wtorek, 21 czerwca 2016

PUŁAPKA, Melanie Raabe







Tytuł: Pułapka (Die Falle)
Autor: Melanie Raabe
Data I wyd.: 2015 (PL: kwiecień 2016)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 344

Trzy słowa: to już było





Thriller psychologiczny to jeden z moich ulubionych gatunków. Lubię być przez książkę wciśnięta w fotel, uwielbiam tracić oddech i zapominać, gdzie w rzeczywistości się znajduję. Uwielbiam to rozdarcie: iść spać czy dokończyć rozdział? Ach! Te emocje!

Pułapka - jak szumnie donoszą notki na wszystkich portalach - została uznana przez brytyjskie "Elle" najgorętszą premierą 2016 roku. Odniosła ogromny sukces w Niemczech i wykupiono prawa do jej adaptacji. Powieść opowiada o Lindzie Conrad, autorce bestsellerów. Linda ma około czterdziestu lat, a od ponad dziesięciu nie wychodzi z domu. Nie musi tego robić - zatrudniona obsługa dostarcza jej wszystkiego, co potrzebne, by żyć w komfortowych warunkach. Powodem jej zamknięcia na świat jest trauma związana z morderstwem jej siostry. To Linda odnalazła ciało Anny i to właśnie ona jako jedyna widziała twarz mężczyzny - jej zabójcy. Pewnego dnia widzi tego samego człowieka po raz kolejny i postanawia samodzielnie wymierzyć mu sprawiedliwość. Żeby go do siebie zwabić...pisze o nim książkę.

Pomysł ma kilka bardzo dobrych punktów - kobieta od wielu lat z własnej woli zamknięta w swoim domu, przypadkowe odkrycie tożsamości zabójcy, postanowienie opowiedzenia swojej historii w postaci kolejnej powieści. Rozgrywające się zdarzenia poznajemy poprzez narrację pierwszoosobową - głosem Lindy. To jednak nie wszystko, ponieważ co jakiś czas akcję rozdzierają fragmenty z tworzonej przez nią opowieści - ustępy dotyczące wydarzeń sprzed lat, które miały miejsce zaraz po śmierci jej siostry. Taka konstrukcja książki pozwala czytelnikowi szerzej spojrzeć na wydarzenia, które miały i mają miejsce. Czuję jednak ogromny niedosyt, teraz już nieco wygasły, chociaż w trakcie lektury irytujący, nieustannie obecny. Fragmenty powieści w powieści były bardzo ubogie i proste, przeszkadzał mi właściwie ten sam styl - udawanie, że te rozdziały napisała bohaterka książki nie wypaliło. Jak na autorkę bestsellerów nie potrafi pisać w sposób porywający, błyskotliwy, wstrząsający...

Być może dlatego, że Linda Conrad z wielkimi jednostkami ma wspólne tylko nazwy - swój pseudonim artystyczny (od Josepha Conrada) oraz imię psa (Bukowski). Narracja pierwszoosobowa szybko zdradziła, że główna bohaterka tej książki jest słabo skonstruowana - nie zainteresowała mnie swoim charakterem, brakowało w niej czegoś mocnego, wyrazistego. Może chociaż prawdziwego, mrożącego krew w żyłach szaleństwa spowodowanego traumą. W jej relacji dużo jest urywanych zdań, pytań, monologów wewnętrznych, które... nudziły mnie. Jest silna i nie jest. Przeżywa depresję oraz zmienne stany emocjonalne, ale czytelnik widzi, że są one w jakiś sposób opakowane, zbyt ugrzecznione - nie obawiałam się. Ani o bohaterkę, ani o siebie. Już po przeczytaniu kilkudziesięciu stron zdałam sobie sprawę z tego, że zupełnie nie przemawia do mnie motywacja bohaterki, że jej decyzja i plan pojawiły się w bardzo sztuczny sposób. Nie dostałam szansy, żeby poczuć się częścią jej świata i nagle narracja chce mi udowodnić, że oto w świecie przedstawionym podejmowane są wielkie decyzje. To bardzo...suche, mdłe, rozczarowujące. Ba! Przez kilka czy kilkanaście stron czytamy o opisach szkolenia, jakie wymusza na sobie główna postać - wszystko po to, by poradzić sobie z mordercą. Przypomniało mi to słabe filmy akcji z przyspieszonymi ujęciami kontaktów z mistrzami tajnych sztuk samokontroli i walki, które mają symbolicznie pokazać, że bohater przeżył przemianę wewnętrzną i może stawić czoła najtrudniejszym wyzwaniom...

Ale bohaterka tej książki się nie zmienia. Nie poczułam napięcia, nie zostałam wciśnięta w fotel; mogłam swobodnie oddychać, rozglądać się po pokoju i liczyć strony do końca. To ponoć thriller psychologiczny - ale ani psychologia postaci nie zachwyca, ani psychika czytelnika niczego nie odczuwa. Przez wiele stron śledzimy przebieg starcia między Lindą a mordercą - rzekomo przesycone zwrotami akcji. Podobno nie będziemy wiedzieć, komu ufać. Ta fabuła jednak nie jest zaskakująca; główny zabieg, który miał zaskoczyć, machał do mnie chorągiewką z oddali, a dodać należy, że dzień był przejrzysty, a chorągiewka połyskująca. Cel tej metafory jest chyba dość oczywisty - chcę powiedzieć, że doskonale spodziewałam się, co ma mnie zaskoczyć. Punkt krytyczny nie był krytyczny. Gwóźdź programu nie wypalił. Stare chwyty, nieudolna gra z czytelnikiem - nie rusza ani język, ani fabuła, ani bohaterowie.

Da się to przeczytać. Oczywiście, że się da. A jednak wolałabym przeczytać porządne, krótkie opowiadanie o wywiadzie z mordercą niż siedzieć nad tą książką przez kilka godzin. Do ostatniej strony liczyłam na to, że wydarzy się coś, co jednak zmieni moje zdanie - żyłam i czytałam nadzieją. Zawiodłam się podwójnie, bo zakończenie jest więcej niż banalne.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU CZARNA OWCA
Więcej o książce na stronie czarnaowca.pl

3 komentarze:

  1. Widziałam już kilka opinii podobnych do Twojej, więc nie zamierzam czytać tej książki. Dziwne, że gdzie indziej odniosła taki sukces...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie miałam napisać to samo. Też słyszałam podobne opinie - zmarnowany potencjał. Dam sobie spokój, chociaż również thrillery tego typu uwielbiam.

      Usuń
  2. Szkoda że ta książka nie przyniosła Ci pożądanych emocji. Mnie też by taka książka nie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...