poniedziałek, 11 kwietnia 2016

MĘDRZEC KAŹNI, Tomasz Kowalski







Tytuł: Mędrzec kaźni
Autor: Tomasz Kowalski
Data tego wyd.: luty 2016
Wydawnictwo: MG
Ilość stron: 144

Trzy słowa: niewielki obrazek





"Kameralna apokalipsa w mieszkaniu na trzecim piętrze" - przyznajcie, piękne są te słowa. Zgrabne. Zapowiadają coś niewielkiego, ale znaczącego; może odrobinę groteskowego, wszak czy ktoś widział kiedyś, by apokalipsa była "kameralna"?

Paryż wiosną 1939 roku. Amerykański dziennikarz przyjeżdża do Europy, by przeprowadzić wywiad z miejskim katem. Jest ambitny i wierzy, że jest w stanie przewidzieć to, z kim przyjdzie mu mieć do czynienia. Obmyślił plan wywiadu, nie podejrzewając, że wszystkie jego starania runą w zderzeniu z miłym, starszym panem, który zmusza Amerykanina do rozmowy na temat kary śmierci, zabijania i powszechnej społecznej hipokryzji.

Do lektury skusiła mnie piękna szata graficzna, jak zresztą zawsze w przypadku egzemplarzy wydanych przez MG. Tytuł, przyznajcie, też niczego sobie. Z pobieżnie przejrzanego opisu książki wyłapałam tylko jedno: że będę miała okazję przeczytać wywiad z katem. Coraz ciekawiej, prawda? A później spojrzałam na ilość stron i mój apetyt wzrósł, bo operowane formą poniżej stu pięćdziesięciu stron tak, by zaciekawić, przedstawić coś mądrego i zaspokoić czytelnika - ha! to niełatwa dość sprawa.

Mędrzec kaźni to książeczka niewielkich rozmiarów, o ograniczonej do minimum akcji, za to starająca się poruszyć kwestie, na które nie da się udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Autor nie próbuje tego zrobić - ale daje impuls do samodzielnego myślenia, niewielki co prawda. Nie przedstawia opinii, które nie byłyby mi już znane, wręcz przeciwnie - to przeniesienie do jednego pomieszczenia, ograniczenie do kilkugodzinnej rozmowy wniosków szeroko powszechnych, a i bohaterowie dalecy są od tego, by zostać z czytelnikiem na dłużej. Nie ma tu nic spektakularnego, ale uważam, że to dość zajmujący obrazek; szybka i krótka lektura, która bardzo chciała być moralitetem, a została jego próbką. Przeczytałam Mędrca kaźni w godzinkę, z przyjemnością i niewielkim uśmiechem na ustach. Nie potrafię jednoznacznie określić, na ile zakończenie jest zaskakujące, a na ile nie - części się domyśliłam, epilog wzbudził nawet moje zadowolenie. To dziełko małe i zgrabniutkie - a ja nie potrafię mówić o nim inaczej jak zdrobnieniami, chociaż nie dlatego, że uważam je za głupie. Nie, wręcz przeciwnie, temat poruszony przez Tomasza Kowalskiego jest istotny i wierzę w to, że może on trafić swoim przekazem do wielu czytelników. Dla mnie to zaledwie dryfowanie na powierzchni tematu, ale cieszę się, że autor nie próbował na siłę wrzucać w usta swoich bohaterów zbyt śmiałych, patetycznych przemówień. Dyskusja przechodzi od tematu historii gilotyny przez obowiązki pracy kata, rozważania na temat kary śmierci, w końcu też pytanie o istnienie siły wyższej, prawo ludzi do sądzenia innych. Zakres szeroki, ale ubrany w lekkie, zręczne słowa; propozycja omówienia tematu zajmująca.

Tomasz Kowalski proponuje niewielki obrazek, scenkę z dwoma bohaterami; coś bardzo teatralnego, choć ani szokującego, ani nowatorskiego. Nie uważam tego za wadę, wręcz przeciwnie. Dla mnie jest to książka, która inspiruje do myślenia, pewne rzeczy szereguje, prosto, ale atrakcyjnie.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU MG
Więcej o książce na stronie wydawnictwomg.pl

3 komentarze:

  1. Te słowa które zacytowałaś są piękne, a okładka przyciąga wzrok. Może kiedyś się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z chęcią zapoznałabym się z tą książką. "Kameralna apokalipsa w mieszkaniu na trzecim piętrze" brzmi tak obiecująco i naprawdę bardzo zaciekawia. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam i diabelnie mi się podobała! Majstersztyk literacki :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...