środa, 5 sierpnia 2015

KRÓLOWA TEARLINGU, Erika Johansen






Tytuł: Królowa Tearlingu (ang. The Queen of the Tearling)
Autor: Erika Johansen
Data I wyd.: 2014 (PL: luty 2015)
Cykl: Królowa Tearlingu (tom 1)
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 486

Dwa słowa: przejmowanie władzy (nad czytelnikiem)





Dobra fantastyka (i dobra powieść w ogóle) dzieje się wtedy, kiedy nie ma w niej przesadnej naiwności i narzucającego się podziału czarne-białe, dobre-złe. Wtedy, gdy otrzymujemy bohaterów z wadami, gdy nie wszystkie księżniczki są piękne i nie wszystkie spotkania damsko-męskie kończą się romansem, ślubem i gromadką szczęśliwych dzieci zamieszkujących krainę wolną od zła, podatków i burdeli. Nie. Dobra fantastyka pokazuje, że idealnego świata nie ma. Nie ma idealnych księżniczek, książąt na białych koniach, a nawet najbardziej nieśmiertelny dogmat może okazać się rzeczą przemijającą.

Kelsea jest następczynią tronu. Choć po swoich dziewiętnastych urodzinach będzie musiała zasiąść na tronie, o własnym państwie oraz historii swojego rodu wie niewiele. Dorastała w ukryciu, w niewielkim domostwie wśród lasów, gdzie nie mógł znaleźć jej żaden skrytobójca wysłany przez tych, którzy chcieli się pozbyć królewskiej krwi. W chwili, w której Kelsea ma wrócić do swojego państwa, świat dzieli się na cztery narody, z czego trzy z nich - w tym kraj Kelsea - podporządkowane są potężnemu Mortmesne i Szkarłatnej Królowej. Kelsea musi nie tylko zawalczyć o własny tron i ugruntować fakt jego przejęcia, ale także zmierzyć się z bolesnymi skutkami ostatnich kilkunastu lat rządów regenta.

Moim najsilniejszym wspomnieniem związanym z lekturą tej powieści jest to, że pochłonęłam ją zachłannie, a po jej zamknięciu poczułam najprawdziwszego i najcudowniejszego kaca książkowego. Historia trwała we mnie i pospiesznie musiałam się upewnić, czy na pewno mogę liczyć na kolejny tom. Rwałam się też do innych książek, jakby miały mi pomóc pociągnąć dalej ten piękny, fascynujący stan absolutnego oddania swojej uwagi fabule. Podczas czytania w jakiś nie całkiem świadomy sposób czułam, co chciałabym, aby stało się częścią historii Kelsea. Rysowałam w głowie fabułę, którą sama bym poprowadziła, mając karty, jakie na początku powieści rozłożyła autorka. Ku mojemu zdziwieniu, w kilku elementach powieść poszła w kierunku, który sama sobie dopowiedziałam. I nie mówię tu u ogółach, ale o pewnych charakterystycznych drobiazgach. Nie oznacza to jednak, że czułam przejmującą powtarzalność lub przewidywalność powieści. Nie przypominam sobie podobnej fabuły, koncepcji czy bohaterki. Być może po prostu między mną a autorką Królowej Tearlingu jest niewidoczna więź. Czuję jej główną bohaterkę, czuję Kelsea w taki sposób, w jaki czasem czuję bohaterów wymyślonych przez samą siebie. 

Po raz pierwszy miałam przed sobą bohaterkę, z którą w pewien sposób się utożsamiłam. Polubiłam ją i wspierałam, ale przede wszystkim rozumiałam jej sposób myślenia i działania, jej problemy, jej charakter. Kelsea jest dziewczyną u progu dorosłości, ma 19 lat, trochę za dużo ciała. Wie, że nie jest pięknością i choć odczuwa ukłucie zazdrości na widok pięknych, wiotkich kobiet, wie, ze pycha nikogo nie może zaprowadzić daleko. Może chciałaby coś w sobie zmienić, czasem o tym myśli, a czasem doradzają jej to inni, jednak ostatecznie tkwi w zbyt ważnym momencie dziejowym swojego państwa, żeby przejmować się takimi drobiazgami. Jest nastolatką, kobietą, ale jednocześnie władczynią, która stara się nauczyć tego, czego nikt nie mógłby jej nauczyć - władania państwem, które zmierza prostą drogą ku upadkowi i ratowania go od zniszczenia. Dlatego Kelsea ma w sobie gniew, ale stara się nad nim panować, choć nie zawsze jej to wychodzi. Postępuje zgodnie ze swoją wolą, szukając takiej ścieżki, która pozwoliłaby jej zasłużyć na szacunek. Nie chodzi jej jednak o szacunek całego świata zdobyty za jednym zamachem. Nie chodzi o jedno wielkie wydarzenie, po którym wszyscy ludzie padną na kolana, a świat będzie się kręcił zgodnie z odpowiednim rytmem. Może dlatego właśnie jest tak prawdziwa. Najpierw chce, by rozumieli ją i słuchali jej najbliżsi obrońcy i współpracownicy. Kelsea boi się i bywa słaba - jak królowa, jak kobieta, jak każdy inny człowiek. Kiedy jednak musi, zaciska zęby, bo wie, co należy do jej obowiązków i przeznaczenia. Równie ważne i dobrze rozrysowane są relacje między nią a innymi bohaterami. Na szczególną uwagę zasługują wszystkie fragmenty dotyczące Kelsea i Buławy, dowódcy jej straży. Myślę, że oboje czegoś się od siebie uczą, choć nie wszystkie rzeczy w powieści są dosłownie nazwane.

