnieje jeszcze inny powód, dla którego chłopiec powinien zgodzić się na niebezpieczną wyprawę...

Na początku sądziłam, że to powieść dla dzieci i młodzieży, i nic z tego nie wyjdzie. Oczywiście często zdarza mi się czytać powieści young adult, ale zawsze oscyluję bliżej dedykowanego przedziału wiekowego 15-18 niż 13-15. Przez pierwsze kilka stron myślałam więc, że nie poczuję odpowiedniego klimatu - przeczytam tę książkę, ale od początku będę przewidywała wszystkie elementy fabuły. Kilkadziesiąt stron później zdałam sobie sprawę z tego, że zostałam całkowicie wciągnięta w akcję. Wydarzenia rozgrywają się szybko, a opisy miejsc czy bohaterów są skrojone krótko, poglądowo, choć plastycznie. Ułatwia to samodzielne wyobrażenie sobie wszystkiego bez konieczności zagłębiania się w skomplikowane wytyczne tekstu. Powieść opiera się na wartkiej akcji i ciągłym ruchu, przemieszczaniu się bohaterów i wchodzenia postaci w relacje. Nie ma momentów zawieszenia, fragmentów, które nie pasowałyby do reszty opowieści. Suzanne Collins ma lekkie pióro, a w tej książce, opowiadającej - jak sama autorka wspomina - przede wszystkim o rodzinie, odnaleźć może się czytelnik nie tylko mający trzynaście, czternaście czy piętnaście lat, ale także odbiorca starszy, któremu powieści dla dzieci nie są straszne. Gregor jest historią logiczną, skonstruowaną w tradycyjny, uporządkowany, komunikatywny sposób. Wszystkie wątki są jasne i mają swoje rozwiązanie - a jednocześnie samo zakończenie powieści świetnie zachęca do lektury kolejnych części.

Ja, czytelniczka mająca dwadzieścia trzy lata, bawiłam się dobrze, choć oczywiście jest to dla mnie lektura lekka, której kolejne tomy mogłabym przeczytać z doskoku, choć nie będę na nie niecierpliwie czekała. Ale to jedynie spojrzenie osoby po dwudziestce. Moim zdaniem Kroniki Podziemia są fantastyczną lekturą dla młodszego czytelnika. Gregor i Niedokończona Przepowiednia ma to, co co książki dla dzieci i młodzieży mieć powinny - mnóstwo elementów, które zachęcają do czytania. Są to, m.in. pełna akcji fabuła, tajemnicze, choć jednocześnie nienaturalnie bliskie zwykłemu światu Podziemie, grupa bohaterów dobrych i złych, z czego większość mogłaby być rówieśnikami czytelnika. Choć Podziemie jest miejscem fantastycznym, nie jest skomplikowane i trudne. A jednocześnie zawiera w sobie zarówno miejsca piękne, za którymi odbiorca mógłby tęsknić, jak i elementy straszne, budzące grozę i niepokój. Podobnie z bohaterami - nie wszyscy są piękni i dobrzy, podobnie jak nie wszystkie z przerażających kreatur są wrogami. Wydaje mi się, że sukces Gregora i Niedokończonej Przepowiedni polega właśnie na tym, że choć jednocześnie powieść jest zrozumiała i nie buduje przed czytelnikiem niepotrzebnych problemów, nie jest banalna czy nazbyt oczywista. Starszy czytelnik może mieć wrażenie, że pewne rzeczy w jakiś sposób zaistniały już w innych tekstach kultury (ja nie mogłam pozbyć się wrażenia, że już kiedyś miałam do czynienia z życiem buzującym pod wielkim miastem), ale nie są to bezmyślne kopie istniejących motywów. Wręcz przeciwnie, po lekturze powieści oraz wywiadu załączonego na końcu książki (dodatków jest zresztą więcej, co bardzo polecam szczególnie młodszym czytelnikom, którzy mogą się świetnie bawić, np. tworząc własną wizję Podziemia), jestem przekonana, że Gregor i Niedokończona Przepowiednia jest historią przemyślaną w niezwykle skrupulatny sposób. Widać po niej warsztat i doświadczenie pisarki, która z produkcjami dla dzieci i młodzieży, powtarzam, miała do czynienia już wcześniej w bardzo dużym zakresie.

W trzech słowach: jestem na tak. Gregor i Niedokończona Przepowiednia to inne oblicze Suzanne Collins, którą kojarzymy z mroczną wizją państwa, w których główną rozrywką jest obserwowanie areny i młodzieży walczącej na śmierć i życie. Collins ma jednak, po prostu, świetny zmysł dotyczący tego, w jaki sposób opracowywać historie, które mogą zainteresować młodego czytelnika. A przecież właśnie o to chodzi w powieściach dedykowanych dzieciom i młodzieży - o rozbudzenie chęci czytania, poruszenie strun odpowiedzialnych za miłość do książek. Najlepiej zrobić to w sposób brawurowy, który udowodni, że prawdziwa akcja nie musi dziać się tylko na szklanym ekranie.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU IUVI
Więcej o książce na stronie iuvi.pl

poniedziałek, 27 lipca 2015

#bookish: 7 KSIĄŻKOWYCH GRZECHÓW


1. ZAMAWIANIE KSIĄŻEK, NA KTÓRE NIE MOŻNA SOBIE POZWOLIĆ...ponieważ portfel płacze na samo wspomnienie słowa "księgarnia". Grzech ten zdarza się często. Kusicielami są promocje, wyprzedaże, dyskonty książkowe, allegro, nowości wydawnicze, recenzje, ładne okładki, zły nastrój oraz nastrój dobry, brakująca część serii, znane nazwisko, zgrabna czcionka, a nawet zwyczajne, mrukliwe stwierdzenie: "a co mi tam". Biedny człowiek chciałby bardzo nie kupować, ale do takiego przedsięwzięcia potrzeba wiele samozaparcia oraz kontroli (nie tylko rachunków). Jednocześnie nie ma stuprocentowej pewności, czy grzeszek ten należy karać, czy może jednak zachwalać. W zestawieniu tym pełni funkcję niepewną.

2. CZYTANIE KILKU POZYCJI JEDNOCZEŚNIE...bo, jak wiadomo, troje to już tłok. Zdarza się najbardziej wytrawnym czytelnikom - i szczególnie im. Biedny człowiek chciałby bardzo nie czytać, ale na półkach piętrzą się świeże, pachnące, osamotnione książki, które potrzebują ludzkiego ciepła, ludzkiej uwagi oraz ludzkich dusz. Biedny czytelnik czyta więc jednocześnie nowość, staroć oraz egzemplarz recenzencki. W skrajnych przypadkach odczuwa fizyczny pociąg do osaczenia przez piętrzące się pozycje...książkowe. W tym szaleństwie jest metoda, choć jednocześnie metoda ta może doprowadzić do szału.

3. MÓWIENIE O KSIĄŻKACH, KTÓRYCH SIĘ NIE CZYTAŁO...ponieważ w szkole uczyli, że lektury trzeba czytać. Grzech być może jeszcze mniejszy niż dwa wcześniejsze. Bo, na litość książkowych chochlików, kiedy biedny człowiek ma czytać te wszystkie grube, wredne, stare tomiska? Kiedy ma czytać nowe, lśniące tomusie? Kiedy ma się zapoznawać ze wszystkimi autorami, którzy wyrastają jak grzyby po deszczu? Kiedy znaleźć czas na ściskanie rąk wszystkich bohaterów? Dlatego czytelnik kłamie, łże, oszukuje, mąci oczy, a czasem powtarza mądre zdania tak długo, że w końcu stają się prawdą. Poza tym amerykańscy naukowcy udowodnili, że zgrabne mówienie o książkach, których się nie czytało, jest oznaką inteligencji oraz błyskotliwości.

4. KREŚLENIE PO KSIĄŻKACH DŁUGOPISEM/ FLAMASTREM/ KREDKAMI...nie tylko na marginesach. Grzechu tego nie można wybaczyć nawet najbardziej niewinnie wyglądającym dzieciom. Pogryzmolone książki są piekłem bibliotekarzy, koszmarem czytelników, plugawym śladem braku poszanowania słowa pisanego. W dobie antystresowych kolorowanek należy wystrzegać się zbytniej pewności siebie. Ołówek - tak. Komentarze do tekstu - tak. Dedykacja (oby ładna) - tak. Podpis - tak. A jednak zapamiętać należy pradawne przysłowie antycznych bibliotekarzy: "gdzie leziesz do książki z jedzeniem!". Szanujmy druk.

5. PRZYWŁASZCZANIE SOBIE KSIĄŻEK - uwaga! grzech śmiertelny! Wszystkich ludzi, którzy nie zwracają książek ich prawowitym właścicielom należałoby powiesić za uszy pod sufitem i wychłostać encyklopedią powszechną w twardej oprawie (sugerowana ilość stron: 1000). Książki należy oddawać. Książki należy oddawać niezwłocznie po przeczytaniu. A czytać należy jak najszybciej po wypożyczeniu. Nie ma usprawiedliwienia. Chyba tylko karta prezentowa do księgarni mogłaby zmniejszyć traumę i odbudować zaufanie. Nic jednak nie wymaże złego wspomnienia. Bacz, abyś nigdy nie zniszczył książki innego mola książkowego, albowiem skończy się to dla Ciebie dziesięcioma plagami bibliotecznymi!

6. BRAK ARGUMENTACJI...ponieważ bez argumentu mogę tylko powiedzieć, że każdy ma prawo do swojego zdania. Zdanie to jednak należy uzasadnić. A uzasadnienie oznacza właśnie argumentację. Książka może być dobra, gorsza, zła lub gówniana, jednak po stwierdzeniu rzeczy dla Ciebie oczywistej pojawić się musi magiczna formuła: "ponieważ...". Krytyka bez argumentu jest obrzydliwym hejtem, a obrzydliwy hejt jest obrazą słowa. Obraza słowa jest zaś obrazą literatury, a przecież żaden książkoholik literatury obrażać nie chce.

