czwartek, 31 marca 2016

ODDAM KSIĄŻKĘ #3

Mam - więc dam.

Tak się złożyło, że raz na jakiś czas zdarza mi się dostać egzemplarze recenzenckie. Chciałabym, żebyście też mieli okazję przeczytać te książki i sami zadecydować, co o nich sądzicie.

Jakie pozycje można zdobyć w rozdaniu?


 


O ŚWICIE WZIĘŁAM PSA I POSZŁAM, Kate Atkinson:
Czwarty tom cyklu z prywatnym detektywem Jacksonem Brodiem. Kate Atkinson przenosi nas do Leeds lat 70., gdzie poznajemy posterunkową Tracy Waterhouse i jej partnera. Są to czasy, gdy na jaw wychodzą pierwsze z serii morderstw Rozpruwacza z Yorkshire. Trzydzieści pięć lat później Jackson Brodie szuka biologicznych rodziców swojej nowej klientki. Przypadkiem trafia na teczkę z nazwiskiem Tracy Waterhouse i jej numerem telefonu. Losy Jacksona i emerytowanej policjantki splatają się, a bohaterowie odkrywają, że przeszłość nigdy nie przechodzi do historii. (źródło: lubimyczytac.pl)
Moją opinię przeczytacie tutaj.

WŁADCY DINOZAURÓW, Victor Milan:
Victor Milán pokazuje nam wspaniały, niezwykły świat, pod wieloma względami będący odbiciem czternastowiecznej Europy z jej konfliktami dynastycznymi, wojnami religijnymi oraz wyrafinowanymi intrygami… tyle że najgroźniejszą bronią używaną w Raju są dinozaury. W wojnach uczestniczą całe armie dosiadających je rycerzy. Podczas jednej z bitew tajemniczy wojownik Karyl Bogomirsky zostaje zdradzony i podstępnie pokonany – wszyscy są pewni, że zginął. Budzi się jednak na polu bitwy – nagi, ranny i dotknięty częściową utratą pamięci. Ścigany przez wroga, podejmuje wyprawę, która wstrząśnie całym jego światem. (źródło: lubimyczytac.pl)

Moją opinię przeczytacie tutaj


JAK ZDOBYĆ KSIĄŻKĘ?

Pozostaw pod tym postem komentarz.

W treści podaj:
- swój adres e-mail,
- tytuł książki, którą mi polecasz oraz dwa zdania o tym, dlaczego powinnam po nią sięgnąć,
- tytuł jednej pozycji, którą chcesz otrzymać.

Rozdanie zakończy się 14 kwietnia. Będzie mi bardzo miło, jeśli dodasz mojego bloga do obserwowanych. Zapraszam także na Facebooka Po Książkach Mam Kaca oraz Instagram pannakac.

Powodzenia!

środa, 30 marca 2016

KOMNATA CZASU, Daria Song






Tytuł: Komnata czasu (The Time Chamber)
Autor: Daria Song
Data tego wyd.: 2016
Wydawnictwo: Vesper
Ilość stron: 84
Dwa słowa: uroczo i dziewczęco


Kolorowanki. Temat, który pojawił się nagle i podbił serca dziesiątek ludzi. W swojej kolekcji mam kilka książek do kolorowania, część prezentującą figury geometryczne, kilka przedstawiających za pomocą kształtów historie. Daria Song to koreańska artystka, a Komnata czasu jest kolejną kolorowanką jej autorstwa. We wcześniejszej pozycji, Ogrodzie czasu, młoda dziewczynka weszła za wróżką do magicznego zegara. Tym razem to wróżka odwiedza świat ludzi, pojawiając się w pokoju dziewczynki.

To jedna z kolorowanek, które wprowadzają odbiorcę w zmyślony świat, zachęcając często do samodzielnego uzupełniania ilustracji swoimi rysunkami. Na kilku stronach znaleźć można tego typu zadania - polecające stworzyć ciąg dalszy grafiki, uzupełnić ją nie tylko kolorem. Jeśli chodzi o zawartość książki, to znajdują się tam zarówno powtarzalne figury geometryczne, jak i obrazki przedstawiające konkretne sytuacje ze stworzonej oszczędnymi słowami historii wróżki. To bardzo dziewczęca, lekka opowiastka, przeznaczona dla kobiet - moim zdaniem raczej tych młodszych. Różnorodność ilustracji do kolorowania powinna usatysfakcjonować każdego, niezależnie od tego, czy dopiero zaczynamy przygodę z tą formą relaksu, czy mamy już w swojej kolekcji mnóstwo tego typu książek. Przeważają jednak małe elementy, drobne linie, detale. Daria Song przedstawia coś innego, autorski projekt, pewną formę własnego, zmyślonego świata. Bardzo podoba mi się to, że ilustracje skupiają się na szczegółach przestrzeni, w którą chce wprowadzić nas autorka - będą to więc fragmenty przedmiotów, delikatne roślinne motywy, powtarzająca się postać wróżki, która odkrywa świat po drugiej stronie zegara. Na końcu znajdziemy spis treści - także dający się pokolorować, przedstawiający poszczególne elementy przygody bohaterki tej książki, a także karnety, które można wyciąć, pokolorować, złożyć i podarować komuś, wypisując w środku np. życzenia. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z podobnym dodatkiem do kolorowanek. Jakość pozycji oceniam na bardzo dobry. Papier jest dobrej jakości, ilustracje znajdują się po obu stronach kartki. W kilku miejscach kolor kładziony przy użyciu cienkopisów przebił się, ale nie przeszkadza to w uzupełnianiu kolorowanek, więc nie uznaję tego za znaczącą wadę. Brakuje mi trochę mocnej tektury na końcu książki, dzięki której można kolorować ilustracje w każdej pozycji, bez konieczności szukania oparcia. 

