czwartek, 26 maja 2016

MUNDRA, Sylwia Szwed





Tytuł: Mundra
Autor: Sylwia Szwed
Seria: Bez fikcji o...
Data I wyd.: 2014
Wydawnictwo: Czarne
Ilość stron: 304

Trzy słowa: delegacja powitalna świata






Podobno nie powinno oceniać się książek po okładce. Mundrę Sylwii Szwed znalazłam jednak tylko dzięki przypadkowi - ale kiedy zaczęłam ją czytać, zrozumiałam, że pozwolenie na to, by tylko los przesądził o poznaniu lub przeoczeniu pewnych książek, jest zbyt dużą stratą. Wciąż nie mogę ugasić w sobie zaskoczenia na myśl o tym, że to moja pierwsza styczność z książkami o położnych.

O tym należy nie tylko więcej pisać, ale i więcej mówić. By sformułować podobny wniosek nie potrzebuję wcale potwierdzenia w słowach Sylwii Szwed, która w jednym z wywiadów (rozmowa z Jerzym Zawisakiem dla Onet.pl) opowiada o tym, jak bardzo zaskoczyła ją otwartość położnych. Słysząc o pomyśle na zbiór wywiadów zachowywały się tak, jakby już od dłuższego czasu chciały przekazać komuś swoje doświadczenie, opowiedzieć o swoim zawodzie. Tak właśnie powstała Mundra - jako zapis dwuletniej pracy reporterki, która powzięła się zadania spisania dziesięciu rozmów z położnymi. Sylwia Szwed zaczęła tworzyć swoją książkę w czasie ciąży - niemal w formie terapii i przygotowywania do rozwiązania. Jak sama mówi, motywacją do podjęcia się tego tematu było "poszukiwanie wokół siebie mądrych kobiet, które wprowadzą mnie w nowy etap w moim życiu".

Nowy etap jest - obok kobiecości w tym najbardziej intymnym, zwierzęcym, cielesnym sensie - tematem głównym. Cztery pokolenia położnych opowiadają o osiemdziesięciu latach swojej pracy. Dziesięć historii o jednym zawodzie, polegającym na odbieraniu porodów. Osiemdziesiąt lat na niecałych trzystu stronach - a między nimi tysiące porodów. To oznacza, że dziesięć kobiet opowiada o niezliczonej ilości Polek, które przez osiemdziesiąt lat rodziły dzieci. A jest to obraz wszechogarniający - od rozmowy z położną, która pracowała w czasie wojny, po położne, które dopiero zaczynają swoją pracę. Od czasów, kiedy kobiety rodziły słuchając wrodzonego instynktu, przez lata, kiedy gwałtowne zmedykalizowanie sytuacji porodu wiązało się ze "szpitalnym reżimem" i "porodem totalitarnym", aż po dzień dzisiejszy - powrót do myślenia holistycznego. Znajdziemy historie rozczulające i takie, po których nie zostaje nam nic poza chwilą ciszy. Historie o nowym życiu i śmierci, która - jak podkreśla większość rozmówczyń Sylwii Szwed - jest silnie związana z momentem wydawania na świat człowieka. Nowy etap jest równoznaczny z nowym życiem, któremu świadkują położne, ale jednocześnie nie można zapomnieć o tym, że Mundra to przede wszystkim przekrój przez historię położnictwa w Polsce. Czyta się to z zachwytem i przerażeniem, nie mogąc oderwać się od kolejnych stron. Wielokrotnie wracałam wzrokiem do poprzednich pytań lub całych rozmów, by porównać pewne spojrzenia, by stworzyć w swojej głowie pełny obraz. I wciąż mam mało, choć jednocześnie jestem w pełni usatysfakcjonowana. Ta lektura pobudziła mnie do myślenia i poszukiwań. 

We wcześniej wspomnianym wywiadzie Szwed mówiła o swojej książce: "Poród był dla mnie tylko pretekstem do rozmowy o rzeczach fundamentalnych." I rzeczywiście, poród okazuje się być tym, w czym odbijają się wszystkie najistotniejsze kwestie społeczne. Spojrzenie na ciało. Polityka. Kwestia rodziny. Pozycja kobiety. Pozycja położnej, pielęgniarki, pacjentki - nader wszystko jednak kobiety. Można by ten obraz zapewne rozszerzyć jeszcze bardziej, werbując kolejne przedstawicielki zawodu, z mniejszym czy większym stażem, różną filozofią życiową czy odmiennym statusem zawodowym, bo bohaterki książki różnią się między sobą w każdej z tych kwestii i dzięki temu w tak niezwykły sposób nakreślają drogi położnictwa i kobiecości. Mundra to nie tylko spojrzenie na poród i kobiety, ale też budujące się systematycznie, z upływem każdego rozdziału, kalejdoskopowe spojrzenie na to, co kobiety czerpią z przeszłości i w jaki sposób widzą siebie dziś.

Brakuje perspektywy męskiej - ale z drugiej strony, czy jest ona istotna? Kobiety-położna mówią jasno, że to zawsze babki odbierały poród i tak właśnie powinno zostać, nawet jeśli nie jest to poprawne politycznie. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z książką, która opowiadałaby o kobietach z perspektywy porodu - ale porodu widzianego podwójnie. Z jednej strony - perspektywą kobiet, które poród odbierają. Z drugiej - kobiet, których ciało jest przystosowane do rodzenia i posiadania potomstwa, które rodziły lub będą rodzić w przyszłości. Być może dlatego kobiecość-ciężarność widziana z tej perspektywy jest inna. Inna - to znaczy jaka? Wydaje się, żeby się o tym dowiedzieć, trzeba po prostu porozmawiać. Lub zacząć od lektury Mundrej.

2 komentarze:

  1. Czytałam i recenzowałam tę książkę w tamtym roku, a nadal myśli o niej tkwią mi gdzieś z tyłu głowy. To powieść dla każdej kobiety!

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka jest cudowna ! I mi bardzo bliska, ze względu an to że za miesiąc będę już pełnoprawną położna :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...