7. ZAZDROSZCZENIE INNYM CZYTELNIKOM ICH ZBIORÓW...ponieważ zazdrość budzi niezgodę, a książkomaniacy powinni trzymać się razem. Książki są naszymi skarbami, naszymi milusińskimi, naszymi chowańcami, dziećmi oraz przyjaciółmi. Książki nas kochają - nawet wtedy, kiedy wszystko wskazuje na to, że autor nas nienawidzi (patrz: George R.R. Martin). To nasz zachwyt oraz uwaga dają książkom życie. Cieszmy się więc szczęściem innych bibliofilii. Nawet wtedy, kiedy naprawdę cholernie im zazdrościmy.

sobota, 25 lipca 2015

CUDA I DZIWY MISTRZA HAXERLINA, Jacek Wróbel







Tytuł: Cuda i Dziwy Mistrza Haxerlina
Autor: Jacek Wróbel
Data I wyd.: 2015
Wydawnictwo: Genius Creations
Ilość stron: 375
Inne: ebook

Dwa słowa: miłe szachrajstwa






Jak wiecie (bo wspominałam o tym i to chyba niejednokrotnie) bardzo lubię fantastykę. Sci-fi mniej, fantasy całym sercem. Ale w tym moim szarym i obślizgłym, ale niezwykle potrzebnym mięśniu, znajduje się też specjalna kwatera dla czegoś, co nazywam fantastyką lekką: pełną żartów, gagów i oczek puszczanych w stronę czytelnika. Oto i jedna z tych pozycji.

Zawartość książki to zbiór opowiadań łączących się w pełną cudów, dziwów oraz zaskoczeń opowieść o Haxerlinie, który jest mistrzem udawania, kręcenia oraz kombinowania. Haxerlin podaje się za maga, choć jego główną magiczną mocą jest...całkiem niemagiczny, ale bardzo przydatny, spryt. Haxerlin stara się na niego liczyć, choć nie zawsze to wystarcza. Jego zajęciem zarobkowym są Cuda i Dziwy - obwoźny handel artefaktami, magicznymi miksturami, tajemniczymi medalionami oraz częściami niezwykłych stworzeń. Jest jednak jeden istotny szczegół - wszystkie rzeczy, które sprzedaje Haxerlin są...fałszywe:
Rzadko narzekał na swój los, bo i nie miał na co narzekać. Cuda i Dziwy, czyli obrót egzotycznymi wyrobami, począwszy od magicznych afrodyzjaków aż po sproszkowane kły wampira, przynosił dochody, jakich pozazdrościć mogli wszyscy pełnoprawni czarodzieje. Przemieszczał się z kolekcją od miasteczka do miasteczka (z oczywistych względów omijał te, w których mieściły się filie Gildii Magów), rozkładał kramik z artefaktami przed żądną sensacji gawiedzią i dawał takie popisy, że wystarczała chwila nieuwagi, by sam prawie uwierzył w niesamowite właściwości prezentowanych eksponatów. 
Jak wiadomo - kto kombinuje, ten czasem wpada w tarapaty. I to niejedne. Właśnie przez tę drobną przypadłość Haxerlina poznajemy całą rzeszę fantastycznych stworzeń, z pewnym demonem-dzieckiem na czele, wybieramy się do grobowców, na stos oraz do najbardziej podłych i okropnych szynków. Bierzemy też udział w kilku starciach (nie tylko umysłowych), w czasie których Mistrz musi uruchomić cały zapas swoich umiejętności oszukiwania losu oraz ludzi. A przecież to człowiek, który tak bardzo ceni sobie spokojne, bezpieczne życie!

Książka Jacka Wróbla to rzecz, która świetnie spełnia się w funkcji rozrywkowej. Z Mistrzem Haxerlinem nie można się nudzić - nie tylko dzięki jego nieskończonym, fantastycznym przygodom, ale także z racji doborowego towarzystwa, żywych i logicznie rozpisanych dialogów oraz opisów. Nie odnajduję w sposobie kreowania świata punktów, które by mnie dręczyły, nużyły lub otwarcie i boleśnie irytowały. A przecież czasem tak się zdarza - jeśli opisy są plastyczne, to okazuje się, że rozmowy między bohaterami są sztuczne i wymuszone; lub na odwrót. Cuda i Dziwy Mistrza Haxerlina nie mają takiej wady, co zaznaczam z wielką ulgą. Za dużo ostatnio miałam do czynienia z powieściami, w których załamanie między pomysłem a sposobem pisania widocznie by przeszkadzało. Wróbel wie, jak rozporządzać postaciami, jak łączyć proporcje między żywą akcją a przemyśleniami bohatera. Zarówno jedno jak i drugie chwalę. Świetnie się bawiłam, ponieważ humor jest nieodłączną częścią książki. Zabawny jest Mistrz, zabawne są jego przemyślenia, a czasem zabawny jest sposób prowadzenia narracji oraz przedstawiania bohaterów pobocznych. Wróbel tworzy pozytywną, lekką fantastykę, przypominającą mi m.in. powieści Romualda Pawlaka. Ta fantastyka jest niepoważna, zadziorna, czasem groteskowa. Czerpie ze wszystkiego, z czego może, a jednocześnie nie waha się przed wywróceniem świata do góry nogami. Cuda i Dziwy wywołały u mnie prawdziwy napad śmiechu, kiedy znalazłam oczywiste odniesienie do Gry o tron. Ale śmiać chciało mi się także przy niespodziewanych zwrotach akcji. A jednocześnie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Haxerlin jest bohaterem dziwacznie prawdopodobnym. Szczególnie podobało mi się to, jak bardzo cenił sobie bezpieczeństwo...własne. Bohaterstwo Haxerlin zostawia bowiem wszystkim wokół, sam wybierając zawsze to, co najlepsze dla jego własnych losów. A ja przez moment, na końcu fragmentu opowiadającego o pewnej zarazie, poczułam w sobie nutkę otępienia, kiedy to Mistrz postąpił dokładnie tak, jak w rycerskiej czarno-białej opowieści nigdy by nie mógł. Nie jest on bohaterem, którego się lubi, ale można do niego pałać pewną sympatią. I można tez mu dopingować, choć ja nie czułam takiej potrzeby. Wręcz przeciwnie, wiele radości sprawiało mi obserwowanie wszystkich niespodziewanych wypadków oraz trudności, jakie życie stawiało przez Haxerlinem. A tych nie brakuje, dzięki czemu książka ma mocne, regularne tempo, choć jednocześnie atmosfera opowiadań jest zróżnicowana. Po krótszych może pozostać pewien niedosyt, ale tłumaczę go sobie tym, że właśnie taki cel fragmenty te (bo o pełnych opowiadaniach w niektórych wypadkach trudno powiedzieć) miały wywołać.

Jeszcze na jedną rzecz zwróciłam podczas lektury szczególną uwagę - a jest nią kwestia kobiet w zbiorze opowiadań Wróbla. Nie chcę używać śmiałych słów, ale jednak zapachniało mi przez moment feminizmem wplecionym między wiersze. Szczególnie podobała mi się rozmowa z pewnym mizoginistą oraz bardzo logiczne, choć smutne myśli Haxerlina o pojmowaniu roli kobiet w jego świecie. No i późniejsze opowiadanie z grobowcem w tle - także wiele mówi o kobietach w powieściach fantastycznych. I choć głównym bohaterem Cudów i Dziwów jest mężczyzna, a postaci męskich też jest co nie miara, ja - kobieta-czytelniczka - odbieram to bardzo osobiście, a jednocześnie pozytywnie. Zupełnie jakby ktoś zauważył nieobecność kobiet w wielkiej, dumnej, poważnej fantastyce (bo kobietom czegoś brakuje, ale świetnie nadają się do rodzenia, cytując pewną postać z książki).

Jeśli mam podsumować jednym słowem, muszę napisać: polecam. Podpisuję się pod tym obiema dłońmi wystukującymi te słowa na klawiaturze. Jacek Wróbel czuje fantastykę i potrafi ją pisać. Nie boi się dobrej zabawy oraz męczenia swoich bohaterów. Nie boi się też wplatania między akcję żartów, nie boi się otwartych zakończeń oraz pozostawiania na końcu opowiadania sugestywnych niedopowiedzeń. Liczę więc na to, że pojawi się kolejna część opowieści o Mistrzu Haxerlinie i że kilka kwestii zostanie wyjaśnionych. Ale nie martwię się o to na wyrost, bo lektura tej książki zostawiła mnie w dobrym nastroju, pozytywnym nastawieniu i nadziei na inne ciekawe lektury. Nie czuję się w żaden sposób zobligowana do tego, żeby sięgnąć po dalszą twórczość tego autora, ponieważ Cuda i Dziwy nie są jedną z tych książek, które mocno przywiązują czytelnika do świata przedstawionego oraz swoich bohaterów. Ale wiem, że jeśli będę miała okazję na kolejne spotkanie z Jackiem Wróblem, chętnie z niego skorzystam. Opowieści o Mistrzu Haxerlinie są specyficzne, jeśli jednak lubicie fantastykę, której głównym celem jest rozrywka i niefrasobliwe rozbawianie czytelnika - nie wahajcie się.
Hrywen było specyficznym miastem. Zbudowano je na planie koła i podzielono na siedem części, tak że całość przypominała tarczę zegara słonecznego. Centrum - miejsce, gdzie na tarczy znajduje się nieruchomy wskaźnik - nazwano Śródśrodkiem, ale nieoficjalnie przyjęło się mówić o Większym Śródśrodku (gdzie był plac handlowy) i Mniejszym Śródśrodku (na którym znajdował się ratusz). Na północ od Śródśrodka leżał Półśródśrodek i Współśródśrodek. Idąc dalej, zgodnie z ruchem wskazówki, Śródśrodek graniczył z: Wśródśrodkiem, Połśródśrodkiem i Zaśródśrodkiem.
Budowniczy Hrywen bez wątpienia byli bandą pozbawionych sumienia psychopatów.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU GENIUS CREATIONS
Więcej o książce na stronie geniuscreations.pl oraz madbooks.pl 

czwartek, 23 lipca 2015

Liebster Blog Award #4 i #5



Jak zawsze! Jedna nominacja to jedenaście pytań. A na końcu moje nominacje i moje pytania. Poznajmy się i bawmy się dobrze!

