środa, 19 sierpnia 2015

PODUSZKA W RÓŻOWE SŁONIE, Joanna M. Chmielewska







Tytuł: Poduszka w różowe słonie
Autor: Joanna M. Chmielewska
Data I wyd.: 2011
Wydawnictwo: MG
Ilość stron: 280

Dwa słowa: utracone bezpieczeństwo







Powieści obyczajowe nie zawsze są mi na rękę. Wychowana na fantastyce i zmyślonych światach potrzebuję bardzo dużego ładunku emocji, by rzeczywiście dać literaturze obyczajowej szansę. Albo opisana historia mnie bardzo porusza - albo książka zostaje przyjęta przeze mnie wzruszeniem ramion i niezadowoleniem. Jak było z Poduszką w różowe słonie?

Powieść opowiada o trzydziestoletniej Hance, kobiecie, która prowadzi uporządkowane i bardzo konkretne życie. Nie posiada stałego partnera, dużo czasu poświęca swojej pracy, nie wahając się przed podejmowaniem dodatkowych zadań i zostawaniem po godzinach. Tworzenie bliskich relacji z ludźmi nie zajmuje w jej życiu dużego miejsca. Swoją jedyną przyjaciółkę poznała w czasach szkolnych. Niespodziewanie w życiu trzydziestolatki pojawia się dziecko. Tęskniąca za matką, zamknięta w sobie Ania trafia do pedantycznego domu Hanki, kobiety, która potrafi zapewnić dziewczynce podstawowe warunki ekonomiczne, nie potrafi jednak okazać bliskości. Jakby tego było mało, nowy pracownik firmy Hanki narusza jej bezpieczną sferę prywatności. Życie kobiety przestaje być uporządkowane. Nadchodzą zmiany.

Nigdy nie miałam do czynienia z twórczością Joanny M. Chmielewskiej, dlatego nie będę umiała odnieść się do innych jej książek. Poduszka w różowe słonie jest powieścią przejmująco smutną, pełną wnikliwych przeglądów myśli bohaterów, których życie wcale nie jest różowe i miękkie. Pierwszą rzeczą, jaka nasuwa mi się bezpośrednio po lekturze, jest ogromna subtelność, intymność opisywanych przeżyć i przemyśleń. Narracja buduje obraz nie tylko wewnętrznych rozterek Hanki, ale także bohaterów bezpośrednio związanych z główną akcją. Mamy więc fragmenty przedstawiające punkt widzenia Łukasza - nowego pracownika w firmie (choć akurat jego kwestie wydają mi się najsłabszą częścią powieści), obszerne opisy historii przyjaźni Hanki i Ewy, a także dziecięce, niezwykle przejmujące myśli Ani, najmłodszej bohaterki. Choć wykrzywiam twarz słysząc o "powieściach kobiecych" (w końcu czym są i czy istnieją także "powieści męskie"?), to jednak nie mogę zignorować tego, że Poduszka w różowe słonie jest historią mocno osadzoną w temacie kobiecości, kobiecej przyjaźni, opowiadającą o kobiecym strachu i kobiecych więziach. Łukasz jako bohater wydawał mi się kimś zupełnie nierealnym i nierzeczywistym, jak dodatek mający na celu wprowadzenie ostatecznej bajkowości w rozwiązaniu książki. Całe szczęście lukru nie było za dużo, choć motyw kawy i czekolady, związany ściśle z firmą Hanki oraz zainteresowaniami Łukasza, w niektórych momentach zaczął mi się przejadać. Gdyby nie całe akapity poświęcone analizowaniu smaków czy wtrącaniu przemyśleń Łukasza dotyczących czekolady, być może książkę odebrałabym jeszcze lepiej. Tymczasem nie mogę pozbyć się wrażenia, że momenty poświęcone na celebrację kawy i czekolady miały w jakiś sposób czytelnika pocieszyć, zapewnić o pozytywnym rozwiązaniu problemu, objąć w bezpieczne ramiona. Równie niezrozumiała była także dla mnie postać przyjaciółki Łukasza, obdarzona ponadnaturalną intuicją. Szkoda, ponieważ wolałabym, żeby ta historia obyła się bez tego typu niańczenia i rozproszenia.

A poznać tę historię warto. Wspomnienia dotyczące rodziny i przyjaźni z Ewką uruchamiają wiele emocji. Można przypomnieć sobie siebie z dawnych, dziecięcych lat. Można lepiej zrozumieć zestawienie historii Hanki i Ani. Obie zbyt wcześnie musiały mierzyć się z trudnościami. Sposób widzenia dziecka został pokazany z ogromnym prawdopodobieństwem, w czym widać wykształcenie pedagogiczne autorki książki. Kontrast między dorosłymi a dziećmi nie zostaje w powieści wyrzucony niedbale przed czytelnika, ale krąży pomiędzy zdaniami i dialogami, pomiędzy myślami Hanki oraz próbami wyjaśniania sobie świata przez Anię. Wraz z rozwojem książki poznajemy lepiej nie tylko obie bohaterki i ich przeszłość, ale także sposób ich kontrolowania rzeczywistości, przeżywania problemów. I to jest, moim zdaniem, najmocniejszy i najbardziej cenny materiał tej powieści. Nie fragmenty dotyczące skąpanego w kawie i czekoladzie rozmarzenia, ale to ostre i bardzo ludzkie radzenie sobie z tym, na co człowiek nie miał wpływu, a co odbija się na jego całym życiu. Strata najbliższych, mroczne tajemnice dzieci, które zostały za bardzo nauczone szacunku do starszych, a za mało umiejętności głośnego krzyku o swojej krzywdzie...

Jeśli więc przychodzi czas na ostateczne podsumowanie moich odczuć związanych z Poduszką w różowe słonie, z całą pewnością mogę napisać, że można tę powieść przeczytać. Entuzjaści książek obyczajowych będą tą lekturą zadowoleni jeszcze bardziej niż ja. Choć porusza kwestie trudne, oburzające i bolesne, książkę Joanny M. Chmielewskiej czyta się płynnie i z zaciekawieniem. Nie jest brutalna, nie rozdziera czytelniczej duszy, ale daje do myślenia i... zostawia po sobie odrobinę żalu, że to już koniec.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU MG
Więcej o książce na stronie wydawnictwomg.pl

1 komentarz:

  1. Nigdy z tą autorką nie miałam do czynienia, ale jednak jako mnie do niej bardzo nie ciągnie.

    http://przy-goracej-herbacie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...