poniedziałek, 5 października 2015

TROLLHUNTERS. ŁOWCY TROLLI, Guillermo del Toro i Daniel Kraus






Tytuł: Trollhunters. Łowcy trolli (ang. Trollhunters)
Autor: Guillermo del Toro, Daniel Kraus
Data I wyd.: czerwiec 2015 (PL: wrzesień 2015)
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 382

Dwa Trzy słowa: flaki i zabawa






Nie będę ukrywać, że od chwili, kiedy dowiedziałam się o tej książce, marzyłam o niej w każdym bibliofilskim śnie. Po pierwsze - czy można nie lubić trolli? Po drugie - chwała wydawnictwu za pozostawienie oryginalnej okładki. Po trzecie - tak, del Toro to zawsze dobry wybór.

Powieść opowiada o wydarzeniach, które zmieniają życie Jima Sturgesa. Jim jest nastolatkiem mieszkającym na przedmieściach San Bernardino. Wiele lat wcześniej w okolicy doszło do serii tajemniczych zaginięć dzieci, bez śladu zniknął też wuj Jima. Do dziś ojciec nastolatka nie może pogodzić się z utratą starszego brata, popadając w coraz większą psychozę, uzewnętrzniając ją w postaci skrajnej opiekuńczości. Dom Jima przypomina twierdzę, a policja już niejednokrotnie odprowadzała nastolatka do domu, wzywana przez obezwładnionego paranoją ojca, który nie dopuszcza myśli, by jego syn mógł przebywać po zmierzchu poza domem. Jakby tego było mało, Jim nie jest popularnym chłopcem. Ma jednego kumpla, z którym tworzą bardzo zwyczajny duet uczniów niechętnych wielkim wyzwaniom, niezbyt dobrze radzących sobie w konfrontacji ze starszymi kolegami. Jednak pewnego dnia przeznaczenie odnajduje Jima. Nastolatek - chcąc nie chcąc - dołącza do niezwykłej i nie całkiem ludzkiej grupy bohaterów, którzy za cel postawili sobie walkę z potworami. Bo potwory naprawdę istnieją.
Jim przełknął ślinę, mocniej ścisnął w spoconej dłoni swój miotacz i poprowadził rower naprzód, aż znalazł się w mroku pod mostem. Było tu o dziesięć stopni chłodniej i chłopiec zadrżał. Boczne kółka obracały się już wolniej, ale nadal skrzypiały: PIIP, PIIP, PIIP. Podszedł do sportcresta. Przednie koło zaczynało już zwalniać i Jim nagle doznał wrażenia, że to koło jest sercem Jacka, że kiedy się zatrzyma, brat zniknie na zawsze.
Jednym zdaniem: moje oczekiwania względem tej książki zostały spełnione. Otrzymałam powieść odpowiadającą nazwiskom twórców oraz współgrającą z ilustracją na okładce, która od pierwszego wejrzenia wprowadziła mnie w nastrój tajemnicy, ale też obiecała coś na miarę ukochanego przeze mnie Hellboya. (Zresztą wszystkie ilustracje zawarte w książce budują napięcie i klimat!) Chciałam akcji, odrobiny krwawych rozbryzgów, umiejętnie wrzuconego między zdania humoru (także czarnego, a przede wszystkim ironicznego) oraz lekkości historii dedykowanych młodzieży. Spodziewałam się pewnego rodzaju - nie wiem jak to nazwać - filmowości lektury. Spotkałam się z tym czytelniczym wrażeniem już kilka razy - polega ono na tym, że akcja rozpisana jest w sposób intensywny, z łatwością wrzucając w ludzki umysł obrazy kolejnych zdarzeń. I właśnie to wszystko składa się na Łowców trolli. To rzecz gotowa do przełożenia na ekran.

