piątek, 25 września 2015

Na trzeźwo o książkowym kacu: RUCH i SZCZĘŚCIE

W serii NA TRZEŹWO O KSIĄŻKOWYM KACU prezentuję książki, których próżno szukać na najbardziej popularnych księgarnianych regałach. Książki, które zapadły mi w pamięć.

___________________________________________________________________________________



BIEGUNI, Olga Tokarczuk

Nie przeczytać czegoś Tokarczuk to trochę kuleć w temacie polskiej literatury. Trochę nie wiedzieć, jakie książki są nagradzane, jaki sposób pisania doceniany. (W 2008 roku książkę Bieguni uhonorowano Nagrodą Literacką NIKE.) Oczywiście o gustach się nie dyskutuje. A jednak warto poznać coś samemu, by móc wystawić pełną opinię. Trudno w kilku prostych zdaniach streścić fabułę tej książki, ponieważ na powieść składa się wiele przeplatających się, pozornie niezwiązanych historii. Głównym spoiwem jest motyw podróży, silnie związany z tytułowymi biegunami, odłamem rosyjskich staroobrzędowców, którzy wierzą, że zło ma do człowieka trudniejszy dostęp wtedy, kiedy jest on w ruchu. I właśnie taka jest to opowieść, nieustannie zmieniająca się, krążąca od jednej historii do drugiej, od jednego bohatera w ramiona drugiego. Podróże, ucieczka przed złem, pragnienie nieśmiertelności. A wszystko opisane w sposób intrygujący, wciągający czytelnika w przedziwne koło rozważań, które obijają o siebie chaotycznie, ale z ukrytym celem. Podczas pierwszej lektury byłam tą powieścią prawie zahipnotyzowana i wiele razy cofałam się do poszczególnych fragmentów, by móc lepiej zrozumieć całość. Im więcej mam lat na karku, tym bardziej jestem pewna tego, że sens powieści będzie się zmieniał z każdym kolejnym odczytaniem. Mnóstwo odwołań, faktów, zaskoczeń. A w środku całego świata, całej przestrzeni i całego chaosu rozważań dotyczących natury nieśmiertelności, zła, dobra, przemiany - człowiek. Nie zawsze żywy.

I tu dodać muszę, że, ach, Tokarczuk jest jedyną autorką (zaraz po Rowling, która jest poza logicznymi skalami), którą naprawdę chciałabym spotkać. Chciałabym poprosić o autograf na moim egzemplarzu Biegunów i powiedzieć jej, że jej literatura robi mi dobrze, robi mi mindfucka, robi mi też źle i robi mi sieczkę. Że muszę jej książki macać, obracać, przewracać, muszę cofać się do wcześniej przeczytanych fragmentów, a czasem zaczynać kilka razy powieść od nowa. I że to jest dobre. 

Ten wieczór jest krańcem świata, wymacałam go przez przypadek w czasie zabawy, niechcący. Odkryłam, ponieważ zostawili mnie na chwilę samą, nie ustrzegli. Jest jasne, że oto znalazłam się w pułapce, zamknięta. Mam kilka lat, siedzę na parapecie, patrzę na ostygłe podwórze. Zgaszono już światła w szkolnej kuchni, wszyscy odeszli. Betonowe płyty podwórka nasiąknęły mrokiem i zniknęły. Pozamykane drzwi, opuszczone klapy, zasunięte rolety. Chciałabym wyjść, ale nie ma dokąd. Tylko moja obecność nabiera wyraźnych konturów, które drżą, falują, i to boli. W jednej chwili odkrywam prawdę: nic się już nie da zrobić - jestem.





