środa, 12 sierpnia 2015

TAJEMNICE KRÓLÓW, VICTORIA GISCHE







Tytuł: Tajemnice królów
Autor: Victoria Gische
Data I wyd.: czerwiec 2015
Wydawnictwo: Bellona
Ilość stron: 336

Dwa Trzy słowa: piasek w oczach







Czasem myślę o tym, że powinnam zawodowo zajmować się analizą blurbów oraz ich stosunkiem do tego, co naprawdę dzieje się w książce. Podziwiam osoby, które tworzą te krótkie notatki. Sama też mogłabym je pisać, używając wielu trudnych, sensacyjnych i emocjonujących słów. W różnych zestawieniach, odpowiednio budzących wyobraźnię.

Tajemnice królów to powieść osadzona w realiach Starożytnego Egiptu. Akcja książki toczy się w okresie Nowego Państwa. Horemheb, który objął tron, zaczyna interesować się tajemniczym zaginięciem księżniczki Anchesenamon. Podejrzewa, że poprzedniego króla, młodego Tutanchamona, zamordowano, a księżniczka może być w niebezpieczeństwie. Śledztwo zleca Shardanowi, żołnierzowi z trudną przeszłością.

Tyle streszczenia powieści, a teraz wróćmy do blurbów. Zgodnie z informacją umieszczoną na okładce, powieść miała być wielowarstwowa, pełna tajemnic, przygód, zdrad, sensacji. Na kartach powieści powinna toczyć się walka o prawdę i władzę, walka wypełniona emocjami oraz niebezpiecznymi decyzjami. Słowem: tajemnica, akcja, tajemnica. Mój odbiór tej książki to ziewanie, irytacja i wymęczanie jej drugiej połowy, kiedy zrozumiałam, że nic ekscytującego mnie już nie spotka. Nie jest to książka tragiczna, uwierzcie, czytałam powieści jeszcze bardziej pozbawione logiki, zupełnie wyzute z akcji. Z Tajemnicami królów mam ten problem, że udało mi się je przeczytać bez większej depresji. Nie odkładałam książki całkiem na bok, ale przymykałam strony, żeby przetrawić bardziej irytujący fragment. Pomysł na powieść niewątpliwie jest. Więc co jest nie tak?

Victoria Gische tworzy bogate opisy scenerii, z dbałością  konstruuje przestrzenie, budynki. Fakty historyczne, chociaż oczywiście musiały się w tego typu powieści pojawić, nie są rzeczą najistotniejszą. Stanowią interesujące tło, łagodnie wkomponowywane w akcję. Klimat Egiptu można rzeczywiście poczuć, tak samo jak usłyszeć gwar głosów na jednym z opisywanych przez autorkę targów. Przed lekturą powieści bałam się najbardziej tego, że w Starożytnym Egipcie będzie za dużo starożytności i za dużo Egiptu, że historia lub orientalizm przeważą nad fabułą i bohaterami. Tak się nie stało, co liczę na plus, ponieważ nigdy nie czułam się dobrze w historiach osadzonych w Starożytnym Egipcie. Problem powieści leży jednak w tym, że główny motor wydarzeń, czyli bohaterowie, nie mają w sobie nic, co byłoby reprezentatywne i intrygujące. Postaci dzielą się na miłe i chcące prawdy oraz złe, występne i pełne kłamstwa. Występny zawsze pozostanie występnym, a dobry - dobrym, niezależnie od jego życiowych doświadczeń oraz sytuacji, w jakiej się znajduje. Sposób prowadzenia narracji, dialogów czy przedstawiania myśli bohaterów nie pozwolił mi stworzyć sobie ich bardziej szczegółowych wizji. Dobrzy wygrywają i żyją długo, źli zostają ukarani i wszyscy wiedzą, jak brzydkie było ich zachowanie. I nie jest to spoiler, bo takie rozwiązanie przeczuwa się już po ćwierci lektury. Z takich postaci trudno utkać akcję. Bohaterowie gdzieś dążą, przemieszczają się, rozmawiają, ale mam wrażenie, że autorka chciała zbyt szybko zmieniać miejsca i klimat. Czasem miałam problem ze zrozumieniem, czy bohater już dojechał do celu swojej podróży czy zatrzymał się gdzieś po drodze. Nie było płynnych i logicznych przejść, ale fragmenty oderwane od siebie i zlepione w nie całkiem przyswajalny sposób. Jak na złość, kilkakrotnie odniosłam wrażenie, że najciekawsze momenty autorka pomija, przytaczając je jedynie w rozmowach między bohaterami, jakby miała problem z opisywaniem żywej akcji. Ujmuje to wiele powieści, która jest reklamowana jako pełna przygód. Opisy relacji wydają mi się mało logiczne, a wiele prawdziwie potężnych i istotnych postaci (władców) nie działała zgodnie z logiką, ale była motywowana mało uzasadnionymi wrażeniami i przeczuciami. Najmniej prawdopodobne i najbardziej naruszające mój zmysł poszukiwania związków przyczynowo-skutkowych były jednak przypadkowe spotkania Sherdana z dobrymi, miłymi ludźmi, którzy w pierwszym zdaniu proponowali mu pomoc, a w trzecim zapraszali tego obcego człowieka do swojego domu na kolację, nocleg i długie rozmowy z całą familią. Samo zawiązanie akcji - powód poszukiwania zaginionej księżniczki - też nie poruszył mnie tak, jak powinien. Czytelnik powinien chcieć rozwikłać tajemnicę na równi z bohaterami. Gdy jednak doszło do prawdziwych poszukiwań w powieści, księżniczka była mi zupełnie obojętna. Owszem, historia jej oraz jej młodego męża, który z dnia na dzień został władcą, była interesująca, może nawet raz poruszyła serce (jeden, jedyny raz), ale nie wykorzystana na tyle, na ile powinna. Miałam wrażenie, że jedynym powodem, dla którego Horemheb chce odnaleźć Anchesenamon jest jego widzimisię. Widział ją na oczy raz, kilka lat przed tym, jak sam został władcą. I teraz, choć ma swoją władzę dopiero przez chwilę i mnóstwo innych problemów, postanawia szukać zaginionej kobiety. Powód poszukiwań jest dla mnie pozbawiony logiki i zwyczajnie słaby. Nie mrozi krwi w żyłach. Nie zaciekawia. A niech księżniczka będzie sobie zaginiona - nawet przez moment nie interesował mnie jej los. Powieść nie dała mi powodu, by było inaczej.

