poniedziałek, 16 maja 2016

WIKINGOWIE. WILCZE DZIEDZICTWO, Radosław Lewandowski






Tytuł: Wikingowie. Wilcze dziedzictwo
Autor: Radosław Lewandowski
Cykl: Wikingowie (tom 1)
Data I wyd.: marzec 2016
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 432

Dwa słowa: letni klimat





Był taki czas, gdy dałam się oczarować mitycznym światom. Baśnie nigdy do mnie nie przemawiały, ale mity - o, tak. Tradycje i wierzenia starych plemion pociągały mnie; panteony bogów i rytuały - fascynowały. Do dziś mam ciarki, gdy słyszę o Ragnaröku. Wy też?

Akcja książki osadzona jest w X wieku n.e., w Europie Północnej. To tutaj Szwedzi, Norwegowie i Duńczycy toczą między sobą wojny o władzę i ziemię. Powieść Lewandowskiego zbiera kilka wątków - są to m.in. walki na Północy, wyprawy do Ameryki i na Półwysep Iberyjski. Świat wikingów styka się z chrześcijaństwem - religią i wojnami, jakie państwa europejskie toczą z muzułmańskim kalifatem. Walka, krew, podróże morskie. Książka podzielona jest na cztery części i każda z nich toczy się w innym miejscu, ociera o inny problem. Elementem łączącym są jednak wciąż ci sami wikingowie - i ich żądza krwi.

Opis brzmi smakowicie. Aż chce się mlasnąć z satysfakcją, wyciągnąć topór i, ostrząc go, utonąć w mocnej, pełnej energii historii o wikingach. Pierwszy zgrzyt to grafika. Oczywiście nie szata zdobi człowieka - tym tropem idąc, nie okładka stanowi o powieści. A jednak od dawna już wiadomo, że wiking-pan rogów nie nosił. Przełykamy jednak to niedopatrzenie i brniemy dalej. Prosto w ramiona przygody!

A z nią wcale nie jest tak źle. Dokładnie tak: jest nieźle. Zgrabna jest ta fabuła i wciągająca, bardzo płynnie przechodzi z punktu do punktu, od bohatera do bohatera. Niektóre elementy mogą wbić w fotel, szczególnie fragmenty dotyczące walk, które w powieści Lewandowskiego opisane są żywo i z pełną energią. Gorzej jednak z konceptem na całość - to manewrowanie dobrze znanymi motywami. Są rycerze na białych koniach i nadobne dziewice - choć wszystko w wersji nieco nieobyczajnej, jak w świecie wikingów być powinno. Nie zawsze brutalność jest tu przekonująca, podobnie jak nie zawsze bawi humor wikingów; wszystko to jest niesamowicie stonowane. To sprawia, że lektura ani ziębi, ani parzy. Genialne walki zostają rozbite przez nie zawsze odpowiednio przemyślane motywacje bohaterów lub bardzo słabej jakości sceny miłosne i erotyczne. Podczas lektury odniosłam wrażenie, że Radosław Lewandowski bardzo chciał stworzyć książkę o tym, jak wikingowie walczą, zabijają się i podróżują, ale przypomniał sobie, że nie udźwignie powieści tylko na tym - dlatego dołożył postaci damskie. Trochę to niezgrabne. Bardzo przeszkadzało mi w lekturze i całkowicie rozbijało napięcie.

Wilcze dziedzictwo to książka dla miłośników literatury przygodowej pisanej z zamiarem wprowadzenia w dobrą rozrywkę, z lekką i swobodną fantazją autora. Ładnie wprowadzony klimat, zapach skór i specyficzne nazewnictwo niewątpliwie przyciągają do tej książki. Bardzo podobały mi się drobiazgi budujące nastrój: mapka, słowniczek, wrzucanie w dialogi, bez wcześniejszych wyjaśnień, wyrażenia z języka wikingów. Najważniejsi bohaterowie - a przynajmniej ich większość - mają dość dobrze doprecyzowane charaktery. Drugoplanowym tego brakuje, ale w deszczu krwi i przekleństw można machnąć na to ręką i uznać, że tak miało być. To na pewno coś dla fanów wikingów, którzy szukają każdej sposobności, by przenieść się w tamten świat. Na pewno nie dla wielkich znawców historii, choć oczywiście widać, że Radosław Lewandowski lekcje odrobił. Nie jest to też książka dla kogoś, kto życzy sobie powieści na miarę Gry o tron. Opinia Ziemiańskiego umieszczona na okładce jest co najmniej wyssana z palca. Nie ma tu palety barwnych, pełnokrwistych bohaterów, nie ma mocnego osadzenia zdarzeń na kamieniu i pyle skrupulatnie wyobrażonych miast. Językowo także bywa różnie - bo choć wtrącenia z obcego języka są plusem, nie można przemilczeć tego, że niekiedy w odniesieniu do danych bohaterów czy zdarzeń co kilkanaście stron powtarzają się całe frazy. Całość jest interesująca i miła do poczytania, ale daleka od niepowtarzalności i niezapomnianych wrażeń estetycznych.

Klimat jest więc raczej letni. Ani tu mroźnej zimy na kartach powieści, ani zmrożonej krwi w żyłach. Czyta się nieźle, ale "nieźle" to nie "wspaniale, genialnie, niesamowicie". Niemniej polecam, bo spróbować warto. To przyjemna lektura.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU AKURAT
Więcej o książce na stronie muza.com.pl

4 komentarze:

  1. Niedawno przeczytałam tą książkę i wydała mi się całkiem przeciętna, dlatego też raczej nie sięgnę po kolejną książkę tego autora - nie mam czasu czytać przeciętnych książek.

    OdpowiedzUsuń
  2. No popatrz, a ja kilka dni temu czytałam opinię, że w książce jest wiele brutalnych scen :D Dziś właśnie zaczynam czytać, nie liczę na wiele, ale też myślę, że się nie rozczaruję.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ogromnie ciekawa tej książki :D Ech, okładka mnie zauroczyła :D

    OdpowiedzUsuń
  4. O Wikingach oglądam na razie serial i póki co, to mi wystarcza.

    A serial super!

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...