niedziela, 29 listopada 2015

PRZEŻYĆ. DROGA DZIEWCZYNY Z KOREI PÓŁNOCNEJ DO WOLNOŚCI, Yeonmi Park i Maryanne Vollers





Tytuł: Przeżyć. Droga dziewczyny z Korei Północnej do wolności (In Order to Live: A North Korean Girl's Journey to Freedom)
Autor: Yeonmi Park i Maryanne Vollers
Data wyd.: wrzesień 2015 (PL: październik 2015)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 304

Trzy słowa: historia, która inspiruje





Korea Północna jest miejscem fascynującym. Strasznym, nieludzkim i niewyobrażalnym dla człowieka mieszkającego na zachodzie, a jednak nadal tworem, który pobudza wyobraźnię. Z niepokojem i strachem oglądam filmy dokumentalne opowiadające o reżimie i nieomylnych wodzach. Od książki Yeonmi Park nie mogłam się oderwać.

Yeonmi Park urodziła się w Korei Północnej. Kochała swojego przywódcę, wierzyła w nieugięte prawa reżimu, nie zadawała pytań i nie miała swojego zdania. Jej pokolenie od samego początku było jednak różne od pokolenia rodziców czy dziadków. Miało dostęp do przemycanych zza granicy produktów, oglądało pirackie płyty DVD pokazujące całkowicie inny, zachodni świat. Bieda i głód doprowadziły do tego, że jej rodzice zaczęli handlować na czarnym rynku. W 2007 r. matka Yeonmi uciekła do Chin, zabierając z sobą czternastoletnią córkę. Droga do wolności była jednak dramatyczna, pełna wyrzeczeń i brutalności. Później uciekinierzy musieli się nauczyć życia w całkowicie nowym społeczeństwie. Dziś Yeonmi ma 22 lata i walczy o prawa mieszkańców Korei Północnej.

Przeżyć to książka, która łączy osobiste losy Yeonmi z losami jej rodziny oraz całego kraju. Żeby dobrze zrozumieć przeżycia bohaterki oraz status społeczny jej rodziców potrzebna jest wiedza dotycząca społeczeństwa i zasad panujących w Korei Północnej. Wszystkie te informacje zawarte są na kartach książki. Z jednej strony czytelnik dowiaduje się, w jaki sposób funkcjonuje mieszkaniec Korei, co jest dla niego normalne, co przyjmuje jako pewnik, co jest dla niego naturalnym, niepodważalnym prawem. Z drugiej strony Yeonmi Park komentuje wszystkie zjawiska z perspektywy człowieka, który poznał prawdę o Korei oraz o reszcie świata. Horyzont się rozszerza, a w miarę czytania odnosiłam wrażenie, że poznaję nowe rzeczy na równi z bohaterką, że moje spojrzenie na Koreę Północną staje się coraz jaśniejsze, coraz bardziej wyraziste. Książka ta jest przepracowaniem osobistej historii, ale też opowieścią, która ma trafić do jak największej liczby ludzi. Tylko tak można zainteresować losami tysięcy uciekinierów, dla których koszmar nie kończy się po przestąpieniu granicy. Nie mogłam się oderwać od lektury, nie chciałam przestać, zawiesić historii Yeonmi w próżni. Język, którym pisze, jest prosty i czytelny, a wszystkie trudniejsze pojęcia, zasady czy nazwy zostają odpowiednio rozwinięte i skomentowane. To chłodna historia w reportażowym stylu, chociaż nie jest wolna od opisów brutalnych czy przygnębiających wydarzeń. Niejednokrotnie podczas lektury byłam wzruszona i przestraszona, a zakończenie - choć pozytywne - nie może zamazać wrażenia. Bo to prawdziwa narracja, prawdziwe życie. Yeonmi każdego dnia żyje z tymi wspomnieniami i stara się je wykorzystać do tego, by jak najwięcej osób zainteresowało się historią ludzi, którzy uciekli z Korei Północnej.

W trakcie pisania tej recenzji włączyłam YouTube i wpisałam w wyszukiwarkę nazwisko Yeonmi Park. Obejrzałam materiały, o których Yeonmi wspominała w książce i zrozumiałam, że to prawdziwa, realna historia. Yeonmi urodziła się w 1993 - jest o rok młodsza ode mnie. Na ekranie zobaczyłam delikatną, niewielką kobietę, która naprawdę przeżyła wszystkie rzeczy, o których wieczór wcześniej czytałam. Nie potrafię ująć tego, jak mocne wrażenie wywarła na mnie ta lektura, jak bardzo wciąż w niej tkwię. Nigdy wcześniej nie czytałam żadnej książki opowiadającej o Korei Północnej z perspektywy uciekiniera, ale teraz już wiem, że chcę to nadrobić i zapoznać się z innymi historiami. Dotychczas cała moja wiedza pochodziła ze szkoły lub z filmów pokazujących to państwo z perspektywy człowieka z zewnątrz. Historia kogoś, kto żył w środku reżimu jest jeszcze bardziej emocjonująca i dotkliwa. Nie przepadam za biografiami, ale książka Yeonmi Park i Maryanne Vollers to coś więcej niż podsumowanie życia jednego człowieka.

