czwartek, 28 kwietnia 2016

#blogerzy: KSIĄŻKA NA EKRANIE: TAK CZY NIE?

Po raz kolejny zadaję blogerom książkowym pytanie o książki - tematem jest przekład książki na ekran. Wcześniejsze posty z cyklu znajdziecie tutaj. O jakich doświadczeniach opowiedzieli blogerzy tym razem?

..................................................................................................................................................

Patryk, moje-bestsellery.blogspot.com
To trudne pytanie. O ekranizacji marzy każdy autor, który wydaje swoją powieść. Natomiast jeśli chodzi o czytelników… U mnie jest tak, że zawsze najwięcej frajdy mam wtedy, kiedy ani film, ani okładka, nie zdradzają mi wyglądu bohaterów. Sam wyobrażam sobie główne postacie, ich zachowanie, jednak jak już przeczytam… Zawsze z wielką chęcią siadam przed dużym (bądź małym) ekranem i porównuję to, co sam sobie wyobrażałem z tym, co wyobrażał sobie reżyser. Nie zawsze wypada to najkorzystniej, w szczególności, jeśli na ekranie znajdziemy zaledwie jedną czwartą fabuły z książki. Mimo wszystko zawsze to dla mnie niesamowite doświadczenie. Dlatego odpowiadając na główne pytanie – książka na ekranie? Jeśli książka jest dobra, a reżyser trzyma się tego, co w niej zawarte (niekoniecznie bardzo sztywno, ale jednak!), to dla mnie zdecydowanie tak! 

Agnieszka, ksiazka-od-kuchni.blogspot.com
Uwielbiam oglądać filmy na podstawie książek. Jeśli przeczytałam daną pozycję, szukam na ekranie podobieństw i różnic. Generalnie wolę, gdy filmy są bardzo zbliżone do literackiego pierwowzoru. Jeśli jednak nie czytałam książki, a film wchodzi do kin... zazwyczaj i tak na niego idę. Jestem dziwna, bo często po filmie sięgam po książkę. Inni tego nie lubią, twierdzą, że od razu pewne sceny czy twarze kojarzą im się z tym, co na ekranie. Mnie to nie przeszkadza. Co ciekawe – właśnie tak miałam z serią HP. Najpierw widziałam dwa filmy, potem przeczytałam książki. 

Olga, wielkibuk.com
Książka na ekranie, zarówno w wersji serialowej, jak i filmowej to dla mnie największa możliwa frajda. Często sięgam po ekranizacje, mam swój prywatny ranking tych najlepszych z najlepszych, który wciąż się zmienia i ewoluuje. Prawdę powiedziawszy zazwyczaj nie zależy mi na wiernym odwzorowaniu literackiego pierwowzoru, jednak kiedy książka należy do jednych z moich ulubionych, to nie umiem jej nie porównywać do filmu i zazwyczaj kończy się to porównaniem na korzyść książki, oczywiście. Natomiast w przypadku serialu cieszy mnie podejście zdystansowane – serial daje możliwość meandrowania po wykreowanym przez pisarza świecie i tym samym może penetrować te zakamarki fabuły, takie wątki, które w książce były jedynie powierzchownie zarysowane. Kino i telewizja są dla mnie kolejnym medium, które snuje opowieści, a jeśli wzoruje się na literaturze, to cieszy mnie to podwójnie. 

Ula, askier-pisze.blogspot.com
Książka na ekranie? Osobiście mam do tego mieszane uczucia, nie lubię oglądać ekranizacji… Po przeczytaniu czy przed czytaniem książki, nieważne. Nie lubię, gdy ktoś narzuca mi swoją wizję, bohaterów. Wolę wejść do świata stworzonego przez autorów jako ja, potraktować go własną wyobraźnią i tam „oglądać” jakieś sceny. Z kolei jeśli obejrzałam ekranizację danej powieści, nie sięgam po książkę – w sumie z tego samego powodu. Mam klika wyjątków, oczywiście, ale są to wyjątki od reguły (Władca pierścieni, Gra o tron, rozsławiony ostatnio przez znakomitą grę Wiedźmin). Jednak jeśli już trzeba przenieść coś na ekran, moim zdaniem powinna być to adaptacja, nie wierna ekranizacja – nigdy nie wiemy, co dokładnie siedziało w głowie autora książki. Adaptacja daje możliwości dla twórcy, aby wykazał się własnym talentem i zrobił film/serial tak dobry i niepowtarzalny, że zachęci mnie do sięgnięcia po książkę, porównania… Chociaż wierne odwzorowanie lektur szkolnych mogłoby być pomocne dla uczniów.