NOMINACJA OD

1. Do jakiego książkowego bohatera jesteś najbardziej podobny? 
Nie znalazłam jeszcze książkowego bohatera, który wprawiłby mnie w konsternację i uruchomił we mnie myśl: "ojej, to ja". Nie wiem do jakiego bohatera jestem podobna - wiem za to, do jakich chciałabym być podobna. Mówię, oczywiście, o tych dziesiątkach przebojowych, odważnych dziewczyn i kobiet, które zapełniają karty książek. Dziewczyny górą!

2. Jaki sport jest twoim ulubionym? 
Leżing, reading, serialing. Delektuję się także nicnierobingiem oraz internetingiem. Jestem w tym naprawdę dobra, szkoda tylko, że nikt nie wymyślił jeszcze Igrzysk Niesportowych.

3. Co zmieniłabyś w zakończeniu wybranej przez siebie książki?
Uratowałabym życie Syriusza.

4. Jak bardzo przywiązujesz się do książkowych bohaterów?
W skali od zera do dziesięciu będzie to pewnie bezpieczna i nic nie mówiąca piątka. Przywiązuję się do niektórych, zwłaszcza tych, które są częściami większych serii (Harry Potter, Igrzyska śmierci). Ale przywiązuję się też bohaterów, którzy cierpią albo w jakiś sposób czuję, że mogłabym być po ich stronie, przyjaźnić się z nimi.

5. Co jest twoją największą pasją?
Chyba nikogo nie zdziwi, jeśli powiem, że...czytanie! Ale w swoim nie tak długim, ale troszkę już dłuższym życiu miałam także epizod robienia świeczek, zbierania pocztówek (chomikuję je do dziś) i pisania listów. Tylko książki są przy mnie od zawsze i wszystko wytrzymują. No i pisanie. Ale to już temat na inną rozmowę.

6. Jak w trzech słowach opisałabyś swoją ulubioną książkę?
Akcja + złamane serca.

7. Ile książek przeczytałaś już w tym roku?
59?

8. Jakie zwierzę najlepiej uosabia twoje podejście do życia?
Kot. Nic nie robi, a włada światem.

9. Wolisz lato czy zimę?
Zimę. A do zimy domawiam dwie wywrotki śniegu, małą zawieruchę i kakao. Płacę z góry.

10. Używasz zakładek do książek? Masz swoją ulubioną?
Używam. Bardzo lubię te, które są czasem dodawane "do kompletu" do książki. Zdarza mi się korzystać z zakładek robionych na szybko np. z biletów (Złóż bilet na pół. Brawo! Masz zakładkę!). Jednak najczęściej używam różnych zakładek reklamowych. Jednej ulubionej nie mam. Lubię wszystkie!

11. Zarażasz innych pasją do czytania? Jak tak to w jaki sposób? 
Nie wiem czy "zarażam", ale na pewno nie daję nikomu zapomnieć o tym, że książki istnieją, książki się czyta, a ja to zajęcie uwielbiam. No i mam książkowego instagrama. I fejsa. I bloga.


NOMINACJA OD
CZYTAM Z PASJĄ

1. Od kiedy uwielbiasz czytanie?
Gdybym napisała "od zawsze", skłamałabym. W końcu pierwszą jedynkę w mojej szkolnej karierze (czwarta klasa podstawówki) zdobyłam właśnie dzięki nieczytaniu. I to był pierwszy impuls do sięgnięcia po książki. Drugim impulsem był Potter. Mogę więc śmiało i mniej-więcej zgodnie z prawdą powiedzieć, że książki uwielbiam od szkoły podstawowej, od okolic czwartej i piątej klasy.

2. Czy ktoś z Twoich znajomych wie, że prowadzisz bloga?
Wie, wie. Nawet nie jeden, nie dwóch, ale więcej. Jeszcze nie obrzucają mnie pomidorami.

3. Kim chciałabyś zostać w przyszłości?
Człowiekiem bogatym i wyspanym.

4. Jakie masz inne pasje oprócz czytania?
Piszę bloga (he, he), oprócz tego oglądam seriale, dużo seriali (o, tutaj możecie o tym poczytać). Zdarza mi się zrobić własnoręcznie coś głupiego (np. zakładki), choć pasją bym tego nie nazwała. Zbieram też pocztówki, z doskoku piszę na blogach grupowych. Żadnych sportów ekstremalnych, żadnego okultyzmu, żadnych dziwnych nazw. Przykro mi.

5. Gdybyś miała się przenieść do jednego miejsca na całym świecie, to gdzie byś się wybrała? 
Wakacyjny road trip po USA brzmi dobrze. Tak dobrze jak wakacyjny road trip po Wielkiej Brytanii. Ale jakbym miała wybrać jedno konkretne miejsce i road trip nie wchodziłby w rachubę - pewnie wybrałabym jakiś dobry pub w Irlandii.

6. Wolisz kupować czy wypożyczać książki? 
Kupować. Nic na to nie poradzę.

7. Czytasz w ciszy czy przy muzyce/innych dźwiękach?
W ciszy lub w środkach lokomocji. 

8. Używasz zakładek? 
Patrz: odpowiedź na pytanie 10 zadane przez Poczytajmy coś.

9. Pierwsza książka, którą kupiłaś sobie sama?
Ojej, trudna sprawa. Chciałabym, żeby był to Harry Potter, ale obawiam się, że mogło to być coś głupiego, o czym teraz nie pamiętam.

10. Książka polecana przez mamę?
Zapewne Maja w ogrodzie.

11. Czy zaraziłaś kogoś czytaniem? Jeśli tak to kogo.
Z dumą - i mam nadzieję, że nie na wyrost - mogę powiedzieć, że siostrę. 

NOMINUJĘ

PYTANIA
1. Jaka jest najstarsza książka, jaką posiadasz?
2. W jakim filmie chciałbyś zagrać główną rolę?
3. Na bezludną wyspę weźmiesz jedną ulubioną książkę tradycyjną czy czytnik książek z przypadkowymi pozycjami?
4. Jaką książkę czytałeś najdłużej i ile Ci to zajęło?
5. Czy zdarza Ci się odłożyć zaczętą, nieprzeczytaną do końca książkę na półkę?
6. Którego autora książek chciałbyś posadzić w kozie za jego literackie wyczyny? Dlaczego?
7. Masz dobre czy złe doświadczenie ze szkolnymi polonistami?
8. Jaka książka napisana w XXI wieku powinna być lekturą szkolną?
9. Książka idealna na mroczny, burzowy wieczór to...?
10. Gdybyś mógł zamienić swoje życie w książkę, jaki gatunek literacki byś wybrał?
11. Wolisz powieści jednotomowe czy serie?

wtorek, 21 lipca 2015

OGIEŃ I WODA, Victoria Scott






Tytuł: Ogień i woda (ang. Fire and flood)
Autor: Victoria Scott
Data I wyd.: luty 2014 (PL: czerwiec 2015)
Cykl: Ogień i Woda (tom 1)
Wydawnictwo: IUVI
Ilość stron: 368

Dwa słowa: porywająca podróż






Na jednym z zagranicznych instagramów ktoś nazwał książkę Victorii Scott mieszanką Igrzysk śmierci i Pokemonów. Nie ukrywam - spodobało mi się. Spodobało tak bardzo, że podaję to porównanie dalej, podpisuję się pod nim i porozumiewawczo mrugam do wszystkich, którzy to czytają. Bo, owszem, okazuje się, że jedno z drugim można połączyć. Z sukcesem!

Szesnastoletnia Tella jest w trudnej sytuacji życiowej. Jej brat jest chory, a lekarze nie mogą ustalić, co mu dolega. Nie wróżą mu także wielu lat życia. Z tego powodu rodzice Telli postanawiają wyprowadzić się z Bostonu do spokojnego domu w Montanie, daleko od cywilizacji. Tella musi porzucić więc wszystko, co znajome i bliskie jej sercu - ulubione miejsca, zainteresowania, przyjaciół. Pewnego dnia otrzymuje niespodziewaną i tajemniczą przesyłkę zawierającą instrukcje dotyczące Piekielnego Wyścigu. W rozgrywce tej, prowadzącej przez dżunglę, pustynię, ocean i góry, zwycięzca otrzymuje remedium, lekarstwo mogące uleczyć każdą chorobę. Takich jak Tella jest wielu - i choć w czasie wyścigu można stracić własne życie, ponad sto wyselekcjonowanych osób podchodzi do pierwszego etapu. Jedyną pomocą w zawodach jest pandora, genetycznie zmodyfikowane zwierzę, która posiada niezwykłe zdolności, a którego zadaniem jest ochrona swojego właściciela. Tella nie musi się długo zastanawiać, by podjąć decyzję dotyczącą swojego uczestnictwa. Rozpoczyna się walka o życie...
Teraz wszystko sprowadza się do jednego - udawania. Udaje brata, który w mojej obronie może przywalić prawym sierpowym. Udaje syna, który po zdobyciu punktu odtańczy dziki taniec radości, tak jak nauczył go tata. Wciąż jest facetem, który nie boi się pisać życzeń na kartkach, zamiast się tylko podpisywać. Facetem, który kocha budynki z czerwonej cegły, głośne samochody i bitą śmietanę wyciskaną z pojemnika wprost do ust. Wciąż jest moim bratem. 
To już w ogóle nie jest mój brat.
Przeczytałam tę powieść jednym tchem. W dwóch, jeśli mam być dokładna, ponieważ wystarczyło przysiąść do Ognia i wody dwa razy, by pochłonąć książkę w całości. Bez krzywienia się, bez marszczenia czoła, bez znudzenia. Powieść porwała mnie mocnym, ale systematycznym tempem akcji, zgrabną konstrukcją, ciekawym zbiorem bohaterów oraz wydarzeń. Szybko weszłam w jej rytm i...przepadłam. Akcja rozwija się szybko i nie zwalnia ani na moment! Obudziłam się dopiero wtedy, gdy trafiłam na ostatnią stronę. Całe szczęście - tylko ostatnią stronę pierwszego tomu. Przede mną nadal ciąg dalszy tej opowieści!

