niedziela, 18 października 2015

WŚCIEKŁY, Katarzyna Kebernik

źródło: muza.com.pl






Tytuł: Wściekły
Autor: Katarzyna Kebernik 
Data I wyd.: wrzesień 2015
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 320

Dwa słowa: niejednolita lektura








Z powieściami młodzieżowymi mam ten problem, że bardzo lubię, gdy powieść dla młodzieży jest tylko powieścią dla młodzieży. Albo obyczajówką, albo fantastyką, albo powieścią przygodową - bez zbędnego komplikowania sprawy czytelnikowi. Nie zawsze się udaje. I chociaż surrealizm często daje poczucie satysfakcji, czasem się w nim gubię, co jednocześnie każe mi odsunąć książkę na bok.

Debiutancka powieść Katarzyny Kebernik opowiada o siedemnastoletnim Konstantym. Kostek mimo swojego wieku nadal jest uczniem gimnazjum, szybko tracącym nerwy, nieustannie wpadającym w kłopoty. Jego życie charakteryzuje agresja: mało znaczące bójki, bijatyki po meczach, treningi zapaśnicze. Jednak poza tym Kostek ma fenomenalny słuch muzyczny oraz cel: stworzenie najdoskonalszej kompozycji. Powoli odrywa się od rzeczywistości, a główną narrację przerywają niepokojące, surrealistyczne opisy widzeń i snów. Często doświadczanych na jawie.

Choć okładka nie przekonuje do lektury, początek powieści mnie zaintrygował. Kostek zgarnięty przez policję za bijatykę po meczu siedzi w policyjnym radiowozie wraz z dwojgiem innych kibiców. Narracja rozpoczyna się konkretnie, ostro, a opisy i dialogi mają charakter. Przyjemność z czytania dialogów zawartych w tej książce wracać będzie do mnie regularnie. Niestety - i piszę to biorąc pełną odpowiedzialność za słowo - pozostała część powieści nie jest tak obiecująca. Ma swoje momenty, nieregularnie występujące chwile, kiedy byłam nią zainteresowana. Wiele ustępów chciałam jednak po prostu ominąć, przekartkować. Im dalej, tym uczucie to było silniejsze. Niestety ani okładka ani opis książki tak naprawdę nie oddają tego, o czym ta powieść mówi. To mnie wprowadziło w błąd, a w końcu - zawiodło.

We wstępie wspomniałam o tym, że lubię, kiedy powieść dla młodzieży jest po prostu powieścią dla młodzieży. Taka jest prawda - i tego właśnie zabrakło w książce Katarzyny Kebernik. Mieszanie gatunków i stylów jest dobre, ale tylko wtedy, kiedy rzeczywiście mamy na to pewny, mocny pomysł. Kiedy wszystko splata się w logiczną całość, a czytelnik nie musi się zastanawiać, o co właściwie pisarzowi chodziło. Ja musiałam kilka razy wytężać się, żeby zebrać wątki w całość - i nie było to poszukiwanie pełne ciekawości, ale przyspieszony kurs łapania sensu. Szkoda, ponieważ wiele fragmentów, szczególnie fragmentów obyczajowych, intrygowało, wciągało mnie w akcję, zachęcało do dalszej lektury. Podobało mi się to, że Kebernik stara się używać języka typowego dla danego bohatera lub grupy bohaterów. Sposób wykreowania Kosy od razu sprawił, że poczułam do niego sympatię, nawet mimo jego wyskoków. Rozumiem doskonale jego bunt, jego niezgodę na zastały porządek. Jest bohaterem interesującym i skomplikowanym. Podobało mi się to, w jaki sposób autorka opisywała stany wewnętrzne Kostka, m.in. te związane z jego fascynacją muzyką. Jednak bardzo nie lubię, kiedy w powieści pojawia się dużo tytułów piosenek, ponieważ czuję się zobowiązana do tego, żeby je znać - a kiedy nie znam, wpadam we frustrację. Nie zawsze też przekonywały mnie opisy snów oraz koszmarów widzianych na jawie - czułam się trochę tak, jakbym traciła grunt pod nogami i nie dostawała od narracji nic w zamian. Całość przypomina mi więc zlepek kilku bardzo ciekawych pomysłów i obiecujących narracji. Przekonują mnie surrealistyczne opisy, przekonuje mnie opis zbuntowanego chłopaka, który nie potrafi znaleźć swojego miejsca, przekonują mnie opisy bijatyk, spotkań ze starymi i wciąż aktywnymi kibicami. I choć jestem w stanie zrozumieć rozbicie Konstantego między wyszukaną muzykę a proste bijatyki, jeśli dołożymy do tego dziwaczne sny oraz nakładające się elementy fantastyczne, zaczyna się tworzyć bałagan. I trudno przejść przez niego spokojnie, bez chęci zamknięcia książki. Każdy z elementów przekonuje mnie osobno, razem jednak mam z nimi ogromny problem.

Trudno mi się pisze o takich książkach. Książkach, które na pewno kogoś zainteresują i zachęcą, chociaż mnie wprawiają w stan zmęczenia. To nie jest to, czego się spodziewałam, a proporcje w mieszaniu gatunków też do mnie nie przemówiły. Byłam zagubiona podczas lektury i skończyłam tę powieść z ulgą. Z tym smutnym rodzajem ulgi, kiedy docieramy do końca niezbyt przyjemnej przeprawy.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU MUZA
Więcej o książce na stronie muza.com.pl

5 komentarzy:

  1. Wniosek z tego taki, że czasami autorzy niepotrzebnie chcą upchnąć wszystkie pomysły w jednej książce, co mija się z celem. Ja książką nie jestem zainteresowana, raczej po nią nie sięgnę.
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie slyszalam ani o tej ksiazce, ani o autorce, ale raczej nie siegne po te powiesc, bo mnie ona zwyczajnie nie interesuje.
    I tak jak napisalas mieszanie kilku gatunkow w jednym czasem wychodzi, ale to jest juz wyzsza szkola jazdy..
    Pozdrawiam serdecznie
    secretsofbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Strasznie zawiodłam się na tym, że opis nie był adekwatny do tego, o czym była ta książka. W efekcie byłam zdezorientowana i nie za bardzo wiedziałam, o co w tym wszystkim chodzi, chociaż początek był naprawdę obiecujący.

    papierowe-strony.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Powieści młodzieżowe już mnie nudzą, więc sobie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...