Polecam tę książkę wszystkim, którzy interesują się Koreą Północną, ale też pozostałym - tym, którzy nigdy wcześniej nie czuli potrzeby sięgnięcia po lekturę opowiadającą o reżimie. Dla mnie już zawsze będzie to pozycja znacząca. Myśląc o historii Yeonmi Park myślę o tym, że takie narracje naprawdę mogą zmieniać świat.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU CZARNA OWCA
Więcej o książce na stronie czarnaowca.pl

piątek, 27 listopada 2015

CO ZE MNIE ZOSTAŁO, Kat Zhang






Tytuł: Co ze mnie zostało (ang. What’s Left Of Me)
Autor: Kat Zhang
Data I wyd.: 2012 (PL: 2015)
Cykl: Kroniki Hybrydy
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Ilość stron: 350

Dwa słowa: całkiem niezłe






Jestem ogromną fanką dystopii. Uwielbiam książki, w których autorzy tworzą swoje własne światy, pozornie niesamowite i szczęśliwe, chociaż zżerające je problemy są zbyt duże, by można przejść obok nich obojętnie. Lubię też powieści, w których bohaterami są nastolatkowie - z ich nastoletnimi problemami uzupełniającymi fabułę. To jest to, co mnie kręci. To, co sprawia, że dosłownie połykam opisaną akcję.

Powieść Kat Zhang to dystopia, pierwszy tom cyklu Kroniki Hybrydy. Książka osadzona jest w świecie, w którym każdy człowiek rodzi się z dwoma duszami zamkniętymi w jednym ciele. Dwa umysły dzielą jeden organizm, będąc dla siebie bliższymi niż bliźnięta. Po kilku latach takiego życia, jeszcze w dzieciństwie, następuje Ustalenie. Proces ten polega na tym, że dominujący charakter przejmuje ciało na własność, a recesywna osobowość traci nad nim władzę, zanika, w końcu całkowicie obumiera. Osoby, które nie przeszły Ustalenia uznaje się za niebezpieczne, a rząd tropi je i przenosi do zamkniętych ośrodków, z których nikt już nie wraca. Addie i Eva nigdy się nie ustaliły. Są hybrydą. Pomimo swojego wieku w ich ciele nadal żyją dwie osobowości. To nie może skończyć się dobrze.

Już w pierwszym zdaniu muszę pochwalić autorkę za pomysł. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z niczym podobnym, dlatego już sam opis powieści zaintrygował mnie i przekonał do książki. Wydaje mi się, że przełożenie planów na prawdziwą zawartość - zdania, dialogi, opisy myśli - wcale nie było takie proste, ponieważ pisanie o dwóch osobach znajdujących się w jednym ciele musiało rodzić frustrację i wiele pytań. Na początku lektury sama jako czytelnik te trudności odczuwałam. Nie dlatego, że pomysł został źle przełożony, ale dlatego, że podczas czytania tej książki trzeba wczuć się w świat przedstawiony i pogodzić z potokiem wewnętrznych dialogów, które są jednym z ważniejszych elementów. Na szczęście Addie i Eva to dusze rzeczywiście osobne. Moim zdaniem autorka dobrze poradziła sobie z tym, by stworzyć bohaterki różnorodne, ale jednocześnie takie, które będą w stanie uzupełniać się w jednym ciele. Dobrze wyważone są też postaci towarzyszące Addie i Evie. Wpływają na ich losy i budują tło; nie braknie też lekko zarysowanego wątku romansowego. Przyznaję - nie mogłam oderwać się od powieści, będąc naprawdę zainteresowana losami postaci. Nie jestem jednak pewna, czy nie dało się zrobić czegoś jeszcze. Chociaż pomysł jest ciekawy, realizacja nie porywa na tyle, żeby szczerze i wytrwale dopingować bohaterom, a jednocześnie żeby historia mogła rozkochać wszystkich czytelników jak zrobiły to Igrzyska śmierci czy Dawca. Jest to książka bardzo poprawna i wciągająca, ale nie na tyle, żeby powiedzieć o fabule zmieniającej sposób myślenia czy trwale wyciskającej znamię na czytelniczym doświadczeniu. 

Dla odbiorcy obeznanego w powieściach dla młodzieży, szczególnie zaś dystopiach, Co ze mnie zostało może być nieco przewidywalne. Brakowało mi czegoś mocniejszego - porządniejszego osadzenia fabuły w szerszej historii. Choć odniesienia do pełniejszego kontekstu się pojawiają, nie były one w pełni satysfakcjonujące. Dowiadujemy się nieco o świecie otaczającym Addie i Evę, o Ustaleniu i ludziach posiadających dwie dusze, wciąż jednak czegoś mi brakowało. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach akcja będzie opowiadała więcej o samej dystopii, a nie tylko o doświadczeniach Addie i Evy. Brakowało mi też mocniejszego, bardziej emocjonującego i krwawego starcia dwóch przeciwstawnych racji. Końcówka powieści minęła mi nieco za szybko, nie mogłam się w pełni wbić w klimat. W pewnym momentach można się nieco zagubić lub zwyczajnie poczuć niedosyt. Mam wrażenie, że po kilku dniach ta historia we mnie ostygła i stało się to za szybko. Byłam wręcz zaskoczona, bo nie potrafiłam przypomnieć sobie odczuć związanych z książką. W czasie lektury nie mogłam się od niej oderwać i byłam nią naprawdę zainteresowana, porażona pomysłem. Później jednak bardzo łatwo wróciłam do zwyczajnego świata.

