czwartek, 2 czerwca 2016

SZKOŁA PRZETRWANIA, Lele Pons i Melissa de la Cruz






Tytuł: Szkoła przetrwania (Surviving High School)
Autor: Lele Pons i Melissa de la Cruz
Data I wyd.: 2016 (PL: maj 2016)
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 272

Trzy słowa: jazda bez trzymanki






Częścią Targów Książki w Warszawie jest spotkanie blogerów, w czasie którego mamy szansę na otrzymanie książek od wydawnictw, z którymi wcześniej nigdy nie współpracowaliśmy. Właśnie w ten sposób zdobyłam tę pozycję - zgłosiłam się do niej spontanicznie i... przypadkiem okazało się, że już od dawna jestem oczarowana dziewczyną, która ją napisała!

Lele Pons jest gwiazdą portalu Vine. To serwis przypominający Instagram, ale zamiast zdjęć użytkownicy umieszczają krótkie, zaledwie siedmiosekundowe filmiki. Lele jako pierwsza zebrała dziesięć milionów obserwujących i osiem miliardów obejrzeń filmów. W duecie z Melisą de la Cruz (autorka serii Błękitnokrwistych) stworzyły powieść o liceum - trudnym wejściu w krąg nowych znajomych, odnajdywaniu swoich mocnych i słabych stron, przygodach, jakie mogłaby mieć każda nastolatka. Poszczególne historie przypominają zbiór wspomnień, a opierają się na filmikach, które Lele wrzuca na Vine'a.

Chciałam dostać zabawną, wciągającą, pełną humoru, zwrotów akcji, odrobiny szaleństwa i dystansu historię o tym, że liceum jest trudnym wyzwaniem, ale każdy może sobie z nim poradzić, jeśli tylko chce spróbować i potrafi parsknąć śmiechem w najbardziej stresujących chwilach. Chciałam więc historii dość typowej, ale jednocześnie dającej odrobinę nowej jakości - tak, jak nową jakość oferuje Vine. Już jakiś czas temu zakochałam się w Lele Pons i jej filmikach, które idealnie ubierają w kilka sekund zabawne, ale bardzo trafne zdarzenia i riposty, które każdy dusi w sobie, bo pewnych rzeczy nie wypada zrobić (jak filmik, w którym dziewczyna reaguje na podsiadającą ją koleżankę uśmiechem, by w następnej chwili wyszarpnąć jej krzesło spod tyłka - złożę się, że każdy kiedyś to rozważał). Chciałam się świetnie bawić - po prostu.

Połknęłam tę książkę w jeden wieczór i uśmiałam się przy niej niesamowicie, co rusz włączając filmiki Lele na Vinie (tytuły poszczególnych rozdziałów są jednocześnie tytułami materiałów, które wrzucała w sieć). Lele Pons już na początku podkreśla, że nie jest to jej wierny pamiętnik i nie można tak tego odczytać. Rzeczywiście. Chociaż główna bohaterka nazywa się właśnie Lele Pons i na pewno ma dużo wspólnego z rzeczywistą Lele, Szkoła przetrwania jest książką, która ma na celu zbudowanie na bazie filmików bardzo prawdopodobnej historii kumulującą w sobie podwójną... ba! - potrójną  nawet dawkę pokręconych, zabawnych i nieprzewidywalnych zdarzeń. W każdym rozdziale coś się dzieje, w każdym dochodzi do czegoś, co wywołuje śmiech - każde wydarzenie motywuje powieściową Lele do nakręcenia filmiku, który... istnieje już w prawdziwej sieci, bo realna Lele wrzuciła go długo przed napisaniem książki. Szaleństwo? Ha! Pełne akcji, humoru, bez choćby jednej strony zostawionej na snucie refleksji czy spowalnianie. To nie jest książka, która ma nieść refleksję, ale niesamowicie dynamiczna historia, która zapewnia sporo rozrywki.
Pierwsza rzecz, którą powinniście wiedzieć na mój temat, to że nie zawsze byłam tą znaną wam boską seksowną fajną promienną blondynką. Wiem, wiem, to dla was szok. Jeszcze nie tak dawno temu byłam niezdarnym wyrzutkiem z aparatem na zębach, w niemodnych ciuchach, za dużych o dwa numery. "Nie!", słyszę wasz zgodny chór. "Lele zawsze była idealna". Cóż, macie rację, zawsze byłam idealna, ale to zupełnie inna historia. Teraz chciałabym zabrać was w przeszłość, do mrocznej epoki w dziejach, by wam pokazać, że nie zawsze było tak słodko.
To bardzo bezpośrednia opowieść. Narratorka patrzy na wszystko z własnego, bardzo subiektywnego punktu widzenia i właściwie nie ma powodu, by roztrząsać poszczególne zdarzenia i doszukiwać się w nim głębszych sensów. To pełna humoru, pozytywnego przesłania i odrobiny autoironii książka, dzięki której można przypomnieć sobie najtrudniejsze momenty, jakich doświadczyło się w szkole i uśmiechnąć się na ich wspomnienie. Nie wiem jak Wy, ale ja często zastanawiam się, "co by było, gdybym teraz..." - i tu snuję dziwaczną historię, jakiś ruch, który nie przystoi w codziennej komunikacji z ludźmi. Lele też o tym myśli, ale zamiast zapominać o tym - notuje swoje spostrzeżenia i skleca na ich podstawie filmiki. Wierniejsi odbiorcy Vine'a być może rozpoznają w bohaterach powieści pierwowzory postaci.

To nie jest historia o tym, jak zdobyć popularność w sieci. Nie jest to historia o tym, w jaki sposób Lele Pons (ta rzeczywista) wpadła na pomysł kręcenia filmików i jak nad nimi pracowała. Być może część ze zdarzeń, które opisano w książce, jest prawdziwa, ale nie odcedzi się faktów od zmyśleń; ja na pewno nie będę tego robić. Chciałam lekkiej, przyjemnej lektury, która zebrałaby wszystkie pokręcone zdarzenia z filmików na Vinie w całość, zlepiłaby je w jedną, zwartą narrację, dodając nieco nowych treści - i dostałam właśnie to, czego się spodziewałam. Po lekturze byłam rozbawiona, odprężona i dobrze nastawiona do kolejnego dnia - i, serio, właśnie o to chodzi.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU JAGUAR
Więcej o książce na stronie wydawnictwo-jaguar.pl


2 komentarze:

  1. Niestety tym razem to chyba nie dla mnie. Chociaż może kiedyś ;)
    Przy okazji zapraszam Cię na konkurs ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubiłem kiedyś serię o Błękitnokrwistych de la Cruz, dlatego chętnie powróciłbym do jej prozy - niewymagającej i często zabawnej ;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...