sobota, 30 kwietnia 2016

LALKA I PERŁA, Olga Tokarczuk






Tytuł: Lalka i perła
Autor: Olga Tokarczuk
Data tego wyd.: 2001
Wydawnictwo: Literackie
Ilość stron: 85

Dwa słowa: Lalka niestraszna







Olgę Tokarczuk wielbię. Wielbię i podziwiam – a wszystko dzięki temu, że - w moim odczuciu - tworzy literaturę jednocześnie piękną i patrzącą brzydocie prosto w twarz; czytelną, choć wcale nie łatwą. Przyznaję - to moja ulubiona pisarka.

Lalka i perła to esej, próba osobistego odczytania jednej z najważniejszych i najpowszechniej znanych powieści polskich – Lalki. Tokarczuk analizuje książkę wychodząc z założenia, że jest to historia człowieka czasu przełomu; rozpatruje stosunek wolności jednostki do historii; wskazuje na wymiar inicjacyjny powieści; odnajduje w Lalce uniwersalną powieść o poszukiwaniu i odnajdywaniu sensu życia.

Czytanie dobrej powieści sprawia przyjemność i radość. Może chodzi tu o szczególny rodzaj podglądactwa - bezkarnego śledzenia ludzi, podążania za nimi krok w krok, zaglądania w ich myśli, osądzania i jednocześnie pozostawania w cieniu. Daje więc moc, o której próżno by marzyć w rzeczywistości, moc nieco demoniczną - niemego osądzającego świadka wydarzeń.

Czytałam tę książkę z ogromną uwagą; z ołówkiem – co zdarza mi się nieczęsto. W tym przypadku zakreślanie i notowanie na marginesach miało znaczenie dwoiste – z jednej strony oznaczałam zdania szczególnie gładkie, przepiękne językowo, zachwycające perfekcyjnym dobraniem słów. Zdaję sobie sprawę z tego, że to poezja jest mową szczególnie zorganizowaną, ale w przypadku tekstów Tokarczuk nie mogę pozbyć się wrażenia, że ta organizacja językowa (dobór słownictwa, odpowiednich znaczeniowo wyrazów, szyk zdania i kolejność zdań w akapicie) ma szczególny sens. Podobnie zresztą odczytuję powieści Myśliwskiego, językowo fenomenalne. Tak dzieje się w Lalce i perle – miałam przed sobą coś, co czytało mi się samo, z uśmiechem na ustach. Druga sytuacja, gdy w ruch szedł ołówek, była spowodowana ustępami ciekawej analizy lub wyjątkowo zastanawiającymi wnioskami.

Miałam wrażenie, że nie obcuję z wybitnym, szczególnym odczytaniem Lalki – ileż o tej książce można w końcu powiedzieć, czy cokolwiek będzie "wybitne"? Raczej nie! A jednak czuję, że Tokarczuk osadziła moją wiedzę na twardszym gruncie, powoliła mi, nareszcie, spojrzeć na Lalkę z odpowiedniej perspektywy i zatęsknić za Prusem dość, by myśleć o ponownej lekturze jego dzieła. Zdałam sobie sprawę z tego, że nigdy nie widziałam jej jako powieści inicjacyjnej, choć to tak oczywiste, a jednocześnie trafne odczytanie! Wokulski jako człowiek, który poszukuje – bez szumnego tematu „romantyk czy pozytywista”, ślepo powtarzanego przez polonistów. Bo Wokulski to więcej. Ale Lalka i perła to nie tylko rzecz dla tych, którzy podczas wertowania Lalki potrafili znaleźć czas na przyjemność czytania – ale także dla tych, którzy zastanawiają się, o co cały ten szum.

Tokarczuk - jak zawsze - obraca się wokół pewnych motywów, które wyraźnie znajdują się w jej ścisłych zainteresowaniach. Będą więc: wgląd w psychikę bohaterów i próba rozszerzenia pojęcia syndromu Wokulskiego oraz poszukiwania przyczyn zachowania Izabeli czy Rzeckiego; pojawi się motyw snu i podróży (przede wszystkim wewnętrznej, choć okazuje się, że każda podróż realna ma wpływ na zmiany w ludzkiej psychice). To bardzo subiektywne odczytanie Lalki, wyjście poza szkolne schematy, patos. Tokarczuk nie ukrywa siebie, nie przesadza z przypisami, nie czyni z Lalki i perły historycznoliterackiej rozprawy o Bolesławie Prusie. Skupia się na drobiazgach, podchodzi do Lalki jako do książki, którą czyta z przyjemnością i z przyjemnością chce o niej rozmawiać, pisać. Stąd lekki styl, dużo własnych przemyśleń oraz garść odwołań do klasyków. Punktem odniesienia czyni Hymn o perle w przekładzie Czesława Miłosza, fragment apokryficznych Dziejów Tomasza; tekst ten ustanawia jej interpretację, do niego w końcu kieruje swoje wnioski. Interesujące i zapadające w pamięć.