Polecam tę powieść, bo na pewno nie znudzi i nie zawiedzie. Nie jest to coś, co podsumowałabym puchatym "WOW!", ale cieszę się, że mogłam ją przeczytać i chętnie sięgnę po kolejne tomy. Chcę wiedzieć, jak skończy się ta historia. 

W sieci znalazłam dwa świetne filmy promujące książkę.
Jeden w języku angielskim: LINK, drugi po polsku: LINK.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU PAPIEROWY KSIĘŻYC

Więcej o książce na stronie papierowyksiezyc.pl

środa, 25 listopada 2015

BookAThon Polska Zima 2015 - Maraton Czytelniczy


Cytując stronę wydarzenia (LINK):
BookAThon Polska to cykliczna akcja tygodniowego maratonu czytelniczego. W czasie jej trwania zachęcamy do stawiania przed sobą książkowych wyzwań i jak najczęstszego zagłębiania się w lekturze!
Łatwo nie będzie, ponieważ tempo wyzwania jest dość intensywne, ale dzięki temu każdy z nas ma szansę przeczytać książki, które już od dawna kurzą się na półce. Jakie są moje plany? Ha, sami zobaczcie! Przy okazji będę Was prosiła o małą pomoc w wyborze książki na piątek!



PONIEDZIAŁEK, 30.11.2015
KSIĄŻKA Z CZYMŚ CZERWONYM NA OKŁADCE



Restart, Amy Tintera

Postanowiłam wybrać powieść, którą otrzymałam w pudełku EpikBox, a której nie miałam jeszcze okazji przeczytać. Nie wiem czego się spodziewać, bo czytałam zarówno opinie dobre, jak i bardzo negatywne. Spróbuję jednak.




WTOREK, 01.12.2015
PRZECZYTAJ KSIĄŻKĘ Z LISTY 100 TYTUŁÓW BBC



Przygody Alicji w Krainie Czarów, Lewis Carroll (tłum. Maciej Słomczyński)

Chyba wstyd się przyznać, ale nigdy nie czytałam Alicji w Krainie Czarów. Żadna książka z listy BBC nie rzuciła mi się w oczy tak bardzo jak ta. Krótkie rozpoznanie i wiem też, z jakim tłumaczeniem chciałabym się zapoznać.




ŚRODA, 02.12.2015
SZKOLNA LEKTURA, KTÓREJ NIE PRZECZYTAŁEŚ


Trans-Atlantyk, Witold Gombrowicz

Ferdydurke zrobiło mi krzywdę. Zrobiło mi krzywdę wielokrotnie, bo próbowałam czytać tę powieść w szkole, próbowałam na studiach. Ostatecznie w częściach udało mi się mniej więcej zapoznać z całością, więc nie będę sobie robić tej krzywdy ponownie. Zamiast tego - Gombrowicz w innym wydaniu. Niestety wszystkie inne lektury szkolne przeczytałam bez kręcenia nosem.



CZWARTEK, 03.12.2015
TYTUŁ, KTÓRY ZDOBYŁ NAGRODĘ LITERACKĄ

Kolor magii, Terry Pratchett (tłum. Piotr Cholewa)

Są dwa powody, dla których wybrałam tę książkę. Pierwszy: zawsze chciałam przeczytać coś Pratchetta. Drugi: doceńmy tłumaczy tak trudnych i wymagających powieści. Nie wiem, czy Kolor magii zdobył jakąś nagrodę literacką, ale polski tłumacz, Piotr Cholewa, za przełożenie tej powieści otrzymał nagrodę Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich.


  

PIĄTEK, 04.12.2015
PRZECZYTAJ KSIĄŻKĘ, KTÓRĄ WYBRAŁA DLA CIEBIE INNA OSOBA

Wybacz mi, Leonardzie, Matthew Quick (408 s.)
Kobieta, która przez rok nie wstawała z łóżka, Sue Townsend (448 s.)
Mężczyzna, który zapomniał o swojej żonie, John O'Farrell (360 s.)

Uwaga! Uwaga! Tu potrzebuję Waszej pomocy! Ponieważ jedną z książek powinna wybrać dla mnie inna osoba, oddaję Wam decyzję o tym, którą z trzech powyższych książek będę czytać. Czekam na Wasze komentarze i opinie dotyczące tych powieści!



SOBOTA, 05.12.2015
PRZECZYTAJ KSIĄŻKĘ POLSKIEGO AUTORA

Kasacja, Remigiusz Mróz

Mróz to bardzo gorący temat, więc w końcu nadszedł czas, żeby przeczytać którąś z jego powieści, prawda? Skorzystam z tego, że Kasacja czeka grzecznie na moim czytniku i spróbuję swoich sił z tym autorem. Mam duże wymagania!


