czwartek, 22 października 2015

ZABÓJSTWO PITAGORASA, Marcos Chicot





Tytuł: Zabójstwo Pitagorasa (hiszp. El asesinato de Pitágoras)
Autor: Marcos Chicot
Data tego wyd.: 2013 (PL: wrzesień 2015)
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 704

Dwa Trzy słowa: zbrodnia i matematyka






Jeśli jest na sali ktoś, kto nie zna Twierdzenia Pitagorasa - nie ma się czego bać, nie ma się czym martwić! W szkole często nawet nie próbuje się udawać, że szczegółowa wiedza może się przydać w prawdziwym życiu. Dla niektórych jednak taka wiedza jest całym życiem. I, uwierzcie, matematyka i przygoda idą w parze. Serio, ja też nie wierzyłam!

Powieść opowiada o wydarzeniach rozgrywających się we wspólnocie pitagorejskiej w Krotonie, w roku 510 p.n.e. Pitagoras, grecki matematyk, filozof i mistyk, postanawia przekazać swoją władzę któremuś z wielkich mistrzów bractwa. Chce przez kilka kolejnych lat pomagać swojemu następcy, ucząc go największych tajemnic. W przededniu ogłoszenia tej ważnej decyzji najpoważniejszy kandydat na nowego lidera bractwa zostaje otruty. Pitagoras przeczuwa, że to dopiero początek, dlatego prosi Akenona, syna swojego przyjaciela, o pomoc. Akenon podejmuje się wyzwania, poruszony nie tylko wielkością Pitagorasa i jego wspólnoty, ale także zafascynowany Ariadną, najstarszą córką wielkiego mistrza.

Do przeczytania tej książki nie skusiła mnie jej okładka, nie skusił mnie jej opis, nie zachęciło też nazwisko autora. Choć uważam szatę graficzną za przejrzystą, a pomysł na akcję za ciekawy, to dopiero połączenie obu elementów z ilością stron sprawiło, że się zauroczyłam. Tak, jestem tą osobą, która uwielbia grube książki (i nie będę się tego wstydzić!). Przyznajcie sami, że opowieść zawierająca tajemnicze morderstwa, antyczne bractwo i matematykę (samego Pitagorasa, sic!) w oprawie siedmiuset stron robi wrażenie. To nie jest łatwa rzecz - napisać tyle stron. Przeczytać również, ale warto.

Zabójstwo Pitagorasa, choć uważam tę powieść za bardzo ciekawą i zawierającą wiele cennych elementów, czytało mi się niezwykle wolno. Z jednej strony przyznaję,  że akcja wciąga, interesuje, zawiera wiele zwrotów, wątki fantastycznie się splatają, a autor stworzył szereg różnorodnych postaci. Z drugiej strony - wciąż przerywałam lekturę. Nie mogłam udźwignąć tego tomu na jednym oddechu, chociaż już nie z takimi cegiełkami sobie radziłam. Wraz z kolejnymi stronami jednocześnie zaczynałam lubić bohaterów i dostrzegać, że wielu z nich ma rysy banalne, proste, typowe i bardzo przewidywalne. Akcja czasem zwalniała przez to, że tę samą sytuację różni bohaterowie rozważają ze swoich perspektyw. Jest to, oczywiście, cenne, ponieważ dzięki takiemu zabiegowi można lepiej poznać sposób myślenia postaci. Jednak cierpią na tym prędkość zdarzeń i nieoczekiwane zwroty akcji. Nie mam jednak wątpliwości - powieść sensacyjna w pitagorejskim otoczeniu ma w sobie to coś, co może czytelnika zainteresować. Nawet jeśli powieść będzie się czytało nie trzy dni, ale tydzień z hakiem.