Przemyślana, skondensowana treść; na pewno dałoby się napisać więcej, pokazać więcej. Po co jednak, skoro ma być to pojedyncze spotkanie z Lalką - nie przerażającą szkolną lekturą, ale powieścią, którą czytać można dla przyjemności i własnej refleksji. Jestem zauroczona tą pozycją; po raz kolejny zakochałam się i w Tokarczuk, i w Prusie.

piątek, 29 kwietnia 2016

WYDARZENIA (nie tylko) KSIĄŻKOWE: maj 2016

WYDARZENIA
Trzy rzeczy, które zwróciły moją uwagę


Miejsce: Wrocław
Data: 1 maja 2016
Strona www: heyjoe.pl
Cena: bilet ulgowy - 29 zł; normalny - 31 zł
O wydarzeniu: To cykliczna impreza otwierająca maj, odbywająca się w ramach Thanks Jimi Festival. Uczestnicy wykonują wspólnie utwór Jimiego Hendriksa Hey Joe. A od 13 do 22 maja odbywać się będzie specjalna edycja Przeglądu Piosenki Aktorskiej.



Miejsce: Multikina w wybranych miastach
Data: 20 maja 2016
Cena: bilet ulgowy - 29 zł; normalny - 31 zł
O wydarzeniu: Tym razem ENEMEF proponuje noc z trzema filmami: X-MEN: Pierwsza klasa, X-MEN: Przeszłość, która nadejdzie i - premierowo! - X-MEN: APOCALYPSE!



Miejsce: Warszawa, Stadion (al. Księcia Józefa Poniatowskiego 1)
Data: 19-22 maja 2016
Cena: bilet ulgowy jednorazowy - 5zł; normalny - 10 zł
O wydarzeniu: Warszawskie Targi Książki to idealna okazja, by zobaczyć się z polskimi wydawcami. Organizowane są od 2010 roku. Każda edycja to nowe pomysły: spotkania z pisarzami, ilustratorami, ludźmi związanymi z tworzeniem i wydawaniem książek; podpisywanie autografów; promocje i wymiana książkowa; spotkania z innymi czytelnikami.

TAK! TO JUŻ PEWNE!
Będę w SOBOTĘ na Targach i TAK BARDZO się cieszę, że OHOHOHO!
Zobaczymy się?

KINO
Premiery kinowe w maju 2016
6 maja



13 maja



20 maja

   


27 maja



KSIĄŻKI
Premiery książkowe w maju 2016 







czwartek, 28 kwietnia 2016

#blogerzy: KSIĄŻKA NA EKRANIE: TAK CZY NIE?

Po raz kolejny zadaję blogerom książkowym pytanie o książki - tematem jest przekład książki na ekran. Wcześniejsze posty z cyklu znajdziecie tutaj. O jakich doświadczeniach opowiedzieli blogerzy tym razem?

..................................................................................................................................................

Patryk, moje-bestsellery.blogspot.com
To trudne pytanie. O ekranizacji marzy każdy autor, który wydaje swoją powieść. Natomiast jeśli chodzi o czytelników… U mnie jest tak, że zawsze najwięcej frajdy mam wtedy, kiedy ani film, ani okładka, nie zdradzają mi wyglądu bohaterów. Sam wyobrażam sobie główne postacie, ich zachowanie, jednak jak już przeczytam… Zawsze z wielką chęcią siadam przed dużym (bądź małym) ekranem i porównuję to, co sam sobie wyobrażałem z tym, co wyobrażał sobie reżyser. Nie zawsze wypada to najkorzystniej, w szczególności, jeśli na ekranie znajdziemy zaledwie jedną czwartą fabuły z książki. Mimo wszystko zawsze to dla mnie niesamowite doświadczenie. Dlatego odpowiadając na główne pytanie – książka na ekranie? Jeśli książka jest dobra, a reżyser trzyma się tego, co w niej zawarte (niekoniecznie bardzo sztywno, ale jednak!), to dla mnie zdecydowanie tak! 

