wtorek, 7 czerwca 2016

ŁOWCZYNI, Virginia Boecker







Tytuł: Łowczyni (The Witch Hunter)
Autor: Virginia Boecker
Data I wyd.: 2015 (PL: marzec 2016)
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 396

Dwa słowa: średnio zjadliwe






No dobrze, tak, wiem. Powieści dla młodzieży, young adult. Przymknąć oko, nie brać tego zbyt poważnie, obniżyć wymagania, pamiętać o tym, że jestem już stara na takie opowieści. A jednak nie, wcale nie mam ochoty być łaskawą. Uwielbiam dać się wciągnąć - boli mnie, gdy nie mam takiej okazji. Tu nie miałam.

Elizabeth Grey to członkini jednostki królewskich łowców czarownic - jej zadaniem jest wyplenienie z Anglii wszelkich przejawów magii, które są w świetle prawa zakazane. W wyniku podejrzanych okoliczności Elizabeth zostaje oskarżona o uprawianie czarów i błyskawicznie skazana na śmierć. Nie ginie jednak, ponieważ z niespodziewaną pomocą przychodzi jej Nicholas Parevil, najpotężniejszy mag w królestwie, którego dotąd Grey uważała za wroga. Dziewczyna w zamian za życie otrzymuje do wypełnienia misję, która jest równoznaczna z wystawieniem na próbę wszystkiego, w co dotąd wierzyła.
Stoję na skraju zatłoczonego placu i obserwuję karów, którzy właśnie zabierają się do pracy. Dwaj mężczyźni - ubrani w szkarłatne płaszcze cechowe, z dłońmi ukrytymi w osmalonych rękawicach skórzanych - wspinają się na stopnie z przeciwnych stron drewnianego rusztowania. W wysoko uniesionych rękach trzymają sypiące iskrami pochodnie. Na szczycie stosu stoją cztery wiedźmy i trzech czarowników. (...) Piątka skazańców milczy, nawet kiedy kaci przykładają już żagwie do drewien i pod ołowiane niebo strzelają pierwsze płomienie. [podkreślenia własne]
Bardzo ważne pytanie, od którego wszystko musi się zacząć - ilu było skazańców? Jeśli pamięć mnie nie myli, cztery plus trzy nie równa się pięć. Cóż, być może nie rozumiem kontekstu zdania, ale jeśli tak - niestety, ale tłumaczenie jest złe. Jeśli jednak pojawił się błąd w obliczeniach - tłumaczenie nadal jest złe. Czy wspominałam, że to pierwsza strona? Najbardziej pierwsza ze wszystkich pierwszych - właśnie tak zaczyna się powieść. Czy muszę dodawać, że natychmiast poczułam się zniechęcona?

Zanim jednak napiszę o tym, co mnie boli, sprawiedliwość wymaga, żebym napisała o wszystkim, co mnie ujęło. Pomysł - to pierwsze. Drugą pozytywną rzeczą jest wprowadzenie realiów. Stosy, opisy praktyk magicznych, szczegóły dotyczące miast, budowli, średniowieczny klimat zatłoczonych ludem miast i fortec - tak, to robi wrażenie. Muszę przyznać, że autorka odrobiła zadanie domowe i doskonale wie, w jaki nastrój chce wprowadzić czytelnika. Opisy są zgrabne i zawierają dość szczegółów, by poczuć grozę sytuacji - wyobrazić sobie podwyższenie, stos, zbliżających się do niego katów; by poczuć podniecenie tłumu, zapachy, dźwięki. Szybko można wpaść w klimat tej opowieści i narobić sobie ochoty na więcej. Nie jest to sztuczne, ale rzeczywiście robi wrażenie.

