czwartek, 27 sierpnia 2015

FURIA RODZI SIĘ W SŁAWIE, Krzysztof Koziołek






Tytuł: Furia rodzi się w Sławie
Autor: Krzysztof Koziołek
Data I wyd.: sierpień 2015
Wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
Ilość stron: 296

Dwa słowa: przyjemność retro








Weź interesujący fragment przeszłości, znajdź miejsce, w którym uda ci się zbudować melancholijny i pachnący naftaliną klimat. Ożyw mity i zbrukaj je krwią. Nie zapomnij o dobrej zagadce i kilku interesujących bohaterach, będących przede wszystkim niedoskonałymi ludźmi. Nie baw się w superbohaterów, ale nie traktuj historii w sposób sztywny. Na koniec postaraj się wszystko okrasić elementem regionalnym: słownictwem, kuchnią, zwyczajami. Oto prosty przepis na kryminał retro.

Krzysztof Koziołek osadza swoją powieść w roku 1944. W spokojnym uzdrowisku położonym nad Śląskim Morzem odpoczywają niemieccy żołnierze ranni na różnych frontach. Sielankę przerywa jednak seria zbrodni popełnianych na nieletnich dziewczętach. Śledztwo prowadzi Anton Habicht, członek NSDAP i asystent kryminalny. To jego pierwsza tego typu sprawa, na dodatek spokojne i niezbyt istotne na mapach miasteczko okazuje się skrywać tajemnicę, od której mogą zależeć losy całej III Rzeszy. Sturmbannführer SS Carl Düchter, zarządzający grupą naukowców badających procesy czarownic, zaczyna interesować się śledztwem, które może naruszyć równowagę tak istotną dla pozytywnego rozwoju zleconych mu przez samego Heinricha Himmlera eksperymentów. A wokół Sławy kręci się jeszcze jedna osoba.

Początek z tą książką nie był łatwy. Pierwsze dwadzieścia-trzydzieści stron czytałam trochę ze zgrzytaniem zębami, nie całkiem przekonana do sposobu pisania, do zarysowanego klimatu i bohaterów. I później, dość niespodziewanie, stało się to, co tak lubię w czytaniu książek - wkręciłam się niesamowicie i zdałam sobie sprawę z tego, że to, co jeszcze chwilę temu mi przeszkadzało, teraz okazuje się być plusem. Najpierw więc klimat! Akcja osadzona została w Sławie, w niezwykle cichym miejscu położonym z daleka od armatnich wybuchów. Wraz z przewracaniem stron książki w mojej głowie tworzyła się coraz dokładniejsza wizja tego skrawka świata, zarysowana najpierw w czerni i bieli, później w pożółkłych, smutnych od upływu czasu barwach, a na końcu w kolorach pełnych życia, w filmowym blasku. Nie stało się tak natychmiast. Dopiero po dwusetnej stronie zrozumiałam, że bardzo chciałabym obejrzeć tę książkę na dużym ekranie. Widzę ją w filmowych klatkach i pojedynczych scenach, ale widzę ją też jako całość. I tu wspomnieć muszę o bohaterach. Nie wiem, czy któregoś z nich lubię. Nie jest to takie proste, bo w każdym są rzeczy, które mi nie pasują, które denerwują. Jednak Habicht, członek NSDAP i policjant prowadzący sprawę dotyczącą morderstw, jak i Franziska, dość ekscentryczna hrabina niezwykle istotna dla fabuły powieści, stali się dla mnie w czasie czytania powieści niezwykle interesującymi elementami konstrukcji świata przedstawionego. Coś w nich jest, coś, co chce się czytać, poznawać i co chce się zderzyć z wydarzeniami rozgrywającymi się w miasteczku. Nie zawiedziemy się też bohaterami drugoplanowymi, choć w niektórych momentach było mi trudno odnaleźć się w niemieckich nazwiskach, tytułach i stopniach. Postaci są różne, nie ugładzone i często wchodzące z sobą w konflikty. Dużą część dialogów okraszono ciętymi ripostami, a im dalej w książkę, tym lepiej prezentują się rozmowy oraz tym więcej wiemy o myślach i opiniach bohaterów. Świat stworzony przez autora z biegiem czytania zaczynał być coraz bardziej namacalny, a jednocześnie kiełkowało coraz więcej tajemnic, których rozwiązania chciałam doczekać.

