czwartek, 17 marca 2016

SPRAWA NINY FRANK, Katarzyna Bonda





Tytuł: Sprawa Niny Frank
Autor: Katarzyna Bonda
Data I wyd.: 2007; to wydanie: 2015
Cykl: Hubert Meyer (tom 1)
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 416

Trzy słowa: kawał dobrej książki







Zaczęłam pisać tę recenzję od kilku słów o fabule książki. I nagle - zaskoczenie. Zarówno blogger jak i mój edytor tekstowy podkreślają wyraz "profiler". Nie znają go. Dlaczego? Kolejne pytanie: czemu przed usłyszeniem o Bondzie i książkach, które pisze, nigdy nie myślałam o zawodzie profilera policyjnego w Polsce? Dlaczego myślałam o tym tylko jako o ciekawostce z amerykańskich produkcji kryminalnych?

Nina Frank, aktorka znana z roli szczęśliwej i dobrej zakonnicy Joanny, zostaje znaleziona martwa w swoim dworku nad Bugiem. Na miejscu pojawia się Hubert Meyer, profiler policyjny. Jego zadaniem jest stworzenie portretu psychologicznego ofiary oraz sprawcy. Zaczyna więc odkrywać tajemnice aktorki, cofając się w jej przeszłość: pełną używek, seksu, załamań nerwowych. Krąży pomiędzy małą przygraniczną miejscowością a stolicą. A jednocześnie analizuje własne życie, które jest dalekie od ideału. Sprawa Niny Frank to debiut Katarzyny Bondy, jedna z pierwszych polskich powieści kryminalnych, których bohaterem jest profiler.

Cóż mogę napisać - to nieprzyzwoicie wciągająca lektura. Myślałam, że uda mi się jej wywinąć, że spojrzę na Katarzynę Bondę z boku. Czytałam już jej Pochłaniacza, który przygniótł mnie odrobinę, zbudował dystans do twórczości tej autorki. Głupstwo! Okazuje się, że żaden dystans nie istnieje, a początkowe próby profesjonalnego spojrzenia na powieść Bondy nie udały się. Sprawa Niny Frank mnie wciągnęła. Pochłonęła. Przekonała, że ścierpnięte od trzymania książki nad głową ręce to nic. Nie potrafię wskazać, w którym momencie poddałam się czarowi królowej, ale fakt pozostaje niezmienny - weszłam w tę historię całkowicie.

Na pewno jednak nie tak mocno, jak wchodzi w swoje historie Katarzyna Bonda. Nie ma tu rzeczy przypadkowych i niepotrzebnych. Nie jest to Pochłaniacz, który zgromił mnie swoją objętością oraz zawartością szczegółów, ale to także kawał solidnie przemyślanej literatury. Od samego rysu postaci - jednych Bonda zaznacza mocniej, innych mniej, nie ma jednak chaotycznego gąszczu, nie ma bohaterów, którzy mieliby zapchać dziury, zatuszować niedociągnięcia. Tu wszystko jest na swoim miejscu. A nawet lepiej - wszystko jest poprzestawiane i fantastycznie rozsypane, idealna robota dla dochodzeniowca. Ale jednocześnie w tej historii jest porządek, sens, logika. Z jednej strony mała miejscowość przygraniczna, z drugiej - stolica, życie na szczycie, bogactwo i rozpusta. Sama Nina Frank to bohaterka, którą bardzo chciałam przejrzeć na wylot. Nie na początku. Dopiero kiedy historia się rozwinęła, zdałam sobie sprawę z tego, że zrozumienie Niny to jeden z ważniejszych celów tej książki, a ja bardzo chcę mieć w tym swój udział. Dostajemy jej obraz z różnych perspektyw - domysłów i odkryć Meyera, wypowiedzi osób, które ją znały, w końcu także z jej dziennika internetowego. To nie jest prosta i lekka historia. Wątki dzielą się na pół - część rozgrywa się w przeszłości, część w chwili obecnej. W końcu jednak muszą się zazębić.

Z jednej strony to kryminał jak każdy z inny. Z drugiej - coś nowego, jakość charakterystyczna dla Bondy, zauważalna niezależnie od tego, czy lubimy jej książki, czy nie. Fabuła jest mocno osadzona w prywatnej historii bohaterów, dosięga także profilera, co dobrze wróży na kolejne tomy. To klasyczny, ale bardzo dobrze zrealizowany element. Może zabita dechami wieś śmieszy, a wątek run jest odrobinę zbyt mistyczny i niezbyt przekonujący, ale wybaczę wszystko, bo nie gryzłam się z tym podczas lektury, ale zaczęłam to analizować dopiero po zamknięciu książki. Cieszy mnie to, że w przeciwieństwie do znanego mi Pochłaniacza, w tej powieści ilość wątków jest ograniczona i dąży się do ich rozwiązania - i czytelnik sam ma szansę to robić, pobawić się w detektywa, zastanowić nad tropami, wyrobić sobie zdanie o bohaterach i zdarzeniach. Łatwo się wchodzi w książkę, bo jej język jest plastyczny, lekki, opisuje miejsca i sytuacje z odpowiednią dbałością o szczegół, ale bez popadania w przesadę. Tak też jest z bohaterami - poznajemy ich przez działania lub słowa innych osób, a nie czczą narrację. W Sprawie Niny Frank wciąż się coś dzieje, wciąż coś się zmienia, ktoś działa, bez ustanku napływają do czytelnika istotne informacje.

Cieszę się, że miałam okazję sięgnąć po Sprawę Niny Frank, bo po stuporze znów mam chęć na lekturę kolejnej powieści Katarzyny Bondy. Królowa czy nie - jej książki są naprawdę niezłym kawałkiem prozy, widać skrupulatne przygotowanie i długie studia nad poszczególnymi elementami powieści. Chętnie sięgnę po drugi tom.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU MUZA
Więcej o książce na stronie muza.com.pl

6 komentarzy:

  1. Książki Bondy chcę przeczytać nie od dzisiaj, szkoda, że jeszcze mi się to nie udało. Szczególnie, że widzę, jak wiele tracę ;/

    OdpowiedzUsuń
  2. Plusem tej książki jest to, że nie jest tak bardzo przegadana, ale i tak autorka nie ustrzegła się błędów i absurdów. Po tej lekturze dawałam jeszcze szansę kryminałom Bondy, więc sięgnęłam po "Tylko martwi nie kłamią". Dzisiaj zastanawiam się, czy to nie było moje ostatnie (i to jaka absurdalne i niedorzeczne!) spotkanie z autorką.

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę w końcu sięgnąć po książki Katarzyny Bondy. Tyle się mówi o tej autorce, że wypadałoby poznać jej twórczość. Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się sięgnąć po Pochłaniacza lub Sprawę Niny Frank :D
    http://mybooktown.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja, po przeczytaniu dwóch książek pani Bondy, zdecydowałam, że nie będę więcej po nic autorki sięgać. Może i jest królową ale nie dla mnie. Znalazłam tyle nieścisłości w jej książkach, że czuję się zniechęcona. Mimo to muszę przyznać, że jej powieści czyta się szybko i są wciągające.

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę w końcu zabrać się za twórczość Bondy, bo aż wstyd jej nie znać. ;-)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...