Jeśli ktoś szuka kolorowanki - warto przyjrzeć się Komnacie czasu. Myślę, że fani kolorowania będą zachwyceni historią, jaką przedstawia Daria Song.Warto ją przekartkować w księgarni, żeby przekonać się, czy styl ilustracji nam pasuje. Ja znalazłam kilka kart, którymi chciałam zająć się od razu, z uwagą prześledziłam też znajdujący się między grafikami tekst. To subtelna pozycja, pełna dziewczęcego uroku. 


KSIĄŻKĘ OTRZYMAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU VESPER





wtorek, 29 marca 2016

WŁADCY DINOZAURÓW, Victor Milán





Tytuł: Władcy dinozaurów (The Dinosaur Lords)
Autor: Victor Milán
Data I wyd.: 2015 (PL: marzec 2016)
Cykl: Władcy Dinozaurów (tom 1)
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 450

Dwa słowa: trochę niewypał





Łatwo łykam teksty pisarzy polecających inne książki. Jestem z gatunku ludzi, na których działa prawo autorytetu. Zdanie zachęty George'a R.R. Martina na okładce? Zdanie, które porównuje Władców dinozaurów do Parku Jurajskiego i Gry o tron? Tak, musiałam sięgnąć po tę książkę.

Akcja rozgrywa się w Raju, świecie, nad którym władzę sprawuje Ośmiu Stwórców, a głównymi stworzeniami - oprócz ludzi - są dinozaury. Niektóre dzikie, inne wykorzystywane jako zwierzęta domowe lub pociągowe, jeszcze inne służące w walce. Podczas jednej z bitew tajemniczy, sławiony w pieśniach wojownik Karyl Bogomirsky zostaje zdradzony i pokonany. I, jak twierdzą świadkowie, zabity. Dowódca budzi się jednak na polu bitwy, a niedługi czas później podejmuje się wyzwania, które będzie miało wpływ na cały znany świat.

Fantastyka jak się patrzy. Klimat Europy z okolic XIV wieku, z jej rozwarstwieniem społecznym, zwyczajami i dużą rolą religii. Do tego egzotyka miejsca, które bardzo przypomina nasz świat, ale jest - jak autor podkreśla na samym początku - całkowicie innym światem. Niezwykłe zwierzęta, odrobina tajemniczych, mrożących krew w żyłach wierzeń, spory religijne i polityczne, smród ubogich ulic, patos wielkich bitew, władcy, rycerze i zwyczajni bardowie. A do tego dinozaury, strach przed istotami, które mogą zwrócić uwagę na napiętą sytuację w Raju i postanowić samodzielnie zaprowadzić porządek oraz odrobina seksualności i humoru w ustach poskramiacza dinozaurów. W teorii - cudo! W praktyce...

Zawiodłam się tą książką. Piszę to z trudnością. Długo mieliłam te słowa, ale nie widzę możliwości, żeby inaczej opisać mój nastrój w czasie lektury oraz refleksję po zamknięciu książki. Od samego początku byłam zachwycona pomysłem - ostra polityka, walki i dinozaury? Byłam przekonana, że mam przed sobą coś tak miażdżącego, że nie będę mogła się po tym podnieść. Zauroczyła mnie grafika na okładce, niesamowicie klimatyczna. Wszystkie ilustracje w środku książki są równie dobre. Wprowadzają w nastrój. Kiedy okazało się, że każdy z rozdziałów otwiera krótki tekst dotyczący gatunków dinozaurów lub szczegółów dotyczących Raju - poczułam znajome, zadowolone drżenie w głębinach czytelniczego serduszka. Mitologia świata Władców dinozaurów jest dopracowana, interesująca i rozbudza apetyt na więcej. Po przeczytaniu pierwszych rozdziałów drżałam z emocji, bo opis walk na dinozaurach jest epicki w najbardziej szerokim znaczeniu tego słowa. Słyszałam ryk potworów i widziałam krew nieszczęśników, którzy zostali zmieceni z powierzchni ziemi. Pierwsze rysy postaci bardzo mnie zaciekawiły. Były dobrze osadzone na klasycznym sposobie prezentowania bohaterów książek fantastycznych - narracja zadbała o przedstawienie szczegółów, które pomagają wyobrazić sobie postać w środku świata przedstawionego.