Odnoszę wrażenie, że Furia to dość klasyczny kryminał retro, choć nie mam oczywiście porównania i chętnie wysłucham opinii innych. Jeśli jednak przeanalizować podstawowe elementy, oddają one to, czego po kryminale retro się spodziewałam, nie mając go wcześniej przed sobą. Morderstwom i poszukiwaniu sprawców towarzyszy odpowiednio silny wątek szpiegowski oraz wtrącane łagodnie akapity dotyczące historii Sławy lub poszczególnych kwestii dotyczących wojny. Podobało mi się to, że w niektórych momentach narracja wychodziła z ram historycznych, ujawniając rąbka historii późniejszej, tej, która nie dotyczy bezpośrednio bohaterów, ale może zainteresować miłośników czasów wojny. Objętościowo jednak książka nie przeraża i nie wystraszy także sposób, w jaki została napisana. Czyta się dobrze, zwłaszcza wtedy, kiedy przywyknie się już do szneki z glancem. Z przyjemnością towarzyszyłam Habichtowi podczas jego czynności zawodowych i prywatnych. Chętnie podejmowałam szczegóły, które rzucał w powieść Krzysztof Koziołek, a dzięki którym udało mu się zbudować w niewymuszony sposób charakterystykę postaci i miejsca. W końcu czytelnik wie, czego może się po danym bohaterze spodziewać, ma też przed oczyma wizję miasteczka i jego okolicy. Autor nie robi brzydkich i zbyt sensacyjnych rzeczy, ale ciągnie obrany rytm, wykorzystując wszystkie opracowane, przygotowane i użyte do napisania powieści materiały. To nie jest powieść historyczna, nie jest to męczące przekopywanie się przez dziesiątki dowodów. Policjantom trochę się nie chce, a trochę nie potrafią rozwiązać sprawy. Trochę współpracują, a trochę działają sobie na nerwy. W końcu jednak rozwiązanie się ukazuje, a wątki zostają wyjaśnione. Nie przywiązałam się do tej powieści na śmierć i życie, ale z przyjemnością próbowałam wytropić sprawcę morderstw i zrozumieć jego model zachowania. I z przyjemnością przyjęłam rozwiązanie zawarte na kartach powieści.

Nadszedł czas, żeby zanotować w pamięci bardzo ważne spostrzeżenie: muszę w najbliższym czasie sięgnąć po inny kryminał retro. Nie wiem jak powieść Krzysztofa Koziołka wypada na tle całego gatunku, ale wiem, że przekonała mnie do tego, by spróbować czegoś podobnego. 

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI AKCJI POLACY NIE GĘSI I SWOICH AUTORÓW MAJĄ

7 komentarzy:

  1. Uwielbiam klimaty retro, a ten kryminał już czeka na swoją kolej na mojej półce. Chyba się na nim nie zawiodę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niby mój gatunek, ale ta okładka jest dla mnie tak tandetna, że mnie odstrasza od przeczytania tej książki. Ale chyba dam jej szansę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka jest BEZNADZIEJNA, fakt. Ale zawartość niczego sobie.

      Usuń
  3. Jeju, nie wiedziałam nawet o istnieniu takiego gatunku. Brzmi genialne, tak samo jak fabuła tej powieści. Uwielbiam sprawdzać nowe gatunki, wiec i ten wypróbuje :) Z normalnymi kryminałami mam lekki problem, wiec może takie się sprawdzą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie wcześniej ten gatunek jakoś omijał. I cieszę się, że w końcu się z nim spotkaliśmy.

      Usuń
  4. Nie lubię polskich książek. Jakoś tak sobie ubzdurałam. Tymczaszem zapraszam do mnie na kilka recenzji :)
    http://trzeciswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie okładka przyciąga. Widziałem gorsze. Może warto przeczytać książkę.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...