wtorek, 26 stycznia 2016

DZIEWCZYNA Z PORTRETU, David Ebershoff






Tytuł: Dziewczyna z portretu (The Danish Girl)
Autor: David Ebershoff
Data I wyd.: 2000 (PL: styczeń 2016)
Wydawnictwo: Znak Literanova
Ilość stron: 384

Dwa słowa: niezwykle autentyczna







W tym roku z większą uwagą niż kiedykolwiek wcześniej śledzę oscarowe nominacje. To właśnie z tego powodu zainteresowałam się Dziewczyną z portretu, na podstawie której powstał scenariusz do filmu o tym samym tytule. I choć Dziewczyna nie jest nominowana w kategorii scenariusza adaptowanego (tu nominowane są, między innymi, Marsjanin, Brooklyn i Pokój), film zebrał nominacje za aktora, aktorkę drugoplanową, scenografię i kostiumy. Po lekturze powieści nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę, w jaki sposób Eddie Redmayne poradził sobie z rolą transgenderowej kobiety.

Historia Dziewczyny z portretu inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami z życia dwojga duńskich artystów: Einara i Gerdy Wegenerów. Einar jest jedną z pierwszych osób, które przeszły udokumentowaną chirurgiczną korektę płci, po której zmienił imię na Lili Elbe. Wcześniej Lili przeżyła wiele lat jako Einar Wegner, zajmując się pracą artystyczną i przebywając w związku małżeńskim z Gerdą, także malarką. W powieści to Greta Wegner proponuje mężowi, by ten założył damski strój na potrzeby dokończenia przez nią jednego z zamówionych portretów. Artystyczny żart zmienia życie pary. Einar odkrywa w sobie pragnienie, które dotąd dotąd skutecznie ogłuszał i ignorował. Czuje, że żyje w nim kobieta.

Podchodziłam do tej książki z bardzo pozytywnymi emocjami. Z jakiegoś powodu czułam, że historia do mnie przemówi, że poruszy mnie i że będę nią zachwycona. Tak zaczynać lekturę - to dobre, a jednocześnie niezwykle ryzykowne posunięcie. Nie zawiodłam się jednak na swoich przeczuciach i podejrzeniach, co mogę napisać otwarcie. Przed rozpoczęciem książki miałam już za sobą kilkukrotne obejrzenie filmowego zwiastuna, lekturę komentarza do filmu i notatek dotyczących małżeństwa Wegnerów. Fabuła nie miała więc szansy mnie zaskoczyć - znałam zarówno początek, jak i główny motyw historii, wiedziałam też, jak się skończy. Nie jest to w zasadzie powieść, która ma na celu zaskakiwanie i ekscytowanie kolejnymi losami bohaterów. Nie czytałam jej po to, żeby dowiedzieć się, w jaki sposób historia Lili się zakończyła, ale po to, żeby do końca być przy tej niezwykłej dziewczynie. A rzeczywiście psychika Lili jest rzeczą wartą poznania. Narrator wszechwiedzący umożliwia czytelnikowi wejrzenie wgłąb Einara, który zaczyna dostrzegać w sobie pewne zmiany, w końcu pożądać ich, wcielać w życie - na końcu nawet uświadamiać sobie (i odbiorcy książki), że natura, do której dorósł, zawsze w nim tkwiła. Zepchnięta na bok, przytłumiona przez społeczne wymagania oraz zasady miała w końcu szansę się obudzić, a sprzyjające warunki pozwoliły jej na to, żeby wyrosła, dojrzała, zakwitła. Dziewczyna z portretu jest dla mnie przede wszystkim szkicem o psychice. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z opisem tego, co czuje osoba, która nie widzi połączenia między swoim ciałem i psychiką, która dostrzega w sobie problem niezgodności psychiki i ciała. W którymś momencie Einar sam sięga po książki i opis jego drogi do zrozumienia siebie jest prawdziwie wzruszający. Ciekawi mnie - o czym pisałam już we wstępie - w jaki sposób problem ten zostanie uchwycony na dużym ekranie, jak medium filmu przeniesie trudną materię wewnętrznych przeżyć bohatera na konkretnego aktora, na obraz, na gest i wypowiadane kwestie.

