czwartek, 3 marca 2016

DZIENNIK Z GUANTANAMO, Mohamedou Ould Slahi





Tytuł: Dziennik z Guantanamo (Guantánamo Diary)
Autor: Mohamedou Ould Slahi
Data I wyd.: styczeń 2015 (PL: październik 2015)
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 384

Dwa słowa: relacja z zamknięcia





Redaktor tej książki, Larry Siems, nie mógł spotkać się ze Slahim, by przedyskutować jej układ, wprowadzone przez siebie poprawki; nie miał szans na rozwianie wątpliwości. Nie mógł tego zrobić, ponieważ Mohamedou Ould Slahi wciąż przebywa w Guantanamo i może spotykać się tylko ze swoimi prawnikami. Najwyżej kilka razy w roku.

Dziennik z Guantanamo to zredagowany manuskrypt, który został napisany w celi więziennej w Guantanamo. Czekał ponad sześć lat na wydanie, ostatecznie trafiając do druku ocenzurowany przez władze Stanów Zjednoczonych - w tekście występuje ponad 2500 zaciemnień, pewne strony zostały usunięte całkowicie. Slahiego nie oskarżono o żadne przestępstwo, jednak mężczyzna wciąż przebywa w więzieniu, będąc częścią skutków ubocznych strachu USA wywołanego atakami terrorystycznymi. Dziennik to zapis przesłuchań, tortur, życia codziennego w Guantanamo. Relacja człowieka, który pomimo tego, że został oczyszczony z podejrzeń przez liczne sądy i rządy krajów trzecich, nadal pozostaje w więzieniu. 

Sięgnęłam po tę pozycję z ciekawości, może także z powodu swojej okrojonej wiedzy na temat Gitmo. Trudno było mi wyobrazić sobie, że mogło dojść do tak paradoksalnej sytuacji, w której państwo dumne ze swojego prawa, z własnej wolności i niezależności, brutalnie ogranicza cudze prawa i swobody. A jednak. Nie mnie oceniać, na ile oskarżenia dotyczące Slahiego są prawdziwe - trudno jednak zaprzeczyć, że de facto żadnych oskarżeń nie ma. Slahi urodził się w Mauretanii, wyjechał na studia do Niemiec, a w latach dziewięćdziesiątych XX wieku przerwał je, by - przy akceptacji Stanów Zjednoczonych - walczyć w oddziałach Al-Kaidy z komunistycznym rządem. Następnie wrócił do Europy, gdzie skończył studia i podjął się pracy, później wyjechał do Kanady. W 2001 został aresztowany, choć nie postawiono mu jednoznacznych zarzutów i od tamtego czasu jego życie toczy się pomiędzy więzieniami. Dziennik z Guantanamo to historia człowieka, z którym administracja amerykańska nie wie, co zrobić. I nie jest jedynym takim przypadkiem, o czym sam wspomina w toku narracji.

Książka opracowana przez Siemsa to pierwszoosobowa relacja z życia, aresztowania, przesłuchiwania oraz uwięzienia Mohamedou. Notatki stworzone na rzecz prawników rozrastają się do rozmiarów długiej opowieści, w której emocje łączą się z faktami, szkicami opowiadającymi o najbardziej brutalnych i nieludzkich postępowaniach względem drugiego człowieka. Jest to trudne do wyobrażenia. Czekałam na moment, kiedy ktoś mi powie, że to żart, czekałam na stronę, na której byłoby napisane, że to tylko fikcja, a nie rzeczywisty opis czyjegoś życia. Nie oceniam winy lub niewinności Slahiego, bo to nie moje zadanie. Od tego jest sąd, który w tej chwili przesuwa sprawę Mohamedou, nie pozwalając mu wyjść z więzienia pomimo tego, że - zgodnie ze słowami jego prawniczki - śledczy dali mu już spokój, zdając sobie sprawę z tego, że nic więcej nie osiągną. Slahi ma prawo ukrywać rzeczy, które mogłyby mu zaszkodzić, poza tym prawem dziennika jest możliwość przedstawienia siebie w takim świetle, w jakim chce się widzieć. Nie można jednak przejść obok tej relacji obojętnie i to jest najważniejsze w tej książce. Zmusza ona do dalszych poszukiwań, a gdy źródła w sieci potwierdzają pewne informacje, m.in. to, że głównym powodem aresztowania Mohamedou była daleka znajomość z nieodpowiednim człowiekiem lub spędzenie jednego popołudnia z drugim, podejrzanym o działalność terrorystyczną, ale - ironicznie - wciąż przebywającym na wolności, wszystko się komplikuje. Slahi jest narratorem pełnym nadziei, wiary i szacunku do każdego, z kim miał styczność. To nie jest niezdrowo rozpisana, pełna napięcia i jadu spowiedź kogoś, kto chce zaszkodzić tym, którzy go uwięzili, ale przedstawienie swoich doświadczeń w taki sposób, jakby w Mohamedou nadal pozostała nadzieja, wiara w drugiego człowieka, w sprawiedliwość. Trudno mi oceniać tę relację literacko, ale jest to książka, przy której lekturze nie ma problemów natury językowej. Slahi napisał ją w oryginale po angielsku, językiem, którego nauczył się przebywając w więzieniu. Prostota jego przekazu jest tym bardziej autentyczna, a redaktor posługuje się przypisami, by wyjaśnić lub rozwinąć wiele kwestii, które dla czytelnika mogłyby nie być jasne. Sam Mohamedou na wiele faktów patrzy ironicznie, w jakiś sposób przepracowuje swoje doświadczenie, wiedząc, że nie ma innego wyjścia. Nie potrafię jednoznacznie ustosunkować się do tej książki, poruszyła mną, otworzyła mi oczy, zwróciła moją uwagę na to, że nic nie jest czarne, nic nie jest białe. Ujęła wiele i tak już od dawna nadwyrężonej opinii dotyczącej prawa, nie tylko amerykańskiego. Potworne jest to, że ta historia rzeczywiście ma miejsce. Scenariusz znany z powieści Orwella lub Kafki - to ma miejsce. Teraz. W XXI wieku. W (podobno) cywilizowanych krajach.

Nie chcę zostawić tej książki u siebie. To jest książka, którą trzeba przekazać dalej, dać jej żyć. Tyle starań, tyle lat pracy zasługuje na to, żeby opowiedzieć o tej historii jak największej liczbie osób. Polecam. Tym, którzy interesują się literaturą faktu, tym, którzy nie są jej pewni. Pewne opowieści trzeba poznać.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU MUZA
Więcej o książce na stronie muza.com.pl

Polecam też wywiady z Nancy Hollander, obrończynią Slahiego: ten i ten

2 komentarze:

  1. Wpisuję na listę "przeczytać koniecznie" :) Bardzo fajna recenzja, z pewnością będę tu zaglądać częściej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowita historia. Masz rację, takie książki po prostu trzeba czytać.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...