czwartek, 21 kwietnia 2016

SEDINUM. WIADOMOŚĆ Z PODZIEMI, Leszek Herman






Tytuł: Sedinum. Wiadomość z podziemi
Autor: Leszek Herman
Data I wyd.: 2015
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 800

Trzy słowa: bardzo, bardzo nużące







Co skusiło mnie do zajrzenia do tej książki? Na pewno Szczecin - i obietnice, że wszystkie zdarzenia będą miały z nim wiele wspólnego. Poza tym historia, a szczególnie odkrywanie jej mrocznych sekretów. Jak było?

W samym centrum miasta zapada się parking podziemny niedawno wzniesionego biurowca. Katastrofa odsłania nieznane podziemia, a w nich - powojenny wrak niemieckiej, wojskowej ciężarówki z trupem za kierownicą. Ładunek samochodu wstrząsa odkrywcami. Pojawia się wiele pytań, na które trzeba znaleźć odpowiedzi. Kim jest nieboszczyk? Skąd wziął się w tym miejscu wrak samochodu? Okoliczności zaczynają się coraz bardziej komplikować, zwłaszcza wtedy, gdy w lochach...znajduje się kolejny nieboszczyk.

Można by pewnie napisać wiele o pomyśle związanym z warstwą historyczną tej powieści, jednak ja zamiast przyglądać się faktografii zerkam z ukosa na wszystko to, co wokół. Nie jestem pewna, jakie było zamierzenie autora. Podejrzewam, że w książkach z tej półki chodzi o to, by utkać z faktów historycznych i nieprzemierzonych tajemnic ciekawą fabułę, problem. Później dodać do tego kilkoro niebanalnych bohaterów, którzy powinni mieć wiedzę lub ją zdobywać - i informacje te trzeba przekazać czytelnikowi, oczywiście w sposób budzący zainteresowanie. Sprzedać historię miejsc i zdarzeń historycznych, sprzedać też historię samodzielnie wymyśloną - tak, na tym to chyba polega.

Ja nie kupuję pomysłu Leszka Hermana. Niesamowicie podniecają mnie tajemnice i odnajdywanie zasuszonych zwłok, ale w tym przypadku zostałam przytłoczona kilkoma bardzo marnie ociosanymi kwestiami. Czułam się tak, jakby pogrzebał mnie zawalający się na pierwszych stronach książki wieżowiec. Miała być opowieść kryminalno-przygodowa, niestety zamiast tego czułam się jak na wykładach historycznych prowadzonych niezwykle męczącą narracją. Może jest pomysł, może jest materiał na to, żeby stworzyć z historycznego Szczecina niesamowite, fascynujące miejsce, w którym aż chciałoby się grzebać, żeby dotrzeć do jak największej ilości smaczków historycznych - a jednak nie, jednak nie w tym przypadku. Historia jest tu mało zajmująca, choć zajmuje bardzo dużo miejsca. Niejednokrotnie nadmiar faktografii zwalniał akcję tak bardzo, że gubiłam wątek i traciłam zainteresowanie tym, co działo się na kartach powieści. Zbyt nachalnie i akademicko przekazywana jest wiedza w Sedinum. To pierwszy bardzo poważny problem. Drugim są bohaterowie - pretendujący do bycia postaciami o ciekawych zainteresowaniach i szerokiej wiedzy, jednak w praktyce mówiący i działający posłusznie do woli autora. Jasne, bohater jest książkowym dzieckiem, które ma spełnić pewne wymagania - ale tym razem miałam do czynienia z za dużą ilością przypadków i z za grubym papierem, by dostrzec pod jego warstwą jakikolwiek charakter, żywotność bohaterów. Mieli być niebanalni - a zderzenie z ich prostymi, naiwnymi relacjami zgrzytało tak bardzo, że nie mogłam ich znieść.

Pomorze Zachodnie jest świetnym materiałem na opowieść, to fakt. Doceniam to, że Leszek Herman poświęcił mało znanym historycznym smaczkom powieść, nie jestem jednak fanką tego, w jaki sposób to uczynił. Wynudziłam się przy tej powieści, pogrążyła ją z jednej strony prosta warstwa językowa dotycząca sposobu komunikowania się bohaterów, ich opornie stworzone związki między sobą, a z drugiej potęga i moc faktografii, historii, informacji. Ta książka to moloch, a ja już przy pięćdziesiątej stronie krzywiłam się na myśl o tym, ile przede mną. Nie wciągnęła mnie, nie zainteresowała historią, nie zmusiła do tego, żebym sama zaczęła grzebać, żebym poczuła się częścią czegoś niezwykłego, żebym zatęskniła za odkrywaniem tajemnic i znajdowaniem zapomnianych skarbów.

Dan Brown? Nie wiem dokładnie gdzie, ale ktoś zasugerował to nazwisko w kontekście Sedinum. Niestety, ale nie. Stanowcze, grube i ociężałe: nie. Książka Leszka Hermana nie jest wciskającą w fotel i rozbudzającą wyobraźnię powieścią o tajemnicach, przygodach i błyskotliwych postaciach, ale bardzo nużącą serią przypadków przerywanych wywodami historycznymi. Przewidywalna, ciężka lektura i bardzo dużo stron. Prawie płakałam widząc, ile kartek jeszcze przede mną. A tak być nie powinno.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI BUSINESS & CULTURE I WYDAWNICTWU MUZA
Więcej o książce na stronie muza.com.pl

5 komentarzy:

  1. To chyba najgorsze co może być gdy tylko czeka się żeby skończyć książkę, a kartek jakoś nie ubywa :) Nie skuszę się :) Chociaż klimaty moje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fabuła ciekawa, ale wykonanie już nie bardzo. Też lubię historię i tajemnice, ale czuje że i mi książka do gustu by nie przypadła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że nie udało się z wykonaniem, bo byłam nią zainteresowana. Chyba na razie się wstrzymam ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasami trafiają się takie książki, od których oczekuje się tylko tego, żeby były dobre, a tu klapa. Ja się na nią nie zdecyduję i dzięki za ostrzeżenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. To raczej nie mój styl, ale może przeczytam, jak nadarzy się okazja ;)

    Pozdrawiam!
    http://myfantasticbooksworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...