wtorek, 28 czerwca 2016

#blogerzy: JAKA KSIĄŻKA CIĘ ZMĘCZYŁA? CZY ZŁE KSIĄŻKI CZYTASZ ZA WSZELKĄ CENĘ DO KOŃCA?

I znów zadaję blogerom książkowym pytanie o książki! Tym razem tematem są lektury...złe! Wcześniejsze posty z cyklu znajdziecie tutaj. Jakie książki blogerzy nazwali "męczącymi"?

..................................................................................................................................................

Diana, bardziejlubieksiazki.pl
Nie mogę sobie przypomnieć, jaka książka ostatnio mnie zmęczyła. Pewnie dlatego, że jeśli muszę się zmuszać, żeby przebrnąć przez jakiś tytuł, po prostu tego nie robię. Wychodzę z założenia, że i tak nie zdążę przeczytać w życiu wszystkich książek, jakie chciałabym przeczytać, więc po co mam marnować czas na coś, do czego mam się zmuszać. O! Przyszła mi do głowy Miniaturzystka Jessie Burton. Okładka przepiękna, temat świetny, ale okazało się, że to totalne pudło. Już po kilkunastu stronach wiedziałam, że nie przebrnę, resztę przekartkowałam, żeby sprawdzić, czy aby na pewno się nie mylę. Oczywiście, istnieją książki, przez które warto przebrnąć, żeby dostać nagrodę na końcu. Ale jeśli chodzi o powieści, zakładam, że powinny być rozrywką, więc absolutnie nie czytam czegoś, co mnie nudzi albo męczy. Po co?

Joanna, od-deski-do-deski.blogspot.com
Ostatnią książką która mnie zmęczyła był 101 Reykjavik Hallgrímura Helgasona (ciekawy człowiek, jednak pisarz marny). Powieść, z którą wiązałam wielkie nadzieje, okazała się być rozczarowującym bełkotem onanisty. Doczytałam ją do połowy i bez żalu odłożyłam. Kiedy książki są nieco bardziej sensowne lub zaciekawi mnie w nich jakiś motyw, staram się doczytywać do końca albo chociaż pobieżnie dotrzeć do ostatniej strony. Nie mam problemu z porzucaniem lektury, uważam że na świecie jest za dużo znakomitych książek, by trwonić swój czas na miernotę.

Joanna, krzywaprosta.pl
Sporo myślałam nad tym, która książka mnie ostatnio zmęczyła, staram się bowiem tak dobierać lektury, by nie narażać się na czytelnicze zniechęcenie. Niemniej taką książką była powieść Katarzyny Michalak Nie oddam dzieci. Od samego początku okazała się dla mnie całkowicie niestrawna. Fabuła, bohaterowi, nawet używane przez nich słownictwo, budziły we mnie wewnętrzny opór i po zaledwie 50 stronach po prostu książką rzuciłam z niesmakiem. To, czy czytam książki, nawet jeśli sprawiają mi czytelniczy dyskomfort, zależy w dużej mierze od tego, w jaki sposób trafiły w moje ręce. Jeśli są to książki, które sama kupiłam bądź dostałam w prezencie, wówczas nie krępuję się i nieudaną lekturę odkładam na półkę, oddaję znajomym bądź do biblioteki. Jeśli zaś jest to egzemplarz recenzencki, wówczas czytam od deski do deski i piszę stosowną recenzję.

Dagmara, rozkminyhadyny.blogspot.com
Kiedyś stawiałam sobie za punkt honoru dokończenie każdej zaczętej książki. Wydawało mi się wręcz, że to oszustwo, żeby pożyczyć coś z biblioteki i oddać nie doczytawszy. Teraz trochę odpuściłam i jeśli książka jest naprawdę na tyle fatalna, że to czysta strata czasu, to nie czytam do końca. Jest tyle innych, fantastycznych powieści do czytania! Jaka książka mnie zmęczyła? Było takich sporo, ale chyba najbardziej wyraziście wspominam masochistyczne czytanie ze śmiechem przez łzy pewnego ośmiuset stronicowego erotyku pt. Na szczycie... To była przygoda.

Natalia, ksiazkowe.pl
Niestety trafiło mi się kilka takich „pudeł” czytelniczych. Przykładowo pierwszy i drugi tom serii Ewy Seno. Wymęczyłam je jakoś, chociaż przy drugim skakałam po stronach i dialogach, gdyż nie mogłam zdzierżyć dziecinnej, nieprzemyślanej fabuły. Mistrza Katarzyny Michalak przeczytałam, ale do dziś mam po nim urazę do twórczości autorki i wiem, że nic więcej od niej nie ruszę. Z zagranicznego podwórka – Nowoczesna czarodziejka Debory Geary oraz Wypowiedz jej imię Jamesa Dawsona. Dwa koszmarki związane mniej lub bardziej z fantastyką. Odradzam.