Tak wiele rzeczy dotyczących przejmowania władzy zostało w powieści poruszonych, choć jednocześnie nie odczułam przytłoczenia nadmiarem informacji. Język powieści jest płynny i prosty, a rytm akcji wzrasta z każdym rozdziałem. Autorka dba o to, żeby czytelnik otrzymał dane dotyczące sytuacji społecznej i gospodarczo-politycznej, wplata także dość istotny wątek dotyczący zależności między religią a państwowością. Wątków, które można pochwycić i rozwinąć w kolejnym tomie (tomach), jest wiele. Główna bohaterka - oraz najważniejsi dla niej bohaterowie drugoplanowi - muszą opracować odpowiedni plan przejęcia władzy. Sama koronacja nie wystarczy, by ją utrzymać. Obrazu dopełniają bowiem ludzie, którym panowanie Kelsea nie jest na rękę. I nie chodzi o wielkie sprawy moralne, wyznaniowe czy światopoglądowe - ale o pieniądze, najważniejszy i najsilniejszy motyw postępowania ludzi. Tearling przedstawiony został jako miejsce w wielu aspektach uzależnione od państw ościennych oraz wewnętrznych hierarchii. Zwrot, który dokonuje się poprzez pojawienie się na arenie politycznej Kelsea sprawia, że pewne zjawiska utrwalone w ciągu ostatnich kilkunastu lat zaczynają się niebezpiecznie wahać. Kelsea okazuje się być bowiem osobą, która nie chce posiadać ładnego diademu na swojej głowie, ale chce wykorzystywać jego symboliczną siłę, by coś rzeczywiście zmienić. Choć ma dziewiętnaście lat i bywa zagubiona, przestraszona czy niedoinformowana, nie można odmówić jej wrażliwości oraz silnego poczucia obowiązku, rozbudzanego przez następujące po sobie w powieści wydarzenia. A tych nie brakuje, więc czytelnik nie ma czasu na nudę czy odłożenie książki na bok. Wydaje mi się, że właśnie takiej bohaterki mi brakowało. Już nie naiwnej nastolatki, ale jeszcze nie całkiem wykształconej i wszechwiedzącej władczyni. Kelsea musi nauczyć się panować nad sobą, słuchać innych oraz oceniać ludzi. Nic nie jest proste.

- Nie jestem uczciwy - wycharczał starzec. Kelsea nie rozpoznawała jego akcentu, nie był to bowiem akcent czysto tearliński. Był mocny i nosowy zarazem. - Ale można mi ufać.

Intrygi, zróżnicowanie społeczne, ekscytujące opisy zamachów na życie, spisków, walk. To wszystko sprawia, że Królowa Tearlingu absorbuje uwagę czytelnika. A jednak nie jest to powieść, którą należy dzielić na mniejsze partie, by utrwalić sobie rzeszę imion, nazw czy pojęć. Rozgrywki polityczne, walki z mieczem w dłoni oraz magia są dobrane w odpowiednich proporcjach. Autorka posłużyła się narracją z perspektywy różnych bohaterów, dzięki czemu obserwujemy wydarzenia poboczne, które w dalszym ciągu powieści okazują się kluczowe. Nie ma jednak wrażenia oderwania fragmentów. To klasyczny zamysł konstrukcyjny, dający nieco oddechu oraz zróżnicowania w ostatnią modę powieści z narratorem pierwszoosobowym. W Królowej Tearlingu nie znalazłam postaci płaskiej. Czułam mięśnie, skórę, krew, widziałam procesy myślowe i przeczuwałam historie otaczające poszczególne kreacje. Postaci są prawdopodobne i stworzone realistycznie. Świat został wymyślony z dbałością o szczegóły. Nie ma elementów, które wyłaniałyby się z próżni bez logicznego uzasadnienia. Wręcz przeciwnie - po lekturze zostałam pozostawiona z głębokim przekonaniem, że rzeczy, które w tej chwili są tajemnicze lub nie do końca jasne, doczekają się rozwinięcia w kolejnych tomach. Ta powieść Eriki Johansen prezentuje dokładnie tyle informacji, ile czytelnik potrzebuje na danym etapie lektury. Dość, żeby być zainteresowanym, ale nie tyle, by wytworzyć w swojej głowie zbyt dużo wymagań dotyczących kontynuacji.