Agnieszka, ksiazka-od-kuchni.blogspot.com
Uwielbiam oglądać filmy na podstawie książek. Jeśli przeczytałam daną pozycję, szukam na ekranie podobieństw i różnic. Generalnie wolę, gdy filmy są bardzo zbliżone do literackiego pierwowzoru. Jeśli jednak nie czytałam książki, a film wchodzi do kin... zazwyczaj i tak na niego idę. Jestem dziwna, bo często po filmie sięgam po książkę. Inni tego nie lubią, twierdzą, że od razu pewne sceny czy twarze kojarzą im się z tym, co na ekranie. Mnie to nie przeszkadza. Co ciekawe – właśnie tak miałam z serią HP. Najpierw widziałam dwa filmy, potem przeczytałam książki. 

Olga, wielkibuk.com
Książka na ekranie, zarówno w wersji serialowej, jak i filmowej to dla mnie największa możliwa frajda. Często sięgam po ekranizacje, mam swój prywatny ranking tych najlepszych z najlepszych, który wciąż się zmienia i ewoluuje. Prawdę powiedziawszy zazwyczaj nie zależy mi na wiernym odwzorowaniu literackiego pierwowzoru, jednak kiedy książka należy do jednych z moich ulubionych, to nie umiem jej nie porównywać do filmu i zazwyczaj kończy się to porównaniem na korzyść książki, oczywiście. Natomiast w przypadku serialu cieszy mnie podejście zdystansowane – serial daje możliwość meandrowania po wykreowanym przez pisarza świecie i tym samym może penetrować te zakamarki fabuły, takie wątki, które w książce były jedynie powierzchownie zarysowane. Kino i telewizja są dla mnie kolejnym medium, które snuje opowieści, a jeśli wzoruje się na literaturze, to cieszy mnie to podwójnie. 

Ula, askier-pisze.blogspot.com
Książka na ekranie? Osobiście mam do tego mieszane uczucia, nie lubię oglądać ekranizacji… Po przeczytaniu czy przed czytaniem książki, nieważne. Nie lubię, gdy ktoś narzuca mi swoją wizję, bohaterów. Wolę wejść do świata stworzonego przez autorów jako ja, potraktować go własną wyobraźnią i tam „oglądać” jakieś sceny. Z kolei jeśli obejrzałam ekranizację danej powieści, nie sięgam po książkę – w sumie z tego samego powodu. Mam klika wyjątków, oczywiście, ale są to wyjątki od reguły (Władca pierścieni, Gra o tron, rozsławiony ostatnio przez znakomitą grę Wiedźmin). Jednak jeśli już trzeba przenieść coś na ekran, moim zdaniem powinna być to adaptacja, nie wierna ekranizacja – nigdy nie wiemy, co dokładnie siedziało w głowie autora książki. Adaptacja daje możliwości dla twórcy, aby wykazał się własnym talentem i zrobił film/serial tak dobry i niepowtarzalny, że zachęci mnie do sięgnięcia po książkę, porównania… Chociaż wierne odwzorowanie lektur szkolnych mogłoby być pomocne dla uczniów.

Łukasz, hrosskar.blogspot.com
Z reguły unikam oglądania filmowych adaptacji znanych i lubianych książek. Rzadko kiedy są one na tyle dobre, że można mówić o nich jako udanych ekranizacjach. Często wspólne z książką mają jedynie ogólny zarys fabuły a reszta jest mniej lub bardziej pozmieniana. Po za tym, wiele ze świetnych dzieł zawiera liczne opisy przeżyć wewnętrznych bohaterów, które niesamowicie trudno oddać w adaptacji. Jest jednak kilka ekranizacji, które lubię zdecydowanie bardziej niż ich pierwowzór książkowy np. Jestem legendą. Dlatego moim zdaniem ekranizacje powinny być przemyślane i podejmowane wyłącznie przez utalentowany zespół filmowców, dla których liczy się sam film a nie chęć zarobienia na popularności książki. Wówczas można mieć nadzieję, że film sprosta wyobrażeniom czytelników.