Łukasz, hrosskar.blogspot.com
Z reguły unikam oglądania filmowych adaptacji znanych i lubianych książek. Rzadko kiedy są one na tyle dobre, że można mówić o nich jako udanych ekranizacjach. Często wspólne z książką mają jedynie ogólny zarys fabuły a reszta jest mniej lub bardziej pozmieniana. Po za tym, wiele ze świetnych dzieł zawiera liczne opisy przeżyć wewnętrznych bohaterów, które niesamowicie trudno oddać w adaptacji. Jest jednak kilka ekranizacji, które lubię zdecydowanie bardziej niż ich pierwowzór książkowy np. Jestem legendą. Dlatego moim zdaniem ekranizacje powinny być przemyślane i podejmowane wyłącznie przez utalentowany zespół filmowców, dla których liczy się sam film a nie chęć zarobienia na popularności książki. Wówczas można mieć nadzieję, że film sprosta wyobrażeniom czytelników.

Diana, bardziejlubieksiazki.pl
Tak, tak, tak! Jestem olbrzymią fanką ekranizacji, a jeszcze większą robienia z książek gier. Jednak ekranizacja filmowa musi być dla mnie wierna. Zazwyczaj wprowadzane zmiany psują historię, czego przykładem może być ostatnio Zjawa. A jeśli zmian jest dużo, niech nazywa się to historią inspirowaną taką a taką powieścią, a nie ekranizacją! Ludziom filmu często wydaje się, że sama historia jest niewystarczająca i muszą coś dodać od siebie, albo skupiają się nie na tych rzeczach, co trzeba. Przykład - najnowszy film Królowa Pustyni. Jak można taką kobietę przedstawić przez pryzmat jedynie niespełnionych miłości? A czy film, czy serial, nie ma już znaczenia, ważne, żeby był dobrze zrobiony. Osobiście czekam na nową ekranizację Winnetou i Paragrafu 22, a ostatnią, która bardzo mi się podobała, był oczywiście Marsjanin. 

Marika
Wierna ekranizacja, swawolna adaptacja, serial, film, przedstawienie, piosenka, fanfiction - zgadzam się na wszystko. Jeśli kogoś porywa książkowy świat, przestrzeń wymyślona przez pisarza - niech zrobi z tego coś dobrego. A jeśli zrobi rzecz złą, to przynajmniej pobędę przez jakiś czas oburzona, jeszcze mocniej opiewając wszem i wobec wyższość pisma nad...wszystkim innym. Czasem niechcący najpierw obejrzę film, czasem po przeczytaniu powieści długo czekam na przeniesienie jej na duży ekran - i radości, szczerze mówiąc, zawsze jest tyle samo.

..................................................................................................................................................

A Ty? Co o tym sądzisz? Film czy serial?
Wierna ekranizacja czy twórcza adaptacja?

7 komentarzy:

  1. Super pomysł tak w ogóle :)

    Dla mnie jak najbardziej TAK, chociaż wyłącznie w dobrym wydaniu. Nie uznaję nic po łebkach ;)

    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Najbardziej podoba mi się Twoja odpowiedź :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiele razy, kiedy czytałam książkę, to marzyłam o jej ekranizacji. Wiem, że rzadko odwzorowują one wątki książkowe, mimo wszystko fajnie jest oglądać aktorów, którzy wcielają się w rolę bohatera.
    Jednak jeśli chodzi o to czy wybrałabym serial czy film- zdecydowanie film.


    www.zksiazkadolozka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię oglądać filmy na podstawie książek, ale z tym, jaki będzie efekt po obejrzeniu różnie bywa. Zdarza się, że psioczę na twórców filmowych, że coś pozmieniali za bardzo, ale są i takie adaptacje, które kocham i uwielbiam oglądać. Teraz np. czekam z niecierpliwością na ekranizację "Zanim się pojawiłeś" i słowa "ekranizacja" używam tutaj z pełna premedytacją, bo im więcej widzę materiałów filmowych, tym bardziej jestem przekonana, że film będzie bardzo wierny książce i już przygotowuję się na powtórkę z emocjonalnego huraganu, jaki zapewniła mi książka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam, ale widziałam zwiastun i oczarował mnie. Też chętnie to obejrzę. :)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...