To, o czym wspomniałam we wstępie do tego tekstu to prawda - można zauważyć pewne inspiracje i punkty wspólne powieści Victorii Scott z uniwersum wykreowanym przez Suzanne Collins. Są to jednak jednocześnie elementy wykorzystane w sposób odmienny i oryginalny. Dlatego czytelnik nie ma wrażenia powtarzalności, odczucia déjà vu. Ogólna formuła Ognia i wody jest bardzo logiczna. Chory członek rodziny oraz osoba, która jest na tyle bliska, że chętnie i bez zastanowienia podejmie się walki o jego życie i zdrowie. Pomysł dopełniają barwne pandory - stworzenia, które odznaczają się nie tylko niezwykłymi umiejętnościami, ale też często zaskakującą inteligencją czy formą. A mimo tego mechanizm Piekielnego Wyścigu pozostaje dla czytelnika - przynajmniej na początku - niejasny, ponieważ główna bohaterka, Tella, nie ma o nim dużego pojęcia. Zasad oraz organizacji uczymy się razem z nią. Dzięki wydarzeniom rozgrywającym się na naszych oczach otrzymujemy rozwinięcie oraz wytłumaczenie całej historii towarzyszącej organizacji wyścigu oraz sposobu wybierania jego uczestników. Klucz logiczny okazuje się tkwić o wiele głębiej niż mogliśmy podejrzewać. Jeśli doszukujemy się powiązań do Igrzysk, to musimy zauważyć, że Scott podeszła do tematu lżej. Wydaje mi się, że dość mocno widać różnicę między dystopią Panemu a aurą thrillera odbijającą się na Piekielnym Wyścigu. Powieść Scott ma inny cel niż książka Collins. Posługuje się też innymi narzędziami. Świat nie jest tak intensywnie i mocno dopracowany - przynajmniej nie w tym momencie, nie w pierwszym tomie. To nie jest ciężka lektura, choć zmusza do myślenia, porywa, budzi intensywne emocje. Jest wolna od polityki, bardziej fantastyczna i niezwykła niż przewidująca przyszłość i prognozująca niebezpieczeństwa. Książka Scott opiera się mocno na konwencji książek young adult - mam wrażenie, że Igrzyska śmierci z powodzeniem mogą przeczytać także dorośli, podczas gdy Ogień i woda jest powieścią mniej uniwersalną i wyczerpującą. To nie znaczy, że nie mamy do czynienia z ważnymi kwestiami dotyczącymi życia, śmierci, rodziny i uczuć. Są obecne, ale w opisane w inny sposób, osadzone w innym klimacie.

Na Ogień i wodę składa się zbiór ciekawych, różnorodnych bohaterów. Znajdą się tacy, których od razu polubimy oraz tacy, z którymi będziemy mieli problem. Powieść pisana jest w narracji pierwszoosobowej - będącej czasem dla autora strzałem w kolano. Jeśli w tym przypadku mamy mówić o jakimś strzale, będzie to strzał w dziesiątkę. Tella jest bohaterką, którą można polubić. Bohaterką, którą można wspierać, rozumieć, której można współczuć oraz której chce się dopingować. Moim zdaniem sposób myślenia szesnastolatki został oddany dobrze. To historia dla młodzieży opowiedziana w perspektywy nastoletniej bohaterki. Znajdziemy więc zarówno elementy poważne jak i komiczne, ponieważ Tella nie waha się przed przedstawianiem swojego, młodzieńczego jeszcze, punktu widzenia na wiele spraw. Nie możemy też zapomnieć o tym, bez czego żadna książka YA nie może się obyć - o miłości! Romans w Ogniu i wodzie jest. Właściwie od początku wiemy między kim a kim do niego dojdzie. I nie ma w tym nic złego. Być może dla starszego czytelnika nie będzie to wątek satysfakcjonujący, ale nie mogę powiedzieć, żeby był nudny czy przewidywalny. Moim zdaniem wszystkie akcenty są dobrze rozłożone i nawet jeśli mamy męską postać reprezentującą tajemnicę, wiedzę i pewien negujący stosunek do świata, to jednak z zadowoleniem stwierdzam, że bohater ten ma w sobie coś niepowtarzalnego. Słodkie fragmenty są na tyle słodkie, żebym się uśmiechnęła, zaśmiała, a nawet zarzuciła głową z "och!" na ustach. Słodkie bardzo, ale nie na tyle, żebym skrzywiła się od nadmiaru, przesady czy naiwności. Bo być może dla mnie, starej krowy, pewne opisy były naiwne - jednak bez zastanowienia kupiłam je wszystkie. Tym bardziej nastoletni odbiorca powinien być w pełni usatysfakcjonowany.

Czego jeszcze nie może zabraknąć w powieści YA? Tajemnicy, akcji, ciężkich warunków niesprzyjających ulubionemu bohaterowi, grupy przyjaciół, relacji z rodziną, walki o przetrwanie oraz mocnego, światłego celu na końcu ścieżki. W Ogniu i wodzie znajdziemy wszystko powyższe. Niecierpliwie czekam na kolejny tom, na dalszy ciąg Piekielnego Wyścigu. Książka Victorii Scott była tym rzadkim przypadkiem powieści, po której przeczytaniu... chciałam czytać ją od początku jeszcze raz.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU IUVI
Więcej o książce na stronie iuvi.pl

piątek, 17 lipca 2015

BŁĄD WARUNKOWANIA, Anna Nieznaj






Tytuł: Błąd warunkowania
Autor: Anna Nieznaj
Data I wyd.: 2014
Wydawnictwo: Genius Creations
Ilość stron: 420
Inne: ebook

Dwa słowa: raczkujący eksperyment







Mój stosunek do sci-fi jest nieustannie nieokreślony. Nie mam nic przeciwko, ale nie pałam wielką, nieskończoną miłością. Chętnie obejrzę film, ale niekoniecznie dam się ponieść atmosferze. O ile moja wyobraźnia chętnie podłapuje światy rodem z fantasy, kreacje fantastycznonaukowe zawsze mają u mnie pod górkę. Jeśli już mierzę się z science fiction - wymagam wiele. Ostrej akcji, śmiałej wizji i żadnych błędów. Książka musi mnie przydusić i uwieść. Stworzyć nieprzenikniony miraż przyszłości. Jak było tym razem? Niesatysfakcjonująco.

Błąd warunkowania to powieść osadzona pod koniec XXI wieku. Choć układ sił polityczno-gospodarczych wygląda zupełnie inaczej niż na początku wieku, nie zmieniło się jedno - fascynacja możliwościami nauki oraz przekonanie, że wojnę najlepiej prowadzić dzięki nowinkom technicznym. Bohaterami książki są Czarne Koty - pierwsza tura genetycznie zmodyfikowanych agentów wywiadu. Starają się zrozumieć swoją naturę oraz sprostać zadaniom, jakie stawia przed nimi dowództwo. Jednocześnie obserwujemy losy pewnego niedoszłego naukowca, który wpadł w niebezpieczne towarzystwo...

Nie odebrałam tej książki źle i nie będę oceniać jej jednoznacznie negatywnie, ponieważ wydaje mi się, że nie zasługuje na tak poważne i ostre traktowanie. Problem leży w tym, że nie mogę też bez zająknięcia powiedzieć, że jestem nią oczarowana. Bo nie jestem. Warto jednak zacząć od tego, co dobre - a tych rzeczy jest w powieści Anny Nieznaj wiele. Przede wszystkim - pomysł. Rzecz w zasadzie dość prosta, bo o modyfikacjach genetycznych znajdziemy niejedno słowo, niejedno wyobrażenie. Ogólnie rzecz ujmując - nie można powiedzieć nic złego o pomyśle na grupę Czarnych Kotów. Zwłaszcza, że charakterystyka ich umiejętności oraz szkolenia przedstawiona została nie tylko rzetelnie, ale też interesująco. Mamy do czynienia z super-ludźmi i super-mocami, ale jednocześnie wspomina się na kartach powieści niejednokrotnie o tym, że nad projektem nadal się pracuje. Mutacje nie są wolne od wad i usterek, co urozmaica akcję i stanowczo skreśla podejrzenie o to, że mając tajnych, wyspecjalizowanych agentów, będziemy się nudzić i obserwować same udane akcje. Można wysunąć wątpliwość względem tego, że zdobycze techniki końca XXI wieku nie różnią się zbytnio od tego, o czym słyszymy dziś. I rzeczywiście jest to pewien argument przeciwko pomysłowi Anny Nieznaj, moim zdaniem - mimo wszystko - nie przekonujący do końca. Drugą rzeczą, którą zyskuje moją aprobatę, jest różnorodność powieściowych bohaterów. Cieszy mnie to, że autorka naprawdę postarała się, by każdą z pojawiających się postaci wykreować w jakiś charakterystyczny sposób. Różnią więc sposoby reagowania, mówienia, postrzegania kolejnych elementów budujących główne wydarzenia w powieści. Postaci mają nie tylko życie zawodowe, ale też prywatne. Bohaterów można scharakteryzować, odróżnić od siebie. Przy czym nie ma postaci nie do zdarcia, a ważnych bohaterek kobiecych jest tyle samo co męskich. (Równouprawnienie górą! Zwłaszcza w światku przestępczym, co doceniam i bardzo lubię!) Tu właściwie moje dobre słowo się kończy, bo z dobrymi postaciami należałoby jeszcze zrobić wiele dobrych rzeczy. A tego mi w powieści, niestety, brakowało. 

