sobota, 7 listopada 2015

PIEKŁO ODZYSKANE, Grzegorz Majewski






Tytuł: Piekło odzyskane
Autor: Grzegorz Majewski
Data wyd.: lipiec 2015
Cykl: Niezłomni
Wydawnictwo: Erica
Ilość stron: 304

Kilka słów: nie do końca wykorzystany potencjał






Ostatnio każda książka, po którą sięgam, zawiera w sobie wątek przemocy przeciwko kobietom. Nie jest to kwestia mojego świadomego wyboru, ale przypadek. Przemoc nie jest też (nie zawsze) głównym elementem powieści, choć ładunek emocjonalny rośnie we mnie i rośnie, oddziałując na każdą kolejną lekturę. W Piekle odzyskanym przemoc dotyka wielu. Z jakim skutkiem dla czytelnika? 

Koniec II wojny światowej na Pomorzu Zachodnim nie oznacza końca krwawego bezprawia. Ten teren Ziem Odzyskanych, nazywany "polskim Dzikim Zachodem", charakteryzował się wysokim odsetkiem gwałtów, rabunków i morderstw. Brak realnie egzekwowanych praw, broń w każdym domu i wszechobecni szabrownicy i bandyci to codzienność. W czerwcu 1945 roku do Wałacza przybywa grupa leśników mająca za zadanie zagospodarować lasy na poniemieckich terenach Pomorza. Dla dwóch z nich, Żelisława Rosy i Adama Nowackiego, wyjazd ten jest przykrywką. Mężczyźni stoją po dwóch stronach barykady - jeden z nich jest byłym partyzantem, drugi oficerem Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Połączy ich wspólny stosunek do "polskiego Dzikiego Zachodu" i bandy niebezpiecznych szabrowników.

Powieść Grzegorza Majewskiego przeczytałam w jeden dzień. Jest to wynik dobry, bo nie każdą książkę potrafię przeczytać w taki sposób. Musi być ona albo bardzo prosta w swojej konstrukcji (co jednak nie zawsze jest zadowalające), albo niezwykle wciągająca. Piekło odzyskane łączy obie te rzeczy. Doceniam i daję wielkiego plusa za wykorzystanie motywu "polskiego Dzikiego Zachodu". Bawi mnie to i ciekawi. Przyznaję, że nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad losami Pomorza Zachodniego po II wojnie światowej. Okazuje się, że kilometry lasów i rozsiane bezładnie wioski można wykorzystać jako krwawe i dzikie realia powieści sensacyjnej. Historia i polityka (wszak trzeba jakoś władzę na te tereny bezprawia wprowadzić) utrzymywały moją uwagę przez całą powieść. I choć nie można odmówić fabule spójności, odczuwałam niedobór tych historyczno-politycznych informacji. Czytelnik musi się raczej posiłkować własną wiedzą dotyczącą tamtych czasów, bo w powieści umieszczono najpotrzebniejsze minimum. Dzięki temu akcja płynie szybko, niezatrzymywana przez opisy, dygresje czy tłumaczenia. A jednak wydaje mi się, że poszerzenie warstwy informacyjnej w powieści wcale by książce nie zaszkodziło. No i właśnie - konstrukcja powieści jest stosunkowo prosta, schematyczna i pozbawiona świeżości. Przeczytałam ją, ale nie zapałałam do niej żadnym większym uczuciem. Nie dopingowałam bohaterom, nie rozmarzyłam się, nie miałam dreszczy i łomotania serca. Styl jest bardzo klasyczny, nie wymaga od czytelnika większej uwagi, nie zaskakuje. Akcja bawi i przyciąga uwagę, ale to lektura na raz. Przeczytać, zamknąć, odłożyć.

Grzegorz Majewski bardzo dosłownie rozumie ideę "Dzikiego Zachodu". Bohaterowie dzielą się na szabrowników i gromadę obywateli mniej złych, ale wcale nie tak dobrych. Powszechna zgoda na przemoc wiąże się z odwiecznym prawem: lepiej nie widzieć niż samemu oberwać. I kiedy już na naszym, polskim, własnym Dzikim Zachodzie dzieje się tak źle, że gorzej być nie może - prawie znikąd pojawia się dwóch bohaterów. Oboje moralnie skrzywieni, każdy z nich z mało etyczną misją. Połączyła ich niezgoda na bezprawie i nieład społeczny. Oboje zaczynają wierzyć, że być może da się coś zmienić. Że oni mogą to zrobić. Przyznajcie, że brzmi to znajomo. Nie mówię, że to złe. Klasyczną fabułę czyta się zgrabnie, bo Majewski wykorzystał ją bardzo dobrze. Mam jednak wrażenie, mam takie palące uczucie, że mogło być...jeszcze lepiej. Jeszcze więcej. Jeszcze bardziej westernowo! Dzikości tego zachodu cywilizacji dopełniają pogonie, znęcanie się nad niewinnymi kobietami, strzelaniny i aura tajemnicy obecna w każdym leśnym zakątku. A nad wszystkim (i wszystkimi) wisi widmo ledwo zakończonej wojny. Klimat idealny.

Ostatecznie Piekło odzyskane nie parzy tak, jak piekło parzyć powinno. Działo się wartko i interesująco, ale brakowało mi rozwinięcia, poszerzenia elementów stworzonych, dopisania pobocznych, zajmujących wątków. Sensacją powieść się obroni, ale mogło być lepiej. Thrillera i kryminału (posługując się kategoriami z portalu lubimyczytac.pl) nie czuję. Skończyło się za szybko. Chętnie sięgnę po kolejny tom, bo Piekło odzyskane czytało się zgrabnie. Szkoda tylko, że ostatnie czterdzieści stron książki to prezentacja drugiego tomu. Te czterdzieści stron można było wykorzystać na poszerzenie głównej fabuły Piekła odzyskanego

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI AUTOROWI I WYDAWNICTWU ERICA
Więcej o książce na stronie wydawnictwoerica.pl

8 komentarzy:

  1. Szczerze przyznam, że nie ciągnie mnie do tej pozycji, więc odpuszczę ją sobie.

    OdpowiedzUsuń
  2. To akurat raczej nie jest lektura dla mnie, więc sobie odpuszczę;)

    www.ksiazkoholiczka94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Staram się unikać takich książek ''na raz'' ;)

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomimo opisanych przez Ciebie mankamentów, mogłabym się skusić na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie słyszałam wcześniej o tej książce. Temat jak najbardziej ciekawy, ja ostatnio stronię od takich traumatycznych pozycji, a może pora to zmienić. Chętnie się z nią zapoznam!
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Na razie sobie tą powieść odpuszczę. Ale w przyszłości.. kto wie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ano szkoda, że potencjał niewykorzystany, bo sam pomysł rzeczywiście wydaje się bardzo intrygujący :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Trudno mi ocenić, czy ta książka podobałaby mi się czy nie. Na razie nie mam jej w planach.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...