A później zaczęłam się nudzić. Od połowy książki wymuszałam na sobie dotarcie do konkretnej strony, bo w innym wypadku prawdopodobnie odłożyłabym tę lekturę na bok i o niej zapomniała. Miałam ogromne, nabuzowane, pełne ekscytacji przewidywania co do świata Władców dinozaurów. I wszystko legło w gruzach. To nie tak, że jest to zła książka, nie. Jest dobrze napisana, nie dostrzegłam żadnych rażących błędów logicznych, można sobie całkiem przyzwoicie wyobrazić Raj ze wszystkimi jego zasadami, obawami i nadziejami. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że książka ta jest pozbawiona tempa. Ktoś wciąż gdzieś się bije, dokądś zmierza, na cesarskim dworze rozgrywają się błahe i naiwne rozmowy córki władcy i jej świty. A później znów trwa walka, kolejna walka, mnóstwo pięknych opisów szarżujących na siebie ludzi i dinozaurów... I tak w kółko. Nie widzę tu rozmachu Gry o tron, chociaż cała rzecz tyczy się bitew i walk o władzę. Element intrygi jest jednak niemrawy. Opisy romansu i seksu - męczące. Melodia, cesarska córka, to jedna z bohaterek, które mnie nie przekonują; nie czuję wobec niej ani sympatii ani niechęci, jej wątek jest przesadnie długi. Park Jurajski z jego fantastyczną akcją i ciągłymi zwrotami akcji to coś zupełnie innego niż Władcy dinozaurów. W Parku bestie są coraz bardziej przerażające, we Władcach dinozaurów przestałam się ich bać

Liczyłam na wiele. Ekscytowałam się tą książką przed sięgnięciem po nią, ekscytowałam się przez kilkadziesiąt pierwszych stron. Po jej zamknięciu rzuciłam ją na podłogę i mruknęłam pod nosem, że jestem zawiedziona. Nie oderwałam się od rzeczywistości, świat przedstawiony mnie nie porwał, nie będę teraz marzyć o przeniesieniu się do niego. Kocham fantastykę za to, że tworzy przed czytelnikiem coś niesamowitego - tu niesamowitości mi brakło. Szkoda.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU GALERIA KSIĄŻKI
Więcej o książce na stronie galeriaksiazki.pl

poniedziałek, 28 marca 2016

#blogerzy: JAKĄ KSIĄŻKĘ CZYTASZ?

Po raz trzeci zadaję blogerom książkowym pytanie o książki. Poprzednio pytałam o pozycje, które wywarły na nich największe wrażenie, a jeszcze wcześniej - o książkę, od której zaczęła się ich miłość do czytania. Jak odpowiedzieli tym razem?

..................................................................................................................................................

Agnieszka, ksiazka-od-kuchni.blogspot.com
Czytam... Kilka. Jestem tym strasznym typem człowieka, który nie może zacząć i skończyć jednej książki, tylko czyta parę jednocześnie. Mam zaczęty Antrakt i Łotrzyki. Za chwilę biorę się za Zdradę, a mam jeszcze audiobook Stół króla Salomona, który co prawda słucham, ale też jestem w połowie. I to nie jest tak, że zaczynam i odkładam, nie kończę. Naprawdę czytam je wszystkie - jednego wieczoru jedną, w podróży drugą i tak na zmianę.

Zwykle czytam kilka książek naraz, ale mimo tego jedna jest taką, nazwijmy to, wiodącą. Jednak tym razem jest inaczej, bo gonią mnie terminy. Czytam więc wszystko w jednym czasie i tylko żałuję, że nie mogę się sklonować, żeby w spokoju oddać się każdej lekturze z osobna. Znacie to? Czytam więc: Zombie.pl Cichowlasa i Radeckiego, bo powinnam już napisać recenzję dla Zysku, czytam Pilota Daviesa na najbliższe spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki „Trzynastka” (który prowadzę w swojej bibliotece), na przerwach w pracy zaśmiewam się przy kolejnym tomie cudownych przygód Paula Westa we Francji, czyli M jak merde! Clarke’a, a do tego pochłaniam na cito Rewizję Mroza, żeby zdążyć przed premierą (która już 30 marca). Mróz ma zresztą u mnie czytelniczy priorytet, bo wiadomo (choć może kogoś to jeszcze ominęło): na zawsze Generalissimus!

W tej chwili to Inwazja na Tearling, której autorką jest Erika Johansen i z każdą kolejną stroną coraz milej mnie zaskakuje. Klasyczne fantasy zmienia się w ciekawą mieszankę stylów, a historia wciąga coraz bardziej. Interesujący bohaterowie, świetna fabuła i zaskakujący świat książki jak na razie tworzą zajmującą lekturę.

Obecnie czytam "Komornika" Michała Gołkowskiego. To historia postapokaliptyczna, dosłownie. Następuje koniec świata, zostają zesłani Aniołowie Zagłady. Jednak coś nie wypala i do wykończenia grzeszników zostają powołani cywile na stanowiska Komorników. Historia wciągająca i bardzo humorystyczna! Główny bohater jest nieziemski!

Właśnie skończyłam Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak Jacka Hugo-Badera i nie mogę się pozbierać. Autor reportażu dołącza do wyprawy, której celem jest odnalezienie ciał Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego – himalaistów zaginionych podczas zejścia z Broad Peak w marcu 2013 r. Hugo-Bader próbuje zrozumieć, co gna ludzi w wysokie góry. Pyta, czy realizując własną pasję mamy prawo narażać swoich bliskich na ogromny stres i cierpienie. Próbuje dociec, co stało się tego feralnego dnia, co zawiodło? Sprzęt, ludzie, brak pokory wobec potęgi i majestatu gór? Czuję, że będę jeszcze długo myśleć o tej książce. A teraz zaczęłam czytać Podpalacza Wojciecha Chmielarza. W bibliotece, w której pracuję, od zeszłego roku działa Klub Konesera Kryminału i właśnie tę powieść będziemy omawiać na kolejnym spotkaniu.

