wtorek, 22 września 2015

WAKACJE, Stanley Middleton (PRZEDPREMIEROWO)






Tytuł: Wakacje (ang. Holiday)
Autor: Stanley Middleton
Data I wyd.: 1974 (PL: 28 września 2015)
Wydawnictwo: Wiatr od Morza
Ilość stron: 288

Dwa słowa: studium zależności







Nagroda Bookera to najważniejsze wyróżnienie literackie w Wielkiej Brytanii. Od 1969 przyznaje się ją za najlepszą powieść anglojęzyczną danego roku. W 1974 roku nagrodę tę dostał Stanley Middleton za swoją książkę Holiday. Dlaczego dopiero teraz otrzymujemy jej polskie tłumaczenie? Po lekturze powieści nie mogę tego niedopatrzenia zrozumieć.

Edwin Fisher, główny bohater, przebywa na samotnym urlopie w nadmorskim miasteczku, które odwiedzał w młodości z własnymi rodzicami. Po latach wrócił tu po rozstaniu z żoną, szukając spokoju i równowagi, a także próbując uporządkować wszystkie fakty. Obserwuje innych wypoczywających, nawiązuje ulotne znajomości, pogrąża się we wspomnieniach dotyczących dzieciństwa oraz małżeństwa. Niespodziewanie okazuje się, że w tym samym miasteczku odpoczywają rodzice Meg. Przypadkowe spotkanie z teściem przybliża wizję ponownej rozmowy z żoną.

Narracja powieści jest leniwa, niespieszna, ale niezwykle precyzyjna. Pomimo wakacyjnej ospałości i braku burzliwych zwrotów akcji (a może nawet jakichkolwiek zwrotów akcji, jeśli nie liczyć spotkania Edwina z teściem), fabuła budzi emocje. Obserwujemy głównego bohatera w czasie urlopu, kiedy sunie uliczkami dobrze znanego sobie miasteczka, kontempluje mijane widoki, komentuje spotkania z ludźmi. Jego wakacyjne życie to bezustanna rozmowa, zaczepianie nieznajomych, zawieranie ulotnych więzi mających na celu - no właśnie, co? Jednocześnie powieść zbudowana jest na retrospekcjach, dzięki którym czytelnik nie tylko buduje obraz relacji Edwina z ojcem, nie tylko zaczyna rozumieć wybór miejsca ucieczki, ale też dostaje urywki składające się na przedstawienie Meg oraz małżeństwa z nią. I wszystko rozgrywa się powoli, w takt obranego na początku, regularnego rytmu. Narrator nie udziela jasnych odpowiedzi, nie ocenia. Przedstawia wyimek z życia Edwina, daje zbliżenia na jego uczucia i emocje, wchodzi do jego głowy, by pokazać czytelnikowi jego myśli, stosunek do obserwowanych ludzi, do przeszłości. Czytelnik bierze tyle, ile dostaje, a resztę dopowiada sobie sam, klucząc między zdaniami, wyciągając szyję w poszukiwaniu kolejnych faktów. Rację ma fragment blurba, który cytuje komentarz "Sunday Times" - Middleton przypomina, jak kiedyś budowano powieści, jak bawiono się słowem, jak z pozornie nieistotnych elementów codzienności tworzono skomplikowany, wrażliwy na szczegóły portret człowieka i relacji międzyludzkich. Wrócić do takiej narracji, odnaleźć ją w gąszczu powieści dążących do napięcia, mocnej akcji, zatrzymania czytelnika za wszelką cenę - o, to bardzo cenne doświadczenie.

