czwartek, 14 kwietnia 2016

ŚLEPY TROP, Jørn Lier Horst (PREMIERA)






Tytuł: Ślepy trop (Blindgang)
Autor: Jørn Lier Horst
Data I wyd.: 2015 (PL: 14.04.2016)
Cykl: William Wisting (tom 10)
Wydawnictwo: Smak Słowa
Ilość stron: 392

Trzy słowa: kawał dobrej roboty





Literatura skandynawska przybyła do nas w postaci kryminałów i chyba cały czas istnieje w świadomości większości czytelników właśnie w ten sposób. Kryminał skandynawski - każdy słyszał kiedyś ten termin, prawda? Larsson, Nesbø, Läckberg, Mankell. Tym razem miałam okazję zapoznać się z kolejnym pisarzem, byłym policjantem i szefem wydziału śledczego. Jørn Lier Horst to norweski twórca, autor kilku kryminalnych serii.

Dziadek Sofie Lund przez wiele lat kierował przemytniczym imperium. Po jego śmierci Sofie wprowadza się ze swoją roczną córeczką do odziedziczonego w rodzinnym miasteczku domu. Nigdy nie utrzymywała bliskich kontaktów z krewnym i choć wolałaby o nim zapomnieć, chętnie korzysta z odziedziczonego majątku, zdając sobie sprawę z tego, że bardzo go potrzebuje. Pozbywa się z domu wszystkich przedmiotów, które mogłyby się jej kojarzyć z dziadkiem, w końcu zostaje tylko jedno - ogromny sejf przytwierdzony do piwnicy w kuchni. To, co znajduje się w środku, zmusza pracowników komendy policji w Larviku do ponownego przyjrzenia się sprawie pewnego morderstwa. William Wisting musi rozpracowywać kilka rzeczy jednocześnie, a także z bliska przyjrzeć się pracy swoich kolegów z innego posterunku.

Odczuwałam przy tej lekturze bardzo prostą, ale dobrą satysfakcję. Porządne, wciągające uczucie, przekonanie o tym, że dobrnięcie do końca książki nie tylko mnie nie zmęczy, ale też zapewni dużo zadowalających wrażeń. Nie jestem szczególną znawczynią gatunku, ale dostrzegłam kilka rzeczy, dzięki którym rozumiem, dlaczego można nazwać Ślepy trop klasycznym kryminałem. Dla mnie jego największym wyznacznikiem będzie historia – ciekawa, rozgrywająca się w czasie teraźniejszym bohaterom, ale ściśle osadzona na faktach dawnych. I to, w jaki sposób przekazywane są czytelnikowi poszczególne informacje, to, jak spokojnie płynie myśl śledczego Wistinga – to przyciąga do książki, skupia na każdym zdaniu. Nie widzę w tej powieści szerokiej analizy współczesnego społeczeństwa skandynawskiego, jak bywa to w przypadku mojego ukochanego Mankellowskiego Wallandera. Horst zamiast na filozofowaniu skupia się na porządnym, krytycznym zbudowaniu na kartach książki postaci, wątków, tajemnic – jak najściślej uprawdopodobnionych. Szybko dostrzegłam jego dbałość o wyjaśnienie poszczególnych elementów, oczyszczenie fabuły z niepotrzebnego chaosu. Do prawdy dociera się powoli, pewnym, rytmicznym tempem przechodząc między poszczególnymi tropami i wskazówkami.

Horst fantastycznie krzyżuje wątki. Jedna sprawa rozpracowywana przez policjantów, chwilowo tkwiąca w martwym punkcie, w bardzo logiczny sposób wiąże się z drugą. Akcję budują nie ekscytujące i nieprzewidziane zwroty akcji, ale przenikliwe, utrzymujące się nieustannie na równym poziomie badanie poszczególnych elementów układanki. Historia Sofie, która otworzyła sejf, jej koleżanki z podstawówki, którą jest córka Wistinga, praca Wistinga i jego związki oraz relacje z innymi policjantami, w końcu poszczególne działania zespołu śledczych - autor potrafił połączyć wszystko w jedną, logiczną i zwartą całość. Ta książka jest niesamowicie - cóż, brak mi odpowiedniego słowa - kształtną formułą. To przykład na to, że klasyczny kryminał jest wciąż żywy - że czytelnik może wejść w książkę jak w szaradę i układać w swojej głowie klocki fabuły idąc krok w krok za narracją. Jestem usatysfakcjonowana. Horst nie dał mi się zgubić, nie szedł na łatwiznę, nie wybierał banalnych i tanich zabiegów. Jego powieść to kawał dobrej roboty - pisarskiej, ale też kryminalnej. Z jednej strony: lekka, przyjemna narracja i szacunek do czytelnika; z drugiej interesujący pomysł i umiejętne wplecenie w bieg akcji szczegółów przybliżających policyjną pracę, odrobiny prywaty, dzięki której bohaterowie są żywi.

Czyta się tę książkę błyskawicznie - ja pochłonęłam ją w jeden dzień. I choć z kryminałami bywa różnie, ten mnie wciągnął. Po kilkudziesięciu stronach poczułam już, że jest to kryminał i "skandynawski", czyli pozbawiony głupot takich jak zbyt dużo wybuchów (i dosłownych, i emocjonalnych), i "klasyczny", czyli zbudowany na mocnym, logicznym pomyśle. Dodałabym jeszcze, że to przykład "dobrej roboty", czyli rzetelnej pracy autora - i nad językiem, i nad światem przedstawionym. Czy polecam? Jasne, że polecam! I kto wie, może jeszcze sięgnę po Horsta. Podoba mi się jego styl.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU SMAK SŁOWA
Więcej o książce na stronie smakslowa.pl

3 komentarze:

  1. Już dzisiaj czytałam pozytywy o tej powieści, więc chętnie się z nią zapoznam, skoro i Ty polecasz :D Mam ochotę na jakiś dobry kryminał od dłuższego czasu, Polakom jakoś nie chcę znowu dać szansę w tym zakresie, więc szukam czegoś nowego, a ta książka się całkiem nieźle prezentuje :D Plus jakoś... podoba mi się nazwisko autora xD

    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę w końcu zacząć bliższą znajomość z kryminałami, bo na razie moja wiedza jest szczątkowa. Wciąż mam w planach nareszcie przeczytać "Millenium", a później może uda mi się rozwinąć na kolejne kryminały/thrillery skandynawskie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już jest na mojej półce i nie mogę się doczekać, aż po nią sięgnę :) Zwłaszcza po przeczytaniu tak pochlebnej i dobrej recenzji.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...