czwartek, 29 października 2015

KRÓL WRON, Szymon Krug







Tytuł: Król Wron
Autor: Szymon Krug
Data wyd.: 2015
Wydawnictwo: Fundacja MadMoth Publishing
Ilość stron: 378

Dwa słowa: przyjemność pogranicza






Założę się, że nie znacie MadMoth Publishing. Ja nie znałam i miałam do tego pełne prawo - jest to twór całkowicie nowy, powstały dzięki akcji crowfundingowej. Ekipę fundacji tworzy zaledwie parę osób, a Król Wron to ich pierwsze dziecko, wpisujące się w założenia wydawnicze MadMoth - książka lokalnego, podlaskiego autora, balansująca na granicy fantasy, horroru, dziwów, baśniowości. Moim zdaniem - propozycja całkiem udana.

Główny bohater powieści, Adam, jest bardzo zwyczajnym, nijakim trzydziestolatkiem. Stroni od ludzi, zajmuje się własnym wydawnictwem, mieszka na odludziu, kilka kilometrów za miastem. Pewnej nocy Adam wybiera złą drogę - dosłownie - i wpada wprost na Króla Wron. I nie będzie to miłe spotkanie. Pozbawiony w krwawym akcie duszy, Adam traci twardy grunt i pewność tego, co rzeczywiste, a co nie. Wokół niego zaczyna dochodzić do niepokojących zdarzeń. W końcu Adam udaje się do szpitala psychiatrycznego. Problem w tym, że nic już nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Szpital to dopiero początek grozy i niesamowitości.
Noc nie jest tak grzeczna jak dzień, czasem zjawia się, gdy jeszcze nie jesteśmy na nią w pełni gotowi. Ta należała właśnie do takich, zapadała za szybko i nie miała ochoty po prostu się przyglądać.
Tej nocy rzeczy zaczęły mówić do Adama. Każda chciała, by obdarzył ją spojrzeniem. Każda chciała się przedstawić. Najpierw po cichu, żeby go nie wybudzić; szemrały w mroku spragnione i ciekawe. Potem odrobinę głośniej, w końcu zaczęły drzeć się ze swoich miejsc, topiąc go we wrzasku.
Raczej z niewielkim entuzjazmem patrzę na książki autorów, które igrają z fantastyką, baśniowością, poetyką snu. Mam w sobie duży bagaż niepewności i wahania, który powstrzymuje przed sięganiem po tego typu książki. Jeśli fantastyka - to tylko mocna, ostra, konkretna. Nie żałuję jednak lektury Króla Wron, wręcz przeciwnie. "Pogranicze", słowo użyte w blurbie, idealnie opisuje to, co dzieje się w środku lektury. Początkowe urban fantasy zaczyna drżeć i przekształcać się niespodziewanie w coś innego, bardziej baśniowego, choć jeśli jest to jakaś baśń, to bardzo mroczna i niebezpieczna. Często w Królu Wron dochodzi do przejść - czy to z miejsca na miejsce, czy przeskoków w czasie, czy do przekształcania się jednego (jednej rzeczy, istoty, zjawiska) w drugie. Autor jednak nad nimi panuje, co przyznaję z ulgą i satysfakcją. Stworzony chaos jest przez autora okiełznany. Nawet jeśli bardzo dziki i krwawy, to czuć, że autor ma świadomość tego, co robi. I tego, co zrobi fragment dalej, nawet jeśli czytelnik niczego się nie spodziewa. Bardzo dobrze czytało mi się tę historię, głównie dzięki temu, że poetyka baśniowa została zmiksowana z urban fantasy - i niczego nie było za dużo ani za mało. Bohaterowie usatysfakcjonowali mnie, choć nie każdy z nich jest zarysowany ostro i oczywiście. Nie o oczywistości zresztą chodzi, ale o tłukące się w tyle głowy poczucie niepokoju. Nie strachu, ale niepokoju właśnie. Nieostrość lepiej od krwawych obrzędów mogła zadziałać na korzyść tego uczucia.
Dziecko, jak się ma tyle lat co ja, to już się nic nie wie, a nawet jak się coś wiedziało, to i tak się już tego nie pamięta. Świat jest taki jakim go widzisz, a że ja widzę go coraz mniej, to i on przestaje mnie zauważać.