Ponad wszystkim co dobre miałam bowiem spory problem z...akcją. Już na początku odniosłam wrażenie, że brakuje odpowiedniego wstępu, wprowadzenia, mocnego osadzenia wątków, ustalenia, o czym w powieści właściwie mowa. Przez pierwsze strony książki nie mogłam się odnaleźć i wejść w jej rytm. Gdyby nie opis powieści przeczytany na jednej ze stron www - miałabym zapewne jeszcze więcej trudności. Dalej wrażenie to powtarzało się, miewałam momenty, w których akcja nie trzymała mnie w napięciu, część dialogów wydawała mi się w zasadzie niepotrzebna. Odnosiłam wrażenie, że są to fragmenty na kształt filmowych, krótkich scenek, które mają pełnić rolę jakiegoś przejścia, zwolnienia akcji albo przygotowania. Z tym, że ich sposób rozpisania też był scenariuszowy, lakoniczny, cierpki. Rozumiem, że nie każda powieść dotykająca tematów przyszłości musi analizować głęboko etykę, politykę czy moralność. Rozumiem, że nie każda powieść musi liczyć tysiąc stron, dość, by w szczegółach opowiedzieć o każdym aspekcie życia w przyszłości. Nie o to wszak chodzi. Kiedy jednak stawia się przed czytelnikiem powieść akcji - akcja powinna się wydarzać. W tej książce jest ona skutecznie ukrócana, ucinana przez sposób prowadzenia narracji, która odbiera głos bohaterom, często urywa akcję w emocjonującym fragmencie, by przenieść się godziny lub dni później. A wydarzenia opowiadane z perspektywy czasu nie mają już tego rozmachu, który mogłyby mieć, gdyby autor inaczej ujął problem. Boli także to, że książka jest właściwie zbiorem mniejszych elementów, cząstek, opowiadań. Pisałam już o tym nie raz - taką narrację trzeba prowadzić wyjątkowo zgrabnie, żeby czytelnik nie czuł się jak podczas jazdy z zadławionym silnikiem. Przyznaję jednak, że im dalej w powieść, tym więcej szczegółów się pojawiało. Pierwszego wrażenia nie dało się już jednak naprawić, a brak napięcia czy aury tajemnicy, krwawej, przejmującej fabuły trzymał się już mnie do końca. Nie narzucał się, nie odbierał przyjemności czytania. Ale tkwił na końcu mojej głowy jak strażnik wyłapujący każde kolejne potknięcie.

Moje drugie poważne zastrzeżenie dotyczy... wątku gangsterskiego. Zgodnie z opisem książki na stronie m.in. wydawnictwa, losy Czarnych Kotów i gangsterów powinny się przenikać. Niestety, ale tak nie jest. Szczegółowy opis losów powieściowych gangsterów może i byłby ciekawy, gdyby jakkolwiek związać go z mutantami. To, że dane postaci minęły się raz czy dwa na ulicy nie jest dowodem na to, że dwa wątki z sobą współgrają, są sobie potrzebne, uzupełniają się. A gangsterów w powieści Anny Nieznaj dużo i Koty straciły przez to wiele gracji, powabu i uwagi. W pewnych momentach nie byłam już pewna, co autorka chciałaby czytelnikowi opowiedzieć. Do czego dąży. Na co powinniśmy zwrócić uwagę. A przecież akcje wojskowe, tajni agenci i podróże po świecie powinny przyciągać uwagę, owijać czytelnika wokół palca. Nie czułam tego. Nie w takim stopniu, w jakim chciałabym czuć.

Gdybym miała podsumować jakoś moje emocje dotyczące Błędu warunkowania, powiedziałabym, że książka interesowała mnie fragmentarycznie. Dość duży jej procent był napisany interesująco, ale istniała też spora część nieprzystająca do głównej historii. Początek za mało obiecywał, końcówka zaspokoiła bardziej, ale w niezbyt brawurowym stylu. Otóż to - powieść nie kompensuje zadowoleniem ilości czasu, jaką się jej poświęca. Wymaga szlifu i przeorganizowania... jak pierwsze fazy eksperymentu.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU GENIUS CREATIONS
Więcej o książce na stronie geniuscreations.pl oraz madbooks.pl

środa, 15 lipca 2015

#bookish: ZAKŁADKI (wycinanki)

Po całym dniu pracy miałam wiele pomysłów na relaks. Wygrało coś zupełnie niespodziewanego - kolorowe kartki i nożyk do papieru. Nie wiem skąd mi to przyszło do głowy i nie wiem dlaczego do tego przysiadłam - ale znów zrobiłam kilka zakładek. Są proste i wykonuje się je bardzo szybko. W niczym nie przypominają fantazyjnych tworów, jakie można spotkać na zagranicznych tutorialach... ale czasem dla chwili oddechu warto zabawić się w przedszkole!


Zakładka, którą śmiało można określić wyrażeniem minimum pracy. Wycinamy z papieru kwadrat, prostokąt lub jakąkolwiek inną figurę geometryczną na jaką mamy ochotę... a następnie nożykiem do papieru nacinamy w niej kształt strzałki. I...gotowe!



Jeśli jednak chcemy poświęcić zakładce nieco więcej pracy (całe pół minuty więcej), możemy wziąć dwa kawałki papieru i skleić je. Następnie na jednym z nich naciąć strzałeczkę - jak widać na zdjęciu, kształt strzałki może być bardzo dowolny.




Oczywiście nie tworzyłabym tego wpisu tylko dla takich banalnych rzeczy. Po dwóch udanych próbach postanowiłam spróbować kształtów bardziej skomplikowanych. Dość prostym rozumowaniem połączyłam widok za oknem z latem, lato ze słodyczami, a słodycze z lodami. Stworzyłam szybki szkic zakładki. Żółty kawałek papieru (rożek) ma wymiary 3 na 4 centymetry. Różowy (lód) to około 3 na 2,5 centymetra.


Na przygotowanych skrawkach narysowałam odpowiednie kształty. Należy pamiętać o tym, że nie wolno nacinać żółtej części do końca, a dolny fragment różowej będzie nam potrzebny do sklejenia obu skrawków. 


Po sklejeniu obu części należy odpowiednio ozdobić zakładkę. W tym celu użyłam niewielkich ścinków kolorowego papieru oraz cienkopisów.
  

Gotowe!


Nie wiem co sądzicie o takiej formie spędzania wolnego czasu, ale papierowe zabawy bardzo mnie odprężają, zwłaszcza, jeśli nie muszę przy nich wiele myśleć. Równie dobrym sposobem na spędzenie wolnego popołudnia lub wieczoru są...kolorowanki. Nie pamiętam jaki miałam do nich stosunek w dzieciństwie, teraz jednak bardzo je polubiłam. Trochę zabaw z mazakami i nożyczkami... nigdy nie zaszkodzi, prawda?


poniedziałek, 13 lipca 2015

#bookish: 20 powodów, dla których WARTO (z)wiązać się z polonistką!


Kręte ścieżki sieci doprowadziły mnie do tekstu 20 powodów, dla których nie warto (z)wiązać się z polonistką. Czytałam z uśmiechem na twarzy, odhaczając w głowie wszystkie punkty, które mogą być moimi zmorami i przyzwyczajeniami. I choć wiem, że post był pisany z przymrużeniem oka... nie mogę się powstrzymać przed kontrlistą! Wszak jestem kobietą i polonistką - o, nawet taką z dyplomem, wszak pracę licencjacką napisałam, oddałam i obroniłam. Dlatego poniższą listę tworzę inspirując się doświadczeniem własnym oraz młodych kobiet po fachu! I tylko pozostaje czekać na tekst o powodach, dla których warto związać się z polonistą płci męskiej...

Przedstawiam 20 powodów, dla których WARTO (z)wiązać się z polonistką!



1. Kupowanie prezentu dla polonistki zajmie Ci nie więcej niż pięć minut. Wystarczy, że kupisz najbardziej świeżą i pachnącą książkę, taką, którą dopiero wydano. Jeśli Twoja polonistka miała ją zamiar kupić sama - na pewno będziesz o tym wiedział wcześniej. Pochwali się raz, drugi, trzeci, piąty. Pogrymasi na ceny, a na końcu z wyrzutami sumienia doniesie, że do super-premierowej książki dokupiła jeszcze dwie inne. A jeśli nie chcesz swojej polonistce kupować książek, na pewno nie obrazi się za film lub serial inspirowany powieścią. Zawsze możesz też zabrać ją do księgarni i powiedzieć: "bierz co chcesz!". Lub po prostu kupić/zrobić gadżet związany z książką.

2. Polonistka wieczorami lubi poczytać, dzięki czemu bez problemu obejrzysz mecz/film/serial lub wyskoczysz na piwko z kolegami...

3. ...a jeśli w ciągu dnia chcesz mieć chwilę dla siebie lub dla swojego hobby (np. nowej gry) - nic prostszego! Twoja polonistka da Ci tyle czasu, ile będziesz chciał. O ile tylko Ty odwdzięczysz się tym samym.

4. Choć polonistka może swoje spóźnienia usprawiedliwiać ważnym momentem w fabule książki lub długą kolejką do kasy w księgarni i okienka w bibliotece, nie martw się. Oczytana polonistka na pewno nie zrobi Ci wstydu ani przed znajomymi, ani przed rodzicami. Będzie urocza jak Ania z Zielonego Wzgórza, rezolutna jak Arya Stark i błyskotliwa jak Hermiona Granger.

5. Polonistka może mieć czasem niedopracowany makijaż lub luźny strój złożony z dżinsów i rozciągniętej bluzy, ale zna na pamięć tyle historii o super-dziewczynach, że w najważniejszych momentach Twojego/jej/waszego życia zamieni się w kobietę, przy której Kopciuszek na balu wygląda jak modelka z poprzedniego sezonu.

6. Polonistka może mieć podkrążone oczy lub nosić okulary, ale długie czytanie w nocy przygotowuje ją do trudów życia. Polonistki mogą wytrzymać więcej czasu bez snu, a jeśli masz do omówienia niezwykle ważną sprawę - dzwoń śmiało nawet w środku nocy, polonistka na pewno nie śpi!

7. Polonistka myli rzeczywistość z fikcją literacką i tęskni za fantastycznymi, magicznymi, nierealnymi światami - to fakt. Nigdy nie wiesz czy jest czarownicą z Hogwartu, czy może szykuje się do Igrzysk śmierci. W skrajnych przypadkach polonistka przebiera się za swoje ulubione bohaterki... I wtedy nie wahaj się tego wykorzystać.

8. Polonistka nieustannie interpretuje, rozmyśla, buja w obłokach, analizuje, tworzy, majstruje, zmyśla, wydziwia, emocjonuje się, rozprawia nad różnymi tematami. Albo buzia się jej nie zamyka, albo wszystko wskazuje na to, że cierpi na poważne schorzenie nazywane kacem książkowym. Dzięki swoim wahaniom polonistka jak nikt inny rozumie skrajne emocje ludzi, a także chętnie słucha o ich problemach.

9. Amatorska polonistka nieustannie będzie poprawiać wszystkie błędy - nie tylko Twoje, ale też znajomych, rodziny oraz obcych. Prawdziwa polonistka szanuje nie tylko mowę ojczystą, ale też indywidualne cechy mowy poszczególnych ludzi. Nigdy nie poprawi Cię w tłumie, ale delikatnie zasugeruje na stronie, jak powinieneś odezwać się do szefa, żeby świadomie i z sukcesem wykorzystać funkcję impresywną języka.