Od kilku dni czytam Dziennik Francisa Kilverta – wspomnienia o tyle niezwykłe, że autor mniej czasu poświęca sobie, a więcej temu, co go otacza. Pastor opisał życie na typowej angielskiej wsi w latach 1870-1879. Relacje ze spotkań z okolicznymi mieszkańcami i znajomymi przeplatają się z przepięknymi opisami przyrody, a całość uzupełniają nowinki ze współczesnych autorowi doniesień prasowych ze świata. Wszystko to tworzy świetny obraz społeczności angielskiej wsi XIX wieku. Z kart dzienników Kilverta aż unosi się sielankowy nastrój, który zdecydowanie sprzyja wyciszeniu się w wielkanocnym okresie – za każdym razem, gdy siadam do lektury, przenoszę się w tamte czasy i wcale nie mam ochoty wracać do rzeczywistości. Polecam serdecznie tym, którzy szukają spokojnej, wyciszającej lektury na wieczór.

Krzysztof, czytalski.pl
W tej chwili czytam Kapitana Jamroza Marcina Ciszewskiego oraz Obronę Steve'a Cavanagh.

Czytam Cześć, co słychać? czyli najnowszą powieść Magdaleny Witkiewicz. Tym razem autorka zaskoczyła mnie kontrowersyjnym tematem, ale też, chyba po raz pierwszy, stworzyła powieść, którą trudno ocenić jednoznacznie, a na ocenę mają wpływ wyznawane wartości moralne. Ta książka wpada na listę moich ulubionych i jestem pod wrażeniem tego, jak bardzo świadomą autorką staje się Magda Witkiewicz.

Aktualnie czytam Szklany miecz autorstwa Victorii Aveyard - kontynuację Czerwonej królowej. Pierwsza część ogromnie mi się spodobała, dlatego sięgając po drugą pozycję, byłam (i nadal jestem) bardzo podekscytowana! Nie wiem jednak czemu, ale mimo, iż dopiero zaczęłam ją czytać, wydaje mi się zbyt powtarzalna i nudna. Trochę za bardzo przypomina mi powieści, takie jak Igrzyska śmierci, Szklany tron i Pojedynek Marie Rutkowski, ale cóż... To dopiero początek, wszystko może jeszcze ulec zmianie, na co gorąco liczę!

Obecnie czytam Wróżenie z wnętrzności. Książka nie należy do łatwych lektur ze względu na styl oraz język, którym została napisana. Narratorem jest „głupi brat”, który od wielu lat nie wypowiedział ani słowa. Żyje wewnątrz siebie i opisuje to co widzi. Jego brat Mateusz jest artystą, który porzuca karierę by wraz z żoną zamieszkać na dworcu kolejowym. Jest on opisany jako ten „mądry brat”. W powieści celowo zostały zastosowane wielokrotne powtórzenia i błędy stylistyczne, nadające wypowiedziom bohatera dziecinny charakter. Całość ma psychologiczno-filozoficzną formę i przyznam szczerze, że czasami gubię się w morzu przemyśleń Błażeja. Nie jest to pozycja dla każdego. Raczej polecam ją starszej części czytelników.

W związku z tym, że obecnie biegam między komputerem a sprzątaniem podam dwa tytuły, które obecnie czytam: Królowa Tearlingu Erica Johansen The Nightingale Kristin Hannah.

Marika
Nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam tylko jedną książkę. Lubię czytać jednocześnie dwie lub trzy pozycje, koniecznie różnorodne. W tej chwili kończę Władców dinozaurów i zaczytuję się w Czarodzicielstwie. Pierwsza pozycja trochę zawiodła moje oczekiwania, ale nie wydaję ostatecznej decyzji póki jej nie skończę. Pratchett ze swoim Czarodzicielstwem jest - jak zawsze - genialny.

..................................................................................................................................................

A Ty? Jaką książkę czytasz? 

niedziela, 27 marca 2016

PROFESOR STONER, John Williams





Tytuł: Profesor Stoner (Stoner)
Autor: John Williams
Data tego wyd.: 2014 (data I wyd: 1965)
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 280

Dwa słowa: podróż egzystencjalna







Nie słyszałam nigdy wcześniej tego nazwiska. John Williams - kim może być? Okazuje się, że to amerykański pisarz żyjący między 1922 a 1994 rokiem. Jego książki powstawały między końcówką lat czterdziestych a początkiem lat siedemdziesiątych. Dwie najważniejsze: Stoner i Augustus. Czy to istotne? Tak, w tym przypadku sądzę, że warto nieco poszperać, bo jest coś ciekawego i charakterystycznego w amerykańskiej prozie tamtych lat. Tym razem pod lupę bierzemy środowisko akademickie.

William Stoner urodził się w ubogiej rodzinie z Missouri. Jego rodzice całe życie zajmowali się coraz mniej dochodową uprawą roli. Swojego jedynego syna wysyłają do stanowego uniwersytetu, by tam studiował agronomię. Jednak William w trakcie studiów zmienia swoją specjalizację. Zakochuje się w angielskiej literaturze i poświęca każdą chwilę akademickiemu życiu. Jego małżeństwo jest dalekie od poprawnego związku, kariera naukowa ma wzloty i upadki, żona i córka oddalają się od niego. Doświadcza prawdziwej miłości, która kończy się groźbą skandalu. W końcu odnajduje się w samotności i spokoju odziedziczonym po przodkach.

