środa, 14 października 2015

CHCĘ WSZYSTKO, Charlotte Brontë i Dorota Combrzyńska-Nogala






Tytuł: Chcę wszystko
Autor: Charlotte Brontë, Dorota Combrzyńska-Nogala
Data tego wyd.: 23 września 2015
Wydawnictwo: MG
Ilość stron: 320

Dwa słowa: porywająca kontynuacja







Bardzo lubię wiktoriański klimat - czy to w powieściach, czy w filmach i serialach. Nie da się ukryć, że w zderzeniu sztywnych konwenansów i nieuniknionych a szybkich przemian społeczno-ekonomicznych tkwi ogromny potencjał, którego żal byłoby nie wykorzystać. Stąd w ogóle nie dziwi mnie ta propozycja książkowa.

Powieść Chcę wszystko składa się z niedokończonej powieści Charlotte Brontë oraz współczesnej próby dopisania kontynuacji losów bohaterów nakreślonych w oryginalnym tekście. Brontë rozpoczęła opowieść o panu Aleksandrze Ashworth, pewnym siebie, energicznym mężczyźnie. Ashworth jest dżentelmenem butnym, charakternym, ekscentrycznym, znanym z tego, że umie równie szybko stracić, jak i odzyskać fortunę. Śmierć ojca i ślub z Mary Wharton sprawiają, że Ashworth postanawia osiąść w jednym miejscu. Żona szybko rodzi mu dwóch synów, zostają oni jednak odesłani z domu, a ojciec nigdy się nimi interesuje. Całą swoją uwagę poświęca najmłodszemu dziecku, córce. Po śmierci pani Ashworth, Aleksander oddaje dzieci pod opiekę starzejącej się matce, a sam przepada. Jego synowie nie kończą szkoły i u progu dorosłości muszą radzić sobie sami, tymczasem córka, młoda Mary Ashworth, pozostaje na pensji aż do czasu, kiedy ojciec wzywa ją do siebie. W tym momencie władzę nad fabułą przejmuje Dorota Combrzyńska-Nogala. Opowiada historię o Mary Ashowrth, jej znajomej półpensjonariuszce Ellen Hall oraz Marian, pannie z dobrego domu, którą wychowywała apodyktyczna ciotka. Losy trzech dziewcząt splatają się w zaskakujący sposób.

