niedziela, 5 czerwca 2016

ZA DRZWIAMI PAŁACU, Cay Garcia






Tytuł: Za drzwiami pałacu. W służbie saudyskiej księżniczki (Behind Palace Walls. In the service of Saudi princess)
Autor: Cay Garcia
Data I wyd.: 2014 (PL: maj 2016)
Wydawnictwo: Znak Literanova
Ilość stron: 263

Dwa słowa: odgrzewany kotlet





Zamknięty świat Arabii Saudyjskiej. Temat, który kusi i przeraża jednocześnie. Ostatnio na półkach w księgarniach pojawia się coraz więcej pozycji mających ukazywać ten szokujący, orientalny świat, który ma swoje twarde zasady i nieprzychylnie patrzy na przybyszów z Zachodu. Co kryje się za drzwiami pałacu opisywanymi w tej pozycji?

Cay Garcia to absolwentka szkoły dla kamerdynerów. Została osobistą asystentką arabskiej księżniczki Arabelli, która mieszka w Rijadzie. Po przeniesieniu się do Arabii Saudyjskiej odkrywa świat tamtejszej arystokracji: markowe ubrania, drogą biżuterię, ograniczenia narzucane przez religię i tradycję. Musi zmagać się z nastrojami arystokratki i jej szczegółowymi wymaganiami. Poznaje prawdę o zasadach życia rezydencji, jej mieszkańcach i pracownikach.

Perspektywa jest bardzo ciekawa. Dotychczas miałam okazję czytać książkę napisaną przez członkinię arystokratycznej rodziny, dlatego spojrzenie na problematykę wzrokiem kobiety pochodzącej z innego kraju bardzo mnie zaciekawiła. Spodziewałam się prawdziwego szoku kulturowego - tak, jak obiecano w blurbie. Trudno odwiedzić Arabię Saudyjska, ale wejść za drzwi pałacu któregoś z arystokratów? To prawie niemożliwe. Bardzo się jednak przeliczyłam, bo w tej książce nie ma absolutnie nic, co mogłoby zaintrygować. Kilka faktów o szkoleniu kamerdynerów, szybki opis przygotowań i wyjazdu, a później zaledwie parę doskonale znanych z telewizji faktów o kraju i niemrawy romans. Narratorka nie ma charakteru - to nic. Arabska księżniczka nie ma charakteru - to też nic. Ale jeśli cały kraj jest pozbawiony charakteru - to znaczy, że z książką jest coś nie tak.
Pozostała cześć dnia przebiega w zwolnionym tempie, choć czas chyba nigdy nie mijał szybciej. Pakuję się, a jednocześnie próbuję poukładać sobie to wszystko w głowie. W całym pokoju piętrzą się stosy ubrań, bel pięknych materiałów oraz dzieł sztuki, które zgromadziłam w ciągu ostatnich czterech miesięcy. Do odlotu pozostało sześć godzin.
Nie jestem pewna, czy czas biegnie powoli, czy szybko - a takich niejasności jest w książce więcej. Największą niewiadomą jest stopień naiwności narratorki. Nie jestem pewna, czy moje odczucia wynikają ze słabo poprowadzonego tekstu, czy narratorka rzeczywiście ma tak proste spojrzenie na pewne rzeczy i tak łatwo przychodzi jej niektóre akceptować. Najbardziej uderzył mnie fragment dotyczący przylotu bohaterki na miejsce. Na lotnisku miała na nią oczekiwać kobieta, asystentka księżniczki - powinna przywieźć jej odpowiedni strój, by zachodnia uroda narratorki nie rzucała się w oczy. Poza tym wiadome jest, że kobieta bez odpowiedniego nakrycia ciała jest w Arabii Saudyjskiej traktowana w sposób bardzo protekcjonalny. Asystentki jednak nie ma. Cay Garcia wspomina o tym, że arabska punktualność nie istnieje, dlatego nie ma się czym martwić. Odważnie siada z książką i ignoruje wszystkie spojrzenia. Po jakimś czasie podchodzi do niej dwóch obcych, nieprzyjemnych mężczyzn, którzy każą jej pokazać paszport i iść za sobą. Garcia nie rozumie, co się dzieje, ale oddaje im dokument i...idzie. Ba! Nie tylko idzie, ale wchodzi też do auta i przyjmuje do wiadomości brak jakichkolwiek rzetelnych informacji na temat tego, dokąd ją zabierają. Nie jestem pewna, czy narracja ominęła jakieś istotne rozmowy (choćby pytanie o to, kim, do cholery, są ci obcy faceci i czego od niej chcą), czy też narratorka w swojej naiwności odgórnie założyła, że to ludzie księżniczki.