Diana, bardziejlubieksiazki.pl
Tak, tak, tak! Jestem olbrzymią fanką ekranizacji, a jeszcze większą robienia z książek gier. Jednak ekranizacja filmowa musi być dla mnie wierna. Zazwyczaj wprowadzane zmiany psują historię, czego przykładem może być ostatnio Zjawa. A jeśli zmian jest dużo, niech nazywa się to historią inspirowaną taką a taką powieścią, a nie ekranizacją! Ludziom filmu często wydaje się, że sama historia jest niewystarczająca i muszą coś dodać od siebie, albo skupiają się nie na tych rzeczach, co trzeba. Przykład - najnowszy film Królowa Pustyni. Jak można taką kobietę przedstawić przez pryzmat jedynie niespełnionych miłości? A czy film, czy serial, nie ma już znaczenia, ważne, żeby był dobrze zrobiony. Osobiście czekam na nową ekranizację Winnetou i Paragrafu 22, a ostatnią, która bardzo mi się podobała, był oczywiście Marsjanin. 

Marika
Wierna ekranizacja, swawolna adaptacja, serial, film, przedstawienie, piosenka, fanfiction - zgadzam się na wszystko. Jeśli kogoś porywa książkowy świat, przestrzeń wymyślona przez pisarza - niech zrobi z tego coś dobrego. A jeśli zrobi rzecz złą, to przynajmniej pobędę przez jakiś czas oburzona, jeszcze mocniej opiewając wszem i wobec wyższość pisma nad...wszystkim innym. Czasem niechcący najpierw obejrzę film, czasem po przeczytaniu powieści długo czekam na przeniesienie jej na duży ekran - i radości, szczerze mówiąc, zawsze jest tyle samo.

..................................................................................................................................................

A Ty? Co o tym sądzisz? Film czy serial?
Wierna ekranizacja czy twórcza adaptacja?

wtorek, 26 kwietnia 2016

POKÓJ, Emma Donoghue

 




Tytuł: Pokój (Room)
Autor: Emma Donoghue
Data wyd.: 2010 (PL: styczeń 2016)
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 408

Dwa słowa: gotowy scenariusz






Sala w kinie studyjnym była pełna widzów. Dość ciasno, charakterystyczny dla tego typu kin brak zapachu popcornu. Z każdą minutą coś rosło między nami, między oglądającymi Pokój. Było to przed rozdaniem Oscarów, film nominowany w kilku kategoriach - ale czy ktoś mógł spodziewać się czegoś t a k i e g o?

Jack skończył pięć lat. Jego świat to Pokój - miejsce, w którym się urodził, w którym się bawi i uczy; zna tylko to, co go otacza. Jedyną osobą, z jaką ma do czynienia i z jaką rozmawia, jest jego mama. Jego mama wie, że poza Pokojem jest jeszcze inny świat - taki, w którym można oddychać świeżym powietrzem, w którym istnieje trawa, drzewa, śpiew ptaków, inni ludzie. Siedem lat wcześniej została porwana i zamknięta w Pokoju przez Starego Nicka - Pokój jest jej więzieniem, ale nigdy wcześniej nie mogła powiedzieć o tym Jackowi; nie zrozumiałby tego. Jednak teraz Jack ma już pięć lat, jest coraz bardziej ciekawy, a jego mama zdaje sobie sprawę z tego, że namiastka normalności, którą dla niego stworzyła, nie jest już wystarczająca. Muszą więc obmyślić plan wyjścia z Pokoju, a kiedy do tego dojdzie - plan poradzenia sobie ze wszystkim, co szykuje na nich Nazewnątrz.

To obrzydliwe, nieludzkie, wynaturzone i okropne - a jednocześnie w jakiś sposób, w warstwie literackiej, piękne i wywołujące uśmiech. Historia kobiety, która została porwana i zamknięta w przygotowanym wcześniej, ciasnym pokoju; historia kobiety, która dla swojego syna zmieniła pokój w Pokój - w miejsce, poza którym jest tylko kosmos, pustka, nicość. Historia kobiety to jednak historia dziecka - i właśnie z perspektywy Jacka widzimy przebieg zdarzeń. Nie poznajemy dramatu matki jej oczami, nie wchodzimy wprost do jej głowy, nie analizujemy jej wnętrza. Pokój to narracja pięcioletniego chłopca, dla którego istnienie czegoś poza jego Pokojem jest nieprawdopodobne - a jednak musi zaufać swojej mamie, a później rzeczywiście zmierzyć się z tym, co znajduje się p o z a. W podobny sposób skonstruowana jest filmowa ekranizacja. Trudno byłoby zastosować inny zabieg, skoro powieść jest właściwie gotowym scenariuszem. Tę książkę należało przełożyć na ekran - i nie tylko dlatego, że jest ujmująca, bardzo autentyczna i komunikatywna jednocześnie, ale też dlatego, że świat pełen jest podobnych historii, podobnych Pokojów. To właśnie prawdziwymi wydarzeniami, za którymi stał Josef Fritzl, zainspirowała się autorka.

