sobota, 27 lutego 2016

O ŚWICIE WZIĘŁAM PSA I POSZŁAM..., Kate Atkinson





Tytuł: O świcie wzięłam psa i poszłam (Started Early, Took My Dog)
Autor: Kate Atkinson
Data I wyd.: 2010 (PL: styczeń 2016)
Cykl: Jackson Brodie (tom 4)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 448

Dwa słowa: stonowanie, spowalnianie





Nie czytałam jeszcze Kate Atkinson. Nie czytałam też żadnej wcześniejszej powieści z cyklu o Jacksonie Brodie - nie przejęłam się faktem, że jest to jeden tom z wielu opowiadających o losach tej postaci. Mam już za sobą kilka serii, w których główny bohater jest swobodnym spoiwem pomiędzy różnymi historiami. I to rzeczywiście nie przeszkadza. Jak jest jednak z całością?

Leeds, lata siedemdziesiąte, na jaw wychodzą morderstwa Rozpruwacza z Yorkshire. Poznajemy posterunkową Tracy Waterhouse i jej partnera, sprawy, jakimi się zajmują. Trzydzieści pięć lat później Tracy jest na emeryturze, a Brodie trafia do niej w trakcie prywatnego śledztwa, którego się podjął. Sprawa dotyczy poszukiwania informacji o biologicznej rodzinie dorosłej już klientki, którą adoptowano w bardzo wczesnym wieku. Leeds to rodzinne strony detektywa; na miejscu okazuje się, że nic nie jest tak proste, jak miało być, a jego klientka żyje w wielkim kłamstwie.

Jak już wspomniałam, nie odczułam oporów w lekturze spowodowanych tym, że nie miałam do czynienia z innymi książkami, w których pojawia się ten bohater. Być może nie zbudowałam przez to odpowiedniego przywiązania, trudno było mi zresztą w ogóle przywiązać się do kogokolwiek w O świcie wzięłam psa i poszłam. To nie ten typ powieści, choć w pewnych chwilach mimowolnie dopinguje się pewnym bohaterom lub zastanawia, jak potoczą się ich losy. Atkinson pisze w sposób mistrzowski, bardzo sprawnie wprowadzając nie tylko akcję, ale też elementy bardziej refleksyjne, przeżycia bohaterów, ich wspomnienia, retrospekcje. Warsztatowo powieść jest na bardzo wysokim poziomie i czuć to od razu. Liczy się nie tylko objętość książki, ale także to, jak gęsto jest zbudowany środek. I tu zaczynają się schody, przynajmniej moim zdaniem. W dwóch słowach o tej pozycji ujęłam to, co jest dla mnie najsilniejszym wnioskiem po jej przeczytaniu. Jest to historia stonowana, nieustannie przecinana przez wątki poboczne, zejścia z głównej osi fabuły, dopowiedzenia, poszerzenie rysu postaci. Kupuję wszystko, co daje styl Atkinson - jej zdania, sposób opisywania pewnych scen, rysowanie bohaterów, zbieranie rożnych charakterów w jednej przestrzeni. Nie kupuję jednak tego, jak nieznośnie jest przez to spowalniana akcja. Kosztem ciekawych, ujmujących historii zostało mi odebrane przeżywanie głównego wątku fabuły. Na dłuższą metę czytało mi się tę powieść niezwykle ciężko. Wymagała ode mnie takiej ilości skupienia, takiej uwagi, że nie byłam w stanie przeczytać za jednym razem więcej niż trzydzieści, pięćdziesiąt stron. Wciąż dokładane wątki, retrospekcje, uwagi sprawiły, że - w moim odbiorze - książka stała się rzeczą trudną, nużącą.

Choć warsztatowo napisana świetnie, nie jest to moje tempo akcji. Narracja przedstawia historię sprzed lat, klimatyczny opis lat siedemdziesiątych, ówczesnych strachów, które spędzały sen z powiek mieszkańcom Leeds i okolic. Oprócz tego toczy się wątek aktualny, szukanie biologicznych rodziców klientki Brodiego, jego próby pogodzenia się z własnym życiem, odnalezienia równowagi. Dalej: bardzo rozbudowane zwyczaje i rozterki emerytowanej policjantki, która nieoczekiwanie staje się opiekunką dla dziecka. Na deser fragmenty z wiekową aktorką, której problemy z pamięcią stają się częścią bardzo przytłaczającą, chwytającą za serce. A to zaledwie pierwsze sto, sto pięćdziesiąt stron powieści - później wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, pojawia się jeszcze więcej wątków, fragmentów, zlepków zdarzeń. To jest dobra powieść: porządna, przemyślana, o bardzo dobrze osadzonej historii, przemyślanych i różnorodnych bohaterach, ciekawym sposobie prowadzenia narracji - ale nie jest to powieść, o której powiem, że mi się spodobała i jej czytanie sprawiało mi przyjemność.

Nie czytałam wcześniej Kate Atkinson, ale wierzę, że jeszcze kiedyś, widząc jej nazwisko, sięgnę po jakiś tytuł. Z wahaniem i świadomością, że problemy z O świcie wzięłam psa i poszłam... mogą się powtórzyć, ale wydaje mi się, że jest to autorka, której można zaufać i do której można - mimo wszystko - wrócić. Cieszę się, że miałam okazję sięgnąć po tę powieść. Spróbujcie sami.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU CZARNA OWCA
Więcej o książce na stronie czarnaowca.pl

5 komentarzy:

  1. Właściwie to zachęciłaś mnie, pomimo że nigdy jeszcze nie czytałam książek tej autorki. W wolnym czasie chyba po nią sięgnę :)
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę mam już dawno za sobą, a i czytało mi się ją szybko, lekko i przyjemnie. Ale sam tytuł chyba wywarł na mnie największe wrażenie, nie jestem w stanie się go pozbyć z głowy - rzadko spotykam się z tak oryginalnymi tytułami :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam inną książkę tej autorki, nie związaną z tym cyklem. I zgadzam się - ta pani pisze po mistrzowsku !

    OdpowiedzUsuń
  4. Skoro to nie problem, że nie zna się wcześniejszych części, to może i ja się skuszę?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja z kolei czytałam wcześniej Jej wszystkie życia tej autorki i one również były bardzo, bardzo, bardzo nużące, przez co nie mam w ogóle chęci sięgać po inne książki Atkinson.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...