Prawdą jest, że Dziewczyna z portretu to historia bardzo liryczna. Trudno szukać w niej zwrotów akcji, ponieważ to opowieść o sporach wewnętrznych. Nie tylko Lili, ale także Grety, żony malarza. To właściwie druga pierwszoplanowa postać i będę się tego zdania bardzo mocno trzymać. Bez Grety nie zdarzyłoby się nic, żadna decyzja nie zostałaby podjęta, brakłoby bodźca, od którego wszystko się zaczęło. Nadal nie do końca jasne są dla mnie wszystkie motywacje Grety, która nie dość, że jako pierwsza przejrzała prawdziwą naturę swojego męża, wspierała go i poprowadziła aż ku korekcie płci, ale była też w tej decyzji stanowcza, chyba bardziej niej pewna niż sama Lili. Krótkie rysy, fragmenty dotyczące przeszłości obojga bohaterów tworzą tak naprawdę nie tylko historię tytułowej Dziewczyny z portretu, ale też osobną opowieść o dziewczynie, która namalowała obraz. Jestem pod wrażeniem tego, w jak subtelny sposób udało się ubrać tę historię w słowa, w jak przejrzysty i prosty sposób przedstawiono kwestię w gruncie rzeczy dramatyczną, w tamtych czasach - akcja utworu zaczyna się w 1925 roku, w chłodnej Kopenhadze - trudną do wyobrażenia. Wiele rzeczy trzeba sobie dopowiedzieć samemu, wiele tropów podjąć bez zachęty autora. Sam David Ebershoff w nocie na końcu książki zaznacza: "Napisałem tę książkę, aby zagłębić się w intymną przestrzeń tego wyjątkowego małżeństwa, co byłoby niemożliwe bez domysłów, spekulacji i popuszczania wodzy fantazji. Zawarłem na tych stronach pewne ważne fakty dotyczące przemiany Lili, ale rozmaite szczegóły tej opowieści - miejsce, czas, język i życie wewnętrzne - są tworem mojej wyobraźni." Fikcja literacka pozostaje fikcją, chociaż natura problemu jest niezmiennie nurtująca. Zarówno życie Lili Elbe jak i powieść inspirowana jej losami są niezwykle aktualne. W Dziewczynie z portretu nie wszystko napisano wprost i dzięki temu historia ta jest tak interesująca, absorbująca i zwyczajnie ludzka.

Cóż tu dodać - polecam. Książkę przeczytałam z niezwykłą uwagą, powoli. To przejrzysty język, ciekawie zbudowany tekst, mądry dobór tematu i bardzo satysfakcjonująca realizacja. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak obejrzeć film. Niech historia poruszy mnie jeszcze raz.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU ZNAK LITERANOVA
Więcej o książce na stronie znak.com.pl

10 komentarzy:

  1. Sporo o niej czytałam, może kiedyś po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam o tej książce... Może kiedyś po nią sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałam tę książkę, ale okładka mnie zmyliła, bo myślałam, że to jakaś niewarta uwagi obyczajówka (właściwie nie wiem dlaczego tak pomyślałam). Ech, no i sprawdza się stare, dobre przysłowie: nie oceniaj książki po okładce. Książka wydaje mi się niezwykle interesująca, czegoś takiego chyba jeszcze nie było, a przecież temat jest jak najbardziej aktualny. Koniecznie muszę zwrócić na nią uwagę. :>

    OdpowiedzUsuń
  4. Od dłuższego z czasu niecierpliwością czekam na film, a jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby najpierw przeczytać książkę :P Mam nadzieję, że jeszcze przed obejrzeniem ekranizacji uda mi się sięgnąć po literacki pierwowzór ;) Coś czuję, że się nie zawiodę ;)
    Pozdrawiam :)
    http://mybooktown.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie przeczytam i wybiorę się na film. Podejrzewam, że w odwrotnej kolejności (bo czas wymusi działanie), ale tak. Też chcę poznać tę historię! :) Świetna, wnikliwa recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta książka mnie ostatnio prześladuje. Wszędzie ją widzę i za każdym razem mam coraz większą ochotę na przeczytanie ;)

    Pozdrawiam!
    http://myfantasticbooksworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Widziałam zapowiedź filmu w kinie, ale nie miałam pojęcia, że jest na podstawie książki. Zaintrygowałaś mnie recenzją i być może po nią sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Całkiem niedawno usłyszałam o tym filmie w Dzień Dobry TVN, a że od zawsze intryguje mnie to, co powszechnie niezrozumiane, by właśnie zrozumieć jeszcze bardziej, szybciutko wyszukałam w Internecie i jest seans, na który udaję się w przyszłą sobotę - zapewne umieszczę o tym słów kilka na swoim blogu: www.blacklady.blogujaca.pl Łączę pozdrowienia i zapraszam do siebie, Justyna:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Spór wewnętrzny musi być fascynującym tematem, do tej pory nie miałam styczności z tematem w książkach, a przynajmniej nie przypominam sobie. Czasem sięgam po książki mało dynamiczne, ale czy ta w pełni by mnie urzekła, wciąż się zastanawiam.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...