POLLYANNA, Eleanor H. Porter

Nie wiem czy każda kobieta przeżywała w swoim życiu taki okres, ale ja - owszem. Był to czas na wskroś dziewczęcy, kiedy Ania z Zielonego Wzgórza wydawała się być bohaterką bardzo bliską, a powieści obyczajowe na moment oderwały myśli od fantastyki i przygody. Zresztą dziewczyńskie postaci także przygody miewają! Nigdy nie czytałam innego utworu Eleanor H. Porter, ale ta książka utkwiła w mojej pamięci na tyle mocno, że nie mogę pominąć jej bez słowa. Pollyanna opowiada o jedenastoletniej dziewczynce, która po śmierci ojca zostaje odesłana do surowej ciotki, która w nikim nie budzi sympatii. Ciotka uznaje, że jej obowiązkiem jest wychowanie siostrzenicy, nie jest jednak skora do objawiania cieplejszych uczuć. Chce Pollyannę nauczyć porządku, słuchania nakazów oraz wypełniania swoich obowiązków - najlepiej bez słowa sprzeciwu i zbędnych komentarzy. Pollyanna jest jednak dziewczynką, której nie da się ująć w ramy. Patrzy na świat optymistycznie, nie tylko dostrzegając w każdej sytuacji lepszą stronę, ale też przekazując swoje nastawienie innym. Bez trudu nawiązuje przyjaźnie, będąc wrażliwą na ludzkie cierpienie i potrzeby. Nawet ponura, samotna ciotka musi w końcu dostrzec, że w jej siostrzenicy drzemie niezwykła siła - nadzieja. Nie jest to książeczka długa, a jednak wyryła w mojej pamięci na tyle mocny ślad, że nadal słysząc ten tytuł jestem w stanie dokładnie opowiedzieć fabułę i przypomnieć sobie ulubione fragmenty. Nie wiem, czy czytałam ją więcej niż raz, bez problemu umiem jednak określić wszystkie uczucia związane z tą lekturą. Byłam nią oczarowana, nawet bardziej niż historią Ani z Zielonego Wzgórza, choć przeczytałam wszystkie książki o Ani, a tylko jedną o Pollyannie. Mogę ją śmiało polecić wszystkim młodym czytelnikom, ale wydaje mi się, ze starsi fani powieści obyczajowych także docenią jej piękno i lekkość.

- Ty to się chyba cieszysz ze wszystkiego - odrzekła Nancy zdławionym głosem, bo przypomniała sobie, jak Pollyanna dzielnie próbowała polubić niemiły pokój na poddaszu.
Pollyanna roześmiała się cicho.
- Wiesz, to jest taka gra.
- G r a ?
- Tak, gra w to, żeby się po prostu cieszyć.

___________________________________________________________________________________

Czytaliście którąś z tych książek? A może sami możecie polecić mi jakąś pozycję, która Wami poruszyła? Piszcie koniecznie!

8 komentarzy:

  1. Polyannę czytałam jako podlotek i zapadła mi w pamięć bardziej niż Ania z Zielonego Wzgórza. Wrócę do niej pewnie niedługo pod pretekstem przeczytania jej swojej córce.
    Tokarczuk mam w planach.Ostatnio zdałam sobie sprawę, że jestem całkiem na bakier jeśli chodzi o książki nominowane i nagradzane nagrodą NIKE. Już zaczęłam nadrabiać. Zaczęłam od Sońki Karpowicza (nominowanej do tegorocznej NIKE) i oczy mam wielkie jak spodki z zachwytu nad lekturą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba do Pollyanny wrócę bez pretekstu ;) A z nominowanych polecam "Księgi Jakubowe" i "Matkę Makrynę".

      Usuń
  2. Tokarczuk zdecydowanie na tak!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam żadnej z tych książek, ale o prozie Tokarczuk wiele dobrego słyszałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę kiedyś przeczytać coś od Tokarczuk :)
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Już od dawna przymierzam się do tego, by przeczytać coś jeszcze Tokarczuk. Miałam jedynie styczność z ,,Prawiekiem" i podobała mi się... dzięki za zwrócenie uwag na ten tytuł.
    Co do drugiej książki - przyznam się, że pierwsze słysze i być może kiedyś przeczytam swojemu dziecku :) ale mi fascynacja Anią Shirley nie przeszła do dzisiaj chociaż mam 25 lat ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Polluanna:) Oczywiście, że czytałam, podobnie jak "Emilkę" i "Anię z Zilonego Wzgórza". Mam bardzo miłe wspomnienia z nimi związane, aż się łezka w oku kręci:)

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie również Tokarczuk widnieje jako "autorka, którą muszę poznać lepiej". Moja przygoda zaczęła się w sumie na krótkich opowiadaniach, a potem nawinęła się "Prowadź swój pług...", która to książka hm... tkwi w umyśle, ale nie wiem czy to dobrze ;) thriller w wersji eko chyba nie do końca mnie przekonał. Za to sporo dobrego słyszałam o "Księgach Jakubowych", może kiedyś znajdę czas (sic!) na to, by to przeczytać. Wstyd trochę, ale Tokarczuk, jej "Bieguni", "E.E", "Prawiek..." czy "Dom dzienny, dom nocny" wciąż przede mną (płacz polonisty).

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...