wtorek, 8 marca 2016

CZAS MOTYLI, Julia Alvarez






Tytuł: Czas Motyli (In The Time of the Butterflies)
Autor: Julia Alvarez
Data I wyd.: 1994 (PL: styczeń 2014)
Wydawnictwo: Black Publishing
Ilość stron: 424

Dwa słowa: smutne, piękne





Nie mogę inaczej podsumować tej książki jak w dwóch najbardziej lakonicznych słowach, jakie mogą komukolwiek przyjść do głowy. A jednak smutek i piękno nabierają przy tej historii zupełnie innych znaczeń, a ja nie wiem, czy będę umiała jakoś je rozwinąć. Bo najlepiej zrobić to może lektura Czasu Motyli.

Patria, Minerva i Maria Teresa Mirabal to trzy siostry, które zginęły tragicznie 25 listopada 1960 roku, zamordowane z rozkazu dyktatora Dominikany, Rafaela Trujillo. Julia Alvarez zadedykowała książkę czwartej siostrze, Dedé, która jako jedyna nie brała aktywnego udziału w opozycyjnej działalności. Trzy Las MariposasMotyle, bo tak nazywane są siostry Mirabal, to bohaterki narodowe na Dominikanie, pochodzące z dobrze sytuowanej rodziny, wykształcone, zamężne, posiadające dzieci. W czasie dyktatury Trujillo ich rodzina straciła majątek, a siostry stanęły na czele opozycji. Podobnie jak ich mężowie, Motyle wiele miesięcy spędziły w więzieniu, były torturowane. Julia Alvarez odtwarza ich historię, realia Dominikany, świat wartości każdej z sióstr.
Tak więc opisane na stronach tej książki siostry Mirabal nie są ani postaciami historycznymi, ani nawet tymi znanymi z legendy. Nie poznałam ich nigdy osobiście, nie udało mi się także dotrzeć do biografii, która dostarczyłaby wystarczającej ilości informacji (...). Jeśli chodzi o siostry legendarne, otoczone powszechnym uznaniem i wyniesione do rangi mitu, ostatecznie też były mi niedostępne. (...) I, paradoksalnie, mitologizując je, straciliśmy siostry Mirabal po raz drugi, ponieważ uczyniliśmy z ich odwagi, która powinna stanowić dla nas wyzwanie, rzecz nieosiągalną dla zwykłych mężczyzn i kobiet, takich, jakimi jesteśmy.
Te słowa, pochodzące z posłowia do książki, najlepiej charakteryzują tę powieść. Nie jest to biografia, nie jest to rozprawa historyczna, daleko jest tej książce do dywagacji na temat reżimu oraz sposobów walki z nim. To książka o kobietach. Później książka o życiu, nie tylko tym między latami trzydziestymi a sześćdziesiątymi, gdy siostry dorastały, a krajem rządził Trujillo, ale też o życiu po tym wszystkim, o przepracowywaniu legendy. A jeszcze później to historia walki z bezprawiem i dyktaturą. Obawiałam się tego, że nie dam rady przebrnąć przez patos, jaki narzuca się w skojarzeniu do "bohaterek narodowych", ale patosu brak. Poszczególne rozdziały prowadzone są z perspektywy każdej z sióstr, nie tylko tych trzech, które brały czynny udział w opozycji, ale także czwartej, Dedé, która przetrwała i która na kartach książki w jakiś sposób tłumaczy, przepracowuje fakt swojego dalszego życia. Okazuje się, że to powieść nie o legendach, nie o marmurach, nie o bohaterkach, których życie było walką, a wszystkie słowa mówiły o wyzwoleniu. To powieść o czterech młodych dziewczynach, które idą do szkoły z internatem, o czterech młodych kobietach, które przeżywają swoje pierwsze miłości, a których przeżycia wewnętrzne możemy śledzić w rozdziałach przyjmujących formę wpisów z pamiętników. Dalej to powieść o młodych żonach, matkach, powieść o porządkowaniu swojego życia, budowaniu światopoglądu, dostrzeganiu nierówności, bezprawia, brutalności i wszystkich innych chorób trawiących Dominikanę. I dopiero wtedy zaczyna się walka, a czytelnik może obserwować drogę, jaką pokonuje każda z kobiet, by do niej dojrzeć. I jest to fascynujące, ciekawe, porywające, a w niektórych momentach tak przejmujące, że - będąc kobietą - doskonale rozumiałam wszystkie wątpliwości, obawy sióstr Mirabal. Nie bohaterek o sprawę narodową, ale córek, matek, żon, które musiały pogodzić swoje życie rodzinne nie tylko z sobą jako człowiekiem, który ma własne plany i marzenia, ale także z walką o wolny, sprawiedliwy kraj. Ja właśnie tak to widzę - w perspektywie na wskroś kobiecej.