10. Polonistka zwraca się do innych osób w pięknej i zacnej formie wołacza (Aniu, Macieju, Mamo), która brzmi w uszach jak piękna melodia ptaków o poranku... 

11. ...kiedy ją jednak zdenerwujesz, zaprezentuje Ci całą zawartość Słownika polskich przekleństw i wulgaryzmów

12. Polonistka kocha tryb przypuszczający i rozkazujący, zdarza się jej negować tryb oznajmujący, a czasem - idąc norwidowskim śladem - stawia pośrodku zdania znak niedopowiedzenia. Cóż to za poezja w jej wykonaniu!

13. Ale ponieważ polonistka wie (nie tylko z książek), że nadmiar szkodzi, za swoje wybryki potrafi przepraszać - niejednym słowem.

14. Polonistka nie tylko szanuje papier i książki, ale też chętnie sięga po nowe rzeczy - ebooki, audiobooki, strony księgarskie oraz portale społecznościowe dla moli książkowych. A stąd już blisko do serialu, filmu, muzyki, teatru, sztuk plastycznych... Nie zdziw się, jeśli będzie Cię zaskakiwać nowinkami nie tylko ze świata książki!

15. Jeśli polonistka pracuje w szkole, to całe życie będziesz miał dostęp do najlepszych dowcipów (zasłyszanych na szkolnym korytarzu), plotek (krążących w pokoju nauczycielskim) oraz zgryźliwych i humorystycznych historyjek z życia szkoły.

16. Polonistka szanuje pełne zdania, ale wie także doskonale, że często reszta jest milczeniem. O wartości milczenia wiedzą tylko ci, którzy w pełni poznają możliwości mowy!

17. Polonistka znika do biblioteki i do księgarni. Przepada w wirtualnych katalogach i dyskontach książkowych. Szuka najlepszych promocji i okazji. A ponieważ w dzisiejszych czasach przy poszukiwaniu jednej rzeczy bardzo łatwo natknąć się na inną, istnieje duże prawdopodobieństwo, że w przerwach między klikaniem ofert książkowych, poszuka też super okazji idealnie dla Ciebie i Twoich potrzeb.

18. Jeśli tak się składa, że Twoja polonistka coś tworzy, istnieje duże prawdopodobieństwo, że będziesz jej pierwszym krytykiem. Jeśli poprosi Cię o przeanalizowanie jakiejś sceny - nie wahaj się jej pomóc! Jeśli Twoje pomysły jej pomogą, zyskasz plusa. Jeśli nie - uzna, że pisarstwo to nie Twoja działka i da Ci spokój, uznając Cię za swoją milczącą muzę.

19. Jeśli zdaniem polonistki najpiękniejszą nutą zapachową jest woń nowych książek, to możesz odetchnąć z ulgą. Na pewno nie będzie chciała kupować drogich perfum. Porównaj sobie! Książka kosztuje około 30 złotych, a ceny perfum mogą oscylować wokół 130, 230 (lub więcej!) złotych. Prosta matematyka!

20. Choć pierwszą rzeczą, którą polonistka kupi do nowego mieszkania, będzie większy regał, prawdziwa entuzjastka książek nigdy nie zapomni o swoim towarzyszu życia. Nikt tak dobrze nie zrozumie Twoich pasji i zainteresowań jak człowiek, który sam posiada swoje hobby. Może więc Twoja polonistka kupi sobie większy mebel lub niechcący wyda sto złotych w antykwariacie, ale na pewno ucieszy się z Twojej nowej gry/konsoli/wędki/komiksu/sprzętu foto/klasera ze znaczkami.

I tu pytanie do Was - co dopisalibyście do tej listy? 

sobota, 11 lipca 2015

JURASSIC PARK, Michael Crichton







Tytuł: Jurassic Park
Autor: Michael Crichton
Data I wyd.: 1990 (PL: 1993)
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 427

Dwa słowa: praktyka chaosu







Zawczasu uprzedzę, że opis tej książki nie będzie wolny od porównań i odwołań filmowych. Nie przez to, że uważam film za lepszy od książki lub książkę za lepszą od filmu. Nie. Podobnie jak to było w przypadku filmu Jurrasic World, tym razem znów będę się zachwycać możliwością podróży w jurajski świat pełen bestii i długich zębów. Teraz cofamy się jednak aż do 1990 roku, bo właśnie wtedy Crichton wydał Jurassic Park, pierwowzór filmu Spielberga z 1993 roku. O, jak dobrze, że pewne książki zostały zekranizowane! (I jak dobrze, że scenariusz do Parku Jurajskiego tworzył, między innymi, sam autor powieści!)

John Hammond, właściciel fortuny oraz doganiającej jej wielkością wyobraźni, podejmuje się niezwykle niebezpiecznego i śmiałego zadania. Z pomocą osiągnięć najnowszej nauki, szczególnie inżynierii genetycznej, udaje się mu pozyskać oraz sklonować DNA dinozaurów. W ten sposób na wyspie Isla Nublar niedaleko Kostaryki powstaje Jurassic Park, wielka atrakcja turystyczna w postaci zoo z najrzadziej występującymi zwierzętami świata. Zanim jednak park zostanie otworzony dla zwiedzających, ma zostać sprawdzony oraz oceniony przez grupę konsultantów. W jej skład wchodzą, między innymi, paleontolodzy Allan Grant i Ellie Sattler, matematyk Ian Malcolm oraz prawnik i wnuczęta Hammonda. Kiedy jednak w jednym miejscu i czasie splatają się: złe warunki atmosferyczne, niedopatrzenia dotyczące kontroli zwierząt oraz ludzka chciwość, misterny plan zaczyna się sypać...
Tak się jednak złożyło, że wielu z tych, którzy odegrali istotną rolę w "przypadku InGen", nie było wśród sygnatariuszy tego oświadczenia, i osoby te zgodziły się opowiedzieć o wszystkim, co poprzedzało zdumiewające wydarzenia, jakie rozegrały się podczas dwóch ostatnich dni sierpnia 1989 roku na samotnej wyspie w pobliżu zachodniego wybrzeża Kostaryki.
Pierwsza, niezwykle istotna uwaga: mimo tego, że filmy o Parku Jurajskim oglądałam już nie raz, książka nie nudziła mnie ani przez moment. Filmy nie są bezmyślnym przeniesieniem jeden do jednego powieści na duży ekran, choć, oczywiście, szkielety akcji i bohaterów zostały wykorzystane bardzo wyraźnie. Książka jest napisana w sposób mocny, intensywny, wartki, dlatego nawet wierny fan ekranizacji nie będzie się nudził. To spojrzenie z innej perspektywy, poszerzenie obrazu świata Jurassic Park. A jeśli jest się uważnym czytelnikiem i odbiorcą filmów, z przyjemnością zauważy się i doceni różnice, jakie naturalną koleją rzeczy musiały się pojawić między oboma mediami. Jeśli mogę ocenić, to powiem, że ekranizacje (szczególnie pierwszy Park Jurajski Spielberga) wykorzystały potencjał książki do cna. Powieść tworzy pewną zamkniętą całość, choć jednocześnie niesie westchnienie melancholii, dając nadzieję na to, że koniec powieści nie jest końcem historii. Tymczasem każda z filmowych części zostawia bramkę mocno uchyloną, dzięki czemu nigdy nie można powiedzieć, że dany film był ostatni. Pisałam to przy okazji premiery Jurassic World - w powtarzalności tkwi siła! To, co podczas lektury wywołało na mojej twarzy szczególnie szeroki uśmiech, to dostrzeżenie rozłożenia roli i siły poszczególnych gatunków dinozaurów. Podczas gdy w filmach wyraźnie widać, że na początku największym niebezpieczeństwem jest tyranozaur (niemal jak jurajski lew-król zwierząt), a dopiero w kolejnych ekranizacjach na główny plan wysuwają się raptory, w powieści t-rex i raptory straszą na równi. Choć jednak raptory bardziej - bo z bestialską inteligencją drapieżcy, podczas gdy rexa prezentuje się jako mało inteligentnego wielkoluda.

Crichton zamknął w powieści większość rzeczy, które wróżą sukces. Tajemnicze miejsce, znane, a jednak nieznane bestie, pieniądze, błędy ludzi i grono interesujących bohaterów - choć zaprezentowanych w ilości ograniczonej, to jednak niezwykle różnorodnych. O samych postaciach należy zresztą powiedzieć słowo więcej, ponieważ autor zadbał o silne podkreślenie ich charakterów. Najprawdopodobniej patrzyłam na kilka z nich przez pryzmat filmu, ponieważ kreacja wnucząt Hammonda w ekranizacji była, moim zdaniem, bardziej przekonująca i mniej stereotypowa, a rola Ellie ważniejsza, co łagodziło mocno męski typ historii. Sam Hammond także mnie zaskakiwał, ponieważ podczas lektury powieści mocniej niż w czasie oglądania filmu dostrzegałam jego nastawienie, punkt widzenia oraz motywacje. Te ostatnie zresztą w ekranizacji spacyfikowano.

Nie mogę nie docenić tego, że żaden z bohaterów nie okazuje się być przypadkowym. Każdy z nich spełnia określoną funkcję, uzupełnia w jakiś sposób to, co w powieści miało zostać zawarte. Moim faworytem jest Ian Malcolm, a jego matematyczne rozważania dotyczące teorii chaosu nie tylko ubarwiają, ale też komentują wartką akcję rozgrywającą się w środku puszczy:
Jesteśmy świadkami końca ery nauki. Nauka, podobnie jak inne przestarzałe systemy, niszczy samą siebie, gdyż zyskując coraz większą potęgę, okazuje się jednocześnie całkowicie niezdolna do sprawowania nad nią kontroli. Wydarzenia następują jedno po drugim z oszałamiającą prędkością. Pięćdziesiąt lat temu wszyscy mówili tylko o bombie atomowej, bo to była wówczas prawdziwa potęga. Nikt nie potrafił sobie wyobrazić nic groźniejszego. Mimo to, zaledwie dekadę później, zaczęto przebąkiwać o inżynierii genetycznej, która stanowi tysiąckroć poważniejsze zagrożenie, gdyż może stać się powszechnie dostępna. I stanie się.
To sam czytelnik wybiera, jaką uwagę poświęci jego rozważaniom. W mojej opinii, są one niezwykle istotne przy podjęciu się próby pełnej interpretacji tej powieści.

