sobota, 4 czerwca 2016

GŁÓD, Martín Caparrós






Tytuł: Głód (El hambre)
Autor: Martín Caparrós
Data wyd.: 2014 (PL: marzec 2016)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Ilość stron: 716

Trzy słowa: świadomość, która paraliżuje






Nie czytuję reportaży. Nie jestem dokładnie pewna, z jakiego powodu - nie z niechęci, ale być może przez przeoczenie. Kiedy sięgnęłam po ten, zmroziło mnie. Nie chciałam czytać, ale nie mogłam przestać. Moja niechęć i pragnienie rosły wprost proporcjonalnie. To uczucie nie ustępuje. Wiedza, jaką posiadłam, paraliżuje, a jednocześnie zmusza do działania.

Argentyński dziennikarz i pisarz Martín Caparrós stworzył książkę o głodzie. Książkę, która opisuje głód w najbardziej skrajnej postaci - tej, gdy organizm zjada sam siebie. Książkę, na której stronach próbuje odkryć, dlaczego współczesny świat nie potrafi rozwiązać tego problemu, jakie mechanizmy są odpowiedzialne za głód i skąd się on bierze. Odwiedza wszystkie zakątki świata, ale nie skupia się tylko na najbiedniejszych - zagląda też do biurowców, siedzib światowych firm i banków, patrzy w portfele najbogatszych. Pisze o historycznych uwarunkowaniach jedzenia oraz głodu, o skomplikowanych systemach walutowych oraz wykupie gruntów, spekulacjach i nierównościach społecznych. Głód to książka, która porusza każdą dziedzinę związaną z produkcją i handlem żywnością - i wskazuje na pojedyncze historie, w których to brak jedzenia jest siłą determinującą ludzkie istnienie.

Nie wiem jak się do tego zabrać, bo - jak pisałam - nie jestem specjalistką od reportażu. Nie znam niuansów tego gatunku. Mogę więc chyba mówić tylko za siebie i opisać to, co czułam w trakcie lektury. Ból, wstyd, żal, gniew. Ponownie wstyd. Było mi niewygodnie, bo uświadomiłam sobie, że w pomieszczeniu obok mam lodówkę pełną jedzenia. Było mi niewygodnie, bo zdałam sobie sprawę z tego, że nie mogę nagle czuć się źle przez to, że mam jedzenie. Czy nagły żal i głód nie byłyby naiwne? Przecież wiemy, że głód istnieje - wiemy, bo się nam o tym przypomina. A jednak ta książka uświadamia obecność głodu bardziej niż cokolwiek innego, niż jakiekolwiek inne wezwanie do działania. Było mi z tą książką bardzo niewygodnie, ale nie byłam w stanie jej odłożyć i nie chciałam tego robić.

Niger, Indie, Bangladesz, Stany Zjednoczone, Argentyna, Sudan Południowy, Madagaskar - te i inne miejsca odwiedzamy w książce Martína Caparrósy. Wielkie, tętniące życiem miasta i małe, zapomniane wioski. Z jednej strony jest w tej książce dużo wiedzy naukowej, statystycznej; przytaczane są oficjalne pisma, streszczane najważniejsze działania międzynarodowych organizacji humanitarnych. Z drugiej strony to książka, w której liczą się jednostki. Pojedyncze, drobne historie. Małe, łamiące się w dłoniach ciała dzieci. Nie, coś jeszcze bardziej przerażającego - małe, łamiące się w dłoniach ciało konkretnego dziecka. To dziecko ma imię, ma konkretny wyraz twarzy, ubiór, datę urodzenia; jego rodzice także. Martín Caparrós wskazuje palcem na pojedyncze rodziny i jednostki. W jednym akapicie przytacza suche statystyki i ożywia je natychmiast za pomocą prawdy, którą widział na własne oczy. Nazywa wirtualny głód, o którym można przeczytać w długich, nudnych artykułach, imieniem Aisha, Seydou. 
A gdyby pewnego dnia zjawił się czarownik i powiedział ci,
że możesz dostać od niego to, co chcesz, o co byś poprosiła?
Niejednokrotnie na kartach książki pada dokładnie to lub bardzo podobne pytanie, skierowane do różnych osób. Tak zaczyna się cały reportaż - Caparrós dowiaduje się, że największym pragnieniem kobiety jest posiadanie krowy. Krowy, która dawałaby mleko - dzięki niej możliwy byłby niewielki przychód, który zapewniałby pożywienie rodzinie. "Ale czarownik mógłby ci dać wszystko, o cokolwiek poprosisz", nalega autor. "Dwie krowy? Mając dwie krowy, nie zaznałabym więcej głodu."

