wtorek, 5 kwietnia 2016

INWAZJA NA TEARLING, Erika Johansen (PRZEDPREMIEROWO)





Tytuł: Inwazja na Tearling (The Invasion of the Tearling)
Autor: Erika Johansen
Data I wyd.: 2015 (PL: 13.04.2016)
Cykl: Królowa Tearlingu (tom 2)
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 560

Dwa słowa: musisz przeczytać!





Gdy myślę o trylogiach mam raczej mieszane uczucia. Zazwyczaj w pewnym momencie dochodzi do załamania struktury, któraś z części jest słabsza. Pierwszy tom mnie zachwycił. Pierwszy tom sprawił, że nie mogłam doczekać się, co będzie dalej, co się wydarzy, czym zaskoczą mnie bohaterowie. Jak było tym razem? 

Kelsea Glynn, władczyni Tearlingu, umacnia swoją pozycję na tronie. Wprowadza zmiany, boryka się z wieloma problemami, jakie drążą jej królestwo od środka. Przygotowuje się do wojny będącej wynikiem przeciwstawienia się zsyłkom niewolników do sąsiedniego Mort. Inwazja na Tearling jest nieunikniona, bo Szkarłatna Królowa nie waha się przed pokazaniem swojej potęgi. Im bliżej decydującej bitwy tym częściej Kelsea w tajemniczy sposób cofa się do czasów sprzed Przeprawy, wnikając w życie Lily, niepozornej kobiety żyjącej w pozbawionym równowagi świecie. Kelsea domyśla się, że od tego, jak potoczą się losy kobiety, zależeć będą losy całego Tearlingu. 

Lubię blurby, wiecie? Jeśli ktoś zapoznał się choćby z kilkoma moimi wpisami - na pewno wie. Lubię blurby, bo obiecują wiele, zachęcają, uchylają rąbka tajemnicy, puszczają oczko. Najbardziej jednak lubię, gdy wszystko, co copywriter napisał się sprawdza. Jak jest tutaj? Olśniewająca powieść - jest. Powrót znanych bohaterów - jest. Nowe postaci - są. Niezwykła historia o magii, tajemnicach i "zawziętej młodej bohaterce" - jest! Tak, mam przed sobą niesamowitą, ekscytującą, wciągającą, świetnie napisaną i dobrze przemyślaną książkę. Czy naprawdę muszę coś dodawać?

Zazwyczaj środkowy tom pozostawia dużo do życzenia. Takie jest jego prawo i może trochę zadanie - podczas gdy pierwsza część wprowadza w świat, a trzecia wskazuje na wielki przewrót i epickie rozwiązanie historii, celem drugiego tomu jest zawiązanie akcji, pomieszanie w życiorysach bohaterów, odsłonienie kilku tajemnic i postawienie dziesiątek nowych pytań. Kończąc Królową Tearlingu wyrażałam swoje przekonanie, że autorka zostawia czytelnika z obietnicą: "hej, spokojnie, wszystko wyjaśnię". Zaufałam jej na podstawie sposobu prowadzenia narracji, sposobu zawiązywania wątków, wprowadzania nowych rozwiązań. Jest tak, jak chciałam. Jest dokładnie tak, jak się spodziewałam - Erika Johansen nie gubi rytmu, nie traci rozmachu. Wierzę, że pisząc pierwszy tom wiedziała doskonale, co zdarzy się w kolejnym. Wierzę, że zanim zabrała się do pisania miała w głowie pełną historię, a później... Cóż, później po prostu otworzyła plik i zaczęła tworzyć w nim słowa.

Zrobiło się poważniej. Podstawowe problemy biednego, pozbawionego silnego wojska i wielu innych elementów królestwa rozwijają się, a Kelsea musi stawić im czoła. Wiele rzeczy się zmienia. Mija czas, a królowa uczy się, na czym polega bycie władczynią. Uczy się na własnych błędach, uczy się też na błędach swoich poprzedników. Wątek spoglądania w przeszłość jest mocną stroną tej książki. Johansen udowadnia, że potrafi pisać nie tylko osadzoną w rzeczywistości przypominającej wieki średnie fantasy, ale też pełne napięcia sci-fi w czasach określonych tu jako świat "przed Przeprawą". Przejście jest zaskakujące, wciskające w fotel i niesamowicie zgrabne. W tym tomie historia świata, na który składają się m.in. Tearling i Mort zostaje pogłębiona. Wiele kwestii zostaje wyjaśnionych, a naturalną konsekwencją jest pojawienie się kilku nowych, teraz bardziej złożonych pytań. Tak jak rośnie świadomość Kelsea dotycząca świata, który ją otacza i rzeczy, o których milczą księgi dotyczące historii, tak jak rośnie też jej samoświadomość jako kobiety i władczyni, tak rosła moja świadomość jako czytelniczki i aktywnej odbiorczyni tej historii. W jakiś sposób Inwazja na Tearling funkcjonuje jako interesujące odbicie realnych problemów, które dotykają prawdziwego świata, naszego świata. Fantastyka ma moc niedosłownego stanowienia o rzeczywistości, w której żyje autor i Johansen z tego prawa korzysta. Dla mnie cykl dotyczący Tearlingu przestał być tylko opowieścią o zmyślonym konflikcie. To już coś więcej niż książka, która ma pełnić funkcję czysto rozrywkową. Szczególną uwagę zwróciłam na to, że Erika Johansen pisze o kobietach - traktuje je z perspektywy pojedynczych historii, historii znaczących, historii, które mają wpływ na całe narody. Johansen udowadnia, że można napisać powieść, w której jednocześnie temat płci jest istotny, ale każdy z bohaterów mówi sam za siebie i jest traktowany z równą uwagą - niezależnie od swojej płci, orientacji i pochodzenia jest obiektem interesującym i wielowymiarowym, bohaterem lubianym lub nie. Zwracam na to uwagę, bo szukam w fantastyce mocnych, interesujących i nieprzekłamanych kobiet - i tu je znalazłam. Brakuje w tej powieści łatwych odpowiedzi, prostych motywacji i lekkich rozwiązań. W sensie warsztatowym - kawał dobrej roboty. W odbiorze - przyjemność od pierwszej do ostatniej strony. Nie mam tej książce nic do zarzucenia.

Usiadłam do tej powieści rano, zamknęłam kilka godzin przed położeniem się spać. Żałuję. Żałuję tego, że połknęłam tę książkę w jeden dzień, bo chciałabym pobyć w tym świecie dłużej. Żałuję, że nie mogłam się powstrzymać i nie byłam w stanie oderwać się od kolejnych stron, bo teraz muszę niecierpliwie czekać na premierę trzeciego tomu.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU GALERIA KSIĄŻKI
Więcej o książce na stronie galeriaksiazki.pl

1 komentarz:

  1. Muszę się w końcu zabrać za tę serię! Zwlekam z tym od prawie pół roku :O Po samych zachwytach i dobrych recenzjach nie pozostaje mi nic innego jak tylko sięgnąć po książki Eriki Johansen :D Już się nie mogę doczekać!

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...