Kiedy już przebrniemy przez temat małej logiki relacji między bohaterami - relacji płaskich, dziejących się, jak w bajce, z chwili na chwilę, mało umotywowanych, należy przejść do pomysłu na fabułę w ogóle. Moim zdaniem pomysł istnieje. Istnieje też konstrukcja i narracja. Nachalnie krótkie zdania w pewnym momencie utrudniały mi czytanie, jednak jestem w stanie uznać, że autorka ma taki styl. Sama piszę zdania długie i skomplikowane, wiec nie będę na to narzekać. Całokształt był jednak...niewystarczający. Za mało emocji, za mało tajemnicy, za mało napięcia. Scen trzymających czytelnika w niepewności prawie wcale. Sceny erotyczne - pozbawione dreszczyku. Jeśli miałabym jakoś tę powieść zaklasyfikować, musiałabym chyba wzruszyć ramionami i powiedzieć, że jest powieścią do cna zwyczajną, nasyconą przypadkami i patetycznymi słowami bohaterów, brzmiącymi trochę jak wypowiedzi postaci z oper mydlanych. Nie było krwi, nawet jeśli ta się lała. Nie było łez, nawet jeśli ktoś płakał. Przebrnęłam przez powieść jak przez umiarkowanie zajmujące wykopaliska, z których żadnego wielkiego odkrycia nie będzie.

Tajemnice królów nie doprowadzają czytelnika do łez niemocy i czytelniczej depresji, ale nie kończą się także kiwaniem z uznaniem głową i chęcią polecenia powieści kolejnej osobie. Przeczytałam, przebrnęłam, skończyłam. A teraz chętnie książkę sprzedam lub oddam do biblioteki, bo nie chcę na nią patrzeć.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI AKCJI POLACY NIE GĘSI I SWOICH AUTORÓW MAJĄ

6 komentarzy:

  1. Dziękuję za tę recenzję! Już okładka wydała mi się podejrzana :p Całe szczęście, że istnieje Internet, który pomaga przestrzec czytelników przed takimi pozycjami!
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka jeszcze ujdzie. Niestety zawartość już nie ;)

      Usuń
  2. Taka książka w połączeniu z irytacją i ziewanie, to coś, czego z pewnością nie mógłbym wytrzymać...

    OdpowiedzUsuń
  3. Polka to napisała? :o Ja nie zdawałam sobie sprawy, o szyt.

    Dziękuję Ci za tę recenzję, o, rany, jak ja Ci dziękuję, bo chciałam ją kupić, serio, miałam ją już na liście, bo wszędzie słyszałam głosy pochwalne, wszędzie, że to cudo i w ogóle "osom" książka! Całe szczęście, że się wstrzymałam... Uf, uratowałaś mnie od zdenerwowania i pieniędzy straconych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, jakoś do mnie w ogóle nie przemawia. I spotkałam się z wieloma podobnymi opiniami. Czegoś jej brakuje. Polotu, który powinna tego typu książka mieć.

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...