To pozycja ogromna, przerażająca nie tylko tematyką, ale też ilością stron. To precyzyjne, kompleksowe opracowanie problemu. Oczywisty jest ogrom pracy, badań, poszukiwań i podroży, które leżą u podstaw tworzenia tej pozycji. Dzięki temu czytelnik może czerpać informacje z różnych źródeł. Są to rozmowy z osobami cierpiącymi głód, niedożywionymi, ale też z tymi, którzy są bezpośrednio zaangażowani w pracę humanitarną; zainteresowała mnie część dotycząca historycznego uwarunkowania mechanizmu jedzenia; ważne są informacje statystyczne pochodzące z różnego typu organizacji - ale wszystkie z nich autor samodzielnie komentuje, by nie pozostawić ich jako beznamiętnych liczb. Wciąż zmienia perspektywę, opowiadając o mechanizmach światowych banków, największych firm, polityków, systemów prawnych i gospodarczych. Komentuje przyczyny takiego stanu rzeczy, szczególną uwagę poświęcając niewykorzystanym okazjom walki z głodem. Martín Caparrós zadaje niewygodne pytania, na które nie potrafię odpowiedzieć; być może czasem poucza, ale ogrom pracy, jaki poświęcił na badanie tematu głodu, pozwala mu na przyjęcie takiej perspektywy. Odnieść można wrażenie, że był wszędzie, gdzie panuje głód i widział wszystkie jego rodzaje. Przekopał się przez setki danych, by odszukać tych, które wskazują na stan faktyczny. Nie podaje czytelnikowi skrótu informacji - to 700 stron na których padają dziesiątki imion, nazw wsi i miast, a także nazw firm oraz danych dotyczących programów i organizacji. Na jednej szali ci, którzy cierpią, na drugiej ci, którzy zawinili. Przemilczenie też jest działaniem na czyjąś szkodę.

Nie będę ukrywać - ciężko przebrnąć przez Głód. Nie z powodu narracji, bo Martín Caparrós pisze w sposób fantastyczny. Odnalazł równowagę między konkretnymi, nieco martwymi danymi, a spotkaniem z żywym człowiekiem, który dzieli się swoim punktem widzenia. Trudno jednak przeczytać tę książkę bez rachunku sumienia, bez poczucia winy lub zwykłej refleksji na temat tego, dlaczego świat jest skonstruowany w taki, a nie inny sposób. To lektura, którą chce się uczcić milczeniem, a jednocześnie głośnym, przeraźliwym krzykiem. W tej chwili jestem sparaliżowana.

http://matras.pl

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI KSIĘGARNI MATRAS
Więcej o książce na stronie matras.pl

4 komentarze:

  1. Masz rację, przez "Głód" ciężko przebrnąć, rzadko sięgam po reportaże, ale ten jest jak kubeł zimnej wody. Czytanie tej książki boli, mi najczęściej towarzyszyło uczucie bezradności. Świat jest niesprawiedliwy, a "Głód" tą niesprawiedliwość pokazuje, szkoda że cierpią na tym najbardziej niewinni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja chyba nie dałabym rady zmierzyć się z tą książką... Zbyt mocna dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tą książką chyba trzeba się zmierzyć. Póki co nie mam na taką ochoty, ale w przyszłości czemu nie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też nie czytam reportaży, ale chciałabym to zmienić. Lubię szokujące lektury, więc bardzo chętnie po nią sięgnę. Tylko, że tutaj wszystko dzieje się naprawdę...

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...