NIEDZIELA, 06.12.2015
PRZECZYTAJ W CZASIE BOOKATHONU CO NAJMNIEJ 1500 STRON

304 + 134 + 152 + 208 + 408 lub 448 lub 360 + 496 = 1702 lub 1742 lub 1654 stron

Wszystko zależy od piątkowej książki, ale tak czy inaczej na pewno będzie 1500 stron! Nie spodziewałam się takiego wyniku podczas wybierania lektur. 


PONIEDZIAŁEK, 07.12.2015
DZIEŃ PODSUMOWAŃ


Nie wiem, czy dobrze robię. Mam bardzo dużo wątpliwości, ponieważ wątpię, żeby udało mi się rzeczywiście przeczytać wszystkie zaplanowane na to wyzwanie książki. Ale ponieważ do odważnych świat należy, a książki nie gryzą - spróbuję. Albo będę się bardzo cieszyć, albo bardzo wstydzić. Zobaczymy!

Dajcie koniecznie znać, co sądzicie o takim czytelniczym tygodniu i czy bierzecie w nim udział. Do soboty czekam też na Waszą pomoc w wyborze piątkowej lektury.

poniedziałek, 23 listopada 2015

BIESY, Fiodor Dostojewski







Tytuł: Biesy (ros. Бесы)
Autor: Fiodor Dostojewski
Data tego wyd.: wrzesień 2015
Wydawnictwo: MG
Ilość stron: 670

Dwa słowa: gęsto, gęściej







O pewnych książkach pisać trudno. Zwłaszcza wtedy, gdy mowa o klasyce, o fundamencie literatury, rzeczy posągowej. Wtedy warto przypomnieć sobie o tym, że recenzja jako taka nie musi zawierać przeglądu przez wszystkie motywy i postaci zawarte w powieści, ale przede wszystkim ma przybliżyć czytelnicze odczucia dotyczące lektury. Bo twardą, niedającą się zrzucić z piedestału literaturę też można czytać dla przyjemności.

Biesy to powieść rozgrywająca się około 1870 roku, w prowincjonalnym rosyjskim miasteczku. Pierwszym bohaterem, którego dokładniej poznajemy, jest Stiepan Trofimowicz Wierchowieński, będący karykaturalnym przedstawieniem inteligencji rosyjskiej. To nie on jest jednak najważniejszą postacią. Książka opowiada o propagandystach utopijnych zmian oraz ich ofiarach. Jest to historia przekształcania się idei indywidualnej wolności w nihilizm, ruchy rewolucyjne i terroryzm. Jest to także przegląd przez ówczesną Rosję, głównie zaś przemiany kulturowo-społeczne, z socjalizmem na czele. W pewien sposób Dostojewski rozlicza się w powieści z modnych i niebezpiecznych prądów myślowych. Powieść jest też przestrogą dla kolejnych pokoleń i przedstawieniem jałowego, niebezpiecznego świata zbudowanego na braku moralności i ludzkich słabościach.

Cóż mogę napisać o Dostojewskim? Ani go przedstawić, ani odkryć, ani dosięgnąć. Pisarz genialny, nawet jeśli ktoś go nie lubi. Każdy ma prawo do swojego zdania, a jednak trzeba pochylić głowę przed sposobem, w jaki Dostojewski operuje słowem. Z byle sytuacji i byle charakteru potrafi stworzyć prawdziwe dzieło, cacko, idealnie działający na kartach powieści mechanizm. Kilkoma zdaniami wprowadza w akcję i świat przedstawiony. Buduje postaci w sposób niespotykany we współczesnej literaturze zalewającej sklepowe półki. Mam wrażenie, że w tych książkach, które czytam najczęściej, autorzy chcą jak najszybciej postawić wszystko na jedną kartę, zadecydować o tym, czy bohater jest dobry lub zły - a jeśli chcą zaprezentować niezwykły wybieg, jest on także mocny, wyboisty, odciskający piętno w ułamek sekundy. Dostojewskiego czyta się inaczej, wolniej, dokładniej. Nie znajduję w tej powieści bohatera, który w pewnym momencie by mi się nie spodobał, a w innym nie przeraził lub obrzydził. Nie ma jednoznaczności, nie ma łatwej definicji: ten zły, ten dobry, ten genialny i przewrotny. Nie wiem, czy cokolwiek mnie w Biesach zaskoczyło w sposób sensacyjny, nagły, energetyzujący. Wydaje mi się, że ta lektura przypominała bardziej powolne topienie się, zapadanie w gęsty, trudny, coraz mroczniejszy świat. Tylko na samym początku odnosiłam pozorne wrażenie, że wiem, na jakim terytorium się znajduję, jak rozłożone są główne akcenty. Szybko jednak okazało się, że narracja zmierza w inną stronę. Zostałam upomniana: owszem, poznałaś jedną część historii, ale teraz uzupełnimy twoje informacje; ucz się. Biesy są powieścią potężną, a ich zawartość od samego początku do końca jest soczysta od treści - prawdziwej, istotnej, kumulującej się. To nie jest książka prosta, bo i pisanie Dostojewskiego nie należy do łatwych. Potrzebne jest zaplecze intelektualne i emocjonalne, bo nie można przeczytać tej powieści bez odpowiedniej wiedzy i motywacji, żeby to zrobić. Dotychczas nigdy nie mazałam po książkach. Owszem, czasem zaznaczyłam niewinnie cytat ołówkiem, delikatnie zagięłam stronę lub dwie, żeby trafić do ulubionego fragmentu. Na Biesy to jednak za mało. Zaczęłam od kreślenia ołówkiem, skończyłam na wyszperanym szybko z torebki długopisie. Jest w Biesach wiele cytatów pozornie nieistotnych, które jednak w pełnym kontekście są ostre, błyskotliwe, niezwykle trafne. Jest wiele prezentacji bohaterów, miejsc lub zdarzeń, które zasługują na wielokrotną lekturę - te ruchy narratora śledziłam szczególnie uważnie.