Dość jasne jest to, że Crichton chce zwrócić uwagę na istotne kwestie naukowe i etyczne. Nie rzuca swojego pomysłu w próżnię, ale uzupełnia informacje o daty oraz nazwiska, krótki rys paleontologii oraz bioinżynierii. Nie bez przyczyny jego utwory nazywa się technothrillerami. Łatwo uwierzyć w to, że historia taka jak na kartach jego powieści mogłaby się wydarzyć naprawdę, gdyby tylko zaistniały warunki sprzyjające: odpowiedni sprzęt, wizja oraz pieniądze. A jednocześnie to nadal trzymająca w napięciu powieść pełna krwi, niebezpieczeństw i zwrotów akcji. Crichton wie, jak prowadzić swoją opowieść. Wie jak budować napięcie i jak je zwalniać - dlatego kiedy dzieli bohaterów na dwie grupy, jedną znajdującą się pośrodku niebezpieczeństwa i drugą zamkniętą w bezpiecznej bazie, nie boi się zmieniać narracji. W pewnym momencie świat staje na głowie, a ludzie predestynujący do roli bogów ożywiających martwe stworzenia, stają się niczym więcej poza zabawką rządnych krwi i wolności zwierząt. Ludzie umierają, często przez własną głupotę, którą dzikie zwierzęta skrupulatnie wykorzystując, podążając za czymś więcej niż instynktem.

Ian Malcolm - książkowy i filmowy - powtarza, że natura zawsze znajdzie jakiś sposób, jakąś drogę, jakieś wyjście awaryjne. Myśl ta zostaje szerzej rozwinięta na kartach powieści Crichtona, poruszając tym samym uczucia czytelnika. I jedyne, czego mi brakowało, to nieśmiertelnej kwestii: "Bóg stworzył dinozaury, Bóg zniszczył dinozaury. Bóg stworzył człowieka, człowiek zniszczył Boga. Człowiek stworzył dinozaury...".

środa, 8 lipca 2015

PIERWSZYCH PIĘTNAŚCIE ŻYWOTÓW HARRY'EGO AUGUSTA, Claire North






Tytuł: Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta (ang. The First Fifteen Lives of Harry August)
Autor: Claire North
Data I wyd.: 2014 (PL: 2015)
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 464

Dwa słowa: historia umierania






W pewnym sensie wolę chyba te książki, które otwarcie mnie smucą, rozdzierają na części. Wolę je od tych, które co prawda nie doprowadzają do łez i okrzyku szoku, ale zostawiają po sobie ciężką pustkę pod ostatnim zdaniem. Pustkę, która bardzo chce być wypełniona, ale nie może - książka się skończyła. Książka, ale nie historia.

Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta nazywa się "zaskakującą reinterpretacją opowieści o podróży w czasie". Zasłużenie. Tytułowy bohater, Harry August, urodził się na początku 1919 roku. Przeżył zwyczajne, czasem męczące, czasem zaskakujące, a czasem nudne życie, po czym umarł. Niespodziewanie urodził się po raz drugi - na początku 1919 roku. Kiedy w wieku dziecięcym przypomniał sobie swoje poprzednie życie, wszystko się zmieniło. Dalej żył. Umarł. I znów urodził się w tym samym miejscu i czasie co zawsze. Znów przypomniał sobie swoje poprzednie życia... Szybko okazuje się, że nie jest sam. Okazuje się także, że światu może grozić zagłada. I aby go przed tym uchronić, potrzebne jest więcej niż jedno życie.

Historia prowadzona jest narracją pierwszoosobową, w której Harry opowiada o poszczególnych życiach, które ma za sobą. Nie wszystkie z nich były długie, nie wszystkie bezbolesne, nie wszystkie szczęśliwe. Na początku czytelnik eksploruje poszczególne mechanizmy rządzące pierwszymi żywotami głównego bohatera. Nie są rzucone bezładnie lub z przesadną dbałością o ciąg chronologiczny, ale tworzą logiczny ciąg czegoś, co można nazwać albo pamiętnikiem, albo testamentem głównego bohatera. Niektóre myśli się krzyżują, czasem pomiędzy główną akcję wplecione zostaje wspomnienie z wcześniejszego życia, by uzupełnić luki, pociągnąć skojarzenie, wyjaśnić podobieństwo lub dodać wcześniejsze doświadczenie Augusta. Nie mogę wyjść z podziwu, jak ciekawie udało się autorce przekonstruować koncepcję nieśmiertelności. Z jednej strony, zwłaszcza w momentach wspominania przez narratora jego rodzinnych stron, dziedzictwa, rodziny, obserwujemy maniakalną powtarzalność, odtwarzalność jego życia. Z drugiej strony - im dalej, im głębiej brniemy w powieść, tym nuda wynikająca z powielania jednego żywota znika. Okazuje się, że jeden wybór zmienia wszystko. Że w pewnym momencie, po przeżyciu dziesięciu, dwudziestu, trzydziestu żywotów - człowiek chciałby o nich zapomnieć i rozpocząć podróż z czystą kartą. Nawet, jeśli wie o tym, że od początku będzie musiał uczyć się przetrwania, że ponownie będzie musiał zrozumieć swoją nielinearną naturę. Taka nieśmiertelność - tak mocno osadzona w prawdziwym cyklu życia, jest nieustannie związana ze...śmiercią.

Nigdy nie pociągała mnie koncepcja wiecznego życia. Pisałam już o tym przy okazji czytania Futu.re, książki, która w pewien sposób wstrząsnęła moim podejściem do marzenia o nieśmiertelności, by jeszcze bardziej utrwalić mnie w przekonaniu, że dążenie do niego jest prostą drogą ku upadkowi. Tym razem, w Pierwszych piętnastu żywotach Harry'ego Augusta, spotkałam się z wizją nieśmiertelności, która jest śmiertelna do cna. Człowiek, który rodzi się, żyje i umiera...by ponownie narodzić się, żyć i umrzeć. Jak feniks - powstający z własnych popiołów, dosłownie odbudowujący swoją tożsamość w cyklicznym, trwającym kilka pierwszych lat każdego kolejnego życia procesie przypominania sobie o tym, kim był. Jak na takiej podstawie budować obraz tego, kim jest się teraz? Bardzo szanuję całą logikę powieści. Choć nieprawdopodobne, wszystko sprawiało pozory prawdopodobieństwa. Wszystkie zdarzenia wygrywały odpowiednie role pozornej prawdy, quasi-prawdy, która przekonała mnie do swojej logiki. Uwierzyłam wyznaniom Harry'ego. Życie po życiu nie może być przecież tak banalne, by zbyć je zbiorem suchych faktów. Dlatego właśnie niektórzy z bohaterów powieści Claire North chcą zapomnieć. Niektórzy chcą zmusić innych do zapomnienia. Cała powieść wydaje się być wielką księgą dotyczącą absurdu cofania się w przeszłość i podejmowania działań mających zmienić przyszłość. Czy powinniśmy? Czy nie jest rzeczywiście tak, że już samo podjęcie biernej obserwacji przeszłości miałoby skutki w przyszłości? Powieść Claire North dotyczy i nieśmiertelności, i podróży w czasie - i chyba właśnie to świadczy o jej niezwykłości, sukcesie i świeżości.

Później, kiedy czytelnik ma za sobą część eksploracyjną, akcja nabiera tempa. Widmo niebezpieczeństwa staje się coraz bardziej namacalne, by w końcu przybrać formę wciągającego wątku sensacyjnego. Kolejne żywoty Harry'ego stają się coraz bardziej ukierunkowane - to już nie podróż przez kolejne dostępne lata życia, ale wykorzystywanie ich do swoich celów. Z wielkim zaciekawieniem czytałam opisy kolejnych lat Augusta, jego rozterki, rozważania dotyczące wyborów, które należy podjąć. I wyborów, które podjąć chciałby. To nie jest przytłaczająca powieść, choć opowiada o wielu śmierciach, z czego nieliczne są śmierciami naturalnymi. To historia zawierająca dużo cierpienia - psychicznego i fizycznego. Harry mierzy się z ludźmi, którzy chcą wykorzystać jego niezwykłość do własnych celów, zagarnąć jego wiedzę dotyczącą przyszłości. Mierzy się też z człowiekiem, który przystosowuje swoje nieustannie powtarzające się życie do tego, by diametralnie odmienić losy świata, poznać każdy z jego elementów - w końcu, być może, stać się kimś na kształt Boga. Wyznania Harry'ego nie są okrzykiem rozpaczy, nie są też traumatycznym zapisem życia. Mimo wszystkich powyższych kwestii - nie odniosłam takiego wrażenia. A jednocześnie to jest powieść, która zostawiła we mnie gorycz. Pytania, na które nie mam odpowiedzi. W kilku momentach miałam prawdziwe ciarki. W kilku uśmiechnęłam się, a po niektórych rozdziałach musiałam na chwilę zamknąć książkę, żeby zastanowić się nad tym, co by było, gdyby...

W pewnym sensie wolę więc chyba te książki, które otwarcie mnie smucą, rozdzierają na części i zostawiają z wielkim, otumaniającym kacem. Książki, które dają mi w twarz, powalają na kolana - przy których szlocham lub śmieję się w głos. Ale czasem sięgam po książki, które wcale nie wywlekają mi flaków na drugą stronę, a i tak dobierają się do moich wnętrzności. Książki, które nie budzą we mnie żywych, głośnych reakcji, ale i tak zostają w pamięci. Książki, których nie mogę wypuścić z dłoni. I to jest właśnie taka książka.

niedziela, 5 lipca 2015

BOOK HAUL: czerwiec

W końcu nadszedł czas na pierwszy book haul! Przepraszam za jakość zdjęć, ale fotograf zawsze był ze mnie słaby - dzielę się więc winą pół na pół ze sprzętem. Dla tych, którzy nie wiedzą, czym book haul jest: to nic innego jak zestawienie książek, które powiększyły w danym czasie biblioteczkę czytelnika. 