Pogmerała widelcem w cieście, rozdziobując je na okruchy.
- Jeżeli coś widzisz, to "to" zaczyna spoglądać na ciebie - dodała, nie podnosząc wzroku znad talerza.
Szymon Krug potrafi pociągnąć narrację, nawet jeśli akcja zawiera wiele dziwów. Rzeczy niedopowiedziane realizuje w dobry sposób, który nie męczy czytelnika. Ma plan na to, co chce przekazać, śmiało i bez wahania budzi do życia bohaterów, miejsca. Zbudował własną, wewnętrzną logikę świata przedstawionego, która naprawdę mnie wciągnęła. Byłam mocno zainteresowana losami Adama i czerpałam dużo przyjemności z lektury tej książki. Chociaż autor czerpie z mocno osadzonych motywów i tropów (kruki, przechodzenie między poszczególnymi stopniami rzeczywistości itd.), akcja obfituje w nieprzewidywalne rozwiązania. Im dalej, tym więcej dzikości, tym częściej oba światy - ten związany z urban fantasy i ten, który określić można jako baśniowy, przenikają się, nachodzą na siebie. Cały czas coś się dzieje, cały czas bohaterowie do czegoś dążą, jednak nastrój i napięcie zmienia się w zależności od tego, w którym punkcie świata przedstawionego jesteśmy. Niestety jest jeden element, który pozostawia wiele do życzenia. Element, którego niedokładność dostrzegałam w miarę czytania coraz częściej. Korekta. O ile większych błędów ortograficznych się nie doszukałam, a na sporadycznie występujące w tekście powtórzenia można przymknąć oko, interpunkcja nie jest idealna. Delikatnie mówiąc:
Adam wyciągnął paralizator, przełożył go z ręki do ręki i nacisnął spust. Między diodami trzasnęła niebieska iskra. Podniósł brwi w wyrazie uznania.
- Babcia, ma ze strzałkami - powiedział Eliasz.
- Poważnie?
Gdyby nie to, mój odbiór lektury byłby o wiele lepszy. Tymczasem kilkakrotnie zatrzymałam się w trakcie czytania, żeby przeanalizować przecinki i zastanowić się nad tym, czy źle jest ze mną, czy może jednak z książką. Mimo tego po książkę sięgnąć warto. I wydaje mi się, że warto poczekać na inne projekty MadMoth Publishing. Mam nadzieję, że takowe będą.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI FUNDACJI MADMOTH PUBLISHING
Więcej o książce na stronie madmothpublishing.com

5 komentarzy:

  1. Też mnie irytowały te przecinki, potem trzeba czytać trzy razy, żeby zrozumieć o co chodzi w zdaniu... Chyba polonistki tak już mają ;) Dodatkowo, czasem leżała składnia i zdania były dość koślawe. No ale historia jako taka się broni :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już recenzja Karoliny przekonała mnie do lektury, teraz Ty dokładasz swoją cegiełkę - to dokładnie moje klimaty, moja stylistyka i tematyka, mam nadzieję, że kiedy dorwę książkę, będę równie jak Wy usatysfakcjonowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo naprawdę warto zajrzeć do tej książki, dla klimatu właśnie.

      Usuń
  3. Potwierdzam, książka może pod względem korekty kuleje, ale historia się broni. Jest klimat, świetne postacie i niesamowity pomysł. :) Czekam na drugi tom i inne tytuły od MadMothów. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Korekta to dla mnie najważniejszy element książki - jej brak przynosi wstyd nie tylko zespołowi korektorskiemu, ale i autorowi. Niestety. Poza tym nie przemawia do mnie fakt, że to fantastyka, chociaż w przyszłości mógłbym się skusić o przeczytanie tej powieści :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...