Niewiele książek potrafi doprowadzić mnie do tego, że chwytam się pojedynczych zdań, nagle zaskoczona i dotknięta tak głęboko, że nie zostaje mi nic innego jak tylko dać upust wzruszeniu w najbardziej prosty sposób. Płakałam przy tej książce, choć nie jest ona rozdzierająco smutna. Śmiałam się, chociaż nie jest ani trochę zabawna. Ta książka to opis życia, od urodzin aż do śmierci. John Williams nie opisał jednak życia człowieka niezwykłego, fantastycznego, nie opisał życia, które byłoby na wskroś ekscytujące lub dramatyczne. To zwykłe życie i zwykły człowiek. Zwykły opis zwykłych wypadków. To przeciętny życiorys i przeciętne przypadki, przeciętne problemy, przeciętne radości. A jednak powieść jest tak ponadprzeciętna, że brak mi słów. Nie mogłam po niej zasnąć, nie mogłam się w sobie odnaleźć. Jak ogromną moc ma zwyczajność Williama Stonera - nie zrozumie tego nikt, kto nie przeczytał tej książki.
W czterdziestym trzecim roku życia William Stoner odkrył to, czego inni, znacznie młodsi, dowiedzieli się przed nim: że na końcu kochamy inaczej niż na początku, a miłość nie jest celem tylko procesem, w którym jeden człowiek próbuje poznać drugiego.
To mądra książka. Narracja prowadzona jest w, powiedziałabym, klasyczny, świetnie zrównoważony sposób. Nie jest to narracyjny minimalizm, język tej prozy jest zręczny i harmonijny. Jednocześnie nie można mówić o kunsztowności, ale należy podkreślić rzeczowość i porządek narracji. Wprawiła mnie w głęboki spokój. Filozofia egzystencjalna skupia się na indywidualnej egzystencji człowieka, na jego roli i miejscu w świecie. I właśnie o tym jest Profesor Stoner, całkowicie pozbawiony wielkości, pozbawiony patosu znanego z życiorysów wielkich i sławnych. Ważne kwestie ujęte są w prostotę życia, czasem szczęśliwego, czasem nie. Może niekiedy, zwłaszcza zbliżając się do końca, Stoner analizuje pewne rzeczy w nieco bardziej filozoficzny sposób, ale jest to, nadal, bardzo ludzka refleksja wynikająca z jego wieku, doświadczeń i zawodu. Intensywność i moc tej powieści tkwią w prostocie. Po kilkudziesięciu stronach byłam nią nieco przygaszona, by nagle zdać sobie sprawę z tego, że nie jestem już w stanie oderwać się od tej powieści, od tego życia. Musiałam je poznać do końca, do rozwiązania, do ostatniej sceny. Wiedziałam, jak ułożą się losy profesora Stonera, bo przed lekturą głównej treści przejrzałam wstęp analizujący tę powieść. Nie ujęło mi to wrażeń, wręcz przeciwnie, w jakiś sposób przepracowywałam sens tej lektury w trakcie czytania. Nie sądzę, żeby można przeczytać Profesora Stronera od deski i deski i rozejść się łatwo z jego życiem. Choć to jeden z wielu - jeden z wielu synów, mężów, profesorów, kochanków, to jednak jego egzystencja w jakiś sposób wpływa na czytelnika. Mocniej niż notatki prasowe przedstawiające listę ostatnio zmarłych ludzi, mocniej niż wspomnienie kogoś, z kim mijaliśmy się przez jakiś czas, by później rozmyć sobie w głowie jego obraz. Stoner to, w jakiś sposób, everyman, czyli bohater, na którego miejscu możemy się postawić, na którego miejscu postawić można każdego. I tak właśnie go traktuję, widząc, że jego życie nie było idealne, nie było też tragiczne. To po prostu było życie, a Stoner po prostu je przeżył. I choć to tak nieskomplikowane, nie chcę, żeby został zapomniany; chcę, żeby żył w moim wspomnieniu.

A jednak to nie tylko historia o samym Stonerze, ale też o środowisku akademickim, często podłym i niesprawiedliwym, będącym osobnym światem. To historia ludzi, z którymi Stoner miał do czynienia, a na których losy wpływały wydarzenia historyczne. To historia o miłości - choć trudno wskazać na jedną jej definicję. To także historia o literaturze i o ogromnym uczuciu, które można do niej czuć; o uczuciach, jakie wyzwala w człowieku. Nie wierzę, że ta powieść liczy sobie tak niewiele stron, a jednocześnie jestem wdzięczna autorowi za to, że nie próbował jej wydłużyć. Bo nic więcej nie potrzeba. To nie jest historia, w której wszystko kładzie się przed czytelnikiem na srebrnej tacy. Chociaż uczta jest wspaniała.

Tę książkę trzeba przeczytać. Trzeba poczuć radość i smutek życia opisanego przez Johna Williamsa. Warto to zrobić dla głównego bohatera, Stonera, warto dla postaci drugoplanowych, które nie przewijają się w jego życiu bez celu, bo przecież każdego z nas w jakiś sposób tworzą i kształtują inni. Warto dla prozy - prostej, zręcznej, często zapierającej dech w piersiach jasnymi spostrzeżeniami. Dla mnie to jedna z powieści, którą trzeba mieć na półce. I do której trzeba wrócić.