Historia już od początku opowiada o - często toksycznych - więziach z własną rodziną, o przyjaźni, miłości, poszukiwaniu swojego miejsca oraz dorastaniu do szczęścia i niezależności. Oryginalne fragmenty Charlotte Brontë wprowadziły mnie w wyczekujący nastrój. Narracja jest intrygująca, ale niespieszna:
Długie nieużywanie pióra, którym się niegdyś często posługiwałam, sprawia, że czuję, jakby moja dłoń utraciła coś ze swej biegłości. Nie umiem również myśleć z tą regularnością, która w dawnych czasach wydawała mi się zwyczajna. Mogłabym się również poskarżyć na osłabioną wyobraźnię, bo nie umiem teraz, tak jak dawniej, przywołać na życzenie żywego obrazu wszystkiego, co chcę zobaczyć. Pragnienie odzyskania tych zdolności, które wydają się niemal utracone, skłania mnie do podjęcia ponownie trudu kompozycji.
Jest również pewna historia, której szczegóły często słyszałam od różnych osób i którą pragnę streścić w coś podobnego w formie do opowiadania, tak żeby nazwiska i zdarzenia w niej wyszczególnione nie wymknęły się z mojej pamięci. (...)
To jednak zaledwie początek historii, której główną część stworzyła Dorota Combrzyńska-Nogala. Brontë zarysowała historię pana Ashworth oraz otworzyła kilka wątków, m.in. ten związany z synami Aleksandra. (A jest to wątek niezwykle istotny - bracia doprowadzali mnie w powieści do szału!) Jednak to nie mężczyźni są najważniejsi w powieści Chcę wszystko. Współczesna autorka stworzyła historię bardziej ekspresyjną od tego, co proponował oryginalny tekst. Pierwszoosobowa narracja wprowadzająca w opowieść zostaje porzucona na rzecz narratora wszechwiedzącego, przechodzącego od jednego bohatera do drugiego. Niezwykle trudno mi się o tym pisze, bo nie wiem dokładnie w jaki sposób podejść do tej fuzji. Brontë wnosi pomysł, klimat, zarysowuje legendę pana Ashworth. Jej styl jest charakterystyczny, wyszukany: i w warstwie słownictwa, i budowy zdań, i opowiadania historii. Później jednak stery przejmuje Combrzyńska-Nogala i widać tę różnicę. Przez pierwsze kilkanaście stron jej tekstu nie mogłam się przyzwyczaić do przejścia. Narracja widocznie się zmienia. Im dalej, tym częściej odszukiwałam słownictwo, opisy lub zdarzenia, które nie odpowiadają w pełni opisywanym czasom. Trochę za dużo tu otwartości, śmiałości, a za mało zasad i reguł charakteryzujących ludzi bogatych i światłych w tamtej epoce. Niemniej w pewnym momencie bariera w końcu zniknęła, a powieść pochłonęła mnie bez reszty. Musiałam dokończyć ją tego samego dnia, w którym ją zaczęłam. Nie było innego wyjścia. Combrzyńska-Nogala zbudowała świetne, wielowymiarowe postaci, które nie nudzą, ale nie są też tworami, które muszą budzić sympatię odbiorców. Mamy ciekawe, zmieniające się, dojrzewające postaci damskie oraz bohaterów męskich - zarówno dobrych jak i złych. I, co mnie cieszy, są oni tylko dodatkiem w tej historii - istotnym, ale jednak tylko dodatkiem napędzającym fabułę i zmuszającym damskie bohaterki do działania, myślenia i wychodzenia poza ramy tradycji czy schematów. To kobiety, kobiece prawa, kobiecość są najważniejszym tematem tej powieści. Powiedziałabym, że jej akcję charakteryzuje dużo przypadków, choćby motyw medalionów lub londyńskie spotkania, jednak ostatecznie nie są to rzeczy, które męczą. Wręcz przeciwnie, okazuje się, że przypadek może stworzyć coś ciekawego, choć niekoniecznie prostego i zakończonego happy endem. Są dramaty, są momenty silnie obyczajowe, nie brakuje jednak także chwil zapierających dech w piersiach, kiedy musiałam kłaść rękę na tekście, by opanować mimowolne zerkanie poniżej, by dowiedzieć się, co się stanie. Zamknięcie powieści mnie usatysfakcjonowało, choć nie będę ukrywać, że dużej części właśnie takich, a nie innych wypadków się spodziewałam. Było to wszystko jednak ubrane w zgrabne słowa, a nawet jeśli czasem traciłam ze wzroku epokę, momenty zawahania szybko mijały.

Cieszę się, że miałam okazję przeczytać tę książkę. Raz, że niezwykle ciekawią mnie i bawią wariacje na temat klasyki. Dwa, że Chcę wszystko to wiktoriańska powieść obyczajowa w kobiecym, ale jednocześnie awanturniczym stylu. Nie nudziłam się, nie miałam czasu na łapanie oddechu i odkładanie książki na bok. Bardzo chciałam wiedzieć, czy moje podejrzenia się sprawdzą - i nawet jeśli się sprawdzały, wcale mnie to nie zniechęcało, wręcz przeciwnie. Dlatego wydaje mi się, że warto zajrzeć do tej powieści, choć wydaje mi się, że nie każdemu przypadnie ona do gustu. Bo nie dość, że trzeba lubić tę epokę oraz styl pisania Brontë, to jeszcze trzeba zgodzić się na to, że współcześni pisarze mają prawo do tworzenia własnych opowieści na podstawie dawnych historii. 


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU MG
Więcej o książce na stronie wydawnictwomg.pl

4 komentarze:

  1. Mam tę książkę w planach. Widzę, że zbiera dobre recenzje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm, a ja spotkałam się z opinią rozczarowanej czytelniczki (miłośniczki epoki wiktoriańskiej i prozy Charlotte Bronte), którą nie przekonał widocznie odmienny styl, pośpiech zauważalny w narracji, no i ta śmiałość, o której i Ty wspominasz. Ale widac wszystko zależy od podejścia i nastawienia :) Ja raczej nie przepadam za takimi wariacjami i kończeniem książek przez innych pisarzy, jednak intrygujące są tak skrajne opinie na temat tej konkretnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - wszystko zależy od tego, czy lubimy wariacje na temat klasyki i kończenie powieści przez innych pisarzy. Mnie to ciekawi i nie mam nic przeciwko. Ale jeśli ktoś jest rzeczywiście miłośnikiem danego stylu czy epoki, może się zawieść. Dlatego najlepiej samemu przeczytać. :)

      Usuń
  3. Na razie nie mam tej książki w planach, ale może kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...