Każda z sióstr to całkowicie osobny organizm. Każda z sióstr charakteryzuje się innym zbiór cech, innymi doświadczeniami, innym spojrzeniem na świat. Mamy stateczną Patrię, nieuporządkowaną i buntowniczą Minervę, pogodną i oddaną Marię Teresę, wycofującą się Dedé. Ich zbeletryzowane losy zelektryzowały mnie tak mocno, że od razu po zamknięciu książki rozpoczęłam dalsze poszukiwania. Chciałam dowiedzieć się więcej, chciałam zobaczyć, w jaki sposób mówi o nich historia - te rzetelne, twarde fakty. Cieszę się, że powstała taka książka i bardzo chciałabym przeczytać więcej podobnych historii kobiet, które zapisały się w historii. Kobiet ze wszystkimi ich wątpliwościami, problemami, trudami i niepowodzeniami. Bo po lekturze tej powieści siostry Mirabal nie są dla mnie tylko krótką notatką biograficzną w wirtualnej encyklopedii, ale ludźmi z krwi i kości. Posiadającymi upór i siłę, ale też wiele słabości - stały się osiągalne, tak, jak tego chciała Julia Alvarez. Trudno mi powiedzieć, czy więcej myślę teraz o historii Motyli, czy o losach Dedé, jedynej ocalałej.

Jestem pobudzona tą lekturą. Jestem niesamowicie wdzięczna autorce za włożoną pracę i trudno mi opisać, jak ważna jest to dla mnie pozycja. Piszę to jako kobieta, feministka, jako człowiek świadom tego, że w wielu miejscach na świecie ludzie nadal muszą stawać przed tak dramatycznymi wyborami, jakie los rzucił przed siostry Mirabal. Polecam. Polecam. Polecam po trzykroć.

7 komentarzy:

  1. Ja nie tak dawno czytałam "Święto kozła" - szczególnie ostatnie rozdziały wprawiają w bardzo ponury nastrój, z którego trudno się otrząsnąć. Tam siostry Mirabal są tylko wspominane, ale stanowiły dla niektórych bardzo ważną część życia i pchały do takich, a nie innych czynów w obronie ojczyzny. Strasznie czytać o kolejnym dyktatorze XX wieku, który dopuszczał się takich zbrodni... Teraz muszę po lekturze "Święta kozła" złapać głębszy oddech, ale po "Czas motyli" na pewno sięgnę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ mamy podobne odczucia po tej lekturze! Byłam nią mocno poruszona, a określenia "smutna i piękna" idealnie oddają jej naturę. Coś niesamowitego, mam na myśli zarówno prozę, jak i przeżycia czytelnicze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio często czytuję takie książki. Jest to niesamowicie deprymujące, że w dzisiejszych czasach kobiety muszą walczyć o swoje prawa i być zależne od świata, gdzie tylko mężczyznę traktuje się jako pelnoprawnego człowieka. Niewyobrażalny jest ogrom cierpień, przez jakie musiały przejść bohaterki powieści.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam ją w okolicy premiery, czyli dobrych kilka miesięcy temu, ale w dalszym ciągu pamiętam emocje, jakie towarzyszyły mi w trakcie lektury :) Trudno nie przejmować się losem sióstr Mirabal, nie analizować ich sytuacji i nie współczuć tego, że przyszło im żyć w takich czasach... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie słyszałam jeszcze nic o tej książce, ale zapowiada się intrygująco. Wydaje mi się, że takie tematy rzadko są poruszane i z chęcią coś takiego poczytam.
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Na początku rzuciła mi się w oczy przepiękna okładka! Jest cudowna, naprawdę.
    Co do samej książki to po Twojej recenzji od razu dodaję ją do listy do przeczytania! Lubię czytać o kobietach, szczególnie takich borykających się z problemami, które przezwyciężają przeciwności.

    OdpowiedzUsuń
  7. Może to głupie, ale lubię smutne książki, a jeżeli dodatkowo przedstawiają piękną historię, to już w ogóle cud, miód i orzeszki.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...