piątek, 4 grudnia 2015

RESTART, Amy Tintera






Tytuł: Restart (ang. Reboot)
Autor: Amy Tintera
Data I wyd.: 2013 (PL: wrzesień 2015)
Cykl: Restart
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 304

Dwa słowa: bardzo słabo







Mam w pamięci kilka książek, które doprowadziły mnie do głupawki, roztrojenia nerwowego lub gwałtownego wzrostu negatywnych emocji. Są to książki, których nigdy nie zapomnę - czasem żałuję, że poświęciłam swój czas na ich lekturę, czasem cieszę się, że mogłam się przy nich podenerwować, bo dzięki temu bardziej doceniam pozycje wartościowe. Jak było z Restartem? No cóż, niezbyt kolorowo.

Wren Connolly pięć lat temu została trzykrotnie postrzelona w klatkę piersiową. W wyniku obrażeń zmarła. Po 178 minutach powróciła jako restart - istota silniejsza, szybsza, posiadająca umiejętność regeneracji swoich tkanek, niemal zupełnie pozbawiona ludzkich emocji. W jej świecie restarci zdarzają się stosunkowo często - im dłużej pozostaje się martwym, tym mniej ludzkich emocji pozostaje po powrocie. Odpowiednio wyszkoleni restarci służą jako żołnierze Korporacji Odnowy i Rozwoju Populacji. Wren jest jedną z najlepszych maszyn do zabijania. Co jakiś czas w jednostce pojawiają się nowicjusze, a zadaniem najsilniejszych restartów jest zarządzanie ich treningiem i wdrażanie w obowiązki. Wren szkoliła dotychczas tylko najwyższe numery, najbardziej obiecujących restartów. Tym razem bierze pod opiekę Calluma, który nie żył przez zaledwie 22 minuty. Chłopak jest praktycznie nadal człowiekiem - ma słaby refleks, zadaje za dużo pytań, podważa rozkazy. Wren ma jasne zadanie: wyszkolić nowicjusza na żołnierza lub go zlikwidować.

Wytłuszczam ponownie, żeby wszyscy zrozumieli moją irytację. Główną bohaterką jest super-dziewczyna. Nie jest już człowiekiem, ponieważ była martwa przez sto siedemdziesiąt osiem minut. Jest maszyną do zabijania, wypraną z uczuć, nie znającą bólu, strachu, miłości. Nie rozumie ludzi, ponieważ ludzie posiadają emocje, a ona nie pamięta swojego ludzkiego życia. Wie tylko tyle, że ludzie nienawidzą restartów, boją się ich umiejętności i nie chcą im pomagać. Wszyscy patrzą na nią ze strachem, czują od niej śmierć, widzą w niej potwora i zwierzę. Bez uczuć, bez wolnej woli. Słucha rozkazów, trzyma się tylko ze świetnie wyszkolonymi restartami. Przez pięć lat swojego nowego istnienia zdążyła wyrobić sobie markę, nazwisko. Krążą o niej legendy, ludzie drżą na sam jej widok, inni restarci ją szanują. 

A później pojawia się gostek, który nie żył tylko dwadzieścia dwie minuty, co sprawia, że właściwie nadal jest człowiekiem. Potyka się o własne nogi, uśmiecha w nieodpowiednich sytuacjach i jest rozlazły jak rozgotowany makaron. Oczywiście główna bohaterka (nie posiadająca ludzkich uczuć, przypominam!) jest nim zauroczona, zaskoczona, zbita z pantałyku (chociaż nadal nie jest człowiekiem, ale twardym restartem bez serca, przypominam!). Waha się, czy facet może się dosiąść do niej w stołówce (SERIO) i jest to kwestia tak istotna, że zajmuje kilka akapitów. Wren odwzajemnia uśmiech Calluma, rumieniąc się przy tym (nadal jest trupem i maszyną do zabijania), wstydzi się zdejmowania koszulki (ponieważ nie lubi swoich blizn i uważa je za coś okropnego, chociaż poza tym narracja niejednokrotnie przypomina, że Wren ma zdanie wszystkich gdzieś i jest super-twarda; poza tym wszyscy restarci mają blizny, ale co tam), a w końcu zakochuje się w ciapciaku (w czasie pierwszego pocałunku) i jest gotowa poświęcić dla niego życie (przypominam ponownie: jednocześnie wmawia się czytelnikowi, że im dłuższa liczba minut, tym większy badass i trup z restarta). Nie jestem pewna, co tu się odpierdala, ale czytając tę powieść miałam ochotę rzucić ją w stronę ściany, najlepiej w otwór znany bliżej jako "okno". Jestem zażenowana fabułą, chociaż sam styl pisania jest niczego sobie. Zdania są logiczne, błędów językowych czy stylistycznych nie zauważyłam. Z logiką gorzej. Pomysł na tę książkę jest tak banalny, że aż mi przykro. Mogłabym to w sumie wybaczyć, bo lubię wariacje na temat klasycznych wątków, ale w tym wypadku trudno mówić o jakimkolwiek zwrocie akcji, który trzymałby w napięciu lub chociaż na chwilę zainteresował czytelnika. Bili się, uciekali, gonili, bili się. Na końcu wydarzyła się rzecz przewidywalna od momentu, kiedy tylko o tym wspomniano. Główni bohaterowie nie przeżyli żadnych wielkich przemian - to znaczy, narracja próbuje wspomnieć, że tak się stało, ale jest to tak papierowe i mało przekonujące, że mam ochotę nagrać swoje ziewnięcie i wrzucić je tutaj w formie ilustracji. Okej, bawimy się tematem zombie, ale, błagam, róbmy to dobrze, a jeśli nie dobrze, to chociaż zabawnie. Humor w tej książce jest tak prosty, że jedyną moją reakcją była zmiana ręki, na której się podpierałam. Nie rozumiem dlaczego mocna kobieta musiała być zmieniona na siłę w słabe ścierwo tylko dlatego, że pojawił się słodki facet, który chciał zmienić jej serduszko. Główni bohaterowie nie są ani trochę zajmujący, zaskakujący czy fascynujący. Boże, naprawdę cieszyłam się, że skończyłam tę książkę, chociaż - jak mówię - zdania są złożone logicznie i pod tym względem można powieść przelecieć wzrokiem bez problemu. Nie mam jednak w sobie ani jednej emocji, nie mam w sobie nawet odrobiny pozytywnego, chociaż uprzejmie wymuszonego elementu zainteresowania. Ta fabuła przeze mnie przesiąknęła i została tylko ładna okładka, która zresztą nijak się ma do wyglądu głównej bohaterki przedstawionego na kartach książki.