Pisząc tę recenzję trzymam książkę blisko siebie. W przerwach między stawianiem kolejnych znaków kartkuję ją, zastanawiając się, co dopowiedzieć do sporządzanych na skrawkach papieru notatek. O czym jest ta powieść? Niewątpliwie o ludziach, nie tylko tych przebywających w związkach małżeńskich. Niewinny tytuł sugeruje odpoczynek, czas na zebranie sił i leniwe snucie się w poszukiwaniu wytchnienia. Wakacje Middletona mają klimat klaustrofobiczny, zamknięty. Tydzień wyrwanych z kalendarza wakacji, jedno miasteczko, wybrana z nieograniczonej liczby możliwości, wąska grupka osób, które nieustannie się spotykają, potykają o siebie, oddalają i wracają. Stanley Middleton pisze o ludziach w sposób, jak sądzę, pozbawiony złudzeń. Wysuwa na pierwszy plan ich komplikacje, problemy, niuanse naruszające ich pozornie grzeczny i zgodny z konwenansami wygląd. Weźmy chociażby Edwina, głównego bohatera. Mając trzydzieści dwa lata nie jest już młody, nie jest jednak stary. Rozstanie z żoną stawia go w pozycji człowieka poza ścisłym związkiem, ale nadal w nim przebywającego. Nie jest szczęśliwy, ale nie jest też nieszczęśliwy. Jest dorosłym, niezależnym, inteligentnym mężczyzną z odpowiednią karierą, ale relacje z teściem, pojawiającym się we wspomnieniach ojcem czy samą Meg sprawiają, że czytelnik w końcu dostrzega, w jak wielu zależnościach w gruncie rzeczy Edwin się znajduje. Jest na wakacjach, nie jest więc stąd. Ponieważ jednak w dzieciństwie spędzał w tym miejscu dużo czasu, nie jest też całkiem obcy.

Zakończenie powieści jest w pewnym sensie przewidywalne - to znaczy, było przewidywalne dla mnie. W żadnym wypadku nie było satysfakcjonujące, nie dało mi ulgi. Nie jest to jednak ocena negatywna, wręcz przeciwnie. Stanley Middleton zmusił mnie do wysiłku intelektualnego, swoim precyzyjnym, dbającym o szczegóły, a jednocześnie monotonnym stylem doprowadził do tego punktu, kiedy czułam fizyczny wstręt do części bohaterów, chciałam nimi wstrząsnąć, szarpnąć za szmaty, obudzić. Chciałam złożyć tę opowieść w całość, przesiać informacje uzyskane od Edwina, dotrzeć do jakiejś prawdy niezależnej i obiektywnej. To studium o człowieku, o Edwinie, którego psychoanalizę czytelnik musi sobie sam sporządzić. To studium o małżeństwie, a może nawet o małżeństwach w liczbie mnogiej. Ale dla mnie to przede wszystkim studium o różnego rodzaju zależnościach i uzależnieniach, o klaustrofobii życia. Stanley Middleton na niespełna trzystu stronach oduczał mnie szybkiego podejmowania decyzji dotyczących bohaterów czy akcji. Wakacje to książka, którą się przetrawia. Nie połyka, nie pochłania, ale przetrawia. I choć jest smakowita, wnioski mogą odbić się czkawką. Polecam! Polecam tym, którzy szukają literatury angażującej.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU WIATR OD MORZA
Więcej o książce na stronie wiatrodmorza.com

11 komentarzy:

  1. Książki wymagające od czytelnika wysiłku - lubię ;)
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Na razie raczej nie mam ochoty na książki, które zmuszają do dużego wysiłku intelektualnego, bo same obowiązki szkolne już tego wymagają :D
    Aleja Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo sobie cenię taką narrację - niespieszną, ale precyzyjną, dokładnie wiem, co masz na myśli! No i to, że to lektura niełatwa, nie przynosząca ulgi, w pewnym sensie męcząca - a raczej dręcząca - coś w sam raz dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że zakończenie przewidywalne, nie mniej jednak bardzo tej książki jestem ciekawa, chętnie ją przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  5. czy zakończenie jest smutne?przygnębiające?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie przygnębiło, choć pozornie bohaterowie są z niego zadowoleni. Poczułam się tak, jakby zdecydowali się na TO tylko dla własnej wygody, dla świętego spokoju.

      Usuń
  6. Kurcze to coś zupełnie innego od tego, czym charakteryzuje się współczesne pisarstwo

    OdpowiedzUsuń
  7. W sumie można powiedzieć o tej książce, że nie miała rozwiązania czyli właściwie nie było zakończenia. Ale dla mnie chyba trochę o to chodziło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja często się cieszę z takich zakończeń książki. Kiedy nie wiadomo, co dalej. Ale tutaj mnie to męczy. W ten dobry, angażujący sposób. Ale męczy. ;)

      Usuń
  8. Z chęcią sięgnę po tę pozycje :) Lubię śledzić takie problemy życiowe bohaterów :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Podoba mi się ten Twój wniosek o jakiejś dwoistości bohatera, że on jest z jednej strony taki, a z drugiej inny. Sama akurat na to nie zwróciłam uwagi.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...