Powieść czytało mi się powoli, bo to rzeczywiście lektura, która potrzebuje wiele skupienia i wysiłku. Nie byłam nią jednak znużona lub przytłoczona. Przy Biesach weszłam w zupełnie inny model czytania, bardziej uważny, spokojny, pozbawiony pośpiechu. Podoba mi się bardzo systematyczna akcja powieści, rytm, w który można wpaść i się go trzymać. Kreacja bohaterów to temat na cały osobny monolog. Nic nie jest w tej powieści proste, nic nie zostało przedstawione w sposób banalny, pospolity. Jestem zachwycona tym, jak jeden rozdział powieści uzupełnia drugi, a narrator często bawi się perspektywą, najpierw zarysowując ogląd ogólny sytuacji, by po wprowadzeniu kolejnych bohaterów uzupełnić wiedzę dotychczasowych postaci oraz samego czytelnika, kreśląc tym samym historię, która tak naprawdę okazuje się być bardziej skomplikowaną. To ostra krytyka ślepego solidaryzmu, który chce sobie wszystko podporządkować, a także przedstawienie ludzkich charakterów, które dały się złapać utopijnej idei i zaciągnąć jej na samo dno.

Polecam, chociaż nie każdy przez tę książkę przebrnie. Nie jest to wyzwanie czy złośliwość, ale fakt. Nie każdy będzie się dobrze czuł w tym klimacie, nie każdy też udźwignie narrację Dostojewskiego. A jednak polecam i namawiam - spróbować warto. Choć wchodzi się w tę powieść jak w coś gęstego, coraz gęstszego.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU MG
Więcej o książce na stronie wydawnictwomg.pl

piątek, 20 listopada 2015

#bookish: GRUBE KSIĄŻKI, GRUBA ZABAWA

I like big books and I cannot lie
You other readers can't deny

Mam nadzieję, że każdy z czytelników tego posta ma w swojej biblioteczce grubą, pękatą, ogromną książkę. Nie taką, która liczy trzysta lub czterysta stron, ale spaślaczka mającego więcej niż pięćset, sześćset, a nawet tysiąc stron! Dlaczego? Hej, nie zadawajcie takich głupich pytań! Grube książki są po prostu sexy!

Podczas wyjmowania z półek moich grubasków przeoczyłam to, że inni blogerzy podejmujący ten temat (m.in. moja kochana tanayah czyta) ograniczyli się do listy dziesięciu książek. Byłam chyba zbyt podekscytowana pomysłem, żeby myśleć o jakichś zasadach.

Przedstawiam moje ślicznie grube książki, przy których jedno jest gwarantowane: gruba zabawa. Darujcie mi ilość zdjęć, ale takie książki zasługują na sesję w różnych miejscach pokoju. 



Zebrałam aż osiemnaście grubasów. Nie wszystkie z nich zostały przeze mnie przeczytane, ale do wielu mam już poważny stosunek emocjonalny. Na przykład: kocham Harry'ego Pottera, przeraża mnie fabuła Blackout, a Bonda ciekawi, choć przytłacza podczas lektury.


Zamierzałam zmierzyć ten stos, ale - jak widać - były problemy z utrzymaniem równowagi, więc zrezygnowałam. Żadne zdjęcie nie jest warte tyle, by zaryzykować cierpienie książek.



Czas na zbliżenie i podsumowanie ilości stron. Najgrubsza książka ma 1022 strony, a najcieńsza 584.