Przede wszystkim daję plusa za historię. Wydaje mi się, że będą nią zainteresowani nie tylko czytelnicy nastoletni, ale także nieco starsi. Akcja wciąga, potrafi skupić na sobie uwagę odbiorcy. Pula bohaterów jest ograniczona, ale są oni różnorodni i każdy ma swój istotny wkład w fabułę. Pewne rzeczy są dość oczywiste - przynajmniej dla mnie, czyli osoby dość mocno wprawionej w klimat powieści fantastycznych czy przygodowych. Oczywiste elementy są jednak szkieletem szczelnie pokrytym ciekawymi rozwiązaniami dotyczącymi świata przedstawionego. Klimat szkoły, miasteczka, domu rodzinnego Jima; opisy jego myśli na temat własnego życia lub ojca; podziemne królestwo trolli oraz same opisy kreatur - wszystko jest logiczne, łączy się w całość, nie odbiega od reszty nawet w najbardziej dziwacznych momentach. Czytelnik po prostu rozumie, że tak miało być; nie ma przed sobą przeszkód nie do pokonania, zakłóceń lub niejasności, które odebrałyby radość z lektury. Napięcie i wiedza dotycząca świata oraz kolejnych wydarzeń podawane są w odpowiednio skrojonych dawkach. Czasem otacza nas ciemność, czasem serce dudni nam podczas szaleńczej ucieczki, a czasem czujemy się jak zwyczajny nastolatek, który nie dość, że widzi trolle, to musi się jeszcze męczyć z wredną niesprawiedliwością szkoły. To bardzo bliskie i zwyczajne otoczenie, łatwe do wyobrażenia. Nawet kiedy w świat przedstawiony wkraczają potwory, przyjmuje się je ze zrozumieniem i pewnego rodzaju ulgą - łatwiejsze to od wyobrażeń o chorych psychicznie seryjnych mordercach gustujących w dzieciach. Chociaż, oczywiście, trolle nie są milutkimi, dającymi się przytulić stworzeniami. Kilkakrotnie zaskakiwały i obrzydzały mnie opisy dotyczące dalszych losów porywanych przez trolli dzieci, a sama historia trolli oraz ich kontaktów z ludźmi wydała mi się w swojej prostocie bardzo przekonująca. Nie ma przesady. Mamy zwykłą mieścinę w USA, zwykłego chłopca, którego ojciec zwyczajnie nie potrafi pogodzić sobie z traumą, a w końcu przedstawia się nam zwyczajne trolle, wraz z ich legendą oraz dawką ironicznego dowcipu. Wyczuwałam w tej powieści klimat podobny do Hellboya. Coś zbliżonego w jednoczesnym rozmachu i łatwości tworzenia "drugiego świata", to jest świata potworów. Oczywiście Hellboy jest ekranizacją genialnych komiksów, jednak moim zdaniem del Toro umiał przełożyć na film swój charakter: zabawę potwornościami, dowcip wynikający ze zderzenia realnego z fantastycznym, mieszankę baśniowości i popkultury. Wszystko obecne jest w Łowcach trolli. To historia o strachu, który czai się w szafie, pod łóżkiem, ale który można też spotkać w ciemnej alejce lub na szkolnym korytarzu. Del Toro i Kraus czerpali głównie z dziecięcych i nastoletnich strachów, chociaż mam wrażenie, że dodali do tego także strach dorosłych. Oraz spory zapas własnej inwencji, której udało się zmiksować to, co prawdopodobne i znajome, z tym, co fantastyczne i pełne krwawego humoru. Bo humor istnieje, podobnie jak kilka ciekawych przypadków, jedno lub dwa mrugnięcia do czytelnika. Czytając tę książkę naprawdę dobrze się bawiłam. I nie miałabym nic przeciwko temu, by przeczytać jej kontynuację.

Naprawdę trudno napisać mi o Łowcach trolli cokolwiek więcej poza tym, że to kino akcji na kartach powieści, fantastyka rozpisana z niebywałą pomysłowością, ale wyczuciem tego, co może się sprzedać i co uda się związać z rzeczywistością na tyle, by omamić odbiorcę i obudzić w nim prawdziwe zainteresowanie historią. Jest w tym pomyśle pewna prostota, a jednocześnie rozmach, festiwal flaków, ucieczek, zaskoczeń oraz emocji. Bo nie jest to bezmyślna rąbanka, ale opowieść o przyjaźni, wyrastaniu z pewnych strachów, a jednocześnie mierzeniu się z całkiem nowymi, bardziej realnymi wyzwaniami.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU GALERIA KSIĄŻKI
Więcej o książce na stronie galeriaksiazki.pl*

* Możecie tu przeczytać fragment powieści, do czego gorąco zachęcam!

4 komentarze:

  1. Książka zapowiada się naprawdę ciekawie. Tematyka jest w sumie nietypowa i to najbardziej mnie intryguje.

    Pozdrawiam Iza

    Niech książki będą z Tobą! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O, a myślałam, że to będzie książka dla dzieci. A po tej recenzji na pewno chętnie ją przeczytam ! :)
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada się nieźle :D Musze częściej wpadać a tymczasem zapraszam do mnie :) jaduch.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...