poniedziałek, 12 października 2015

LILKA. MARIA PAWLIKOWSKA-JASNORZEWSKA WE WSPOMNIENIACH I LISTACH, Mariola Pryzwan






Tytuł: Lilka. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska we wspomnieniach i listach
Autor: Mariola Pryzwan
Data tego wyd.: 23 września 2015
Wydawnictwo: MG
Ilość stron: 256

Dwa słowa: inspirująca podróż






Nigdy nie czułam potrzeby czytania biografii sławnych postaci. Nigdy też nie ciągnęło mnie do wspomnień czy listów. Ograniczam się do krótkich notatek o życiu i dokonaniach, po szersze fragmenty dotyczące osoby samej w sobie sięgając raczej sporadycznie. Nie wiem więc, co sprawiło, że zainteresowała mnie ta pozycja książkowa. Wiem za to, że przeczytałam ją z ciekawością i uwagą.

Maria Pryzwan, polonistyka i bibliotekarka, zebrała w jednym tomie wspomnienia i listy związane z postacią Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, polskiej poetki i dramatopisarki dwudziestolecia międzywojennego. Fragmenty korespondencji, komentarze i wywiady tworzą przekrój przez życie prywatne oraz twórcze pisarki. Wydana w twardej oprawie książka zbudowana jest z różnej długości rozdziałów - każdy z nich jest osobnym źródłem wiedzy na temat Lilki. Maria Pryzwan zebrała głosy rodziny, przyjaciół oraz znajomych Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, wtrąciła też ustępy z wywiadów z pisarką. Całość uzupełniają ilustracje - zdjęcia poetki, fotografie rękopisów i oryginalnych wspomnień oraz listów, akwarele i szkice autorstwa Lilki. Pozycję zamyka szczegółowy wypis źródeł wraz z datami korespondencji, indeks osób, spis ilustracji oraz kalendarium życia i twórczości poetki.