Pochłaniacz, Katarzyna Bonda: 672 stron
Okularnik, Katarzyna Bonda: 848 stron
Korona śniegu i krwi, Elżbieta Cherezińska: 768 stron
Zabójstwo Pitagorasa, Marcos Chicot: 704 strony
Najpiękniejsze wiersze i piosenki, Agnieszka Osiecka: 680 stron


Biesy, Fiodor Dostojewski: 670 stron
Zły, Leopold Tyrmand: 760 stron
Pod kopułą, Stephen King: 928 stron
Starcie królów, George R.R. Martin: 1022 strony
Blackout, Marc Elsberg: 784 stron


Gra w klasy, Julio Cortazar: 688 stron
Gra o tron, George R.R.Martin: 844 strony
Harry Potter i Zakon Feniksa, J.K. Rowling: 959 stron
Morfina, Szczepan Twardoch: 584 strony
Ćwiartka raz, Karolina Korwin Piotrowska: 800 stron


Lalka, Bolesław Prus: 864 strony
Listy 1956-1978, Stanisław Lem, Sławomir Mrożek: 624 strony
Księgi Jakubowe, Olga Tokarczuk: 912 stron


Nie zapominajmy jednak, że najgrubszymi mieszkańcami półek są zawsze...encyklopedie i słowniki. Najbardziej bawi mnie "kieszonkowy słownik" liczący sobie ponad 1000 stron. A co!


Jakie grube książki zawracają Wam w głowach? O jakich śnicie, a których nienawidzicie? A może macie na półce jakiś stronicowy rekordzik, tomisko największe z wielkich? Czekam na Wasze komentarze!

środa, 18 listopada 2015

SWEETLAND, Michael Crummey






Tytuł: Sweetland
Autor: Michael Crummey
Data I wyd.: 2014 (PL: 11 maja 2015)
Wydawnictwo: Wiatr od Morza
Ilość stron: 384

Cztery słowa: nostalgia na końcu świata







Czyhałam na tę powieść, czekałam na nią. Czasem dociera się do takich książek, których lektura skazuje nas na fascynację, miłość i zachwyt. Nie wiem, od czego się zaczyna - czy od okładki, nazwiska, wydawnictwa; może od recenzji zasłyszanych mimochodem. Są takie książki, które bierze się do ręki i z którymi ma się od tego momentu emocjonalny związek.

Osada Chance Cove na wyspie Sweetland to niewielkie miejsce na krańcu świata. Mieszka tu kilkadziesiąt osób, które po zapaści nowofundlandzkiego rybołówstwa z trudem się utrzymują. Rząd proponuje mieszkańcom opuszczenie wyspy, w zamian oferując rekompensatę finansową oraz pomoc w przeprowadzce. Jedynym warunkiem jest jednomyślna zgoda wszystkich osób zamieszkujących wyspę. Z czasem jedynym mieszkańcem, który nadal nie zgadza się na przesiedlenie, jest Moses Sweetland, emerytowany latarnik, który mimo delikatnych próśb i podrzucanych anonimowych gróźb nie chce zmienić swojego zdania. Powieść Michaela Crummeya opowiada o niewielkiej społeczności, która stoi przed życiowym wyborem, o ludzkich tragediach i roli wspomnień, a także o szalonym postanowieniu człowieka przywiązanego do swojego miejsca. 
Zobaczył, że urzędnik nadchodzi od strony wody. Jasnobrązowe spodnie, tweedowa marynarka i krawat. Ten sam jegomość, który przypłynął na ostatnie zebranie, albo identyczny jak tamten – wyglądało na to, że w Budynku Konfederacji w St. John’s mają do dyspozycji nieograniczone zasoby. Aktówkę facet niósł zupełnie tak, jakby trzymał ją w dłoni, odkąd opuścił łono matki. (…) Dostrzegł go przelotnie, gdy tamten podchodził do frontowych drzwi; usłyszał pukanie.
W miasteczku nikt nie pukał do drzwi. (…) W miasteczku również nikt nie używał frontowych drzwi.
Sięgnęłam po Sweetland w przerwie między lekturą Biesów. Potrzebowałam czegoś, co reprezentowałoby całkowicie inny klimat - dosłownie i w przenośni. Trafiłam na koniec świata, na wyspę oderwaną od kontynentu, zapomnianą, nieobecną na najważniejszych mapach; zawitałam do zamkniętej społeczności, której nic już nie może uratować, która została skazana na rozczłonkowanie i rozwianie po świecie. Otrzymałam lekturę niezwykle ciekawą, chociaż surową. Pełną ostrego dowcipu, o którym przede wszystkim można powiedzieć to, że jest bardzo życiowy: naturalny, czasem przykry lub nie na miejscu. Dostałam lekturę opartą na fantastycznej konstrukcji krajobrazu i charakterów. Klimat miasteczka na końcu świata może przytłaczać, wprowadzać nastrój klaustrofobiczny. A jednak odetchnęłam pełną piersią, czując zapach oceanu utkany przez Crummeya. Widziałam pod powiekami miejsca, o których pisał, bez problemu stworzyłam w swojej głowie wizje bohaterów. To kawał dobrej, dopracowanej i zajmującej czytelnika narracji.

