piątek, 28 sierpnia 2015

WYDARZENIA: Noc Książkoholików - edycja #1.5 (relacja godzina po godzinie)

Czy zdarza się Wam wziąć książkę do łóżka? Potarmosić ją po grzbiecie pod kołdrą? Poprzytulać się z nią przed snem? A może regularnie sypiacie z książkami, jedna za drugą, jedna za drugą? Przyznaję ze wstydem, że dawno już nie zdarzyło mi się zarwać dla książki nocy. Dziś to zmieniam!

Organizatorem wydarzenia Noc Książkoholików jest Książkowe "kocha, nie kocha". Zgodnie z założeniami Coroczna Noc Książkoholików będzie odbywać się regularnie w pierwszy tydzień lipca. Pierwsza edycja spotkała się jednak z tak dużym entuzjazmem, że postanowiono stworzyć wersję 1.5. Dziś w nocy od 20:00 do 6:00 wszyscy zainteresowani będą...czytać książki. Czy to nie genialne?

A teraz koniec wstępu. Czas na relację live, którą mam nadzieję prowadzić regularnie co mniej więcej godzinę aż do 6:00. Powodzenia dla tych, którzy też zarywają noc dla książek! 

19:10
Podstawowe przygotowania do Nocy Książkoholików uznaję za zakończone. Książka - jest. Ciastka - są. Woda - jest. Wygodne miejsce do czytania, dużo entuzjazmu i kawunia w żyłach też się znajdą. Niestety do 20:00 pracuję, dlatego po książkę sięgnę najprawdopodobniej dopiero o 21:00. Co nie zmienia faktu, że OJEJ OJEJ OJEJ, mam w sobie TYLE emocji! 


Dobre miejsce.

21:05
Praca skończona, szybki grill na zamknięcie sezonu zaliczony, więc teraz tylko czytać i czytać! Na dobry początek 450 stron Patrycji Gryciuk. Słyszałam o tej książce wiele dobrego, ale...zdarzyły się też opinie negatywne. Jestem bardzo ciekawa, co z tego wyniknie.


Dobry prowiant.

22:05
84 strony przeczytane w godzinę oznaczają powieść, którą czyta się lekko. I tak właśnie jest. Z uśmiechem na ustach i rosnącym zainteresowaniem czytam książkę o...pisaniu książek. Czy może być coś lepszego dla bibliofila chcącego uczcić swoją miłość do książek zarwaną nocką? Jestem ciekawa, w jaki sposób wątki zarysowane w książce zostaną rozwinięte. Nawet narracja streszczająca niejako losy głównej bohaterki nie zdołała mnie ani przerazić ani znudzić. Chcę czytać dalej!

23:00
Skończyłam pierwszą z trzech części powieści Gryciuk. Zakładka na 169 stronie czeka na kontynuację lektury. Jednocześnie robię zdjęcia co ciekawszych cytatów i zapisuję w telefonie szybkie notatki dotyczące budowy tekstu i konstrukcji fabuły. Mam wrażenie, że byłby z tego bardzo dobry kryminał, gdyby nie romans. A skoro już mamy romans - to jest to, cytując blurba, "kobiece oblicze polskiego kryminału", zupełnie jakby każda kobieta najbardziej na świecie pragnęła w kryminale długiego wątku damsko-męskiego. W tej chwili nie wiem więc, czy czytam kryminał z romansem czy romans z dużym wątkiem kryminalnym. Niemniej to, co czytam, bardzo mi się podoba.

A jednocześnie dwa słowa o samej Nocy Książkoholików - czuję, że napięcie i przymus obrania dobrego, mocnego tempa całkowicie ze mnie spłynęły. Czytam godzinkę, a później kilkanaście minut poświęcam na przejrzenie cudzych postów dotyczących wydarzenia oraz napisanie własnych słów. Na portalach społecznościowych mijają mi przed oczami bardzo różne tytuły powieści. Widać, że ilu czytelników, tyle preferencji. Genialna sprawa.

Bookselfie!