Zaczęłam przeglądać tę książkę w pociągu, choć tłum osób nie sprzyja podniosłej koncentracji. Podróż minęła mi niezwykle szybko, ponieważ okazało się, że lektura Lilki jest czymś zgoła odmiennym od wertowania grubych, najeżonych datami tomiszczy biografii sławnych osób. Nie jest to nawet szczegółowy wypis wspomnień czy listów, przez które brnie się z uwagą śledząc miejsce i czas powstania. Nie. Dat i miejsc nie ma w tekście głównym, choć bez trudu każdy z fragmentów można odszukać w indeksie źródeł. Moje skrzywione filologicznie oko wyłapało ten zabieg od razu, a czytelniczy leniuch przyjął go z satysfakcją. Nic nie rozpraszało mojej uwagi, nie czułam się poganiana i strofowana. Układ Lilki jest prosty. Czytelnik ma przed sobą nazwisko autora fragmentu, listu, wspomnienia, otrzymuje także krótką informację dotyczącą roli danej osoby w życiu Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Jest to niezwykle intymne, chociaż mam wrażenie, że Mariola Pryzwan mimo wszystko chciała zadbać o możliwie jak największą obiektywność wizji, która tworzy się w umyśle odbiorcy na podstawie otrzymanych źródeł. Jest więc fragment ze słów Jana Lechonia, poety i publicysty:
Lilka Pawlikowska, zastrachana, zawsze świadoma swego ukrywanego garbu i swego utykania, a zarazem tego, że jest cudowną poetką i że ma profil, jakich już nie ma, i oczy, jakich już nie bywa. W każdej rozmowie zlewająca na nas komplementy tak przesadne, jak dobre wróżby Cyganek. I nagle słysząc jakiś dowcip, jakąś złośliwość niebotyczną albo jakieś bardzo ryzykowne, ale bardzo zabawne świństwo - wybuchała śmiechem z całego serca, śmiechem bachicznym i okrutnym. I Lilka też - jak Iłła (Kazimiera Iłłakowiczówna] - była czarownicą, tylko inną, bardziej niebezpieczną, bo warzyła zioła z upajających zapachów, bo wabiła nie tylko uroczym smutkiem, ale nawet śmiechem.
Bardzo dużo napisano o niej, ale wszystkim tym pochwałom czegoś brak: pisze się o niej, jak zawsze u nas, prawie jak o świętej. A to była czarownica. Rusałka to też znaczy czarownica.
Ale są także ostre słowa najlepszej przyjaciółki siostry poetki, Magdaleny Samozwaniec:
Kochała się chwalić, była próżna - uwielbiała klaskaczy. Mocno obnosiła się z tym, że jest córką i wnuczką Kossaków.
Lubiła przepych. Ubierała się w tiule, lisy i norki. Kreacja zawsze z dobrych butików, podobnie but i fryzura. Lubiła błyszczeć. Lubiła, kiedy się nią zachwycano, lubiła, kiedy mężczyźni padali jej do nóg.
Nie piła alkoholu. Czasem wino. Była ciężka w obejściu. Ogólnie nie wzbudzała sympatii. Męcząca w towarzystwie, próbowała narzucać swoje zdanie. Lubiła rządzić. Wierzyła w kabałę - na Nowym Świecie chodziła na seanse do sławnej wróżki Madame Joan.
Nie lubiłam jej (...).
Powiedziałabym, że zbiór charakteryzuje możliwa różnorodność tekstów. Oceniam, że będzie to lektura atrakcyjna dla czytelników zainteresowanych twórczością Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, ale osoby takie jak ja, nie pałające szczególnym uczuciem do poezji, także nie będą zawiedzione. Lilka nakreśla obraz legendy w sposób całkowicie inny niż może to zrobić encyklopedyczna notatka czy komentarz w podręczniku do języka polskiego. Pewne wyznania dotyczące poetki powtarzają się w sposób podobny w kilku źródłach, dajmy na przykład opisy charakterystycznych, przypominających motyle strojów poetki, relacje dotyczące jej związków z mężczyznami oraz stosunków z siostrą. Nie jest to przegląd przez najważniejsze wydarzenia z życia oraz twórczości Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, ale nie sądzę, żeby taki był cel tej książki. Jest ona o wiele ciekawsza niźli kompendium wiedzy o autorce, trzymające się twardo dat życia i śmierci. Propozycja Marioli Pryzwan to gawęda o Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Niektóre ze wspomnień są długie i szczegółowe, inne to zaledwie krótkie fragmenty, wypisy, szkice wypowiedzi. A jednak wszystkie współgrają, uzupełniając się w sposób ze wszech miar artystyczny, poetycki, przypominający może niedookreśloną akwarelę.

Była to lektura uspokajająca i inspirująca. Pozwoliła mi powiększyć obraz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, który miałam w głowie. Dowiedzieć się o kilku szczegółach z jej życia, ale także zrozumieć, w jaki sposób była odbierana wtedy, za swoich czasów. Polecam.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU MG
Więcej o książce na stronie wydawnictwomg.pl

3 komentarze:

  1. Zdaje się, że zmieniłaś zdjęcie w prawej kolumnie - bardzo mi się podoba, jesteś niezwykle fotogeniczna. :)
    "Nigdy nie czułam potrzeby czytania biografii sławnych postaci" - Ja może nie interesuję się każdą biografią czy gatunkiem jako takim, ale są takie artystki, z czasem ich przybywa, o których mogłabym czytać i czytać. Wszystko: listy, wspomnienia, notatki, anegdoty.
    Lechoń pięknie pisze o poetce czarownicy, poetce rusałce. :) A jeśli chodzi o Samozwaniec, czytałam "Marię i Magdalenę" (polecam!) i już tam wyczułam niebanalną, skomplikowaną więź między siostrami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nie mogę się przekonać do książek tego wydawnictwa :)
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiłaś mnie tą książką, z chęcią bym po nią sięgnęła, lubię okres dwudziestolecia międzywojennego i interesują mnie losy osób żyjących w tych czasach :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...