Weronika, bigdwarf.wordpress.com
Ze złymi książkami w moim przypadku jest tak, że czytam je w całości, a potem wypieram z pamięci. Bo i po co mi pamiętać coś, co mnie wynudziło czy denerwowało, a miało objętość blisko 800 stron. Mało jest książek, które okazały się tak złe, że ich nie dokończyłam - można mnie nazwać wojownikiem, bo zmierzyłam się nawet z Greyem, chociaż potem miałam wrażenie, że straciłam mózg. Najbardziej męczący jednak okazał się Shantaram, którego nie potrafiłam w ogóle zrozumieć. Tyle bełkotu, pseudofilozofii Wschodu, takiego pieprzenia o niczym. Męczą mnie też książki młodzieżowe, jeśli są napisane w infantylny sposób, a główni bohaterowie tak od niczego łapią głębokie przemyślenia i dopada ich taki nieuzasadniony weltschmerz (albo jak kogoś boli kaleczenie języka to może przeczytać werteryzm, jeden pies). Finalnie czytam do końca męczące książki i w ogromną satysfakcją wyrażam się o nich szczerze. I nie ma na moją opinię wpływu fakt, że na przykład taką książkę dostałam od wydawnictwa.

Klaudia, porozmawiajmy-o-ksiazkach.blogspot.com
Pamiętam taką jedną książkę, która całkowicie i totalnie mnie zamęczyła. Skuszona wieloma dobrymi opiniami zabrałam się z zapałem za Zaginioną dziewczynę Gillian Flynn i był to absolutnie fatalny wybór. Czytałam tę powieść przez trzy miesiące, robiłam do niej dokładnie trzy podejścia, bo obiecałam sobie, że nie dam się jej pokonać. Rzeczywiście, książkę doczytałam i od razu odłożyłam na półkę, żeby więcej do niej nie wracać. Tak już mam, że nie lubię pozostawiać niedoczytanych książek, a choć przygoda z Zaginioną dziewczyną była najprawdziwszą męką, to udało mi się przebrnąć pomimo trudności płynących z niemożliwie przegadanej i nudnej jak flaki z olejem historii

Marika
Za każdym razem, gdy odkładam niedoczytaną książkę na półkę, mam wyrzuty sumienia. Zwalczam je najbardziej logicznym argumentem - lepiej przeczytać jedną dobrą książkę niż dwie męczące. Staram się jednak, bo wiem, że niekiedy książki zaskakują i po stu bardzo złych stronach następuje dwieście genialnych. Egzemplarze recenzenckie doczytuję, intensywnie kartkuję, przeklinam nad nimi, pluję jadem, męczę się, dręczę - robię wszystko, co mogę, byle dobrnąć do końca. Ostatnim koszmarkiem była książka Czego najbardziej żałują umierający, ale równie dużo trudności miałam z...Pratchettem! Drugie podejście do Koloru magii uderzyło mnie jednak tak ogromnym uczuciem, że dziś już nie wyobrażam sobie NIE ZNAĆ Świata Dysku.
..................................................................................................................................................

A jaka książka zmęczyła Ciebie?
Przeczytałeś ją do końca czy...porzuciłeś?

poniedziałek, 27 czerwca 2016

WYDARZENIA (nie tylko) KSIĄŻKOWE: lipiec 2016

WYDARZENIA
Jakie rzeczy zwróciły Waszą uwagę? 

Tym razem proszę Was o podpowiedź - na co powinniśmy zwrócić uwagę w lipcu? Jakie wydarzenia warto mieć na oku? Gdzie warto pojechać, z kim się spotkać? Polećcie coś fantastycznego!

KINO
Premiery kinowe w lipcu 2016

1 lipca



8 lipca


15 lipca
 



22 lipca


  

29 lipca 
 


KSIĄŻKI
Premiery książkowe w lipcu 2016 

Nie mogę oderwać wzroku od okładki Kobiety w kąpieli. Jedna z piękniejszych jakie kiedykolwiek widziałam! Zainteresował mnie też tytuł Strzeżcie się niezwykłych kobiet oraz Mroczniejszy odcień magii. Te trzy książki muszę zdobyć!



 


 


 


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...