Na pierwszy rzut - ostatnia przesyłka, czyli PEPEBOOK. Jeszcze nie miałam okazji, żeby wypróbować ten niewielki gadżet, ponieważ... przypomniałam sobie, że go mam, kiedy byłam już wygodnie rozłożona na leżaku. Ale nic straconego! Lato jest długie, więc na pewno znajdzie się jeszcze chwila na to, by zobaczyć, czy rzeczywiście to niewielkie cacko pomaga w czytaniu. Póki co jestem mile zaskoczona oprawą, która towarzyszyła przesyłce. Pepebook jest opakowany w niewielkie tekturowe pudełko obwiązane sznureczkiem. Naprawdę miło się patrzy i aż żal rozpakowywać!

Więcej informacji: pepebook.com





Miano najlepszego czerwcowego interesu książkowego trafia na nieśmiertelną stronę allegro. Za niecałe 35 złotych (liczę z przesyłką!) kupiłam... 28 książek z serii Koliber. Pisałam już o niej na blogu choćby w tym poście. Nie chwaliłam się jednak dotąd pełną listą tytułów. Nadrabiam teraz!
1. Balzac, Eugenia Grandet 2. Barbara, Opowiadania szwedzkie 3. Baroja, Burzliwy żywot Baska Zalacaina 4. Cather, Mój śmiertelny wróg 5. Cather, Utracona 6. Dąbrowska, Dzikie ziele 7. Galsworthy, Jabłoń 8. Gogol, Opowiadania petersburskie 9. Hardy, Pierwsza hrabina Wessex 10. Hemingway, Motyl i czołg 11. Hill, Albatros 12. Hughes, Orkan na Jamajce 13. Iwaszkiewicz, Panny z Wilka 14. James, Daisy Miller 15. James, Łgarz 16. Leskow, Interesujący mężczyźni 17. Mansfield, Jej pierwszy bal 18. Maupassant de, Dom pani Tellier 19. Mauriac, Teresa Desqueyroux 20. Musil, Niepokoje wychowanka Torlessa 21. Nałkowska, Niedobra miłość 22. Odrowąż-Pieniążek, Małżeństwo z Lyndą Winters 23. Orzeszkowa, Cham 24. Stendhal, Kroniki włoskie 25. Szołochow, Los człowieka 26. Thackeray, Wdowiec Lovel 27. Welty, Jezioro księżycowe 28. Żeromski, Wierna rzeka
Nawet nie wyobrażacie sobie, jakie fantastyczne uczucie towarzyszy rozpakowywaniu takiej sterty książek! Gęba cieszyła mi się jakbym dobierała się do świątecznego prezentu. Teraz jednak ważne pytanie do Was, moi drodzy czytelnicy, książkoholicy, znawcy literatury wszelakiej - po którą książkę sięgnąć najpierw?


Taniego kupowania było w czerwcu więcej. W Biedronce zaopatrzyłam się w Front Burzowy Jima Butchera - przyznaję bez bicia, że nie wiem o tej książce nic oprócz tego, że kosztowała piątaka. W Świecie Książki zamówiłam Kobietę, która przez rok nie wstawała z łóżka i Żuka w pudełku oraz 99 innych eksperymentów myślowych. Ten pomarańczowy zestaw, mam nadzieję, przewróci mi w głowie!


Nie byłabym też sobą, gdybym nie uzupełniała serii już zamieszkujących moje półki. Drugi tom przygód Matta Hidalfa prawie pali mi się w dłoniach, bo jestem - po dziecięcemu - ciekawa, co tytułowy bohater wywinie tym razem (o pierwszej części przeczytacie tutaj). Dla kontrastu - Katarzyna Bonda i Okularnik, książka, którą dostałam wprost z bagażnika (link do opisu wydarzenia). A ja nadal czytam Pochłaniacza i niezmiennie mi się podoba! Szkoda tylko, że mam intensywne życie, które przeszkadza w lekturze!


Last but not least - dwie książki zdobyczne, czyli mała nagroda w małym konkursie (Joe Alex, Śmierć mówi w moim imieniu) i podarunek od Fanbooka (Konrad T. Lewandowski, Magnetyzer). Na deser coś, co chcę przeczytać od wielu, wielu lat - Stara baśń Kraszewskiego w wydaniu Biblioteki Narodowej. Upolowana, a jakże, na allegro.  


Więcej grzeszków nie pamiętam. Tymi, które popełniłam, jestem niezwykle zadowolona. No i...co powiecie na taki czerwiec?

piątek, 3 lipca 2015

Liebster Blog Award #3



Jak wspominałam w poprzedniej odsłonie LBA, nadszedł czas, aby nadrobić niedopatrzenia wynikające z mojej dotychczasowej ignorancji tego zjawiska. Ostatnio odpowiedziałam na dwie nominacje i w tym poście także planowałam zrealizować dwa wyzwania - okazało się jednak, że na jednym z blogów, które mnie nominowały, post LBA zniknął... Nie pozostaje więc nic innego jak odpowiedzieć na 11 pytań, stworzyć własne oraz nominować 11 blogów, którym przekazuję pałeczkę.

Miłego czytania!

NOMINACJA OD

1. Jakich pytań się boisz?
Żadnych! Ha! Ale wszystkich zaskoczyłam!

2. Czy zdarza Ci się manipulować?
Oczywiście, że tak. Jak każdemu z nas. Jedni to robią bardziej świadomie, a inni mniej. Nie sądzę jednak, żeby znalazł się taki szczęśliwiec, który może bez tego przeżyć swoje życie. Tupet jak taran, szeroki uśmiech, cycki do przodu i odrobina manipulacji. Tak się przeżywa w tym strasznym i złym świecie!

3. Jaki masz sposób na efektywne zarządzanie czasem?
Pytanie to sugeruje, że a) mam taki sposób i b) zarządzam swoim czasem efektywnie. Na oba zarzuty muszę odpowiedzieć negatywnie, ponieważ wydaje mi się, że jedynym moim sposobem na efektywne zarządzanie czasem jest czekanie do ostatniej chwili i realizowanie wszystkiego w ciągu ostatniej doby... No dobrze, nie zawsze tak jest. Wiem, kiedy mogę sobie pozwolić na luz i lenistwo, a kiedy trzeba spiąć tyłek i pracować. Najlepszym sposobem na zarządzanie czasem jest...jego planowanie. Do tego celu używam bardzo chętnie notatek na pulpicie komputera i przypomnień w telefonie. Sukces może nie murowany, ale na pewno bliższy!

4. Trafiasz na bezludną wyspę, w starej skrzyni znajdujesz trzy książki, jakie to będą tytuły?
Podręcznik przetrwania, książka dotycząca budowania łodzi z niczego oraz wielki zbiór mitologii ze wszystkich stron świata. Praktycznie, przewrotnie i bez nudy!

5. Pełen "spontan", czy wcześniejsze dokładne planowanie wycieczki, czytanie przewodników?
Planowanie? Planowanie?! Oczywiście, że PLANOWANIE. Skrupulatne - z przewodnikami, widokiem Street View i planem B oraz C na wszelki wypadek. I, uwierzcie, tak jest dobrze. Gdybym nie mogła przewidywać najgorszych wypadków i miała się szykować tylko na bezproblemowe, miłe zwiedzanie... oszalałabym chyba!

6. Najbardziej szalony bohater z jakim się spotkałeś/aś podczas czytania książki?
Najszybciej przypomina mi się ostatnio poznany Matt Hidalf - postać z książek dla dzieci i młodzieży, która kłamie, oszukuje, kradnie, sprzeciwia się rodzicom i... No cóż, ogólnie można powiedzieć, że w tym szaleństwie jest metoda. Wydaje mi się, że to bardzo ciekawa rzecz - bohater, który namawia do złego i udowadnia, że wytykanie języka wcale nie jest końcem świata. Jeśli jednak mam myśleć o naprawdę szalonym bohaterze (w tym ciemnym, pokręconym, złym sensie) muszę wspomnieć o mojej ukochanej Bellatrix Lestrange. Oto zło, które się podziwia! Pamiętam, że była to pierwsza mroczna postać, którą naprawdę...polubiłam.

7. Co daje Ci szczęście?
Swobodne leniwe wieczory, kiedy jestem zmęczona, ponieważ udało mi się zrealizować wszystkie plany.

8. Chętnie pożyczasz swoje książki?
Niechętnie, ale pożyczam. Pożyczam i żałuję. Żałuję i obiecuję, że nigdy więcej. I nigdy nie udaje mi się obietnicy dotrzymać.

9. Czytasz w jednej pozycji, czy zmieniasz ułożenie ciała w przeróżne dziwaczne pozy?
Nieliczne szczęśliwe przypadki świadczą za tym, że czytanie w jednej pozycji jest możliwe. Musi to jednak być naprawdę magiczny dzień i naprawdę pasjonująca książka. Zazwyczaj kończę w stadium zirytowanego czytelnika - każda pozycja jest niewystarczająca.

10. Jakie słowa doprowadzają Cię do szewskiej pasji?
Te niepoprawnie napisane. (Zwłaszcza, jeśli to ja je napisałam i nie zauważyłam.)

11. Wolisz dawać, czy otrzymywać?
Otrzymywać...? Dawać...? Zależy komu, co i od kogo...? Może najbardziej dyplomatycznie będzie nie odpowiadać na to pytanie...


NOMINUJĘ

PYTANIA
1. Która książka sprawiła Ci ostatnio najwięcej problemu? Dlaczego?
2. Jaki film polecasz na długie, wakacyjne noce?
3. Jakiej książki chciałbyś/chciałabyś się pozbyć ze swojej biblioteczki?
4. W księgarni najpierw idziesz do działu z...?
5. Która szkolna lektura najbardziej Cię poruszyła?
6. Jakie zdanie z filmu/serialu/książki najczęściej powtarzasz we własnym życiu?
7. Wolisz książki polecane przez kogoś czy zupełnie nieznane?
8. Który z fantazyjnych, książkowych światów chciałbyś/chciałabyś odwiedzić?
9. Z którą książkową postacią chciałbyś/chciałabyś umówić się na kawę?
10. Ekranizacja - serialowa czy filmowa?
11. Czego najbardziej NIE lubisz w książkach i czytaniu?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...