piątek, 25 marca 2016

WYDARZENIA (nie tylko) KSIĄŻKOWE: kwiecień 2016

źródło grafiki: multikino.pl
Miejsce: 15 kin sieci Multikino (Bydgoszcz, Gdańsk, Gdynia, Katowice, Kraków, Lublin, Łódź (Silver Screen), Olsztyn, Poznań Stary Browar, Rzeszów, Szczecin, Warszawa Ursynów, Warszawa Złote Tarasy, Wrocław Pasaż Grunwaldzki, Zabrze)
Data: 6 kwietnia
Cena: 40/45 zł bilet normalny; 40/35 zł bilet ulgowy
O wydarzeniu: Transmisja z Royal Opera House na żywo. Giselle to balet romantyczny w dwóch aktach. Wiejska dziewczyna zakochuje się w młodzieńcu, nie wiedząc, że to książę w przebraniu. Gdy na jaw wychodzi, że książę nie może poślubić ubogiej panny i ma już narzeczoną, Giselle umiera z rozpaczy. Dołącza do willid, duchów dziewcząt, które umarły przed ślubem. 


źródło grafiki: facebook.com/Pyrkon
Miejsce: Poznań; teren Międzynarodowych Targów Poznańskich
Data: 8-10 kwietnia
Strona www: pyrkon.pl
Cena: 60 zł za 3 dni; 25 zł piątek; 35 zł sobota; 25 zł niedziela
O wydarzeniu: Festiwal Fantastyki Pyrkon to ogólnopolski konwent miłośników fantastyki. Celem jest integracja fanów i propagowanie fantastyki. W tym roku gośćmi festiwalu są m.in. Jakub Ćwiek, Michał Gołkowski, David Weber, John Wick. Atrakcje: czytelnia komiksów, bloki programowe, gry (elektroniczne, planszowe), wystawcy. Program znajdziecie tutaj.


źródło grafiki: chrzest966.pl
Miejsce: Polska
Data: 14-16 kwietnia
Strona www: chrzest966.pl
Cena: -
O wydarzeniu: Główne obchody 1050. rocznicy Chrztu Polski odbywać się będą między 14 a 16 kwietnia w różnych miejscach w Polsce. W Poznaniu będzie to m.in. koncert musicalowy Jesus Christ Superstar. Więcej o wydarzeniach towarzyszących obchodom znajdziecie tutaj.


źródło grafiki: wroclaw2016.pl
Miejsce: Wrocław
Data: 22-24 kwietnia
Strona www: www.wroclaw2016.pl
Cena: --
O wydarzeniu: Wrocław jest Światową Stolicą Książki UNESCO w 2016 roku. Przez cały rok organizowane będą różnego rodzaju atrakcje, jednak weekend 22-24 kwietnia to szczególna data: inauguracja programu Światowej Książki. Wrocław proponuje czytelnikom spotkania autorskie, wykłady, warsztaty, koncerty. Sobota to także Europejska Noc Literatury.

KINO
1 kwietnia

  

8 kwietnia

  

15 kwietnia

  

22 kwietnia

  

KSIĄŻKI

   

 

  

środa, 23 marca 2016

ZAGINIONY ŚWIAT, Michael Crichton






Tytuł: Zaginiony świat (The Lost World)
Autor: Michael Crichton
Data tego wyd.: 2016 (data I wyd: 1995)
Wydawnictwo: Dream Books
Ilość stron: 446

Dwa słowa: kupuję to!







W 1990 pojawia się Jurassic Park, trzy lata później film Spielberga, a w 1995 autor wydaje kolejną historię z dinozaurami w roli głównej. Pierwsza uwaga: uwielbiam Iana Malcolma jeszcze bardziej niż w Parku Jurajskim, choć myślałam, że to już chyba nie możliwe. O pierwszej części przeczytacie tutaj. Ale koniec wstępów!

Minęło sześć lat od wypadków na wyspie Nublar. Rezerwat dinozaurów został zamknięty i zniszczony, firma Johna Hammonda upadła. Nieoczekiwanie na wyspach w pobliżu Kostaryki ludzie zaczynają napotykać się na nieznane dotąd wcześniej zwierzęta i fragmenty padliny. Rząd tuszuje wszystkie podobne wypadki, ale informacje o znaleziskach docierają w końcu do osób, które wiedzą na ten temat więcej. Richard Levine, ceniony biolog, w poszukiwaniu mitu nazwanego "zaginionym światem" decyduje się na wyprawę na jedną z wysp. Matematyk Ian Malcolm, borykający się z trudnościami będącymi pamiątką po ostatnim spotkaniu ze sklonowanymi dinozaurami, wraz z grupą znajomych rusza za Richardem. A po ich śladach kroczą inni, żądni wiedzy i dokonań InGenu.

Jak to w życiu bywa, w czasie wyświetlania w kinach filmu Jurassic World popyt na nowe wydanie Parku Jurajskiego wzrósł. Dinozaury znów na chwilkę lub dwie stały się trendem i każdy chciał przeczytać Crichtona, żeby wiedzieć, jak to się zaczęło. Właśnie tak to pamiętam: okładka Parku w każdej księgarni, zdobywająca listy TOP sprzedaży. Czy z Zaginionym światem było podobnie? Nie odebrałam tego w taki sposób, nowe wydanie tego tomu przebiegło mi gdzieś w tle. A szkoda, szkoda ogromna, bo Michael Crichton to autor, którego książki mogłabym scharakteryzować jako kawał dobrze zrobionej roboty, kawał świetnej konstrukcji, kawał mocno osadzonej fikcji. Czułam się tak podczas lektury Parku Jurajskiego, czułam się tak ostatnio, czytając Zaginiony świat.