Jedną z najbardziej cennych rzeczy w powieści jest to, że historie wyspy Sweetland i Mosesa Sweetlanda przeplatają się. Niejednokrotnie nie byłam pewna, czy ważniejszy jest pojedynczy człowiek, cała grupa ludzi wyłaniająca się zza fabuły i przemyśleń Sweetlanda, czy może wyspa i miasteczko jako twory całkowicie samodzielne i mówiące własnym głosem. Surowi, konsekwentnie budowani bohaterowie pasują do równie surowej i konsekwentnej kreacji otoczenia. Wszystkie elementy współpracują ze sobą, tworząc ducha powieści, który został ze mną długo po przeczytaniu książki. To opowieść o świecie, który został zapomniany, a który jednocześnie nadal na przekór wszystkiemu w pamięci tkwi. Opowieść o grupie ludzi, która rozumie ten stan rzeczy, nawet jeśli sama decyduje się na odejście, godząc się z losem i otwierając kolejny rozdział – jaki, tego nie wiemy. I osobnym filarem powieści Sweetland jest Moses, postać przekorna, której wiele słów musiałam zaznaczyć, chociaż nigdy wcześniej nie kreśliłam po książkach. Tu ołówek sam pojawił się w mojej ręce, a ja podkreślałam i przekleństwa, i elementy czarnego humoru, i – w końcu – niezwykle chłodne wnioski dotyczące życia. Jeśli jakiś człowiek ma się nazywać tak, jak nowofundlandzka wyspa, to tylko Moses. Jeśli jakaś osamotniona, wypchnięta z myśli ludzi wyspa ma nosić czyjeś nazwisko, musi to być nazwisko Sweetlanda.

Jest to historia na wskroś realistyczna, nostalgiczna, w miarę zbliżania się do końca coraz bardziej niepokojąca. Historia, którą można dopisać do listy powieści opowiadających o małych ojczyznach - ale mówi o wiele więcej poza to. Trudno nie zatęsknić za własnym miejscem po przeczytaniu tej książki. Pobudza do refleksji, rozkochuje czytelnika we wzburzonym oceanie, niegościnnej plaży, w poczuciu pustki i oderwania. Crummey stworzył bohatera, którego chciałam zrozumieć i którego losy chciałam śledzić, nawet jeśli bez problemu mogłabym wytknąć momenty, gdy nie miał racji, gdy zachował się podle lub źle; momenty, kiedy tracił głowę. Nie można zlekceważyć tej historii, ponieważ poza pierwszą warstwą opowiadającą o schyłku świata znajduje się wiele innych, równie smacznych i nurtujących elementów. To historia opowiedziana w sposób prosty, bez oceny, perorowania i nadmiernych komplikacji. Nie ma w niej wątków sensacyjnych, nawet jeśli retrospekcje rozciągnięte na całą długość książki przybliżają niepokojącą historię zagubionej na morzu szalupy ratunkowej. Sweetland to powieść opowiadająca o ludziach, o życiu takim, jakie jest.

Nie potrafię wyrazić tego, jak dobrze czytało mi się tę książkę, jak bardzo chciałam ją skończyć i jak bardzo nie chciałam, żeby do tego doszło. Bywałam przy niej rozbawiona, bywałam poruszona. Cieszę się, że mogłam ją przeczytać i nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że jest to dobra, świetnie napisana, bardzo przemyślana opowieść. Chcę poznać inne utwory tego autora. Po lekturze powieści Sweetland moje wymagania co do innych tekstów Michaela Crummeya są wysokie.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU WIATR OD MORZA
Więcej o książce na stronie wiatrodmorza.com

niedziela, 15 listopada 2015

GREGOR I PRZEPOWIEDNIA ZAGŁADY, Suzanne Collins






Tytuł: Gregor i Przepowiednia Zagłady (ang. Gregor and the Prophecy of Bane)
Autor: Suzanne Collins
Data I wyd.: 2004 (PL: wrzesień 2015)
Cykl: Kroniki Podziemia (tom 2)
Wydawnictwo: IUVI
Ilość stron: 336

Dwa słowa: całkowicie pochłania!





Kilka miesięcy temu na polskim rynku wydawniczym pojawiła się powieść Suzanne Collins pod tytułem Gregor i Niedokończona Przepowiednia. Zdarzyło mi się ją czytać oraz napisać o niej kilka słów. Jak wspominałam w tamtym poście - jest to całkiem nowa propozycja autorki Igrzysk śmierci, kierowana do młodszego czytelnika. Ja do kategorii "dzieci i młodzież" już się nie zaliczam, jednak przygody Gregora bardzo mi się podobają.

