środa, 23 grudnia 2015

ZŁY, Leopold Tyrmand







Tytuł: Zły
Autor: Leopold Tyrmand
Data tego wyd.: październik 2015
Wydawnictwo: MG
Ilość stron: 760

Trzy słowa: sensacja po peerelowsku







Warszawa w latach 50. XX wieku. Jak wygląda? Jacy ludzie ją tworzą? Z jednej strony ruiny i powolne odbudowywanie zniszczonego miasta. Z drugiej - kawiarnie, tramwaje, bary, parki i podejrzane skwery. Po raz pierwszy powieść Tyrmanda pojawiła się w 1955 roku i została bardzo dobrze przyjęta przez ówczesnych czytelników. W ogóle się temu nie dziwię.

Zły to kryminał, romans, polski western - powieść mocno osadzona w realiach Polski Ludowej, błyskotliwie opisująca blaski i cienie ówczesnego ustroju i społeczeństwa. Książka rozpoczyna się od serii napadów, w których scenariusz zawsze wygląda tak samo: ofiarami są bandziory, zbiry, rozrabiaki. Tajemniczy bohater pojawia się znikąd, załatwia sprawę i przepada w tłumie. Według niektórych świadków jest wysoki i dobrze zbudowany, według innych niski i drobny. Wszyscy są jednak zgodni co do jednego: jego znakiem rozpoznawczym jest mocne, świetliste spojrzenie. Milicja robi wszystko, żeby ustalić jego tożsamość, podziemny świat Warszawy rusza na wojnę.

Nie miałam żadnej trudności w wymyśleniu trzech słów, którymi można opisać tę powieść. "Sensacja po peerelowsku" to dość, by zacząć długi wywód o tym, jak na siedmiuset stronach dało się połączyć akcję, tajemnicę, wątek kryminalny, romans, przegląd przez wszystkie warstwy społeczne powojennej Warszawy, wartki rysunek Polski Ludowej, która buduje nowe na ruinach. Swoją notatkę o książce zaczęłam od podwójnie podkreślonego: "to nie do końca kryminał!", czego może nie czuć od pierwszych stron (ściśle sensacyjnych, trzymających w napięciu), ale co wychodzi na powierzchnię już kawałek dalej, niemal za rogiem. Reportażowe ujęcie Warszawy przez Tyrmanda przypomina nieco sposób pisania o niej w Lalce - i nie przestrzegam Was przed tym, ale namawiam do wskoczenia w tętniącą życiem stolicę lat pięćdziesiątych. To przegląd przez ówczesne relacje między ludźmi, opis miasta i społecznych praw, fabuła złożona z wielu mniejszych wątków, które sprawiły, że szybko poczułam się tak, jakbym doskonale znała każdą z opisywanych ulic, każdy z problemów, głównych tematów rozmów.
Żyjemy tu, w Warszawie, życiem tramwajowym. Znaczy to, że w naszej warszawskiej epoce tramwaj wzniósł się do roli symbolu. Oczywiście - tramwaj wyraża miejską jednostkę komunikacyjną, taką samą jak trolejbus czy autobus. Mówi się: żyjemy życiem takim czy innym, wtedy gdy życie owo dobywa z człowieka jego najistotniejsze cechy. Czyli że w zetknięciu z nim człowiek objawia się w całej swej okazałości. Przepełniony irracjonalnie tramwaj warszawski stanowi doskonały odczynnik, przekonujemy się w nim codziennie, jacy jesteśmy i jak bardzo żyjemy życiem tramwajowym. 
Narracja co rusz (jednak nie za często!) zbacza z głównego toru powieści, by - tak jak w cytacie powyżej - opisać fragment warszawskiego życia, warszawskiej rzeczywistości, czy to dotyczącej tramwajów, czy zimy, czy dziennikarzy. Klimat Złego jest fantastyczny i nie potrafię odnaleźć innego słowa, które mogłabym tu wstawić. To bardzo inteligentny (gdzieniegdzie otwarcie humorystyczny i groteskowy) obraz ludzi, miejsc, zdarzeń, a także niewymawianych wtedy głośno głupot i paradoksów.

To nie do końca kryminał, a jednak nadal kryminał, który wciąga. Nie tak, jak krótka książeczka sensacyjna, zagadka z morderstwem lub kradzieżą błyskotek. Tu akcja rozciąga się powoli, ale w tak zaskakujący sposób - fabularnie i narracyjnie - że nie dość, że bawiłam się świetnie podczas lektury wątków i scen pobocznych, to jeszcze drżałam podczas każdej sceny akcji. Warszawa opisana przez Tyrmanda to z jednej strony miasto zaczynające tętnić prawdziwym życiem, pełne tramwajów, spieszących się ludzi, kawiarń, spotkań, kolejek, spraw do załatwienia. Z drugiej strony Tyrmand konstruuje historię w stylu noir. Opisuje ciemne uliczki, podejrzane lokalizacje, mroczne rozgrywki w kryminalnym półświatku. A na deser - tytułowy zły, człowiek-cień, tajemniczy wybawca, który, niczym Zorro, sam ustanawia sprawiedliwość i pokój. Rozmiar tej powieści ma prawo przerażać i być może przeraża. Rozumiem to, bo sama czytałam Złego powoli. Sposób napisania tej powieści sprawił jednak, że cały czas wiedziałam, gdzie jestem - łatwo wracało mi się w rytm tej książki, tak jak łatwo i naturalnie wchodzi się w nurt ulicy. To kawał dobrej prozy - narracyjnie mięsistej i świetnie doprawionej, fabularnie inteligentnej i nie zostawiającej czytelnika w tyle.

Jestem na tak. Jestem bardzo na tak i już nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z Leopoldem Tyrmandem. Sceneria, bohaterowie, historia - wszystko jest na najwyższym poziomie. Nie wiem, czy jakakolwiek powieść osadzona w powojennej Polsce jest w stanie pobić tę pozycję.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU MG
Więcej o książce na stronie wydawnictwomg.pl

5 komentarzy:

  1. Koleżanka bardzo polecała mi tę książkę i muszę ją w końcu przeczytać :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Po tej recenzji chyba się skusimy :)

    Pozdrawiamy i zapraszamy do nas:
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. O tej książce pierwszy raz usłyszałam w Radio Trójce podczas audycji na tematy teatralne. Okazało się, że reżyser wrocławskiego "Mistrza i Małgorzaty" (o którym pisałam trochę na blogu) postanowił zabrać się również za adaptację "Złego", tym razem w nadmorskim teatrze muzycznym. Zaintrygowało mnie to, jak mówił o książce i w większości pokrywa się to z Twoją opinią. Szczególnie te opisy Warszawy, które i w "Lalce" bardzo ceniłam mnie kuszą :) Bardzo chcę przeczytać tę książkę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Słucham sobie właśnie audiobooka czytanego przez Adama Ferency. Jest świetny, ale chyba zrobię sobie powtórkę już zwyczajnie, sama czytając, bo gubię zbyt wiele rzeczy w trakcie słuchania

    OdpowiedzUsuń
  5. O tak! "Zły" to klasa sama w sobie, cudowna lektura :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...