Dobrą, wartką akcję można przeprowadzić nawet na dwustu stronach. Autor, który tworzy powieść liczącą sobie siedemset stron chce nie tyle zmusić czytelnika do maksimum skupienia w małym przeciągu czasowym, ale stara się jak najlepiej oddać realia kreowanego świata, sprawić, że czytelnik poczuje się jego częścią. Marcos Chicot nie zawsze potrafił to ze mną zrobić. Ta warstwa powieści może pozostawić wiele do życzenia tym, którzy spodziewają się silnie historycznej powieści. Oczywiście podstawą tej powieści jest historia i faktografia. Całe szczęście (całe, ponieważ nie przepadam za zbyt dużą dawką dat i nazwisk) antyk inspiruje autora do stworzenia czegoś własnego, do wykucia własnej wizji na podstawie wiedzy o starożytności. Znalazłoby się jednak kilka takich fragmentów, przy których czułam się trochę jak podczas seansu jednego z popularnych, bardzo drogich i bardzo nierzeczywistych amerykańskich (winna jest zawsze Ameryka) filmów swobodnie igrających z historią. Odniosłam wrażenie, że Chicot uznał, iż odbiorcy książki będą czerpali przyjemność z opisów brutalności. Sensacja sensacją, thriller thrillerem - a jednak pastwienie się nad główną bohaterką damską w jednej z przesadnie rozbitych na fragmenty scen pod koniec książki odjęło tej powieści duży punkt w mojej prywatnej skali. Nie było to ani potrzebne, ani artystyczne. Można było skonstruować brutalność i obrzydliwość w inny sposób, mniej przerysowany, a bardziej wstrząsający. Nie całkiem też mogę się pogodzić z mistyczno-parapsychologicznym wątkiem dotyczącym wielkich mistrzów bractwa. Uprzedzając nieprzychylne komentarze, a jednocześnie spoilerując powieść w ułamku procenta - najważniejsi mistrzowie pitagorejskiego bractwa zdają się potrafić wejść w umysł człowieka, czytając jego myśli. W powieści nie wygląda to jak prequel do X-Menów, jednak odgrywa dość dużą rolę. Na początku miałam z tym elementem ogromny problem, później nie rzucał mi się tak bardzo w oczy, chociaż nadal o nim myślę. Może o to właśnie chodziło, wszak kto wie, co może zrobić z człowiekiem głęboka, długoletnia medytacja?

Na osobny fragment zasługuje wątek miłosny w powieści. I nie piszę tego z zamiarem pochwały, ale ze smutnym wnioskiem: trudno jest rozpisać naprawdę dobry, wciągający, niebanalny, świeży wątek miłosny. W Zabójstwie Pitagorasa romans odgrywa swoją rolę - nie jest wciśnięty tylko na siłę. Nie poruszyła mnie jednak ta miłość, nie dopingowałam jej, ale też nie krzywiłam się przez nią. Wątek miłosny występuje, ot. Na pewno obojgu bohaterom biorącym w nim udział dodaje wiele do charakterów, choć to nadal - moim zdaniem - za mało.

Chociaż moja opinia może wydać się niejednolita, Zabójstwo Pitagorasa jest powieścią, którą mogę polecić. I będę to robić, z zastrzeżeniem, że to siedemset stron rzeczywiście czuć i nie byłam ich w stanie lekko i przyjemnie przeskoczyć, zatapiając się bez końca w fabule. Intryga jest zawiła, opisy ciekawe, wątek pitagorejski wykorzystany w takim stopniu, by nie zanudzić czytelnika i nie sprawić, że matematyka będzie się mu śniła po nocach. Nie jestem zachwycona tą powieścią, ale uznaję ją za całkiem niezłą propozycję. Na tyle dobrą, że chętnie sięgnęłabym po inny utwór tego autora.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU MUZA
Więcej o książce na stronie muza.com.pl

5 komentarzy:

  1. Raczej chce ją przeczytać choć nie wiem kiedy będę mieć czas na to chcenie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo wszystko chciałabym przeczytać tę książkę, chociaż teraz unikam takich cegiełek :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Po Twojej recenzji książka mnie zaciekawiła. Bardzo lubię historię i na pewno by mnie zaciekawiła:) Już Cię obserwuję i zapraszam do mnie:)
    Recenzjonistycznie
    No Longer Nightmare

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście, dość obszerna książka. Ale ja lubię takie cegły :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też uwielbiam takie obszerne książki (akurat teraz czytam 800-stronnicowe "Sedinum" ;D), a "Zabójstwo Pitagorasa stoi sobie u mnie na półce i spokojnie czeka na swoją kolej, choć muszę przyznać, że miałam co do tej książki wysokie wymagania i po przeczytaniu Twojej recenzji mój entuzjazm nieco osłabł, ale mam nadzieję, że mi się jednak spodoba;)

    www.ksiazkoholiczka94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...