00:05
Weszłam w rytm. Weszłam w fantastyczny rytm czytania, także dzięki temu, że telefon ładuje mi się po drugiej stronie pokoju i nie przeszkadza w przewracaniu stron. Im dalej jestem (a jestem na stronie 256), tym naturalniej reaguję na tę powieść. Bryan Adams ponosi mnie tak mocno jak zagadka kryminalna. A fakt, że wszystko obraca się wokół pisania dodaje smaczku, ach, tego smaczku, którego tak bardzo potrzebowałam! Opisy zmagań autorów z własnym tekstem, fragmenty opowiadające o procesie pisania, redagowania i wydawania książki są naprawdę interesujące i bardzo współczesne. W końcu mamy XXI wiek i to reklama jest dźwignią handlu, a książki pomimo swoich wartości artystycznych zawsze będą produktem. Do tego budząca sympatię bohaterka (choć więcej mięty poczułam do starego pisarza), młody aktor, trupy w rzece i pozwalanie czytelnikowi na samodzielne myślenie. Godzinę temu zastanawiałam się, czy to romans, czy kryminał. Czy bardziej romans z kryminałem, czy może kryminał z romansem. I, wiecie, teraz jestem pewna, że to zupełnie nieistotne. Mam wrażenie, że ostateczna definicja zależy już od samego czytelnika. Autorka wrzuciła do powieści i jedno, i drugie. Miałam jakieś dziwaczne uczulenie na sformułowanie "literatura kobieca" i "kobiecy kryminał" też nie chciał do mnie przemówić. Ale przemówił, na dodatek bardzo dobrym głosem.

01:00
TO. JEST. TAKIE. SŁODKIE.
A jednocześnie, do cholery, kto jest mordercą?!

01:35
Cztery i pół godziny z niewielkimi przerwami na wirtualne życie. Tyle czasu potrzeba, by przeczytać powieść Patrycji Gryciuk. Po zamknięciu książki musiałam wywrócić oczyma, zaśmiać się i pokiwać z uznaniem głową. Przez ostatnie półtorej godziny towarzyszyło mi całkowite skupienie na powieści. Uwielbiam to uczucie. Nie wiem, czy też czasem czujecie się całkowicie pochłonięci przez opisywany świat. Czas nie ma znaczenia, a w skrajnych przypadkach nie zauważam nawet osób, które podchodzą do mnie i próbują wchodzić ze mną w interakcje. Tak było z tą książką. Chcę się nią chwalić, chcę mieć na niej podpis autorki, chcę, żeby była na mojej półce. I chcę przeczytać inne twory Patrycji Gryciuk. Pisanie recenzji muszę jednak zostawić na bardziej trzeźwą godzinę, bo wiele myśli powinnam w swojej głowie usystematyzować. Nie wiem, czym bardziej 450 stron mnie przy sobie przytrzymało - czy morderstwami, czy wątkiem związanym z pisarzami, czy może wtrącaniem w narrację kobiecego punktu widzenia, kobiecych emocji i przeżyć, które naprawdę świetnie rozumiałam. Czuć babską rękę, ale widać trupa. Dobre połączenie. Nie gawędziarskie, ale konkretne. Z małą wisienką na torcie.

Zbliża się druga w nocy, czas załamania. Oczy mi się kleją, łóżko wygląda jakoś tak wygodniej niż zawsze. Czas na dobre pół godziny przerwy, zresztą nie chcę brać do ręki innej książki tak szybko po skończeniu powieści Gryciuk. Dobre książki trzeba uszanować i przetrawić. Dlatego teraz kawa, prysznic, piżama, kolejne ciastko w kształcie krowy (okazało się, że nie licząc wyliczyłam ich porcje akurat do szóstej rano!). A w międzyczasie (ponoć międzyczas wcale nie istnieje, co jest dla mnie bzdurą) muszę rozważyć bardzo istotną kwestię: Potter, The Walking Dead czy może jednak coś delikatniejszego i nieznanego w pozytywnym klimacie?

Ach!
02:20
Decyzja podjęta. Chcę spędzić tę niezwykłą noc z Potterem. Nie jestem pewna, czy bardziej z Harrym czy z Rowling, aczkolwiek oboje są w moim łóżku mile widziani.
Tak, oto pora na dwuznaczne książkowe żarty. Yay!

03:10
Jestem już na wykończeniu. Cel minimum został osiągnięty wraz z godziną 2:00. Teraz byle do 4:00 i z czystym sumieniem będę mogła się położyć. Do 6:00 i oficjalnego zakończenia Nocy Książkoholików chyba nie dotrwam. Rozmazujące się przed oczami litery skutecznie utrudniają rozumienie tekstu.

W Czarze Ognia czas na Bal Bożonarodzeniowy. Nigdy nie potrafiłam stwierdzić, czy lubię ten tom przygód Pottera, czy nie. I nawet teraz, czytając go po raz setny, nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. Gdyby ktoś kazał mi uszeregować części od najbardziej do najmniej lubianej miałabym duży problem.
(...)Snape, rzecz jasna, prędzej by adoptował Harry'ego, niż pozwolił im bawić się na lekcji.
04:00
Ponad sto stron Pottera za mną. Więcej nie dam rady, choć żal odpadać dwie godziny przed oficjalnym końcem Nocy Książkoholików. Tych, którzy dotrwają do 6:00 podziwiam.