Ale cofnijmy się jeszcze fragment wcześniej, bo moja złość i rozdrażnienie rosną. W opisie przygotowań do podróży znajdziemy stosunkowo długi ustęp o tym, co może spotkać obcokrajowca (a kobietę w szczególności) w Arabii Saudyjskiej. Są więc informacje o tym, jak należy się ubierać, jakie zachowania nie są wskazane, jakich środków nie można mieć przy sobie; jest też informacja o tym, że choć Cay Garcia otrzymuje umowę na rok, może się zdarzyć tak, że księżniczka zażyczy sobie jej dłuższego pobytu i...i tyle, księżniczka ma władzę i basta. Ale narratorka radośnie wspomina tylko, że ekscytowały ją przygotowania. Najpierw opis skracania o głowę - a później opis dziecięcej radości. Masochizm?

Uderzyło mnie, że narratorka nachalnie powraca do tematu kotów. Mam wrażenie, ze humory księżniczki i jej nieludzkie traktowanie pracowników mniej obchodzą narratorkę od losów biednych kotów, które są wychudzone, ponieważ nie dokarmia się ich po to, by wyłapywały myszy. Oczywiście, rozumiem, że odpowiednie traktowanie zwierząt jest kwestią istotną, ale w tym przypadku stało się to niemal śmieszne - zwłaszcza, gdy okazało się, że jeden cały rozdział zatytułowany jest właśnie Koty, a na końcu książki znajduje się...tak, ponowna informacja dotycząca kotów. "Bezgraniczny smutek", który odczuwa narratorka na widok tych stworzeń był tak dojmujący, że właściwie zmanipulował całą moją lekturę. Zaczęłam omijać wzrokiem fragmenty dotyczące stosunku Cay Garcii do nich - a było tych fragmentów całkiem sporo.

Sam pobyt w Arabii Saudyjskiej jest nudny i nie wnosi absolutnie nic nowego do informacji, które każdy już posiada. Jest więc lekko zarysowany opis zwyczajów, ale zbyt szczątkowy, by cokolwiek nim ugrać; szaleństwo księżniczki, która miała być tak potworną osobą, na pewno w rzeczywistości mogłoby wywołać skurcze żołądka, ale narracyjnie ni ziębi, ni parzy. Szybko pojawia się za to tajemniczy mężczyzna o pięknym uśmiechu, po czym niejednokrotnie czytelnik dowiaduje się o przeskakujących między nim a narratorce iskrach. Jakie jest założenie tej książki? Opis służby u arabskiej księżniczki czy tani romans? Trudno mi powiedzieć. Ta książka jest całkowicie pozbawiona charakteru, pazura, pomysłu na przedstawienie prawdziwej Arabii Saudyjskiej i prawdziwej, orientalnej księżniczki, która może mieć wszystko, czego tylko zapragnie, a tymczasem jest jedną z najbardziej nieszczęśliwych osób, jakie spotkała na swojej drodze Cay Garcia. Ta książka jest mdła.

Byłam znudzona. Oczekiwałam klimatu, drobiazgowego opisu zwyczajów, zapachów, smaków, a także słów i działań. Oczekiwałam szczegółów, wejścia za drzwi pałacu i poznanie każdego jego fragmentu, każdego pomieszczenia, każdej służącej i wytknięcie każdej różnicy kulturowej. Oczekiwałam książki, która rzuci nowe światło na tajemniczy, ale przyciągający kraj, jakim jest Arabia Saudyjska. Oczekiwałam prawdy, którą mnie kuszono. Prawdy, która mnie zszokuje albo chociaż poruszy.

Dostałam odgrzanego kotleta. Jest przyschnięty i prezentuje się bardzo nieapetycznie. Brak mu wszystkiego - przypraw, koloru i krwi. Jest papierowy, smakuje jak gazeta. Nie tego chciałam. Sformułować to bardziej dosłownie? Dajcie sobie spokój z tą książką.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU ZNAK LITERANOVA
Więcej o książce na stronie znak.com.pl

4 komentarze:

  1. No pocisnęłaś. Nie przeczytam :D! Bardzo dobrze napisany tekst, czytanie Ciebie to czysta przyjemność ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. To się nazywa rzetelna recenzja! Czuję, że nie przeczytam. Książka ma za dużo sprzeczności i jest dalece od moich oczekiwań czytelniczych. Raz jeszcze-genialny opis!

    OdpowiedzUsuń
  3. Uuu, szkoda, fabuła z początku wydawała się być intrygująca, ale skoro książka nie prezentuje sobą niczego nowego ani godnego polecenia - nie ma sensu po nią sięgać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolejna negatywna recenzja na którą natrafiam odnośnie tej książki... kolejna recenzja, który przekonuje mnie do tego by po nią nie sięgnąć... swoją drogą świetna, drobiazgowa i niezwykle dopracowana recenzja. Będę tu zaglądała :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...