Można odczuwać rozdwojenie jaźni, gdy ma się za sobą seans wszystkich filmów. Uprzedzam - Zaginiony świat to historia całkowicie inna niż filmowa. Lub inaczej: to filmowe historie odbiegają zupełnie od koncepcji przedstawionej przez Crichtona. Cieszę się z tego powodu, ponieważ gdyby filmy podążyły ścieżką książek, nic dobrego by z tego nie wyszło. Upieram się już od dawna, że w pewnych przypadkach powtarzalność jest siłą produktu jakim (czy tego chcemy czy nie) jest książka lub film. Filmowy świat zrekonstruowanych dinozaurów przybiera ekscytującą, pełną walki i akcji ścieżkę, widowiskową, pełna krwi i ryczących bestii. Michael Crichton pogłębia to, co stworzył, szerzej teoretyzując. A w tym celu potrzebny jest Ian Malcolm, moim zdaniem najlepszy literacki teoretyk, z jakim miałam do czynienia. Poprzez jego wykłady wplecione w akcję książki Michael Crichton eksploruje podwaliny świata, który stworzył, eksploruje temat, jaki sam poruszył. Tempo akcji jest wyważone, chyba mniej ekscytujące niż w Parku Jurajskim, chociaż ja łyknęłam haczyk i dałam się w nie wciągnąć. Znów jesteśmy na wyspie niedaleko Kostaryki, znów mamy do czynienia z dinozaurami, znów ludzie muszą zrobić wszystko, by przetrwać noc. Po raz kolejny oprócz tych "dobrych" są także "źli", którzy myślą najpierw o wzbogaceniu się, a później o własnym przetrwaniu. Po raz kolejny ludzie popełniają błędy, zbyt późno zdając sobie z nich sprawę. Ale to działa. To wciąż ma klimat, dinozaury są wciąż interesujące. Widzę powtarzalność motywów, ale nie zgadzam się z tymi czytelnikami, którzy twierdzą, że bohaterowie Zaginionego świata są słabiej wykreowani, że czegoś im brakuje. Są inni od tego, co przedstawiły filmy i być może tutaj tkwi największy problem odbioru tej książki. Bo trzeba odejść od utrwalonej na kinowych ekranach, kultowej już wizji. Nie wyobrażałam sobie nie sięgnąć po tę książkę. Kupuję technothrillery Crichtona w takiej postaci, w jakiej zostały stworzone i chcę zagłębiać się w jego prozę. Dla mnie jego nazwisko to znak dobrej marki.

Co czytelnik znajdzie w Zaginionym świecie? Znajdzie dużo odwołań do pierwszego tomu, zarysowane dalsze losy InGenu, pogłębienie teorii Malcolma, dużo rozważań na temat wymierania gatunków. Znajdzie też nadal niezbyt przerażającego tyranozaura, ale za to podwójnie okropne raptory. Znajdzie krew, krzyk, błyskotliwe dzieciaki, znajdzie prawdziwy zaginiony świat, o którym chce się marzyć. Ja znalazłam w tej książkę fantastyczną odskocznię. Jestem nią w pełni usatysfakcjonowana. Dinozaury w spielbergowskim wydaniu to klasyka kina - klasyka, której nie byłoby bez Michaela Crichtona. Powtórzę się: kupuję tę książkę, kupuję styl Crichtona, kupuję jego technothriller.

Dziewięćdziesiąta piąta strona. Dinozaury pojawiły się we własnej osobie zaledwie raz czy dwa, nie zdążyliśmy się nawet porządnie przenieść na wyspę. A jednak ja, czytelniczka, drżę z emocji i czekam. Wiernie czekam, bo wiem, że Michael Crichton nie pozwoli mi na zawód. Nie pozwala. Warto czekać.

niedziela, 20 marca 2016

#bookish: KSIĄŻKOWE ODKRYCIA


Wiosenne porządki dają szansę na usystematyzowanie pewnych spraw. Nie wiem jak Wam, ale mi przeglądanie rzeczy i pozbywanie się śmieci sprawia ogromną przyjemność. Tym razem jednak cofnęłam się w dość odległą przeszłość. Ponad dziesięć lat temu wyprowadziłam się z rodzicami i siostrą z domu dziadków. Nadal jednak w moim starym pokoju zostało kilka rzeczy - szpargałów, zabawek, podręczników. Przez tak długi czas w ogóle tego nie ruszałam. Aż do wczoraj.


Największą przyjemność sprawiło mi odszukanie zeszytów do języka polskiego z czwartej klasy. Jeszcze ich nie otworzyłam, ale wiem, co tam znajdę: teksty. Mnóstwo tekstów. Moja ówczesna polonistka wierzyła w to, że czwartoklasiści powinni dużo pisać. A przede wszystkim, że powinni pisać rzeczy twórcze. Znajdę więc tam opowiadanie, po którym nauczycielka pytała się rodziców, czy nie oglądam horrorów, choć wtedy drżałam na sam dźwięk melodyjki z Z archiwum X, znajdę fragmenty wymyślanych listów, pamiętników, historyjek. Plan na wieczór: herbata, koc i przejrzenie tematu po temacie. Nie mogę się doczekać.