Jetem zmęczona jak... No dobra, nie wiem jak można być zmęczonym, więc powiedzmy, że jestem zmęczona jak bąk, bo bąki są duże, ociężałe i nic się im nie chce. Więc jestem zmęczona bardzo, w oczach mam z pół kilo piachu, a łóżko będzie pewnie przez to czuwanie tak wygodne, że nie będę mogła zasnąć. Ale akcja jest świetna, fantastyczna i całkiem szalona. Cytując mojego TŻ: "Suche, ale z drugiej strony fajne". Człowiek męczy się po to, żeby przeczytać książki. Phi, można przecież czytać książki w dzień, prawda? Można, pewnie, że można. Ale po co? Moją Noc Książkoholików uznaję za zakończoną. I już za nią tęsknię, i już chcę kolejną. Zarywanie nocek dla książek to mój ulubiony sport. A wiecie co jest najlepsze? Że takie bezwstydne święto czytania można sobie robić kiedy tylko się zechce!


Następny dzień
Obudziłam się kilka minut po 9:00, później przekimałam jeszcze małe pół godzinki. Wstałam z szerokim uśmiechem i od razu wzięłam się do roboty. 450 stron na biurku szczerzy się do mnie. Uwielbiam, uwielbiam! Teraz jestem już w pracy i śledzę wpisy innych książkomaniaków, zwłaszcza tych, którzy dotrwali do samego końca. Nie było łatwo, ale...warto! Czuję się świetnie! Chcę wiecej takich akcji, yeah!

16 komentarzy:

  1. Mi się nie udało wziąć udziału. Mama ma dzisiaj urodziny, było świętowanie, a po piwie już nie czyta mi się tak dobrze :) Ale powodzenia i czekam na pełną recenzję !
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekhm, ja w ramach ostatniego grilla w sezonie wakacyjnym wypiłam dwa drinki, ale - hoho! - czyta mi się bardzo dobrze. Może to przez kawę. Może przez ciastka. A może po prostu tydzień nastawiania się na tę jedną noc ma magiczne działanie.

      Usuń
  2. Ale fajna akcja... szkoda że wcześniej o niej nie wiedziałam! Ale właśnie moszczę się na łóżku lampka przysunięta jak najbliżej i też poświęcam się lekturze na ile mi oczy pozwolą :) powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę fajna akcja, ale nie dla mnie. Chyba nie wytrzymałabym tak długo, pewnie maksymalnie do 2-3. Wolę wstawać wcześnie i zaczynać dzień z książką :)
    Przygody mola książkowego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Każdy ma inny styl czytania i to jest fantastyczne. Tę noc potraktowałam trochę jak wyzwanie... i jestem z siebie dumna.

      Usuń
  4. Świetna akcja! Żałuję, że dopiero się o niej dowiedziałam :) Jak ja lubię zarywać noce dla książek. A tak na marginesie bardzo mi się podoba plakat/obraz z Gry o tron :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plakat, dzięki :D Ja kiedyś zarywałam wszystkie noce, a później...mi przeszło. Było mi szkoda, ale zawsze po prostu padałam na twarz. Ale ta noc chyba przypomniała mi stare, dobre czasy.

      Usuń
  5. Czytałam tylko od 22:40 do 1:30 w nocy. Nie mogę się ostatnio wczytać w książkę żadną i nawet najciekwasze mnie usypia. Bardzo ciekawa relacja :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Akcja była świetna. Dotrwałam do 6. Jestem duma. Zaczęłam czytanie odliczają i zakończyłam odliczając. Cieszę się że brałam udział w tej akcji.
    Pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudna relacja, dzięki za udział w akcji! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niesamowita wytrwałość, gratuluję. ;) Brałam udział, ale szybko odpadłam, bo byłam wykończona, dziś cały dzień nadrabiam. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej Kochana! Świetny wpis. Ja też dzisiaj zamieściłam na blogu swój, choć w innej, mniej ciekawej od Twojej formie. Czytałam "Szczęśliwy dom" Krysi Mirek, którą uwielbiam i lektura baaardzo mi się podobała. Już napisałam recenzję, ale muszę ją jeszcze przerzucić z kartek na klawiaturę. ;) Również skończyłam po 4:00. To była świetna noc i także pragnę więcej. Masz rację, że takie noce można sobie fundować częściej, natomiast, czy będzie równie cudnie, jak wówczas, gdy uczestniczą w nich dziesiątki (bądź też setki) innych zapalonych czytelników, z którymi jeszcze w międzyczasie można podyskutować? Ten klimat wspólnego czytania był niepowtarzalny. Ech... Było wspaniale! :)
    PS. Masz imponujące tempo czytania. :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...