Gorzej z bohaterami. Największym problemem jest narracja pierwszoosobowa. Zwracałam już na to uwagę niejednokrotnie, pisząc o rożnych książkach - taki sposób prowadzenia opowieści ma swoje plusy, ma też minusy. W powieściach z nurtu young adult narracja pierwszoosobowa ma wzbudzić w odbiorcy zrozumienie, sieć wspólnych doświadczeń, przeżyć; czytelnik ma dzięki temu lepiej rozumieć rozterki bohatera i wczuć się w nie. Mogą być to więc poważne rozmyślenia dotyczące tragicznych wyborów, może być też nieco kulawa i za bardzo egocentryczna opowiastka w stylu "nie jestem lepszy/a od innych, ale...". Tym razem odniosłam wrażenie, że mam do czynienia z drugą opcją. Z opcją, w której narratorką jest nastolatka - stanowczo za młoda, by walczyć, a jednak walcząca z pasją i zaangażowaniem, zbierająca pochwały i niesprawiedliwe oskarżenia; nie rozumiejąca odpowiednio świata, a jednak rozumiejąca go doskonale i zmuszona do tego, by podejmować trudne decyzje... Rozumiecie - komplikacje na siłę i przegląd przez refleksje, które siebie wykluczają. Ostatecznie główna postać jest nijaka. Ani skromna, ani nie; przesadna niezwykłość sprawia, że jest jedną z bardziej przezroczystych bohaterek literackich, z jakimi miałam do czynienia. Nie ma w sobie ognia, nie ma w sobie delikatności; ani z niej wojowniczka, ani dama - jest nijaka. Chciałaby być badassem i tak o sobie mówi, a jednocześnie niejednokrotnie czytelnik dostaje opis rumienienia się z byle powodu. Jest niską i delikatną blondyneczką, ale powali każdego. Jej obrażenia i rozterki były dla mnie bezbarwne; nie bolało mnie to, nie przejmowało.

Drugą rzeczą, która bardzo mnie męczyła, była pewna nieumiejętność opisywania przez Virginię Boecker akcji. Walki były zbyt uporządkowane - czułam, że to sytuacja podobna do słabych filmów akcji, gdy widzimy, jak wrogowie czekają w kolejce do głównego bohatera, by ten miał czas ze wszystkimi się rozprawić. Jednocześnie w pozornie poważną sytuację (w końcu mowa o czarach, łapaniu czarownic i płonących stosach) wplecione są fragmenty, które bardzo przypominały mi książki o...liceum. Bal maskowy i ekscytacja tym, kto z kim na niego pójdzie - a wszystko w kręgu odważnych i tajemniczych łowców. Dużo dialogów, całe mnóstwo rozmów, rozmów, wciąż rozmów - po przeczytaniu pierwszych pięćdziesięciu stron odniosłam wrażenie, że nie wydarzyło się...nic. Treść się rozmywa. To, co miało przyciągnąć, wbić w fotel, sprawić, że jako czytelniczka przeniosłabym się w wykreowany świat - nie wypaliło. Dokładnie tak: podłożono dynamit, zapalono lont i... Puff, nic z tego.

Ta książka jest mi bardzo...obojętna. Myśląc o niej, nie czuję nic. Wiadome już, że nie czuję ekscytacji, radości i zadowolenia - ale nie czuję też większego zawodu lub złości. To nie jest zła i okropna książka. Dla mnie jest to po prostu jedno z wielu podobnych czytadeł, które pojawiły się w moim życiu i bardzo szybko z niego zniknęły. Jestem pewna, że nie zapamiętam tego tytułu i nie jest mi z tego powodu źle. I to dopiero jest złe.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU JAGUAR
Więcej o książce na stronie wydawnictwo-jaguar.pl


3 komentarze:

  1. W tym zdaniu może chodzi o to, że pięcioro skazańców milczało, a pozostali zachowywali się głośno? Ale w takim razie autor powinien wspomnieć i o tych wrzeszczących :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pierwszej stronie nie może być żadnych niejasności. ;) Taka prawda - pierwsze zdanie, pierwsza strona - to musi być dopieszczone. Całość musi być, ale wizytówka tym bardziej!

      Usuń
  2. Po Twojej recenzji raczej bym po książkę nie sięgnęła, a czytałam i nie odebrałam jej najgorzej ;)
    Z kolei jestem świeżo po książce "Moja Ananke| - Ewy Nowak, również młodzieżowa i ta do mnie przemówiła i to bardzo ;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...