Drugi tom Kronik Podziemia rozpoczyna się kilka miesięcy po wydarzeniach rozgrywających się w Gregorze i Niedokończonej Przepowiedni. Chłopiec postanowił, że nigdy więcej nie wróci do tajemniczej krainy znajdującej się pod Nowym Jorkiem. Ponownie staje się zwyczajnym chłopcem chodzącym do szkoły, opiekującym się rodzeństwem i dbającym o bliskich. Niestety życie jego rodziny nie jest wolne od problemów. Pewnego dnia okazuje się, że Podziemni znów potrzebują pomocy, a Gregor - chcąc nie chcąc - podejmuje wyzwanie. Wraz z nietoperzem Aresem, księżniczką Luksą oraz wielogatunkową drużyną, Gregor rusza na poszukiwania złowieszczego białego szczura Mortifera. Podróż nie jest łatwa, a Gregor nieustannie myśli o krwawym pojedynku i wielu trudnych wyborach, które będzie musiał podjąć. 
Gregor otworzył oczy. Miał dziwne wrażenie, że ktoś go obserwuje. Ostrożnie, starając się jak najmniej poruszać, rozejrzał się po maleńkiej sypialni. Na suficie nic. Na komodzie nic. I nagle go zobaczył: na parapecie siedział nieruchomo (jeśli nie liczyć delikatnych ruchów czułkami) karaluch.
Największą różnicą między tomem pierwszym a drugim tego cyklu jest wartkość akcji. Pozbawiona wstępów oraz objaśnień kontynuacja Kronik Podziemia wciągnęła mnie bardziej niż poprzednia część historii. Nim się obejrzałam, byłam już w połowie książki. Powieść przeczytałam w jeden dzień i lektura ta stanowiła idealną odskocznię od cięższych pozycji. Być może to tylko moje wrażenie, jednak wydaje mi się, że Gregora i Przepowiednię Zagłady pisało się Collins lepiej - na pewno lepiej się ją czyta, narracja zgrabniej przesuwa się między zdarzeniami. Collins rozwija to, co zarysowała w pierwszym tomie - pojawiają się więc uzupełnienia historii poszczególnych postaci, czytelnik ma okazję poznać kolejne szczegóły dotyczące budowy i wyglądu Podziemia, a bieg zdarzeń jest bardziej brawurowy i intensywny. Konieczne jest zapoznanie się z pierwszym tomem, by odróżniać bohaterów oraz rozumieć wątki. Pewne rzeczy zostały wyjaśnione, pewne dopełnione, a jeszcze inne dopiero otwarte i to w taki sposób, że już nie mogę się doczekać tomu trzeciego. To dobra kontynuacja cyklu, a jednocześnie książka, która obiecuje wiele dobrego na przyszłość. Autorka zostawiła mnie z uśmiechem na ustach i kilkoma tajemnicami do wyjaśnienia podczas lektury ciągu dalszego Kronik Podziemia.

Mogłabym właściwie powtórzyć wszystko to, co pisałam przy okazji Gregora i Niedokończonej Przepowiedni. Podziemie, kraina stworzona przez Collins, nadal jest bliska i logiczna, bohaterowie wciąż mają wady i zalety, nie zawsze chcą dobra i nie zawsze się lubią. Wiele rzeczy musi umrzeć, żeby narodziły się nowe, a krew występuje w powieści niejednokrotnie, wylewając się wprost z otwartych ran. Collins nie boi się przedstawień brutalnych walk, nie boi się też wprowadzać na karty powieści dla dzieci i młodzieży śmierci, strachu i okrutności. Znów mamy historię, w której przygody, zwroty akcji i niespodziewane zdarzenia są tylko pozornie głównym motorem narracji. Równie istotne są wartości, które reprezentują bohaterowie, głębszy sens każdej z przepowiedni oraz częste konflikty interesów, które sprawiają, że nie zawsze możemy łatwo określić, która z postaci tego niezwykłego świata ma ostatecznie rację. Niejednokrotnie zdarzenia rozgrywające się w Przepowiedni Zagłady mnie zaskoczyły, nie brakowało momentów dowcipnych, wzruszających czy trzymających w napięciu. Lektura całkowicie mnie pochłonęła i naprawdę chciałam więcej i więcej. Cieszę się, że mogłam przeczytać ten tom, ponieważ o ile pierwszy zainteresował mnie tym cyklem, drugim podpisałam cyrograf i teraz będę już musiała zapoznać się z całymi Kronikami Podziemia.

Serdecznie i z całego serca polecam tę powieść. Dzieci i młodzież porwie akcja oraz bohaterowie w nastoletnim wieku. Starsi czytelnicy będą mogli na chwilę odetchnąć od pracy, ciężkich lektur i rzeczywistości. Suzanne Collins potrafi pisać - można jej w tej materii całkowicie zaufać. Można też być pewnym, że akcji towarzyszą trudne tematy dotyczące m.in. wyborów moralnych, a brutalna walka zawsze ma jakiś cel. Rozrywka, lekkie pióro i brak naiwnego podziału na białe i czarne, dobre i złe - tak można podsumować tę książkę.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU IUVI
Więcej o książce na stronie iuvi.pl

piątek, 13 listopada 2015

ROK TEMU W LISTOPADZIE...

...czyli niezwykle wybiórcze i niemal całkowicie pozbawione komentarza zestawienie okładek, które ukazały się w listopadzie 2014.

Z poniższego zestawienia przeczytałam Marsjanina i Skrawki błękitu, czytuję Baśnie Braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Mam w swojej biblioteczce kilka książek z serii Angielski Ogród i bardzo chciałabym przeczytać książkę Janickiego, zwłaszcza, że niedługo będzie premiera kolejnego tomu opowiadającego o historii ważnych kobiet.


  

  

 

  

  

 


  

  

Które pozycje czytaliście? Które polecacie? A może przeoczyłam jakąś ważną premierę z listopada 2014? Zajrzyjcie na ROK TEMU W PAŹDZIERNIKU.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...