Jestem wzruszona po lekturze tej książki i znów biję się z własnymi myślami, ponieważ trudno mi pogodzić się z tym, że historia Jacka i jego mamy może być jednocześnie tak przerażająca i łagodna. Wszystko zawdzięczamy perspektywie dziecka - które nie zna słowa "gwałt", które nie zna obrazów przemocy, które nie ma punktu odniesienia innego niż Pokój. Poznajemy więzienie jego matki zaznajamiając się z bardzo szokującą prawdą - jej piekło jest jego bezpieczną przestrzenią. To Jack wprowadza nas w świat i przedstawia wszystko dokładnie tak, jak on to rozumie. I tutaj tkwi siła tej powieści. Tutaj znajduje się punkt łączący dramat z powieścią obyczajową i psychologiczną. Smutek i przerażenie łączą się z fascynacją tym, w jaki sposób patrzy na rzeczywistość Jack, w jaki sposób nauczyła go świata jego mama. Jest więc prosty i bardzo obrazowy język, w którym stół jest Stołem, a łóżko Łóżkiem, każdej rzeczy należy się szacunek i uwaga, ponieważ trudno otrzymać cokolwiek nowego. Dni nie dłużą się, ale są wypełnione bardzo konkretnymi i pożytecznymi rzeczami, bo nawet krzyczenie do wentylacji ma swój cel, nawet nocne wysyłanie światłem znaków do czegoś prowadzi - choć Jack nie może wiedzieć, że jego mama próbuje tym samym zwrócić na nich czyjąś uwagę, dać światu znać, że tu jest. Że potrzebuje pomocy. Czytelnik to rozumie i tym bardziej wstrząsa nim Pokój - zderzenie nieświadomości Jacka i naszego doświadczenia jest porażające. Zderzenie zamkniętej, ograniczonej przestrzeni Pokoju ze światem zewnętrznym uświadamia, że trudno jest o łatwy happy end po czymś tak traumatycznym. Śledzimy zdarzenia, wciąż śledzimy kolejne czynności, spotkania, ruchy bohaterów - bez potrzeby wprowadzania narratora wszechwiedzącego, bo nie o kontrolę nad światem przedstawionym chodzi, ale o refleksje Jacka, jego próbę oswojenia rzeczywistości, także poprzez język, poprzez ciągłe odnoszenie się do tego, co rozumie i zna.

Czytając - widziałam poszczególne sceny z filmu. Nie wiem więc, jak odbiera się tę powieść bez wcześniejszego zapoznania się z ekranizacją, wiem jednak, że nie liczy się kolejność - tę historię trzeba poznać. Trzeba ją poczuć. Nikt nie zostanie obojętny.


http://www.matras.pl

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI KSIĘGARNI MATRAS
Więcej o książce na stronie matras.pl

sobota, 23 kwietnia 2016

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich

Książka. To z miłości do książki obrałam taki a nie inny kierunek swojego życia. Pięć lat studiów polonistycznych. To dużo. Dużo i mało - wszystko zależy od punktu widzenia. Z filologią polską jest ta skomplikowana sprawa, że raz się tu książki kocha, a raz się ich nie znosi; czyta się i udaje, że się czytało. Im więcej się wie, tym więcej pytań się pojawia. Mam ogromny sentyment do zajęć z profesorem Wiesławem Wydrą, który zawsze powtarza, że gdyby nie pismo, gdyby nie litera - świat wyglądałby zupełnie inaczej. Jak? Ha! Gorzej! Słabiej! Marniej! Bo od pisma wszystko się zaczęło: rozwijanie wiedzy przodków, przekazywanie własnej kultury innym narodom, wielka sztuka. Pismo! Wszystko to zasługa pisma! Najważniejszego wynalazku!

Dziś obchodzimy Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich, święto organizowane przez UNESCO. Jest taki jeden cytat o książce, który towarzyszy mi od bardzo dawna i do którego wciąż wracam; nie mogę się go pozbyć ze swojej głowy:

Książki to także świat, i to świat, który człowiek sobie wybiera, a nie na który przychodzi. [W.Myśliwski]


12 NAJWAŻNIEJSZYCH KSIĄŻEK W MOIM ŻYCIU
(kolejnością poznawania)


    

  

  


Wszystkiego książkowego z okazji Dnia Książki. <3

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...