Dotarłam do dwóch bardziej uroczych, choć zapomnianych przeze mnie książeczek, czyli do 101 dalmatyńczyków z disneyowskimi ilustracjami oraz do historyjki Okulary Juliana Tuwima. Pierwsza przypomniała mi o mojej krótkiej fascynacji nakrapianymi psami. Ta druga przetrwała wszystko oprócz...mojej siostry. Wszystkie genialne ilustracje są pokryte bazgrołami. 


> 101 dalmatyńczyków, seria Walta Disneya, wyd. Egmont Polska, 1995.

> Okulary, Julian Tuwim, il. Jan Zienkiewicz, wyd. Podsiedlik Raniowski i Spółka. Brak daty druku, ale w wydawnictwie tym książeczka pojawiała się od 1993 do 2003 roku, więc podejrzewam, że do mnie trafiła szybko, między 1993 a 1995 rokiem.


Kolejny zachwyt! Elementarz, na którym zaczynałam przygodę z językiem polskim, literkami i czytankami. Niektóre z ilustracji pamiętam do dziś. Niektóre z tekstów i zadań pamiętam do teraz! Równie dobrze pamiętam odrabianie prac domowych z rodzicami. Jestem wzruszona tym odkryciem. Bardzo się cieszę, że uratowałam tę książeczki od zagłady.


> Mój pierwszy elementarz, Anna Czochra i Irena Tarkowska, il. Barbara Mudryk-Gołdon, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, 1999.

> Mój pierwszy elementarz. Zeszyt ćwiczeń 1, Anna Czochra i Irena Tarkowska, il. Krystyna Lipka-Sztarbałło, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, 1998.


Dalej coraz ciekawiej. Na początek wydanie Zabłockiego z wstępem Janiny Pawłowiczowej, później Co do grosza - książka, którą mój tata od razu skomentował jako "świetną", przypominając sobie nawet, od którego wujka i kiedy ją otrzymał. No i "był też taki film". Minimum informacji jest, a ponieważ mój gust książkowy zgadza się z gustem taty (w drugą stronę bywa różnie), na pewno sięgnę po tę pozycję.

> Fircyk w zalotach, Franciszek Zabłocki, oprac. Janina Pawłowiczowa, wyd. Ossolineum, 1975.

> Co do grosza, Jeffrey Archer, przeł. Danuta Sękalska, wyd. Czytelnik,1988.


O kolejnych pozycjach poszperałam w sieci. Seria wydawnicza "Biblioteczka Przyjaciółki" to m.in. pozycje takie jak: Być mężczyzną, Klucz do siebie, Sposób na urodę, Zioła w domu. Wydawano ją w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych na zlecenie czasopisma "Przyjaciółka". Lata osiemdziesiąte i planowanie rodziny? Tak! Muszę to przejrzeć!


> Jak zapobiegać niepożądanej ciąży, Jadwiga Żywuszko, Irmina Petryka i Wiesław Sokoluk, Biblioteczka Przyjaciółki, wyd. Państwowa Agencja Reklamowa na zlec. i przy współpr. Wydawnictwa Współczesnego, 1984.

> Pierwsze kroki we dwoje, Izabela Osuchowska i Kazimiera Pyszkowska, Biblioteczka Przyjaciółki, wyd. Państwowa Agencja Reklamowa na zlec. i przy współpr. Wydawnictwa Współczesnego, 1984.


Mikołąja Kopernika, jak mówi dedykacja, otrzymał mój wujek w nagrodę za dobre oceny i sprawowanie w szkole podstawowej. Nie wiem za to skąd Kalendarz domowy, ale jego zawartość jest bardzo interesująca: przepisy, porady, notatki o świętach, ciekawostki. Prosto, ale przepięknie ilustrowane.


> Kalendarz domowy babci Aliny: 1988, oprac. Elżbieta Lechowicz, wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza.

> Mikołaj Kopernik, Edward Szymański, il. Bohdan Wróblewski, Biuro Wydawnicze Ruch. Brak daty wydania, ale dedykacja jest datowana na czerwiec 1969 roku.


Komsomoł to komunistyczna organizacja młodzieży w Związku Radzieckim, która skupiała ludzi w wieku od 14 do 28 lat, a jej celem była indoktrynacja młodzieży. Jestem ciekawa, co dokładnie powie mi zawartość. Spis treści dzieli się na część dotyczącą zasad organizacji i funkcjonowania komsomołu oraz część zatytułowaną Komsomoł w działaniu; tu można przeczytać m.in. o roli organizacji w rozwiniętym społeczeństwie socjalistycznym. Druga pozycja, Krajobraz serdeczny, zawiera m.in. teksty takie jak: Jak górnik pracuje Krystyny Jagiełło, Zielona oaza Śląska Wojciecha Giełżyckiego, Huta im. Lenina czas przeszły i teraźniejszy Barbary Seidler czy Polska samochodowa Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego. Brzmi interesująco.


> Leninowski komsomoł. Historia, doświadczenia, problemy, Igor Iliński, przeł. Sylwester Szafarz, wyd. Państwowe Wydawnictwo Iskry, 1976.

> Krajobraz serdeczny. Reportaże o Polsce współczesnej, wyb. i oprac. Stanisław Aleksandrzak i Elżbieta Zielińska, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, 1975. 

Może nie są to wielkie odkrycia, ale dla mnie bardzo ważne. Oprócz tego w domu dziadków zostało kilka późniejszych podręczników i zeszytów, ale nie wszystko na raz. Ciekawi mnie też, co znajdę na strychu - na pewno poświęcę na jego zbadanie trochę czasu. Co o tym sądzicie?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...