Choć mam kaca, jestem najedzona. Czuję się z tą powieścią...pełna. Chcę, żeby została u mnie na półce, chcę widzieć ją i o niej pamiętać. I już w tej chwili wiem, że będę również chciała kiedyś do niej wrócić. Polecam Królowę Tearlingu czytelnikom nastoletnim oraz dorosłym, wszystkim, którzy lubią akcję, odrobinę magii oraz sporą garść planowania oraz intryg.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU GALERIA KSIĄŻKI
Więcej o książce na stronie galeriaksiazki.pl

11 komentarzy:

  1. Mam tę książkę w planach od dłuższego czasu i chyba w końcu ją kupię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze powiedziawszy, nie słyszałam wcześniej o tej książce. Po takiej recenzji jednak od razu dodaję do listy "chcę przeczytać"! Uwielbiam dobrze wykreowanych, prawdziwych bohaterów :)
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie wypożyczyłam książkę z biblioteki. Chyba zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia :) i ta okładka! Cudo :) Mam nadzieję, że i mnie porwie do swojego świata i że zapamiętam ją na długo.
    Pozdrawiam
    Przygody mola książkowego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na Twoją opinię dotyczącą książki :D

      Usuń
  4. Słabo trochę ta książka została zareklamowana, ale wydaje mi się, że naprawdę warto ją przeczytać. Co prawda do tej pory nie planowałam lektury, ale zaciekawiłaś mnie nakreśleniem postaci głównej bpohaterki i zachęciłaś wzmianką o kacu ksiązkowym, którego tak dawno nie miałam... Co rpawda zażarcie polowac na tę książkę nie będę, ale jak zobaczę w bibliotece lub na jakiejś przecenie, to się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoje słowa na temat tej książki są niesamowite i sprawiły, że pomimo dość to mało rozreklamowana książka i niewiele osób o niej mówi, chcę ją przeczytać!

    http://suomianne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Książki,w których są bohaterowie tak podobni do nas zapadają w pamięć na całe życie.
    Bardzo ciekawa historia i z przyjemnością po nią sięgnę.
    Pozdrawiam
    www.rozenksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Po pierwszym spojrzeniu na okładkę stwierdziłam, że ta książka może być czymś ciekawym i godnym polecenia, ho, moja czytelnicza intuicja mnie nie zawiodła :> Lubię bohaterów (zwłaszcza bohaterki), którzy nie są idealni, ale nie tacy przesadnie nacechowani negatywami, czegoś nie potrafią, a znowu w innej kwestii są dobrzy. Lubię ten umiar, złoty środek! Pewnie sięgnę po tę powieść, skoro ją tak zachwalasz, zwłaszcza, że dawno nie czytałam książki stricte fantasy :>

    P.S. W mejlu byłam zbyt zaskoczona swą wygraną, gdyż nigdy nie udało mi się osiągnąć sukcesu w żadnym konkursie, więc pozwolę sobie tutaj ładnie podziękować! :D Dziękuję bardzo! :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Galeria Książki robi jedną fantastyczną rzecz - stara się nie zmieniać okładek zagranicznych. Tak samo jest przy serii "Dawca". Wielki plus dla wydawnictwa.

      Usuń
  8. Parę dni temu skończyłam, mnie też się podobało, choć chyba nie aż tak jak Tobie ;) Nie wciągnęło mnie aż tak, ale zgadzam się, że to porządna fantastyka, świat jest logicznie skonstruowany, a postacie ciekawe.

    I Kelsea to faktycznie świetna bohaterka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja będę zachwalać bardzo, bardzo, bo czuję tę autorkę jak już dawno żadnego pisarza nie czułam :D

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...