Jeśli mam jakoś podsumować tę powieść, to mogę o niej napisać tylko tyle, że to słaby romans dla bardzo naiwnych nastolatków. Wokół toczy się jakaś walka, jakaś reinterpretacja motywu żywych trupów, zombiaków, wariacja na temat postapokaliptycznego świata, ale to zupełnie nie jest ważne. Nie ma innych postaci oprócz Wren i Calluma - naprawdę, wszystkie nazwiska są nieistotne i padają tylko ot, żeby paść. Romans jest banalny, prosty, pozbawiony gradacji, natężenia, tajemnicy, jakiejkolwiek seksualności. Parskałam śmiechem w momentach bardziej "emocjonalnych" scen, bo nie mogłam tego wytrzymać. Ludzie czy restarci - wszystko jedno. Bohaterowie drugo- czy trzecio planowi - absolutnie brak rozróżnienia i wpływu na cokolwiek. To bardzo prosta, prymitywna opowiastka o tym, jak fajnie jest, gdy pani ma muskuły, pan ma emocje i razem stwierdzają, że może warto o to zawalczyć. Na litość boską, jest tyle powieści dobrych, wartościowych, pełnych wzruszeń, zwrotów akcji. Jest tyle powieści, które mają bohaterów prawdopodobnych, ciekawych, dynamicznych. Jest tyle powieści, które budzą w czytelniku wyobraźnię. Restart się do nich nie zalicza. Jestem zawiedziona tą powieścią tak bardzo, jak to tylko możliwe.

Na końcu napiszę: nie czytajcie. Jeśli możecie, nie róbcie tego. Sięgnijcie po coś innego. Zachwyćcie się czymś innym, dajcie się wkręcić w coś innego, utońcie w innym, lepszym świecie. Nie bierzcie do ręki książek, które nie dają nic: ani fascynacji, ani napięcia, ani nawet humoru. 

13 komentarzy:

  1. Jak dobrze, że nie zamawiałam tego EpikBoxa!

    OdpowiedzUsuń
  2. No śmiechłam nie raz na tej recenzji, aż się cieszę, że przeczytałaś tę książkę, żebym mogła sobie tutaj humor poprawić :D Okładka faktycznie fajna - pewnie bym zakupiła - więc dzięki za odradzenie! xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę mnie zasmuciłaś, mam ochotę na tę książkę a teraz sama już nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyli dobrze mi książkowa intuicja podpowiadała, żeby się za to nie zabierać :D
    Pozdrawiam serdecznie ;)
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznam, że zastanawiałam się na sięgnięciem po tę książkę, ale teraz wiem, że chyba nie warto, skoro ma być to strata czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałam już wiele recenzji tej książki ale szczerze przyznam, że jakoś wrażenia na mnie nie zrobiła i na razie nie mam zamiaru czytać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że szczerze napisałaś co myślisz. Może dzięki Tobie jacyś czytelnicy oszczędzą sobie czasu i pieniędzy które mogliby stracić na tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytalam juz kilka recenzji restarta i kazda z nich byla naprawda krytyczna pod wzgledem Restartu. Jednak caly czas chcialam przeczytac te pozycje, bo strasznie mnurtowal mnie temat restartow. Lecz teraz dopiero, gdy przeczytalam Twoja recenzje, nie zamierzam jej czytac, a juz na pewno kupowac. Jesli bohaterowie sa nic nie warci, a fabula takze nie powala, to nie chce tracic czasu na taka pozycje :)
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakiś czas temu byłem bardzo podekscytowany żeby przeczytać tę książkę, jednak teraz, po Twojej recenzji, wiem że lepiej omijać ją szerokim łukiem ;) jak dobrze, że w blogosferze są także "złe" recenzje :D

    Pozdrawiam :)
    http://mybooktown.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Matko, aż taka słaba. Współczuję straty czasu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Och, a ja tak bardzo chciałam przeczytać tę książkę ;(
    Zapewne i tak to zrobię, bo jestem uparta i czuję, że może mi się spodobać, ale zapewne z lekturą długo poczekam.

    Pozdrawiam :*
    ksiazki-mitchelii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojej, nie słyszałam o tej książce, ale skoro taka słaba, to nie będę marnować na nią czasu! ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytam, czytam i nie mogę tego przeczytać. Na początku wydawało mi się to fajne, zaczęły się pojawiać jakieś nowe wątki, ale teraz jest nudno. Po prostu dobry pomysł, ale złe wykonanie. :/
    Pozdrawiam!
    http://in-the-book-word.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...